czwartek, 26 marca 2015

Oddaj poprawione

Jesteś świadkiem dziejących się krzywd, słów czyniących wiele zła, odbierasz złe wiadomości z telewizji, prasy, radia, wysłuchujesz cudzych narzekań. I jak to działa na ciebie? Psuje ci humor. Zgadza się?



Tobie też przytrafia się wiele rzeczy, które trudno ci nazwać przyjemnymi: zapomniałeś parasola i deszcz moczy ci włosy i ubranie, boli cię żołądek, lub głowa, martwi cię brak pieniędzy na spłatę raty kredytu, twojemu dziecku zepsuła się zabawka, a oprócz tego przerdzewiała rura wydechowa w twoim samochodzie, teściowa jest poważnie chora, sąsiadka jest bardzo wścibska i roznosi plotki, pies z domu z naprzeciwka ujada całymi nocami zupełnie bez powodu.

Powiedz, czy to są wystarczająco dobre powody, by opowiadać to swoim znajomym, rodzinie, przyjaciołom?

Powiesz, no tak, ale o czymś trzeba z ludźmi porozmawiać.

Otóż nie trzeba, bo cisza jest więcej warta, a na dodatek, będziesz uchodził za mądrzejszego, gdy będziesz milczeć, zamiast dużo mówić, a szczególnie o rzeczach, które są naszymi lub cudzymi nieprzyjemnymi bólami, zmartwieniami, czy doświadczeniami.

Trenerzy od pozytywnego myślenia uczą nas, by stać się obojętnymi na narzekania, by unikać jak ognia narzekających, by spośród dziejących się rzeczy wybierać te pozytywne.

Natomiast w tradycjach duchowych Wschodu proponuje się coś zupełnie przeciwnego: przyjmij tą złą energię, to złe słowo i oddaj poprawione.

To bardzo mądre i bardzo potrzebne, bo nie odrzucasz nikogo, akceptujesz również tych nieszczęśliwych, ale nie pozwalasz swoją postawą na utrwalanie w nich nawyku narzekania, nie przyzwalasz na dalsze trwanie w nieszczęściu, bo im nie współczujesz, nie okazujesz zainteresowania ich nieszczęściem, lecz ich osobą, a co najważniejsze, oddajesz im w zamian coś co jest czymś pozytywnym, dobrą energią, miłością, a nie tanim komplementem, czy czymś tak banalnym jak: „Będzie dobrze”.

Tak więc pomagasz im zrozumieć, że sami mogą sobie pomóc, i to zło, problemy, które  sami kreują, tak naprawdę, ich czegoś uczą, są czymś w rodzaju drogowskazu, światła na drodze, a nie karą, nieszczęściem podsyłanym przez siłę wyższą, czy środowisko, nieprzychylnych im ludzi.

Inna sprawa, czy chcą to zrozumieć i czy chcą cokolwiek zmienić w sobie, w sposobie patrzenia na świat.

Jak praktycznie takie poprawianie może wyglądać?

Nasze własne odczucia możemy poprawiać natychmiast, gdy się przydarzają, np. zmokłeś na deszczu i zamiast narzekać, przeklinać siebie, że zapomniałeś parasola, podziękuj sobie, bo miałeś okazję poobcować z naturą, miałeś okazję doznać oczyszczającej mocy deszczówki.

Twój własny żołądek okazując ci ból, tak naprawdę podejmuje z tobą dialog, wskazuje ci błędy w twoim stylu życia, błędy żywieniowe, a to okazja raczej do podziękowań, niż do wściekania się na siebie, czy do narzekań wśród przyjaciół, znajomych czy rodziny.

Złamałeś nogę? No i co z tego? Może to sygnał byś zwolnił, zdjął nogę z gazu? Może tylko udajesz twardziela, może jesteś zbyt ambitny, może nie działasz zgodnie ze swoimi pasjami, może kroczysz nie twoją ścieżką, pomyliłeś drogi, może upijasz się pragnieniami, cudzymi, kreowanymi przez manipulujących tobą ludzi, marzeniami? Może złamana noga to informacja, to przestroga? Na pewno tak jest – uwierz nic nie dzieje się przypadkiem. Ciesz się tym złamaniem, bądź za nie wdzięczny. Tak to przedstawiaj przyjaciołom.

Rozumiesz? Tak samo podziękuj za mandat za przekroczenie szybkości, bo uratował ci życie, lub sprawił, że nie zderzyłeś się nocą z wielkim dzikiem, który przebiegł ci przed samochodem.

Brak pieniędzy to również nie jest kara, czy zbieg niesprzyjających okoliczności, lecz dobra okazja do przemyśleń, do zmian w swoim życiu. To okazja na podjęcie decyzji, czy ryzyka zrobienia czegoś, by to zmienić, by stać się bardziej kreatywnym, mniej leniwym, bardziej zorganizowanym, bardziej skutecznym. A może wręcz przeciwnie, by przyjrzeć się sobie i dostrzec, że jesteś zbyt ambitny, że chcesz robić wiele rzeczy na pokaz, chcesz zaspokajać swoje ego, że bierzesz kredyty, by nie być gorszym od innych, lub by sobie i innym udowodnić, że jesteś lepszy.

A po co to robisz? Do czego ci potrzebne? Czy będziesz bardziej szczęśliwy mając większy dom i nowszy samochód?

Zamień więc w sobie te złe energie, złe słowa, myśli, emocje, narzekanie na podziękowanie, na wdzięczność, bo dostałeś sygnał, informację, że coś jest nie tak. Już to, że jesteś smutny, a nie radosny, to jest ważna informacja. Twój wewnętrzny przewodnik mówi: - hola, hola, przystopuj, bo kroczysz, nie tą ścieżką, pomyliłeś drogi, zmień to. Nie możesz być z tego powodu zły na siebie, nie musisz siać po świecie, wśród ludzi, wśród przyjaciół, ziaren smutku i zła, ziaren nieszczęścia. Zamień to na dobre, zdrowe ziarna.

Gdy człowiek z którym rozmawiasz narzeka, przyjmij to od niego, ale zmień w coś dobrego, zamień z „nie”, na „tak”.

Co możesz mu powiedzieć, gdy wyłuszcza ci wszystkie swoje problemy, gdy wywyższa je do wysokości Himalajów i pyta dlaczego życie tak nieprzychylnie go doświadcza?
Powiedz, by się cieszył, by był wdzięczny za te problemy, bo one go czegoś uczą, a pojawiają się dopóty, dopóki, on sam z nich nie wyrośnie, czegoś nie zrozumie, czegoś w sobie naprawi, nie odkryje prawdy o sobie i o świecie.

Możesz też powiedzieć, jeśli sam rozumiesz, co dany problem ma mu do powiedzenia, jak ty go rozumiesz. Bo tak naprawdę problemy zawsze są podpowiedziami, są znakami.

Nie bój się, że to co powiesz, lub twoja postawa, są czymś nieprawdziwym, czymś tanim, jakimś czczym gadaniem. Nie, jak najbardziej są czymś dobrym, czymś co naprawia świat.

Każda rzecz, każde zjawisko, każda energia ma swoje dwa końce, ma dwie strony medalu, ma swój dzień i noc, swoje dobro  zło. Gdy dostrzegasz to dobre, to wyciągasz je na światło, dodajesz mu pozytywnej energii – sprawiasz, że znika strach, a pojawia się miłość, nieszczęście przemienia się w szczęście, znika smutek, pojawia się nadzieja, wiara i radość, ustępuje choroba, pojawia się cisza, spokój, harmonia, zdrowie.

Naucz się tej sztuki poprawiania. Popraw siebie, wniknij do swego wnętrza i zobacz tam lepszego siebie. Zamiast nienawiści, zazdrości, strachu, złych wiadomości wyślij to, co temu przeciwne. Popraw i wyślij. Napraw słowa i je wyślij, napraw siebie i takim pokaż się światu.

Efektem poprawiania będzie mniej gry, więcej autentyczności, mniej ego, więcej świadomości, mniej słów, więcej ciszy, mniej zła, więcej dobra, mniej strachu, więcej miłości.

Nie poprawiaj ludzi, poprawiaj to ziarno, które sieją. Nie poprawiaj słów, nie odbijaj ich, nie potwierdzaj ich złej energii, lecz ją przyjmij, przepuść przez swoje serce i duszę, i oddaj poprawione.

Poprawianie to nie walka, to misja, to zabawa, to powrót do raju.

Poprawianie to spacer po łące pełnej kwiatów, to rozmowa z wiatrem, to rozdawanie dobrej energii wśród gwiazd, to obdarowywanie miłością wszystkiego i wszystkich, to bezinteresowność.

Poprawianie to przyjmowanie wszystkiego takim, jakim jest. To najwyższy wymiar akceptacji. To dostrzeganie prawdy, dobra we wszystkim, bo prawda i dobro są we wszystkim. Są tam, gdzie pozornie wydaje się ich nie być. Są tam, bo są wszędzie.

Oddawanie poprawionego, to najwyższy wymiar zrozumienia, to pełnia miłości, bo akceptacja to miłość.

Oddawanie poprawionego to widok ze szczytu, to wysoki poziom rozwoju, to mistrzostwo.

Bądź otwarty na przyjmowanie złego i jednocześnie bądź mistrzem w oddawaniu poprawionego.


Piotr Kiewra    

niedziela, 22 marca 2015

Wypędzanie żebraka

Dopóki nie wypędzisz  z siebie żebraka nie będziesz szczęśliwy/szczęśliwa, nie będziesz zamożny, radosny. Nie zaznasz miłości, co najwyżej dostaniesz nieco nic nie wartego współczucia, które zatrzyma cię na długo w miejscu, w którym jesteś. Nie rozwiniesz się, bo żebrak nie jest kreatywny w budowaniu, żebrak jest oczekujący, na to, że dostanie od innych to, czego potrzebuje.

Żebrak żebrze o zainteresowanie, o litość, o docenienie, o współczucie, o miłość, o mannę z nieba, o dary, na które nie zasłużył.

Żebrak  nie wypełnia żadnej misji, nie daje siebie najlepszego, nie odkrywa i nie używa swego potencjału, niczego nowego i lepszego nie tworzy.

Nie, jednak jedną misję ma do wypełnienia: swoją postacią, swoim „dziełem” pomaga odnaleźć innym żebractwo w sobie. I to jest chyba, ta jego najważniejsza misja – pomóc wypędzić żebraka z siebie innym.

Skąd u mnie ten temat? Otóż kilka dni temu napisałem opowiadanie pod tytułem „Żebrak” , którego głównym motywem jest właśnie odnalezienie i wypędzenie żebraka z własnej świadomości, ponieważ blokuje on nasz rozwój, nie pozwala prawdziwie kochać i być kochanym, zamiast tego uczy jak zastępować miłość współczuciem, czyli namiastką miłości. Oprócz tego żebrak wypełnia nas nieszczęściem i smutkiem i każe się tym dzielić, szukać współczucia u innych. Czyni z nas nieszczęśnika, który opowiada o swoim nieszczęściu, w oparciu o to nawiązuje relacje, wzbudza zainteresowanie i robi na tym interes. A przede wszystkim udaje mu się upowszechniać taką postawę, doprowadza nas do schizofrenii, do podziału wewnątrz nas: na tego, który szuka szczęścia, miłości, powodzenia, pieniędzy, sukcesu i rozwoju oraz na tego, który to wszystko sabotuje.


Dopóki nie wypędzisz z siebie żebraka nie pojawią się też u ciebie pieniądze, zdrowie, powodzenie w miłości.

Dlaczego?

Bo żebrak sabotuje wszystkie te wysiłki. Jesteś w dysharmonii, bo z jednej strony czegoś chcesz i wykonujesz w tym celu określone działania, a z drugiej nie chcesz, boisz się i sabotujesz sam siebie, nie wierzysz, że ci się uda, albo wolisz czekać, nic nie robić, bo ktoś lub coś ci to da bez wysiłku – za darmo. Wystarczy, że wyciągniesz rękę i poprosisz o współczucie.

Stąd też w nas smutek. Bycie żebrakiem zasmuca, bo sami czujemy, że żebractwo to brzydkie zajęcie, to coś co ujmuje nam wartości, wiary w siebie, kreatywności i wielu innych dobrych rzeczy. Żebrak musi być smutny, bo właśnie smutek jest tu narzędziem w zdobywaniu współczucia, więc najpierw trzeba się nauczyć go zagrać, a później staje się nawykiem, sposobem na życie.

Będąc żebrakiem nie będziesz bogaty, nie zarobisz dużych pieniędzy, nie wygrasz w lotka. Bo nie można mieć czegoś, czego się jednocześnie chce i nie chce. I nie można liczyć też na zadziałanie „sekretu”, bo tam potrzebna jest radość, a radość u żebraków to towar deficytowy.

Jeśli masz w sobie żebraka, to jesteś rozharmonizowany i na pewno masz wiele chorób w swoim ciele, oprócz oczywiście tej najważniejszej – żebraka w głowie.

Pozbycie się, wypędzenie go z siebie, uzdrowi twoje ciało, oraz odmieni ciebie i twoje życie. Zrób to więc teraz, wypędź ze swojej głowy żebraka, wypędź myśli o twoim nieszczęściu, wypędź smutek, weź z nim rozwód, weź rozwód z wyhodowanym przez ciebie żebrakiem. To cię zharmonizuje, pozwoli się rozwijać. Dowiesz się też kim jesteś, bo żebrak również w tej dziedzinie, w duchowości – czyli poznawaniu twego wnętrza, uniemożliwiał to.

Pozbycie się żebraka, to pozbycie się dużej części ego.

Jak się go pozbyć?

Obserwuj go. To go zawstydzi i sparaliżuje. Obserwacja wytrąci mu narzędzie z ręki – nie będzie w stanie stosować swoich podstawowych narzędzi: nieszczęścia i smutku. W końcu – jeśli będziesz wytrwały i uważny w tej obserwacji, to sprawi, że on wyniesie się na stałe. Staniesz się wtedy wolny, zharmonizowany, przyjdą do ciebie rzeczy, np. pieniądze, bo one też nie lubią żebraków, one lubią konkretnych ludzi.

Przyjdą pozytywni ludzie, którzy unikają samozwańczych nieszczęśników. Tych  pozytywnych jest – niestety – zdecydowana mniejszość, bo mentalne żebractwo  jest bardzo rozpowszechnione.

Przyjdzie miłość, przyjdzie szczęście.

I to chyba jest największy profit – szczęście. Osiągnięcie go, odnalezienie szczęścia w sobie jest niemożliwe, dopóki nie pozbędziemy się żebraka. Żebrak bowiem i szczęście chodzą zupełnie innymi drogami, jeśli jest żebrak, nie ma szczęścia i odwrotnie, jeśli jest szczęście, to właśnie z powodu, że nie ma tam żebraka.
Wypędzanie żebraka to świetna medytacja. Pamiętaj to mój wynalazek … o nie, znowu odezwał się we mnie żebrak, hihihi. Zapomnij o tym ostatnim zdaniu – o pamiętaniu. Najlepiej jak zapomnisz wszystkiego czego się do tej pory nauczyłeś, bo w tej całej nauce prawie zawsze był żebrak. Uczono nas tego od dzieciństwa.

Żebraliśmy płaczem o zabawki, o jedzenie, o zainteresowanie rodziców. Później żebraliśmy o zainteresowanie innych dzieci, rówieśników, społeczeństwa, świata, na różne sposoby. Żebraliśmy i żebrzemy  o docenienie, o zauważenie, o wielkość, znaczenie, sukces, o pieniądze, o relacje, o fałszywe przyjaźnie i miłości, prawie o wszystko. Nie możemy tylko wyżebrać tego wszystkiego od drzew, dzikich zwierząt, od skał, od słońca i nieba, bo te istoty, te przedmioty są nieczułe na żebractwo i dlatego tam właśnie najlepiej ćwiczyć swoje rozstawanie się z żebractwem. Tam właśnie najlepiej ten proces zapoczątkować, w ciszy, spokoju. A później trzeba to już niestety ćwiczyć wśród ludzi.

Tylko ciągła obserwacja twego żebraka w tobie pozwoli ci na postęp. Któregoś dnia żebraka już nie zastaniesz i to będzie pierwszy dzień pięknego, wolnego życia.

Wierzę w ciebie. Jesteś wybrańcem, jednym z nielicznych, którym się to uda. Reszta kocha swojego żebraka, kocha swoje nieszczęścia i smutki i dlatego poza tą żebraczą miłością niczego więcej nie mają.

Wypędź go! Warto. Tylko twardzielom się to udaje.


Piotr Kiewra  

czwartek, 12 marca 2015

10 najpiękniejszych tatrzańskich szlaków

Na początek wyjaśnienie. Chciałem stworzyć listę dziesięciu szlaków, ale powstała znacznie bardziej obszerna lista. W końcu zdecydowałem się nie umieszczać w dziesiątce moich ulubionych tras i celów wędrówek, czyli Doliny Gąsienicowej i Doliny Morskiego Oka, bo znalazły się w innych propozycjach jako fragmenty tamtych tras. Te dwie mimo, że dla wędrowca – pasjonata mogą się wydać zbyt łatwe i krótkie, to uważam, iż jest tam tyle piękna i tyle tajemnic, że warto tam pójść i posiedzieć , pospacerować wiele godzin, od rana do wieczora, by nacieszyć swego ducha. Nie umieściłem zaś tam hitów, które dla bardziej ambitnych turystów, szczególnie dla żądnych skoku adrenalinki, powinny się tam znaleźć, dotyczy to szczególnie Orlej Perci jako całości (jest tu jej środkowy fragment) i szlaku na Przełęcz pod Chłopkiem, ale … jest to moja lista. Przy szlakach, nieco trudniejszych, nieraz  z ubezpieczeniami postawiłem gwiazdkę lub dwie. W przewodnikach określane są jako trasy o niewielkich trudnościach* lub o trudnościach umiarkowanych **.

Każdy tatrzański wędrowiec ma swoją prywatną listę górskich ścieżek, swoje ulubione – najpiękniejsze szlaki. U każdego z takich prawdziwych pasjonatów, taka lista może być inna, bo różne są upodobania, inne możliwości:  zdrowie, kondycja, przygotowanie. Często ograniczeniem bywają lęki – np. przed wysokością, czy trudnościami technicznymi. Każdy dopasowuje więc swoje ścieżki, którymi wędruje, do siebie i jest to słuszne.

Ja również mam swoją prywatną listę. Znalazły się tu najpiękniejsze zakątki Tatr, trasy dłuższe i krótsze, trudniejsze i całkiem łatwe. Zestawienie jest subiektywne, ale ja naprawdę uważam je za najpiękniejsze tatrzańskie szlaki i często na nie chodzę. Niektóre przeszedłem już kilkadziesiąt razy i przejdę zapewne jeszcze kolejnych, ileś tam razy.  Kolejność na liście nie jest do końca odzwierciedleniem moich aktualnych preferencji, choć przyznam, że na pierwszym i drugim miejscu są naprawdę najpiękniejsze – moim zdaniem – tatrzańskie szlaki.

Dlaczego uważam, iż akurat te są najpiękniejsze dla mnie? Otóż, jest tam natura, dzikość, emocje, urozmaicenie: skały, roślinność, woda, kolory, kontrasty, tajemniczość, jest tam życie.Są tam cieniste doliny i widoki na szczyty, ale jest też doświadczenie piękna z góry - bezkres, a w nim dziesiątki innych szczytów, połyskujące jeziora, głębia dolin, bliskość chmur i słońca, zamglona, lub niedosiężna wzrokiem dal, są niebezpieczeństwa, które sprawiają, że znika nasz umysł, a zostajemy sam na sam ze swoją duszą i duchem gór. Na tych ścieżkach poznajemy siebie, swoją moc i swoje słabości, odkrywamy miłość do natury, do czerni, szarości, zamkniętych i ogarniętych mrokiem zakątków, kontrastujących z zielenią, błękitem, słońcem, otwartą przestrzenią. Poznajemy rzeczy wielkie, ale i te najmniejsze, które ledwo dostrzegamy pod nogami. 

Znajduję tam inspiracje, znajduję tam swój medytacyjny nastrój, zastanawiam się tam, co jest za następnym zakrętem, no a najczęściej jest tam coś czego nie potrafię opisać i nie potrafię opowiedzieć, co mnie pociąga akurat tam, a nie gdzie indziej. Więc jak widzisz, trudno jest powiedzieć, dlaczego coś uważamy za piękne: piękno to jest uczucie, a nie zestaw faktów, liczb, przymiotników, przedmiotów, itd. Piękno to wartość duchowa. I tyle. I żadne „dlaczego” tego nie wyjaśni.

Na poszczególnych pozycjach wymieniłem szlaki, niecałe, nieraz nie podawałem tych dojściowych do punktu z którego ruszamy na ten właściwy i zejściowych, bo można te ich fragmenty zestawić inaczej, np. po to by zyskać na czasie, lub by zobaczyć te zakątki Tatr, których jeszcze nie znamy, itd. Podałem natomiast w jakim kierunku, ja wolę je pokonywać. Wydaje się to mieć kolosalne znaczenie. Np. - wg mnie - wejście na Przełęcz Krzyżne w podanej przez mnie kolejności zapewnia zdecydowanie więcej wrażeń, wywołuje znacznie więcej emocji po wejściu na samą przełęcz, niż gdybyśmy ją zdobyli z przeciwnego kierunku. Tak samo jest na Przełęczy Szpiglasowej, czy Czerwonych Wierchach. Takie jest moje zdanie.

Do zestawienia dodałem też linki do moich wcześniejszych tekstów na temat wybranych tras, a do części propozycji, swoje autorskie filmy z komentarzem  opisujące całość trasy, lub jej fragmenty, nagrane na tych szlakach (niektóre w częściach).
Zapraszam zatem do przejrzenia. Miło mi będzie, jeśli zechcesz skorzystać z przedstawionych tu sugestii.
Cieniowanie kolorem nazwy szlaku pokrywa się z  kolorem znakowania w przewodnikach i w terenie.


Oto moja lista:

1.     Szpiglasowa Przełęcz z Doliny Pięciu Stawów do Morskiego Oka ** 
Tekst plus filmy z opisem trasy:            
2.     Przełęcz Krzyżne od Hali Gąsienicowej do Pięciu Stawów * 
Tekst plus filmy z opisem trasy:                                                 http://piotrkiewra.blogspot.com/2014/02/na-przeecz-krzyzne.html

3.     Z Przysłopia Miętusiego przez Kobylarzowy  Żleb na Małołączniaka i dalej Czerwonymi Wierchami do Doliny Kościeliskiej przez Dolinę Tomanową*                Film z najtrudniejszym fragmentem trasy: 


4.     Dolina Kościeliska, a w niej Smreczyński Staw oraz Wąwóz Kraków + Smocza Jama.  Filmy: 




5.     Z Doliny Gąsienicowej na Przełęcz Zawrat i dalej do Doliny Pięciu Stawów** 
Filmik



6.     Z Doliny Chochołowskiej na Wołowiec i Jarząbczy Wierch, Kończysty i Starorobociański Wierch i poprzez Ornak do Doliny Kościeliskiej  

Tekst i załaczone filmiki ze szlaku:


7.     Z Doliny Pięciu Stawów poprzez Kozi Wierch na Granaty i ze Skrajnego Granata do Doliny Gąsienicowej**

8.     Na Rysy**

9.     Z Doliny Stawów Gąsienicowych  przez Przełecz Karb do Czarnego Stawu w Dolinie Gąsienicowej (opcjonalnie przez 3 przełęcze: Przełęcz Liliowe, Świnicką Przełęcz i Przełęcz Karb do Czarnego Stawu Gąsienicowego) http://piotrkiewra.blogspot.com/2014/02/tatry-trzy-przeecze.html

10.                        Z Przełęczy Pod Kopą Kondracką Granią nad Doliną Bystrej do Kasprowego Wierchu   Tekst o tym szlaku i film (film pokazuje odwrotny kierunek marszu) http://piotrkiewra.blogspot.com/2014/02/grania-nad-dolina-bystrej.html



Piotr Kiewra

środa, 11 marca 2015

Rozchmurz swoją duszę

Samouzdrawianie to znalezienie przyczyny problemu i jego usunięcie.

Twierdzę, że jedyną przyczyną problemów są chmury.
To one ograniczają dostęp do światła, a tym samym do prawdy, do szczęścia, do radości, do zdrowia. Nie mam tu na myśli oczywiście chmur na niebie, choć to właśnie zjawisko jest piękną i celną metaforą innego rodzaju chmur, tych, które czynią nas nieszczęśliwymi, smutnymi, chorymi, martwymi za życia, nieobecnymi, obojętnymi, zimnymi, niekochającymi i niekochanymi, złymi, a w konsekwencji schorowanymi mentalnie i na ciele.

Kilkoro moich przyjaciół często powtarza – „wszystko jest w głowie”. Mają rację. Oni to wiedzą, ja to wiem, lecz co z tego wynika, że to wiemy? Czy wiedza wystarcza?
Otóż wiedza jest niczym, a nawet jest niebezpieczna. Te trzy słowa: Ja to wiem! są niebezpieczne, bo nie jest ważne co wiemy, tylko jak z tej wiedzy korzystamy.
Wiedza jest niebezpieczna jeszcze z innego powodu – te nagromadzone w ciągu życia obserwacje, przekonania, opinie, cudze i własne doświadczenia w postaci wspomnień, wiadomości z książek, mediów, sprawiają, że nie żyjemy pełnią w realnym świecie, nie reagujemy na rzeczywistość stosownie do tego co się w niej pojawia, a zamiast tego  kierujemy się wiedzą – najczęściej fałszywą, odpowiadamy na wspomnienia, przekonania i zgodnie z nimi, zgodnie z wynikającymi z nich nawykami działamy lub unikamy działania. Kreujemy sztuczną rzeczywistość – wirtualny świat, nurzamy się w iluzjach, wyobrażamy sobie sytuacje, stwarzamy w głowie problemy, martwimy się zanim cokolwiek się wydarzy. Nasze myśli są w przyszłości lub przeszłości, nigdy w teraźniejszości – to są te chmury.

Myślimy o kredytach, o brakach, o terminach, o ukochanych lub znienawidzonych osobach, o wojnach, o szerzącym się złu na świecie, wyobrażamy sobie przyjemne lub nieprzyjemne sytuacje, wyolbrzymiamy rzeczy: z poczucia braku paru groszy do pierwszego, czy złotówki na ratę kredytu, czynimy grę o życie, z ziarnka piasku czynimy góry, z problemiku łatwego do rozwiązania czynimy całą masę wielkich problemów – to wszystko powstaje w naszej głowie, to wszystko są śmieci, to wszystko są chmury, to wszystko zasłania nam duszę, to wszystko sprawia, że nie istniejemy, jesteśmy daleko, że nie ma nas tu i teraz. Jesteśmy martwi. Tylko stwarzamy pozory życia, bo życie to rzeczywistość a nie obecność w głowie, to dziejące się teraz i tutaj rzeczy a nie myślenie o tym.

Nie wolno nam z pieniędzy, z rzeczy, z relacji ze światem i ludźmi, kreować chmur przesłaniających nasze serca i dusze! Nie wolno! Dlatego rozchmurz z tego swoje niebo!

Bycie w głowie, bycie myślami, to nie jest realne życie, to bujanie w obłokach, to choroba.

Myślenie pochłania około 90% naszej energii. Głowa ma człowiekowi służyć, lecz jest odwrotnie – to my służymy swojej głowie. Stajemy się niewolnikami myśli i marnujemy tak wiele energii. Gdybyśmy jej nie marnowali, moglibyśmy żyć piękniej, dłużej, zdrowiej, bardziej kreatywnie - twórczo, szczęśliwie, radośnie.

Pesymizm, niewiara, strach, smutek, nienawiść, zazdrość, zło, złe emocje, choroby, to efekt zachmurzenia swojej własnej duszy. Światło, które ma nam wskazywać drogę i sprawiać radość z życia, z ufnego poruszania się w rzece życia jest zasłonięte, wyeliminowane, z rzadka się ukazuje.

Rozchmurzenie swojej duszy uzdrawia. Uzdrawia – harmonizuje relację umysłu z ciałem, a w konsekwencji uzdrawia ciało i umysł. Złe emocje, strach, lęki, nienawiść, obojętność, złość, zazdrość i wiele innych mentalnych produktów, wytworów naszej głowy, naszego umysłu, zatruwa, a te trucizny powoli sączą się do komórek ciała, a ciało z czasem zaczyna chorować.

Rozchmurzenie duszy i serca przysparza piękna ciału i całości. Czujemy się piękni, ale inni zauważają w nas więcej piękna.

Samooczyszczenie, oczyszczenia nieba z chmur kreowanych przez nasz umysł uzdrawia. Oszczędzamy wielką energię, bo mniej myślimy, więcej czujemy, bardziej kochamy i piękniej żyjemy.
Ciągła obecność w głowie to brak otwartości, nadmiar myśli to mur, to pancerz zamykający nas na życie, na uczucia, na miłość. 

Oczywiście w tym względzie nie różnimy się od tego co obserwujemy w przyrodzie, niebo nad nami jest raz zachmurzone, raz czyste, lub chmury płyną, ale co rusz ukazuje się słońce. I takie zmienne zachmurzenie jest bardzo naturalne również dla naszego umysłu. Jest naturalne dla człowieka. Problem w tym, by chmury nie pojawiły się na niebie na stałe, byśmy mogli od czasu do czasu ujrzeć słońce - własną duszę, prawdę o życiu, byśmy jak najczęściej byli obecni w tej rzeczywistości, która się dzieje, a nie w świecie, który nie istnieje.

Mistycy, mędrcy wynaleźli sposób na to, by tak się działo, by nasze wewnętrzne niebo było jak najczęściej rozchmurzone, bezchmurne, lub by - mówiąc językiem meteorologów - zachmurzenie było umiarkowane. Jest tym medytacja.

Medytacja to obserwacja chmur – myśli. Myśli mają jedną charakterystyczną dla siebie właściwość – obserwowane – zanikają, rozpływają się. Obserwuj je więc jak chmury na niebie i rozchmurz swoją duszę, rozchmurz swoje serce. Weź każdą z tych chmurek pod lupę i przypatrz się każdej z nich dokładnie, a stanie się rzecz nie do uwierzenia – chmury znikną. Naprawdę. Być może powrócą wkrótce, ale znowu uparcie im się przyjrzyj. To działa. Stworzysz dystans z którego dostrzeżesz lepiej siebie, bardziej obiektywnie, dostrzeżesz swoje niepotrzebne wysiłki, walkę, która uśmierca ciebie, rzeczy, które niczemu nie służą poza zaspakajaniem twego ego.

Czyste niebo wewnątrz nas to nieobecność strachu, lęku, złości, stresów, uporczywie powracających wspomnień, żądz, pragnień, wielu smutków. To oczyszczenie się z wirtualnych problemów, które wywoływały i wywołują już mniej wirtualne, a wręcz całkiem realne problemy i choroby w rzeczywistości.

Ujrzyj czyste niebo, ujrzyj słońce wewnątrz siebie. Czyste niebo, słońce wewnątrz nas sprawi, że pojawi się ufność, zaufanie do rzeki życia, do rzeczywistości, z którą wcale nie musimy walczyć, pojawi się samoistne rozluźnienie, pojawi się największa z wartości – wolność.

Pojawi się twoje wewnętrzne dziecko, niewinne, ufne, wolne od balastu, który nabywałeś i kumulowałeś całe życie, wolne od chmur, które zbierałeś całe życie i próbowałeś je wstydliwie ukryć, lub wyparłeś, zapominając o nich, a one są, wracają, i przyziemiają cię, nie dają ci latać. Pojawi się nie tylko dziecko wolne od ... , ale też wolne dla ..., wolne do ..., po prostu wolne. 

Wolność to rozluźnienie.

To właśnie rozluźnienie sprawia, że realizują się nasze piękne scenariusze, te najskrytsze, dawno zapomniane, bo ich realizacji nie sprzyjało napięcie, strach.

To poznałeś w sekrecie, w filmie i książce o kreowaniu myślą rzeczywistości. Rzadko jednak zwolennicy sekretu zwracają uwagę na to, iż warunkiem by ta chciana rzeczywistość się realizowała jest rozluźnienie, radość, ufność, wdzięczność, miłość, szczęście.

Okazuje się więc, że TY i JA nie mamy wyjścia, powinniśmy rozchmurzyć swoje dusze. Lecz nie może to się stać obsesyjne, nie możemy z tego zrobić kolejnego działania, kolejnego przymusu wywołującego w nas kolejne napięcia, sprowadzającego na nas kolejne burzowe chmury, czy wręcz pory monsunu, sprawiającej, iż na długie miesiące i lata znowu zdominują nasze wewnętrzne niebo chmury, ciężkie, ciemne, deszczowe, burzowe, czy śnieżne. A dzięki nim staniemy się obojętni, zimni, smutni, nieszczęśliwi, martwi, ciężko chorzy.

Medytuj – rozchmurz swoją duszę! To cię uzdrowi, to cię rozluźni, to sprowadzi na ciebie uśmiech, ten widoczny na zewnątrz oraz radość wewnątrz.

Twoje ciało tę bezchmurność odda ci z nawiązką.


Piotr Kiewra 

środa, 18 lutego 2015

Indie i …

W tekście autor przedstawił swoje własne, subiektywne poglądy i odczucia (nie twierdzę, że nie inspirowane, np. przez książki Osho), również na drażliwe tematy wiary. Jeśli cię one dotykają, ranią, czy w jakikolwiek negatywny sposób poruszają, nie czytaj tego tekstu, odpuść sobie. Dziękuję!

Podróż do Indii.

By pojechać do tego kraju trzeba być gotowym.

Jeśli nie jest się gotowym, to zobaczy się tam tylko biedę, żebraków, wielki tłum ludzi, jeżdżących, biegających, ruchliwych lub biernych, jedno wielkie śmietnisko, trochę zabytków, ale nic się z tego nie zrozumie. 
Usłyszy się bijące serce wielkiego i ludnego kraju, ale niczego się nie poczuje.

Dotrze do nas wielka ilość informacji o historii, o religiach, o ludziach, o polityce, o problemach społecznych, lecz w żaden sposób nas to nie wzbogaci. Bardziej rozczuli, zasmuci, zmartwi, zabierze nadzieję i poza wiedzą, przygodą, zestawem fotografii, filmów, pamiątek, wspomnieniami w żaden sposób nas ta podróż nie odmieni.

Dlatego warto być gotowym.

Indie to kolebka duchowości i bez zrozumienia czym ona jest, poznawanie tego kraju, jest jak podróż palcem po mapie, a nawet mniej … Szkoda czasu i pieniędzy, bo pozostanie z tego tylko wiedza i kilka odczuć estetycznych, trochę nic nie wartych błyskotek.

O czym mówię? Przecież wszyscy wiemy, co to jest duchowość … Nie, nie wiemy. 

Prawie nikt nie wie.

Ktoś, kto jest gotowy do tej podróży, odbędzie podróż nie tylko do Indii … tak, Indie otworzą bramę do zrozumienia całego świata i siebie. Wielkie słowa? Tak wielkie i dlatego tak niewielu jest w stanie poznać ten kraj, poczuć to „coś” czego się nie widzi, nie słyszy, o czym nie można się dowiedzieć od kogoś, lecz trzeba doświadczyć samemu. Taka podróż może zainspirować lub pomóc odbywać z większym zrozumieniem podróż do wnętrza siebie, do poznania prawdy o sobie.

Duchowość to nie religia jako zestaw zasad, zestaw przykazań. To nie wiedza wyniesiona ze świętych pism. Duchowość to zupełnie coś innego.

Duchowość to poznanie siebie.

Większość ludzi poznaje buddyzm, a nie Buddę, poznaje chrześcijaństwo a nie Jezusa, …. Poznaje religie nie od źródła, lecz od ujścia … I większość ludzi nie wie czym jest religijność, a skoro tak, to nie można niczego poznać, nie udaje się zostać religijnym, czyli kimś kto zna siebie, a poprzez to znajduje to czego nie może znaleźć nigdzie więcej. Droga do poznania Wszechświata, Egzystencji, Kosmosu, Miłości …  Boga, wiedzie właśnie tędy, poprzez nas samych.

Są dwa sposoby poznania: obiektywny – naukowy (bada materię) i subiektywny  -  religijny – poznanie siebie, swego wnętrza, ducha. Przedmiotem są dwa różne światy – zewnętrzny i wewnętrzny. Świat zachodni stosuje metodę naukową i ludzie w nim mają takie podejście do życia – materialne, świat wschodni, bardziej niż nauką kieruje się religijnością, ma medytacyjne podejście do życia. To dwa różne światy.

Świat zachodni od dłuższego czasu, od tysiącleci inspiruje się duchowością, świat wschodni od niedawna– materializmem. Te dwa kierunki przenikają się mocno obecnie, bo świat zachodni bez duchowości (nie tej instytucjonalnej, lecz prawdziwej) upadnie, zdegeneruje się, rozchoruje, zasmuci, zanudzi na śmierć. Wschodni bez materializmu zagłodzi się. Dlatego się łączą: ciało i umysł z duchem, obie cywilizacje przenikają się, zanika podział.

To dobrze. To droga do harmonii.

Podróż do Indii rozpoczęta wcześniej, poprzez głębsze poznanie siebie, to zupełne inna podróż. Indie widziane również poprzez własną duchowość to zupełnie inne Indie. To inspirująca podróż – podróż pobudzająca nadzieję, dająca zrozumienie, podnosząca na duchu. Ktoś taki wraca stamtąd zbudowany. Bez duchowości Indie zasmucają, odbierają nadzieję, frustrują, opróżniają kieszenie na datki dla biednych, a w żaden sposób nie wzbogacają.

Ktoś, kto po takiej podróży ma ochotę coś tu zmienić, włączyć się w dzieło przebudowy tego kraju, chce nieść tu swoją własną misję, nie tylko nic nie zrozumiał, ale ma nawet szkodliwe pomysły. Ludzie tu są inni, ten świat jest inny i właśnie taki jest piękny. To jest świat pełen głębi, którą trudno pojąć dla kogoś, kto patrzy przez prymat pieniądza i materii.

Jest już w Indiach wiele konsumpcjonizmu, ale nadal jest wiele duchowości. Widać to w oczach ludzi, widać w ruchu ulicznym, ale przede wszystkim to się czuje.

Najmniej chyba się czuje w świątyniach, bardziej w slumsach, na chodnikach i skwerach, wśród leżących, siedzących i wyciągających dłonie biedaków, na hałaśliwej ulicy, na ruchliwej drodze, w przyrodzie. Jest to gdzieś zawieszone w powietrzu, w chmurach, porannych mgłach. To jest jakaś niewidzialna energia, która sprawia, że na twarzach wielu głodujących widać spokój, nie widać bólu.

Za to gorączkę, niepokój widać u handlujących, u podejmujących walkę ze swoim ciężkim losem handlarzy, ludzi goniących za groszem, u handlujących puszczających się, czasem w wielokilometrową pogoń za swoimi ofiarami, turystami, uczepionych ich rękawów, przekonujących do zakupu niepotrzebnych nikomu rzeczy. W końcu taki turysta to kupuje - dla świętego spokoju. Lecz za chwilę ma na plecach tłum następnych sprzedawców, podrostków, kobiet z dziećmi na rękach, pokazujących wyraźnie o co im chodzi: o zawartość portfeli.

Takiej przedsiębiorczości już dawno nie ma w świecie zachodnim, nie ma takiej drapieżności, ale nie ma też, tak wiele życia, jak tutaj. Jednak to co tu opisuję, to nie są prawdziwe Indie, to zaszczepiony tu materializm.  

Piękni ludzie

Przyznam się do jednej rzeczy: Nigdzie na świecie nie widziałem tylu i tak pięknych ludzi jak tutaj. Najpiękniejsi byli zwykli ludzie. Ci, którzy niczego nie robili na pokaz, po prostu byli. Szli, siedzieli, jechali, żyli. Naprawdę. To fizyczne ich piękno mnie urzekło. 

Jednak, nie byłem w stanie tych najpiękniejszych sfotografować, bo jak sfotografować odczucie, ruch, życie, ludzi w biegu. 

Zresztą sam proces fotografowania, pozowanie specjalnie do zdjęć, sprawiał, iż coś się zmieniało. Oni byli piękni, gdy byli w swoim własnym świecie, gdy stawiali krok do naszego świata, gdy specjalnie dla nas mieli zagrać hindusa jakiego oczekujemy, znikał ich naturalny duch, uchodziła część tego piękna, również tego fizycznego.


No dobrze. Usystematyzujmy nieco to, co chcę powiedzieć, chociaż wiem, że nie dam rady oddać słowem tego co czuję, tego zrozumienia, które się pojawiło. 

Słowa i obrazy, filmy, to bardzo zubożający przekaz. Prawdy możemy doświadczyć tylko sami. Więc jedź do Indii!!!

Pokażę tutaj sporo swoich fotek i podzielę się swoimi odczuciami w kilku tematycznych blokach.



Nazwałem tę relację: Indie choć część fotek pochodzi z Nepalu. To, tak naprawdę, ten sam świat.

Kraj

 To skrajna nędza, ale i bogactwo, największa na świecie liczba milionerów. 

To kontrasty: to stare Delhi i New Delhi. 

To instalacje elektryczne wykonane przez „mistrzów elektryki”, lecz też nowoczesne drogi, metro w budowie, mocno się rozwijający kraj. 

To rozpadające się domy z desek i gliny, lecz też wieżowce, przenośne sklepy i miliony drobnych sprzedawców rozlokowanych na śmieciach, lecz też sklepy rodem z najbogatszej dzielnicy Nowego Jorku, czy Paryża.


To szarzyzna slumsów i kolorowe stroje, bajecznie kolorowe stroje, to tony śmieci, pod nogami, na ulicach i chodnikach, w rzekach, wszędzie.


Szalety publiczne, również wszędzie. Hindusi załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne tam gdzie są, dosłownie. Mały krok w bok, ewentualnie przysiad i …  Nas to szokuje. Tutaj to norma i nikogo z miejscowych nie obrusza.





Indie to tłum, to jeden wielki tłum ludzi. Ale chyba dzięki duchowościpoczułem się jakbym został włączony w jego wielki krwiobieg. To tłum szalony, ruchliwy, hałaśliwy, żywotny, jakby czymś opętany, a paradoksalnie, z drugiej strony, spokojny, łagodny, cichy. Na zewnątrz hałas i szybki bieg, wewnątrz spokój i cisza. Widać to w oczach i na twarzach. Ich oczy – wzrok, jest gdzieś daleko, w jakiejś nieokreślonej pustce, nie na czymś konkretnym. 


Tak, to tłum, ale człowiek w tym tłumie czuje się anonimowo - nie wyróżniony, bez imienia, może dlatego mniej w hindusach ego, więcej medytacji, więcej życia, więcej uważności. To jest ta ichnia duchowość. To jest coś czego nie widać w naszych rozmodlonych tłumach.

 Ta jedność tłumu, gdy się czyta prasę, słucha i ogląda telewizję, wydaje się pozorna. Sugerują nam media wiele podziałów. Ale te podziały są sztuczne, polityczne. Politycznymi też są podziały religijne, bo spora część religii, to czysta polityka, manipulująca ludźmi – wiernymi. 



No tak, ale tak jest wszędzie. Jednak, gdy się jest w tłumie i gdy się w nim płynie, nie czuje się podziałów, nie słyszy się polityki. O swoim imieniu, o przynależności, o życiu dla społeczeństwa, dla społeczności, dla grupy, dowiadujemy się od gadających głów, z głupich tekstów i ulotek, czy pochodów. I takie scenki też obserwowałem w Indiach. Bo zbliżały się wybory. Wtedy jakby zaczynał się sen, zły sen, z manipulacją, krzykiem, bzdurnymi hasłami. 

Jednak, gdy człowiek jest w swoim duchowym świecie, jest bezpieczny, jest też niegroźny dla innych, jest dobry.
Tak to widziałem.

Gdy wróciłem do Polski, czekając na pociąg do domu, rozejrzałem się po ulicach Warszawy, zauważyłem nasz rodzimy tłum. Odniosłem wrażenie, że widzę gdzieś idących, jadących, śpiących ludzi, pozorujących życie. Nie było ich teraz, byli gdzieś w przyszłości, albo w przeszłości. W naszym  tłumie jest chłód, wyrachowanie, walka z wiatrakami i nieobecność. Takie odniosłem wrażenie.

Trzeba było znowu się adoptować do naszej rzeczywistości. To co mówię, to też dowód na odmienność naszych światów, zachodniego  i wschodniego. Coś jednak pozostaje, coś się zaczyna rozumieć, dlatego warto czasem przyjrzeć się, poobserwować coś z czym się nie spotykamy na co dzień.
Warto to zrobić dla przebudzenia się.

Hinduskie drogi

Jednak najpiękniejszych wrażeń dostarczyły mi hinduskie … drogi. Na nich jest wszystko: autobusy, ciężarówki, traktory, samochody (najczęściej indyjskiej produkcji: TATA), są riksze i motoriksze, rowery, miliony motocykli. Lecz na drodze są też krowy, świnie te domowe i dzikie, psy, małpy, piesi. 

Są też małe dzieci. Nawet takie, które jeszcze ledwie chodzą. Nikt się nimi nie przejmuje i idzie sobie taki dzieciak środkiem ruchliwej drogi. I co? I nic … idzie, a jednak idzie ufne. I właśnie, to co widziałem na tych drogach to ufność.

Ufność to element duchowości, a na drogach nie przestrzega się przepisów w takim rozumieniu jak u nas, ale jest ufność. Nie ma strachu.

Zasady, przepisy kreują strach, a strach zabija ufność.

Po kilku dniach przeżywania szoku z takiej jazdy powoli zrozumiałem na czym polega ufność w ruchu ulicznym, zrozumiałem skąd się bierze spokój naszego kierowcy. 

To niezwykłe przeżycie – jazda po hinduskich drogach i obserwowanie.

Właśnie obserwowanie. Obserwując hinduskie drogi, znalazłem się „tu i teraz”, no i zrozumiałem na czym polega tu i teraz.
By być tu i teraz, trzeba być obudzonym. Ci, którzy myślą na drodze – śpią, więc tych śpiących na drodze, ciągle budzą klaksony. Tak, samochodowy i motocyklowy klakson to budzik wyrywający z myślenia w kierunku instynktu i intuicji, z przeszłości i przyszłości w teraźniejszość.

Wydaje się, że tutejsi kierowcy kompletnie nie myślą i to jest chyba prawda. Lecz za to funkcjonuje u nich ufność, zaufanie do życia, że przyniesie im rozwiązanie, że w ostatniej chwili z naszej drogi zjedzie pojazd podążający w naszym kierunku z dużą szybkością, że dwuletni chłopczyk w ostatniej chwili zejdzie z naszej drogi i … tak się działo. Nie mogłem uwierzyć, ale tak było. 

Taka jazda, to prawdziwa radość. Taka jazda nie męczyła, mogłem trwać 6 - 10 godzin w autokarze, przemierzając indyjski kraj i czułem się jak w bajce, poznając zupełnie nowe, prawdziwe życie przez przednią szybę. Wśród tysięcy, milionów pojazdów, zwierząt, wśród dziczy na drodze poznałem ufność.

Zapamiętaj to: UFNOŚĆ!!!  
Ufność to wolność, to instynkt, to intuicja. To duchowość. To Indie.

Hinduska wieś

Ludzie i ich siedziby. No dobrze, zamiast słów, kilka fotek:















Ludzie. Twarze Indii i Nepalu

Nie wiem, czy fotki pokażą to, co widziałem w ludziach i ich twarzach. Przyjrzyj się. Szczególnie upodobałem sobie twarze dzieci:




 












Zabytki

 O zabytkach, poza jednym w osobnym nagłówku, nic nie powiem. Niech mówią fotki.












 

Taj Mahal

  Jak może człowiek kochać, jak tęsknić, jak się zatracić w miłości, jak wiele może poświęcić, jak wiele zbudować, jakich wartości się nauczyć, jakie wartości może przekazać następnym pokoleniom, jak głęboko poznać siebie i świat, pokazuje nam Taj Mahal. 

Nic dodać, nic ująć, tylko patrzeć, czuć i … kochać na taką miarę, jak cud Taj Mahal właśnie.

Zatkało mnie tam. Ta poranna mgiełka, słońce i błękit nieba, woda, drzewa, marmurowa biel mauzoleum … Wielkość materialna i duchowa. Takie zjednoczenie zatyka.


Tutaj filmik z Taj Mahal. 

 Przyroda

Dla mnie natura, przyroda jest bardziej pociągająca niż twory człowieka. To co tutaj i w pobliskim Nepalu widziałem i poczułem pokażę na fotkach. 

Obejmują one wizytę w Parku Narodowym Chitwan, w Nepalu, fotki z innych miejsc w Indiach i Nepalu oraz przede wszystkim Himalaje – najwyższe góry świata, widziane z niższych pasm. 

Niestety podróż w wysokie Himalaje to musi być zupełnie inna wyprawa i niestety nie zimą. Nagrałem dwa filmiki z Himalajów, oto one:

Oto filmiki z Parku Chitwan

 Zdrowie, odżywianie

Publikuję ten tekst w rubryce poświęconej stylowi życia sprzyjającemu zdrowiu, więc wypada kilka słów powiedzieć tu i na ten temat.

Czego się tam nauczyłem? Ugruntowałem to, co na ten temat wiedziałem. Nie tylko o wartości wegetariańskiego odżywiania, o witalności z tego wynikającej. Tutaj to widać, to się czuje. Może nie widzieli u siebie tego współtowarzysze mojej podróży, ale ja zauważyłem to u nich.

Odważyłem się tu być przez cały czas witarianinem, mimo przestróg, które słyszałem z różnych stron, czyli jeść surowe warzywa i owoce. I co? I nic. Żyję. Nie rozchorowałem się, nie zatrułem, nie czułem się źle, a wręcz przeciwnie.

Jedzenie przyprawiane jest tak ostro, że przy pierwszych kęsach zatrzymywało to oddech. Gdy się przyzwyczaiłem, jakoś dało się to jeść. Ale spostrzeżenie jest takie: je się znacznie więcej, bo smakuje. Przyprawy sprawiają, że jemy więcej. Mają swoje znaczenie w podtrzymaniu, czy poprawie zdrowia, lecz nakręcają apetyt. Doświadczyłem tego.




Kolejne spostrzeżenie: warunki higieniczne, z naszego, europejskiego punktu widzenia, pozostawiają wiele do życzenia, lecz sądzę, że to sprzyja … zdrowiu. Tak. Zarazki, działają jak szczepionki, pobudzają układ odpornościowy. Gdyby tak nie było, hindusów nie byłoby dzisiaj na świecie, bo  chyba tak brudno i tak niehigienicznie nie jest już nigdzie.
To też ważna nauka, ważne zrozumienie.








 Czy spotkałem księcia?

Przy zwiedzaniu kolejnych zabytków, przewodnik opowiadał nam o następcy tronu, który już co prawda nie ma formalnej władzy, lecz nadal jest księciem i posiadaczem majętności, które zwiedzaliśmy. Wg niego ma kilkanaście lat. Publicznie się nie pokazuje, pewnie ze względu na bezpieczeństwo.

I w jednym z odwiedzanych miejsc, w parku, spotykam młodzieńca, znacznie wyróżniającego się od innych młodych hindusów. Nie wyglądem, nie strojem, czymś w środku, czymś co się czuło, czymś niezwykłym, czymś większym. Trudno to opisać.
Widział, że skupiam się fotografowaniu przyrody, to go zainteresowało. Sam podszedł do mnie, porozmawiał. Zapytał skąd jestem, co tu robię. Zaproponował zrobienie wspólnych fotek.

I teraz … Wszystkie hinduskie dzieci, ale też dorośli po wspólnych fotkach wyciągali ręce po pieniądze, lecz gdy ja podsunąłem mu banknot, on nie przyjął go i powiedział, że nie może, gdyż ja jestem jego gościem …
To mnie zamurowało. Czy był księciem? Nie wiem. Ale był niepospolity, niezwykły, większy.

Zdjęcia z nim nie pokażę jednak, bo a nuż to książę, a on chce być incognito. Nie zdradzę go. Fotka jest dla mnie.














Ganges


 To święta rzeka hindusów. Jest wielka, niesie trochę Himalajów, ale znacznie więcej niesie ścieków, brudów, śmieci, ludzkich i zwierzęcych szczątków i prochów. W tym brudzie kąpią się i obmywają ludzie, ale epidemie nie wybuchają. W końcu to święta rzeka. Oto Ganges na fotkach zrobionych z łodzi o wschodzie słońca.











Sex

Sex może być drogą do zbawienia, do prawdziwego zrozumienia. Miłość cielesna jest elementem duchowości. Tak mówi o tym nauka, religia tantry i nie tylko tantry. A odzwierciedlenie tego poglądu, znalazłem na wizerunkach wykutych w świątyniach, szczególnie w zespole świątyń w Khajuraho. Scenki z Kamasutry na ścianach świątyni przyciągają tysiące ludzi, tych bardzo religijnych również. To też nauka z Indii.









Uczniowie

 Jest grupa społeczna w Indiach i Nepalu, która wyraźnie się wyróżnia. Są to uczniowie. Wyróżniają  się nie tylko strojami, eleganckimi, kolorowymi strojami, lecz też uśmiechem, bijącą z nich radością, wiarą, nadzieją, entuzjazmem, energią życia. To wzbudza optymizm. 

Obserwowanie tamtejszych uczniów to czysta przyjemność, tak samo jak rozmowy z nimi. Wszyscy mówią dobrze po angielsku.








Rzeczy ostateczne

 Na co dzień nie myślimy o śmierci, staramy się nie myśleć, jednak jest ona obecna w naszym życiu. W mojej podróży też pojawił się ten wątek. Mam tu kilka fotek pokazujących w mało drastyczny sposób rzeczy ostateczne, czyli typowe dla Indii i Nepalu obrządki po śmierci. Zgodnie z religijnymi zwyczajami zwłoki hindusów palą na specjalnych stosach, nad rzeką, a to co pozostanie … do rzeki. 
Obserwowałem to nad Gangesem w Waranasi, w Indiach i w Katmandu, w Nepalu. Nie pokażę jednak więcej i bliżej, bo szanuję intymność tego momentu w życiu człowieka - nie jestem paparazzi.



Trzęsienie ziemi

Przeżyłem w Nepalu pierwsze moje trzęsienie ziemi. To było prawdziwe zjawisko fizyczne, lecz w związku z tą podróżą, dużo większe zaistniało gdzieś w środku mnie.  To trzęsienie to poszerzenie zakresu poznawania z wyłącznie świata zewnętrznego o znacznie większy i bogatszy świat, do którego odwiedzania Indie bardzo mocno inspirują. Jest tu wiele ośrodków medytacyjnych, spora ich część nie jest związana z jakąkolwiek religią. Gdybym miał cokolwiek sugerować, to takie właśnie osrodki, np w Punie.
 
To tyle. Tutaj tylko słowa i obrazy. Cała reszta jest w Indiach, a one w sercu i w duszy.
Czas zapomnieć o Indiach i Nepalu, czas wracać do tu i teraz!

Na koniec kilka wybranych fotek:





O podróży po Indiach i Nepalu opowiadał Piotr Kiewra

Wszystkie fotki są mojego autorstwa i stanowią moją własność