wtorek, 9 lutego 2021

Telewizor jest niebezpieczny

 


Z wielu powodów, tak jak mówi Morgan Freeman, telewizor jest potworem. Nie chodzi tylko o to, że przywiązuje Cię do kanapy, drastycznie ogranicza Ci ilość ruchu. Nie chodzi tu też tylko o reklamy, które kreują u Ciebie potrzeby, pragnienia, styl życia, których byś nie miał/miała, gdyby nie ten przedmiot. Przede wszystkim oddziaływuje na twą psychikę, jest narzędziem manipulacji, propagandy. Jest źródłem twych stresów, chorób, depresji, apatii, agresji, zazdrości, wielu negatywnych emocji. Kradnie Ci pokaźną część życia na nieistotne zupełnie sprawy. Dając Ci nic nie wartą wiedzę znacząco zubaża Twą inteligencję. Co zatem zrobić? Wyrzuć telewizor!!!

• Chcesz być zdrowym?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz poznać, co mówi do Ciebie twoje ciało, twoje serce i dusza?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz wiedzieć jakie informacje przekazywane są przez ból, chorobę, cierpienie?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz by twoje zdrowie wynikało z twojej odporności, z ufności w mechanizmy samoozdrowieńcze twego ciała?
• Wyrzuć telewizor.
• A ponadto:
• Chcesz ocalić resztki inteligencji, odbudować ją?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz wiedzy - mądrości wynikającej przede wszystkim z Twojego doświadczenia?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz kochać, współczuć?
• Wyrzuć telewizor.
• Pragniesz spokoju, harmonii, zespolenia na powrót z naturą?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz widzieć piękno, czuć je?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz poczuć się bezpiecznym?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz stać się odpowiedzialnym za siebie i innych?
• Wyrzuć telewizor.
• Pragniesz rodzinnej atmosfery i odbudowy rodzinnych więzi?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz żyć przede wszystkim swoim życiem, a nie cudzym?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz być sobą?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz żyć pełnia życia, uczestnictwem w prawdziwej, a nie wirtualnej i cudzej rzeczywistości?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz poznać prawdę?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz spotykać się z Bogiem, w każdej chwili podziwiać, dotykać go i jego dzieła, rozmawiać z nim?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz się rozwijać?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz być wolnym od manipulacji i propagandy?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz być wolnym człowiekiem?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz być człowiekiem, a nie maszyną jaką jesteś teraz?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz by przestały rządzić Tobą pieniądze, żądza ich posiadania, żądza otaczania się materią?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz zaprzestać porównań z innymi i przestać się przejmować się tym, co nieistotne?
• Wyrzuć telewizor.
• Czujesz się nakręcony, czujesz się kukiełką, aktorem, a tak właśnie nakręcają Cię reklamy, słowa płynące z ekranu?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz łatwiej rozróżniać, co jest rzeczywiste, a co jest kłamstwem?
• Wyrzuć telewizor.
• Chcesz osłabić rząd (każdy rząd) ?
• Wyrzuć telewizor.

Piotr Kiewra

środa, 6 stycznia 2021

Pokuta, czyli powrót do źródła


 

Warto czekać, bo w każdej chwili może się zdarzyć, to, co ma się zdarzyć. Wystarczy samo czekanie, nie trzeba nic robić, bo życie przyniesie, co ma przynieść. Przyniesie dla tych, którzy czekają w ufności.

Mimo, iż dzisiaj nikt już nie pisze, we mnie ten stary nawyk jeszcze pozostał. Co jakiś czas więc siadam i piszę. Tym razem, z okazji większego jubileuszu (o którym zresztą pamiętam tylko ja, bo pamięć to też część tego nawyku) zrobiłem podsumowanie całości: historii, która się skończyła – przestała istnieć, bo przestała być potrzebna. Historia była naszą pokutą – od jabłka do tamtych wydarzeń, które miały wpływ na mnie, na cały świat, na moją i całości świadomość, na jakość życia, poziom zdrowia i szczęścia. Wróciliśmy do źródła, wypluliśmy jabłko, zniknęło słowo. Wraz z nim skończył się czas pokuty, skończył się czas – zniknęła przeszłość i przyszłość. 

Oto kilka faktów i wynikających z nich wniosków. 

Mówią, że na początku było słowo. Z mojego rozumienia przekazów mistyków wynika, że najpierw było jabłko, a słowo było jego konsekwencją. Słowo nadało kształtu cywilizacj, a gdy znikło słowo zniknęła cywilizacja - wrócił raj. 

Konsekwencją słowa były: wiedza, polityka, pieniądze, społeczeństwo - jako ogół zniewolonych jednostek i ich właścicieli (właściciel to też niewolnik swego niewolnika. Tak, nie można być samemu wolnym, gdy się zniewala). Stąd cierpienia, wszechobecny lęk, choroby, granice pod każdą postacią. Ci, którzy próbowali to w jakiś sposób uzasadnić, zracjonalizować, czyli nadać jakikolwiek sens dla każdego, kto tego doświadczał, nazwali to pokutą, a właściwie zmanipulowali znaczenie tego słowa, by utrudnić, lub wręcz uniemożliwić bunt przeciwko temu.

Najgorszą konsekwencją było to, iż ten system uniemożliwiał pewną bardzo istotną rzecz i stąd cierpienie. Otóż - nikt z ludzi nie był sobą. 

I nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, oprócz kilku mistyków, którzy tę prawdę na przestrzeni tysiącleci odkryli, lecz … kto im wierzył? Pokutnicy zajęci byli poszukiwaniem obiecanych iluzji, nie mieli czasu na prawdę.

I czterdzieści lat temu … tak, dobrze to pamiętam, to się zmieniło.W ciągu kilku następnych lat odbyliśmy prawdziwą pokutę. 

Nie wiem, czy było dokładnie tak, jak to opisuję, nie ma to żadnego znaczenia, bo wtedy właśnie skończyła się historia. Od tej pory nikt już nie pisze książek, bo już nie będzie potrzeba nikogo uczyć, nie ma kim i po co manipulować.

Ważny jest skutek. A on jest taki, jaki jest. Jest prawda … i to tyle.

Więc:

Wszystkie dotychczasowe rewolucje nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Ta zakończyła się sukcesem, bo zaczęła się nie od dołu, lecz z góry.

W zasadzie nie była rewolucją, lecz buntem przeciwko śmierci, przeciwko losowi, przeciwko przekonaniom obecnym wokół, przeciwko manipulacji naszymi umysłami. Był to bunt jednostki przeciwko całemu systemowi. Był to nietypowy bunt, bo odbył się na szczycie władzy przeciwko władzy na niższych szczeblach, przeciwko władzy kłamstwa, strachu, nieprawdy, przeciwko władzy pieniądza nad życiem, nad wolnością. Był to bunt ducha człowieka, przeciwko umysłowi – tworowi, który powstał, gdy przyswojone zostało jabłko wiedzy.

Świat chyba był gotowy na ten bunt, dojrzał do głębokich zmian, bo wszystko poszło nadspodziewanie łatwo. To tak, jakby ktoś popchnął lekko jeden klocek domina, a cała reszta misternie układana przez dziesiątki tysięcy lat, przewróciła się jak … klocki domina właśnie. 

To, co do tej pory wyglądało na wielką umocnioną, niemożliwą do zdobycia twierdzę, rozsypało się w proch. Stało się chyba tak, dlatego, iż nikt się nie spodziewał uderzenia z tej strony, z tak wysokiego szczytu i to od jednostki. 

System nie był na to gotowy. I chyba nigdy nie był, bowiem wszystko, co sztuczne, co nienaturalne musi upaść, to tylko kwestia czasu. 

Natura jest silniejsza, bo oparta jest na prawdzie. A prawda  … jest. Ona istnieje, a cała reszta nie istnieje, to tylko pozory i iluzje. 

Ta sprawa, ten bunt to udowodnił. Wystarczył jeden ruch skrzydła motyla, by od tych zawirowań zmienił się cały świat, by przewróciły się jak jeden, wszystkie twierdze i pałace kłamstw. Przewróciły się, choć wyglądały na nie do przewrócenia, wyglądały na monolit, na skałę, a upadły. 

Tak, kłamstwo zawsze upada. Trzeba tylko poczekać. 

Tak, wytrwali doczekali się. Wróciła mądrość. Wiedza przestała się liczyć – jabłko zostało wyplute. Wóciliśmy do źródła, oto ta pokuta.

Teraz, mój drogi, już znasz skutki tego buntu, doświadczasz na co dzień tych zmian, ale opiszę jak to się zaczęło.

Otóż w jednym, wcale nie małym kraju, do władzy, rok wcześniej, doszedł ktoś, kto już nie goni za pieniądzem, bo już tę pogoń zakończył sukcesem i to dawno temu. I … doszedł do przekonania, że nie dają one … zdrowia. I tak to się zaczęło.

Już jako prezydent wielkiego kraju zachorował i to poważnie. Zawiedziony medycyną, która uznała, iż jego przypadek jest nieuleczalny, nadal poszukiwał zdrowia i znalazł je, w prostych działaniach, które polecił mu prosty człowiek. Ów prosty człowiek nie przyjął sowitej zapłaty, tłumacząc się tym, że jest zwolennikiem pewnej tradycji, która pozwala mu być opłacanym za utrzymywanie ludzi w zdrowiu, a nie za leczenie chorób. 

Władca postanowił tę filozofię wprowadzić w swoim kraju, wykorzystując posiadaną władzę i niewrażliwość na działania różnych lobby.

Przeciwko byli wszyscy: i lekarze, i pacjenci, zdrowi, chorzy – wszyscy. Lecz się nie ugiął. Zrobił to.

I zaczęło się dziać. Oj zaczęło. 

Na początku, ze względu na opór materii, zmiana wyglądała na drobną, nicnieznaczącą, lecz z czasem ...

Otóż pieniądze za każdego z pacjentów, który zachorował były zabierane z wynagrodzenia lekarzy, z budżetów instytucji medycznych. W środowiskach, gdzie zachorowań było dużo, lekarze i te instytucje zaczęły przymierać finansowym głodem. 

Część systemu, część lekarzy się wyłamała i postanowili coś zmienić. Wprowadzono tańsze zamienniki leków, tańsze, ale równie skuteczne procedury i zabiegi. Niektórzy poszli jeszcze dalej i zaczęli leczyć pacjentów przy pomocy dawno zapomnianych darów natury. Lecz i tu pieniadze się coraz bardziej kurczyły. 

Kilku lekarzy chyba zrozumiało ideę i zaczęli dbać o zdrowie pacjentów. Przenieśli większość wysiłków z leczenia na dbałość o zdrowie, na profilaktykę, edukację, wzmacnianie odporności. Zwrócili większą uwagę na stres, na mentalną stronę człowieka, zaczęli poznawać swoich pacjentów, stali się ich przyjaciółmi. No i ludzie zaczęli współpracować z lekarzami, bo zaczęło się im to opłacać. Mniej im zabierano w podatkach i naprawdę mniej chorowali, czuli się lepiej, zniknął problem z nadwagą, zmniejszył problem z chorobami cywilizacyjnymi, no i lekarz zyskał na autorytecie.  Do łask wróciła dawna, setki lat temu zapomniana medycyna. Ludzie zaczęli się inaczej odżywiać, zaczęli dbać o ciało, o odporność, zaczęli się rozwijać, bo rozwój przynosił im wymierne korzyści.

Oczywiście cały system medyczny krzyczał, głośno krzyczał, buntował się, naciskał przez różne lobby, ale powoli ta zmowa przestałą być monolitem. Za zmianami opowiedzieli się rolnicy, ekolodzy, no i większość społeczeństwa. I tak powoli opór kruszał, system powoli się rozpadał. Upadły molochy, staniały procedury, prawie z użycia wyszły leki chemiczne. 

Za zmianami musiał nadążyć przemysł spożywczy, bo lekarze opowiadając się po stronie zdrowia, a nie chorób, wynajdywali i ujawniali wszelkie kłamstawa, chwyty reklamowe, całą nieprawdę dotyczącą odżywiania. Zaczęła tu królować natura. Raz, że ludzie zaczęli mniej jeść, to oprócz tego przestali zupełnie korzystać z żywności przetworzonej. Ten przemysł stał się niepotrzebny. 

Rolnictwo stało się dużo tańsze, bo zaprzestano w dużej części korzystać z hodowli zwierząt rzeźnych, bardzo energochłonna i szkodliwa dla środowiska produkcja przeszła do historii. Nie tylko cała rolnicza chemia tam trafiła, bo i budynki, przetwórnie, maszyny, wielkoobszarowe gospodarstwa. 

Gdy ludzie zaczęli korzystać z natury to zbliżyli się do rolników, umarł przemysł przetwórczy, umarł transport i „przemysłowa sprzedaż”. Rolnicy założyli spółdzielnie i sprzedawali to lokalnie. Rolnictwo odżyło i zdrowie odżyło. Środowisko odżyło. 

Upadło wszystko, co wielkie na rzecz małych, lokalnych.

Pieniądz wrócił do ludzi, nie skupiał się już w jednych rękach.


Media próbowały zatrzymać te przybierającą na sile falę. Przeinaczały, kłamały, manipulowały, milczały, gdy fala zaczęła ogarniać świat jak tsunami. I wtedy, pewnego dnia na rzucone przez kogoś hasło, ktoś wyrzucił telewizor, radio, nie kupił gazety i zrobiły to jak na zawołanie dziesiątki, setki, tysiące, miliony … Zrobiły to masy, które wydawałoby się nic z tego, co się dzieje nie rozumiały. Nagle, prawie w jednej chwili przestało się liczyć to, co ktoś powiedział, co zrobił, zaczęło się liczyć własne doświadczenie. Media przestały istnieć, na ich gruzach rosła w siłę inteligencja ludzi, mądrość i świadomość.

Mądrość wyrosła na gruncie własnego doświadczenia, intuicja podpowiadała, czego ludzie potrzebują by żyć i by być szczęśliwymi. 


W końcu rozwiązanie, by płacić lekarzom i całemu systemowi za zdrowie a nie za choroby stało się rozwiązaniem powszechnym. Wdrożono to wszędzie, a tam gdzie opór systemu trwał najdłużej, doprowadził do upadku budżetów i omalże całych krajów. 

Przemysł się zmienił, każdy – nawet zbrojeniowył. Militaria przestały być potrzebne, bo nie było, czego i przed kim bronić, nie było powodu, by atakować. Wszystko się rozproszyło, bo rozproszył się pieniądz, rozproszyło bogactwo, rozproszyły się idee, ludzkie ambicje, chęci posiadania. Zniknęły wszelkie postaci niewolnictwa, bo i niewolnicy przestali być potrzebni, stali się świadomymi podmiotami, a nie rzeczami, nieświadomymi siebie robotami.

W ogóle rzeczy straciły swoją wielkość.   

Tak, był to bunt przeciwko traktowaniu ludzi jak przedmiotów służących gromadzącym pieniądze jednostkom stojącym na czele korporacji, całej gospodarki, instytucji finansowych. Tylko pozornie był to bunt przeciwko wszechwładzy pieniądza, zarządzającej nim władzy, tak naprawdę był to bunt przeciwko wszelkiego rodzaju iluzjom. 

Zapoczątkowała go jedna drobna zmiana oraz nieugiętość, mądrość władcy – rzadkość w świecie i to na przestrzeni wieków.

Owszem, zmusiła go do tego śmiertelna choroba, ale jednocześnie zmusiła do myślenia, do poszukiwania rozwiązań dla siebie, a gdy te okazały się skuteczne w jego sprawie, podzielił się tym ze światem. Zrobił to na przekór potężnym siłom, oficjalnym rządom i stojącym za nimi rządom działającym z ukrycia, tym, które same siebie nazywają „oświeconymi”.  

Gdy zapoznał się z tematem szerzej, okazało się, że od tysięcy lat działała tu cicha zmowa. Medycyna starała się ukryć to, co skuteczne, by zarabiać więcej. W porozumieniu, we współpracy korzystnej dla wszystkich stron uczestniczących w zmowie działało wszystko, co oparte na pieniądzu.  

Kopiąc głębiej znalazł pozostałe zmowy i te dotyczące nauki opłacanej dla wspierania różnych bzdurnych i nieprawdziwych teorii służacych powiększaniu masy pieniądza dla wybranych. Dotyczyło to energii, a konkretnie blokowania wykorzystywania czystych, naturalnych energii, często darmowych lub bardzo tanich. Dotyczyło to planowego skracania żywotności artykułów przemysłowych i wielu innych. W zmowie uczestniczyły media i wspierający je z ukrycia tzw. oświeceni władcy, a tak naprawdę kilka znaczących światowych rodzin i tych, których skorumpowali: głowy większości państw, polityków, intelektualistów, ludzi z pierwszych stron gazet.

I jedna drobna zmiana była to w stanie wywrócić, bo cały ten fałszywy system stał na kruchym fundamencie – pieniądzu. Okazało się, że prawda jest silniejsza niż pieniądz, niż kłamstwo.

Lekarz stał się zupełnie innym człowiekiem. Najlepszymi byli ci najbardziej inteligentni i ci najbardziej dojrzali, ci, którzy rozumieli naturę człowieka, jego wielowymiarowość. Do tych wymogów musiał się dopasować system kształcenia lekarzy i nie tylko lekarzy.

Co ciekawe za tymi zmianami, wydawałoby się zmianami niemającymi wpływu na całość gospodarki, organizacji państw, systemów sprawowania władzy, poszła zmiana wszystkiego i wszystkich. Zmieniło się wszystko na górze i na dole, i wśrodku. Tak, w środku, w ludziach coś się zmieniło. Nagle ludzie zaczęli łatwo odróżniać prawdę od fałszu. 

A ręce do tej pory wyciągnięte po nie swoje musiały się schować, musiały zniknąć w pokorze. Nie pomogły im media, manipulacja, wielki krzyk. Było już za późno. Nikt nie chciał słuchać kłamców i złodziei. Zostali zostawieni samym sobie. Ich majątki się skurczyły, tak samo jak ich wpływy i znaczenie. Stali się zwykłymi ludźmi. A zwykli ludzie stali się nadzwyczajnymi. W końcu nadzwyczajność stała się naturalna.

Ten wpływ, tak małej z pozoru prawdy, okazał się wielki. 

Musiały zmaleć, skurczyć się instytucje państwowe, przestał być potrzebny urzędnik i to na każdym szczeblu sprawowania władzy.

W ślad za tym poszło prawo ograniczające rolę państwa, wzrosło pole wolności, ludzie poczuli się podmiotami, a nie tak jak wcześniej trybami w społecznych machinach. Później i prawo mogło zniknąć, wszystko regulowała natura i świadomość.

Zniknęły rzeczy, zjawiska, które wcześniej uważano za niemożliwe do wyeliminowania, do ograniczenia. Zniknęły całkowicie choroby cywlizacyjne, zniknęły prawie wszystkie tzw. choroby nieuleczalne. Zniknęły w ślad za tym drogie szpitale, cała niepotrzebna aparatura, cały przemysł famaceutyczny, bo okazało się, że tę rolę pełni sama natura, tak jak tysiące lat temu, tak jak od początku istnienia człowieka.

Gdy prawda zagościła w dziedzinie zdrowia to i łatwiej przebiła się przez dotychczasowe kłamstwa w pozostałych dziedzinach: w nauce, w rolnictwie, przemyśle, mediach, we wszystkim.

Rozpadły się wielkie korporacje, bo okazało się, że działanie w skali makro, przestało się opłacać – przegrywały konkurencję na lokalnym gruncie. 

Świat zaczął wracać do normalności, system kształcenia do niej wracał, szkoły i uniwersytety przestały wkładać do głów przetworzone jabłka. Wraz ze szkołami, rozbudowaną, cudzą wiedzą, wykorzystywaną do przemieniania wolnych jednostek w zniewolone roboty, zniknęło jedno z narzędzi do zniewalania: przestała się liczyć wiedza. W jej miejsce wróciła mądrość.

 Wracała normalność gospodarcza, znormalnieli politycy, bo rozpłynęła się w zapomnieniu ta nibyprofesja, bo nikt nie miał potrzeby, by ich o cokolwiek prosić i cokolwiek wymuszać, pieniądz i władza bardzo się oddaliły od siebie nawzajem. Pieniądz przestał mieć władzę i nikt go już nie wykorzystywał jako narzędzia zniewolenia. Stał się towarem jak chleb i mydło. I tak jak nie gromadzi się chleba w nadmiarze, tak i pieniądz już nie był gromadzony, a instytucje, które nim sterowały skończyły swój żywot jak kończy choroba, gdy znika jej przyczyna.

Wróciła mądrość. Wrócił szacunek do ludzi starszych, zmieniła się organizacja społeczeństw, zyskały na powrót swoje znaczenie wspólnoty. Upadły systemy emerytalne i ubezpieczenia, wszystko inne, co pochłaniało wielką ilość pieniądza i służyło nie tym, dla których zostało powołane.

Straciły zupełnie swoją pozycję media, bo i ludzie żyli inaczej i żyli swoim życiem, pozostając sobą, nie musieli i nie chcieli podglądać cudzego.

Zniknęły reklamy, bo w większości zniknęli głupcy, podatni na manipulację. 

I to wszystko przez jednego człowieka i jego nieuleczalną chorobę. Był to bunt jednostki przeciw obejmującej cały świat maszynie. To pokazało jak kruchym i słabym jest cokolwiek, co jest oparte na kłamstwie, na iluzjach i na głupocie.

To co wydawało się nieuleczalne: nieuleczalnie chory człowiek i jego nieuleczalnie chory umysł, w cudowny sposób ozdrowiało. 

Ludzie poczuli się wreszczcie szcześliwymi, bo nikt, żadne społeczeństwo nie wymagało od jednostki rezygnacji z bycia sobą na rzecz maszyny społecznej. 

I religie przeszły również głęboką metamorfozę. Nie manipulowano w nich wreszcie ludźmi pod określone zamówienia, pod określoną wizję człowieka, lecz wydobywano z człowieka, pomagano mu w przejawianiu siebie prawdziwego. 

Strach, stres, poczucie winy, nieszczęście, cierpienie przestały dokuczać ludzkości. 

Człowiek stał się całkowicie naturalny, przez co pozwolił odbudować się też otaczającej go naturze i żył w całkowitej z nią zgodzie. 

I trudno uwierzyć, że to wszystko stało się w jednym pokoleniu, a proces ukorzeniania trwa w drugim i zapewne potrwa w trzecim. 

Społeczeństwo jako takie przestało istnieć, bo było klatką dla wolności. Przeistoczyło się we wspólnotę świadomych, a więc wolnych jednostek. Straciły rację bytu granice, rządy, prawo i wiele niepotrzebnych narzędzi, z których społeczeństwo korzystało. Władza stała się czymś zupełne innym niż do tej pory, czymś, co samo się ograniczyło, do prawdziwego służenia całości, aż bezpowrotnie znikła jak i w ogóle to pojęcie władcy.

Ta wspólnota sprawdza się w życiu i ugruntowuje się, bo czerpie swoją siłę ze świadomości, wynikającej z niej mądrości, a nie z przemocy, nie z przewagi większości nad jednostką, nie z motywacji i nie z obiecanych wizji nieba. 

Mimo tego, iż ten nowy porządek nie jest wymuszany prawem, żadnymi restrykcjami, wręcz przeciwnie, jest skutkiem wolności, działaniem praw natury – świadomością, nigdzie nie zdarzyła się tendencja do odwrotu, chęci przywrócenia starego porządku. Nigdzie, ani w dużej skali, ani nawet w relacjach jednostek. 

Staliśmy się jak ptaki, które nie uznawały ludzkich granic od zarania dziejów: poza naszą naturą nie było od tej pory żadnych granic. 

Zniknęły granice w przestrzeni i w czasie, bo zniknęło, odeszło w zapomnienie „coś”, co je tworzyło. Od tej pory to nie myśl i słowo tworzyły rzeczy i relacje z całością, lecz uczucia.

Miliony lat człowiek marzył o powrocie do raju, lecz pokuta, którą sobie narzucał nie przynosiła spodziewanych rezultatów. Zamiast wyrzucić, zwymiotować połknięte w raju jabłko, byliśmy karmieni kolejnymi i dla gwarancji oddalenia się od niego i dla podtrzymania dystansu.

To pragnienie nie mogło się spełnić, bo to była fałszywa pokuta. Ktoś w przestrzeni tysięcy lat zmanipulował nas, zmienił znaczenie tego słowa. Gdy odkryło się, w świadomości ludzi, prawdziwe znaczenie tego słowa, wrócliśmy do źródła. Właśnie tym ona była – powrotem do źródła.

Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać jak niewolniczy był to system, jak ślepymi byliśmy niewolnikami.

Gdy wypluliśmy wreszcie to jabłko, otworzyły się oczy serc i dusz, gdy przejrzeliśmy nimi wstecz widząc cały pozostawiony ten śmietnik wraz ze słowami, które również wróciły do źródła, odzyskały swoje prawdziwe znaczenie, można było wreszcie historię wyrzucić z pamięci, bo po co dźwigać na sobie śmietnik.

Spełniło się pragnienie. Wróciliśmy i wracamy nadal, bo to proces. 

Jesteśmy na dobrej drodze, bo prowadzi nas prawda.

Tak, nasza pokuta to była droga od uczucia – miłości, poprzez myśli i słowa, do uczucia – miłości. Jej celem było zrozumienie. I tylko to.


Czy to wszystko było potrzebne? Czy to, że Bóg sprowokował człowieka do buntu, do wykreowania sobie piekła, okazało się czymś dobrym? 

Tak. Bez tego doświadczenia nie potrafilibyśmy odróżnić światła od ciemności. Wreszczcie staliśmy się bogami, tymi, którzy będąc na jego kształt i podobieństwo, odróżniają światło od ciemności, rozumieją to i żyją w świetle. 

Bez jabłka i konsekwencji późniejszego zamieszania w mrokach historii, nie byłoby tego zrozumienia.

Dzisiaj u źródła, pokutnicy śmieją się, radują, cieszą się błogim, wiecznie trwającym szczęściem, zamiast cierpieć i się smucić krocząc ku fałszywej obietnicy.

Piotr Kiewra 

*pokuta - wbrew temu, co się utarło sądzić, to powrót do źródła. Wynika to z pierwotnego znaczenia tego słowa, a nie z rozumienia narzuconego przez teologie.


poniedziałek, 21 grudnia 2020

niedziela, 12 kwietnia 2020

Koronawirus. O co tu, tak naprawdę chodzi?


Dzisiaj dwa teksty powiązane ze sobą  
  1. Koronawirus i przymusowa eutanazja 

  2. Władcy świata


Bardzo chciałbym się mylić – Bóg mi świadkiem, w swej ogłoszonej poniżej przepowiedni. 
Bardzo bym chciał, by to co poniżej napisałem okazało się tylko wytworem mojej chorej wyobraźni, totalną bzdurą.
Jeszcze raz powtórzę, modlę się o to, by to były tylko i wyłącznie brednie, by teraz i w przyszłości były tylko bredniami.
Gdy w światowych mediach zagościł na dobre koronawirus, ludzi opanował strach na tyle wielki, iż dali się zamknąć w „więzieniach”. Statystyki, oczywiście specjalnie podrasowywane, nie były jednak w stanie przekonać tych najmniej wyjałowionych z inteligencji przez oficjalne telewizje, media. Ich strach nie dotknął. Lecz eskalowanie problemu, kolejne restrykcje i to nieraz tak absurdalne, sprawiły, że zaczęli się w końcu zastanawiać: „O co tu, tak naprawdę chodzi?”
W sieci, w wywiadach, rozmowach na odległość, wyrażanych stanowiskach przez niezależnych ludzi nauki, medycyny, pytaniach postawionych władzom, często kłopotliwym dla niej i braku sensownych odpowiedzi, zaczęło się słyszeć wiele teorii, prognoz, prób wyjaśnienia sytacji. Dla coraz liczniejszego grona ludzi stało się jasne, iż mamy tu do czynienia z mistyfikacją podjętą przez rządy, (być może inspirowane lub nawet korumpowane przez niejawne struktury dysponujące, wg dostępnych w sieci opinii, nieograniczonymi zasobami i potegą władzy sięgającą przede wszystkim mediów oraz największych światowych organizacji, z ONZ i WHO włącznie). 
Powoli, dla wielu, staje się to oczywiste, no może z wyłączenieniem tych najbardziej łatwowiernych i wystraszonych. 
Jak grzyby po deszczu wysypują się z sieci różne informacje, „spiskowe” teorie, fakty, ale i bardziej lub mniej oczywiste kłamstwa.
To wszystko sprawia, iż zadajemy sobie pytanie: 
O co tu, tak naprawdę, chodzi?
Dlaczego, gdy ludzie umierają z innych powodów, np. z powodu nowotworów, chorób układu krążenia, cukrzycy, gruźlicy, czy grypy, czy choćby z głodu, nie siało się takiej paniki, nie rzucało na kolana całych narodów, choć na te tzw. „choroby towarzyszące” zapadało i umierało setki, czy tysiące razy więcej ludzi?
Dlaczego doprawadza się do upadku gospodarek wielu krajów?
Dlaczego ogołaca się ludzi ze środków do życia, zamyka na długie tygodnie, nawet miesiące w domu, izolując ich od bliskich, od słońca, od lasu od kontaktów towarzyskich, od rozrywki – od normalnego życia?
Dlaczego straszy się ludzi wielkimi karami, rujnującymi dorobek ich życia? 
Dlaczego te zakazy i nakazy są tak absurdalne?
I tu chciałbym się mylić!!!
Otóż! 
Może być tylko jeden powód. „Oni” chcą sprawić, by ludzie mieli dość, by to się wreszcie skończyło i nigdy więcej nie wróciło. Chcą sprawić, by ludzie, zdecydowana większość, dla świętego spokoju, dla poczucia własnego i swoich bliskich bezpieczeństwa, zgodziła się i przy okazji wywarła wielką presję, wręcz, by podniosła krzyk: My chcemy obowiązkowej szczepionki! 
Cała ta wywołana przez media i polityków histeria, ten olbrzymi społeczny koszt, to zabranie wolności wszystkim, ma tylko jeden cel, by doprowadzić ludzi – większość - do desperacji. Ta desperacja sprawi, że informacja, iż szczepionka już jest, wywoła ten powszechny krzyk i mimo, iż jest nieprzetestowana, iż nie będzie gwarancji, że nie będzie skutków ubocznych, ze śmiercią włącznie, lud jednym głosem zawoła: Zaszczepcie nas! Zaszczepcie wszystkich!
A tutaj bardzo chciałbym się mylić!
A coś w środku mi mówi, iż jest to zaplanowany akt masowej eutanazji, depopulacji, eksterminacji ponad sześciu miliardów ludzi (z tych siedmiu żyjących obecnie). Skala może być różna, bo w wypowiedziach sekretarzy ONZ, person światowej sławy i o wielkiej zasobności portfela, czy „arytokratów, jak o sobie mówią, padają różne liczby.  
I właśnie taki był sens zaistnienia problemu z koronawirusem: by ludzie uznali swych ciemiężycieli za wybawców. To tylko to. „Iluminaci” też przecież mają sumienia, w nich też się tli resztka człowieczeństwa. Ale, gdy zmanipulowani ludzie sami zażądają … to co innego.  
Czas pokaże. 
Tylko to można zrobić i coś jeszcze … ale o tym zdecydujesz, mam nadzieję, że inteligentnie, to znaczy bez wpływu z zewnątrz: mediów, polityków, „autorytetów” naukowych i medycznych (dlaczego w cudzysłowiu? Bo tylko tacy mogą w oficjalnych mediach  wygłaszać otwarcie swoje opinie). Inteligentnie to, po prostu, zaglądając w swoje serce, w swoją duszę. 
Cóż więc można zrobić?
A więc po pierwsze:
Przetestować. Powinna być przetestowana, by dawała gwarancję, iż długofalowo wyeliminuje zagrożenie, to zagrożenie przeciwko, któremu jest skierowana. Na kim? 
Powinni ją przetestować ci wszyscy przywódcy: prezydenci, premierzy, politycy, posłowie, naukowcy, lekarze, ci, którzy ją będą polecać i gwarantować jej dobroczynny wpływ na zdrowie i życie. Powinni się zaszczepić wszyscy oni, a w pierwszej kolejności ci najstarsi z nich. 
Oczywiście powinni to zrobić na oczach wszystkich ludzi, pod nadzorem niesprzedajnych, nieskorumpowanych ludzi medycyny, nauki, polityki, pod nadzorem ludzi, którzy nie ulegli praniu mózgów, którym nie zrabowano inteligencji. I wtedy, po jakichś tam kilkudziesięciu latach, gdy zaszczepieni będą dożywać bez chorób stu, czy stu dwudziestu lat, cała pozostała reszta wygasi swój sceptycyzm. Stanie się tak na pewno, bez walki, bez manipulacji mediów, bez spiskowych teorii, bez posądzeń o chęć wzbogacenia się kosztem ludzi, kosztem ich zdrowia i życia. 
W innym przypadku nie będzie zgody wszystkich. Wręcz przeciwnie uznamy to za kolejną próbę wyeliminowania nas, uczynienia z nas robotów, niewolników, mięsa armatniego, niższej rasy, podludzi.  
Jeszcze raz powtarzam: chciałbym się mylić!
Takie jest moje przeczucie. Czy to przeczucie (nigdy się nie mylący błysk intuicji), czy brednie, wytwory mojej wyobraźni, okaże się. 
* Usunięcie tego tekstu, tych bredni, które pragnę by się bredniami okazały, dowiedzie tylko tego, iż bredniami, to co napisałem nie jest, że nie jest to wytworem mojej chorej wyobraźni, a jest jak najbardziej  realną groźbą, czekającą nas wkrótce taką właśnie rzeczywistością. A mam podstawy by tak sądzić, bo np. Facebook usunął wszystkie moje teksty (około 500) dotyczące zdrowia z ostatnich dziesięciu lat. 

2. Władcy świata


No i zabrzmiało skrajnym pesymizmem, beznadziejnością. Powiększyłem powyższym tekstem tylko pandemię strachu.
To dobrze. 
Dobrze? 
Strach jest dobry. Dobry?
 Śmierć jest dobra. Jest dobra?
Tak! Wszystko ma swój cel. Wszystko prowadzi do dobrego, bo tylko ono istnieje: Wieczne życie, wieczna błogość, Nirvana, Bóg, Królestwo Niebieskie.
W jakich czasach my żyjemy? Dzisiaj władza chce decydować o życiu i śmierci ludzi, tysiące lat temu człowiek zrezygnował z władzy, by poznać prawdę o życiu i śmierci. Nic się od niego nie nauczyliśmy. To zmarnowane 2600 lat.  
Nie rozumiesz? Przytoczę pewną bardzo znaną opowieść -  fakt z życia jednego z najważniejszych ludzi w historii.
 Poprzedzę to taką prawdą:
Budda (budda jest określeniem, nie imieniem, używa go się wobec człowieka przebudzonego,) mówi: Aes Dhammo Sanantano – jedno prawo rządzi wszystkim, jedno wieczne prawo. To, co zdarza się mrówce, zdarzy się także słoniowi, a cokolwiek zdarza się żebrakowi, zdarzy się też władcy. Biedny czy bogaty, ciemny czy mądry, grzesznik czy święty, prawo nie wyróżnia – prawo jest bardzo sprawiedliwe. Śmierć … zrównuje ludzi. Nie zawraca sobie głowy, tym, czy jesteś biedakiem, czy Aleksandrem Wielkim.
A teraz w skrócie ta obiecana opowieść z życia Buddy. 
Jego ojciec, stary król, wyczekiwał potomka, następcy tronu. Gdy wreszcie przyszedł na świat poprosił astrologów, by przewidzieli jego przyszłość, a ci, oprócz jednego, odpowiedzieli, że będzie albo władcą świata, albo wyrzeknie się go, zostanie żebrakiem i pójdzie w góry badać swoje wnętrze, szukać prawdy, szukać prawdziwego siebie. Wysłuchał ich rady i odizolował syna od starych ludzi, od widoku biedy, choroby. Tak zaaranżował jego otoczenie by nigdy nie dowiedział się o istnieniu śmierci. Zapewnił mu komfort i luksus. 
Przez dwdzieścia dziewięć lat żył on w takich warunkach. Ale:
Pewnego dnia Siddhartha musiał stać się świadomy. Szedł na święto młodości. … Po drodze zobaczył to, czego zgodnie z wolą ojca miał nie widzieć. Najpierw ujrzał chorego człowieka … Zapytał: - Co się stało?
Woźnica miał skłamać, lecz odrzekł: - Ten człowiek jest chory.
A Budda natychmiast zadał inteligentne pytanie: - Czy to znaczy, że ja też mogę zachorować? …
Woźnica: Tak, ty też zachorujesz.
Później natknęli się na starego człowieka. To samo pytanie. Następnie ujrzeli zwłoki wiezione na miejsce kremacji –… Budda zapytał: - Czy ja też pewnego dnia umrę? – woźnica odpowiedział: - Tak, panie.
Budda odparł:
- W takim razie zawróć powóz. Nie ma sensu jechać na święto młodości. Ja już zachorowałem, już się postarzałem, już jestem na skraju śmierci. Jeśli pewnego dnia umrę, jaki sens ma cały ten absurd: żyć, czekając na śmierć?! Zanim nadejdzie chciałbympoznać coś nieśmiertelnego. Jeśli istnieje coś nieśmiertelnego, jedyną ważną rzeczą w życiu jest poszukiwanie tego.
A kiedy to mówił, ujrzeli czwartą postać – sannjasina, mnicha odzianego w pomarańczowe szaty, który idąc, pogrążony był w medytacji. Budda rzekł:
- Co się stało z tym człowiekiem?
Woźnica odpowiedział: - Panie, to jest to, co zamierzasz zrobić. Ten człowiek widział śmierć i wyruszył na poszukiwanie nieśmiertelnego. 
Jeszcze tej nocy Budda wyrzekł się świata; opuścił dom w poszukiwaniu nieśmiertelnego, w poszukiwaniu prawdy.
  
Śmierć jest najważniejszą sprawą w życiu. Ci, którzy przyjmują wyzwanie śmierci, są hojnie nagradzani.
Osho
Fragmenty: Osho Sztuka życia i umierania
Wydawnictwo: Czarna Owca 2017
Jak wiemy, Budda odnalazł nieśmiertelne. By to odnaleźć zrezygnował z uszczęśliwiania swoich poddanych na siłę. Został żebrakiem, a tym, co odnalazł dzielił się tylko z tymi, którzy byli na to gotowi. Nie przekazywał im swojej prawdy, każdego posyłał na jego własną ścieżkę prawdy. 
Który ze współczesnych władców, prezentuje taką postawę? Czego się oni nauczyli z jego przykładu przez te tysiąclecia?
Chcąc zostać najmniejszym z ludzi został największym. 
Który z obecnych władców jest w stanie pójść taką drogą? 
Nie znam. Jest odwrotnie – próbują się z małych, uczynić wielkimi.  Naszym kosztem. Wszystkie podwórka świata są pełne takich przywódców, nie pomijając naszego rodzimego.
Piotr Kiewra 

niedziela, 5 kwietnia 2020

Dar Atishy dla świata. O jedynym prawdziwym leku


Chcesz naprawić świat, napraw siebie. Użyj jedynego – prawdziwego leku 


Jesteś sfrustrowany tym, co się dzieje wokół ciebie: cierpieniem, grzesznością, złem innych ludzi? 

Jesteś niepokojony strachem o siebie, ludzi, świat, naturę, rodzinę, bliskich, środowisko?  

Troskasz się brakiem współczucia, ubóstwem widzianym wokół, wszechwładzą pieniądza? 

Przejmujesz się mocą zła, kłamstwami mediów, zbrodniami popełnianymi przez ludzi, polityków, rządy, władców, tych jawnych i ukrytych?

Czujesz, iż ograbiono cię z wolności, karmiono obietnicami bez pokrycia, wykorzystuje się ciebie jako robota, środek służący realizacji celów, które nie są twoimi celami?

Czujesz, wiesz, że dybie się na twoje zdrowie i życie, wolność, w imię jakichś podejrzanych idei?

Jesteś nieszczęśliwy z innych powodów?  

Czy chciałbyś to naprawić, a nie masz tyle siły, nie masz pomysłu jak to zrobić?

Czy Twoje dotychczasowe myśli, intencje, skupianie energii na pozytywnych działaniach, przeciwstawianiu się złu, zainicjowane rewolucje, bunt, walka o lepszy świat zawiodły cię?

Nie przejmuj się. W ten sposób to się jeszcze nikomu nie udało: walka do niczego nie prowadzi, przejmowanie się, troska, myślenie, żadne inne działania nie były, nie są i nie będą nigdy skuteczne.
Dlaczego? Ponieważ to, z czym walczysz wzmacniasz, to, przed czym uciekasz goni cię, a to, za czym gonisz, ucieka. Zawsze dostajesz to, czego się lękasz.
Walcząc, tak naprawdę, przyłączasz się do obozu wroga. Oni znają sekret i wiedzą, że jeśli przeciwstawiasz się im, to dodajesz im energii, trwonisz swoją, a dodajesz im: ludziom, zjawiskom, odczuciom, emocjom.
Prawda jest taka, iż walcząc ze strachem, krzewisz strach. Walcząc z biedą, zwalniasz ludzi z odpowiedzialności za siebie i w ostatecznych rozrachunku poszerzasz pola biedy. Przejmując za innych odpowiedzialność, albo oddając ją rządom, urzędnikom, powierzasz im nie tylko swoje bezpieczeństwo, przez co stajesz się bardziej zagrożony, bo nikt nie zadba o twoje bezpieczeństwo lepiej niż ty sam, ale pozbawaiasz się też … inteligencji. Tak, inteligencja idzie w parze z odpowiedzialnością. Zobacz, co wyczyniają z ludźmi media, politycy, władcy, a zrozumiesz to. 

I jeszcze jedna przyczyna – prawda: Istotą pragnienia jest niespełnienie.

Pewnego dnia zrozumiesz, dlaczego doświadczyłeś/doświadczyłaś akurat tego, tych cierpień, tych zdarzeń. Inaczej, bez cierpienia, bez bólu nie próbowałbyś/nie próbowałabyś użyć, skosztować tego leku. Z tego punktu widzenia twoje cierpienia są potrzebne, czemuś służą. Ich celem jest przekierowanie cię na wędrówkę drogą zrozumienia, drogą prawdy, bo tak jak mówi kolejny mistyk: Cierpienie jst potrzebne, by zrozumieć, że jest niepotrzebne.

Ludzkość, cywilizacja, to wszystko co dotychczas  było twoim życiem to poszukiwanie leku. Już dotknąłeś, spróbowałaś tamtych, z tak postrzeganego do tej pory świata, no i okazały się nieskuteczne. Teraz nadszedł czas, by …  

Istnieje inny lek. Najpotężnieszy, jedyny, prawdziwy. 


Istnieje jedyny – prawdziwy lek. Jest lekiem na wszystko: na choroby ciała i umysłu. Jest jednak znacznie większy, jego działanie jest niewyobrażalnie większe: naprawia też świat. 

Możesz go zastosować. Możesz nim naprawić siebie, ale i świat. Nie musisz jednak nikogo przekonywać,  by poszedł za tobą, by cię wysłuchał. Nie musisz zostawać politykiem, władcą świata, by go naprawić, by usunąć zeń zło, cierpienie choroby, by zakwitła tam miłość, wolność, szczęście, radość, zdrowie, dobro, harmonia. 
Wystarczy, że naprawisz nim siebie. 

Co jest tym jedynym, prawdziwym lekiem?

Jest nim medytacja (możesz ją nazywać również modlitwą, bo w istocie jest tym samym, połączeniem z CAŁOŚCIĄ, z boskością, z duchowym wymiarem człowieka).

Medytację jako lek na wszystko dostaliśmy od ludzi takich jak Budda, Jezus, Atisha i wielu innych. 

Medytacja Atishy, nazywanego „po trzykroć wielkim”, jest wyjątkowa. Jest największym darem jaki ludzkość otrzymała od tych, którzy poznali boskość – doświadczyli jej. Pochodzi od Atishy, lecz, tak naprawdę przekazują ją wszyscy mistycy, mędrcy, oświeceni ludzie. Jednak w takiej formie, w jakiej przyszła od niego, była jego osobistym poznaniem, była jego drogą. 

Jest piękna i niezwykła … ale o tym za chwilę. 


Poniższy materiał pochodzi od OSHO, z książki: „Księga mądrości”.


Rzadko spotyka się mistrzów takich jak Atisha, a to dlatego, że nauczało go trzech oświeconych mistrzów. Nie zdarzyło się to nigdy przedtem i nigdy potem. … nazywa się go więc Atishą Trzykroć Wielkim.

Żył w XI wieku, urodził się w Indiach, ale gdy jego miłość stała się aktywna, udał się do Tybetu, jakbyprzyciagał go tam jakiś wielki magnes. W Himalajach dostąpił i już nigdy nie wrócił do Indii. … jego miłość spłynęła na Tybet. Przemienił całą jakość tybetańskiej świadomości. Był cudotwórcą, czegokolwiek dotknął, przemieniało się w złoto. Atisha to jeden z największych alchemików, jakich poznał świat.”* (Osho użył tu metafory)

Traktat Atishy to siedem punktów.  My zajmiemy się tylko jednym zdaniem. Szczęśliwy posiadacz Księgi zrozumienia OSHO, może pokontemplować nad całym traktatem i tak jak mówi Osho: 

„Stwierdzenia te przypominają nasiona, wiele jest w nich zawarte. Może nie jest to tak widoczne, lecz jeśli głęboko w nie wejdziesz, gdy będziesz kontemplować, medytować i zaczniesz z nimi eksperymentować, będzie to największą przygodą twojego życia”. 

Oto to co proponuje Atisha, a później w komentarzach Osho:

„Ćwicz łączenie się, zbieranie i wysyłanie.
Ćwicz to ujeżdżając oddech.”

 „Atisha mówi: zacznij być pełen współczucia. Metoda polega na tym, że gdy robisz wdech – słuchaj uważnie, to jedna z najwspanialszych metod – gdy robisz wdech, pomyśl, że wdychasz całą niedolę wszystkich ludzi. Wdychasz wszelką ciemność, wszelką negatywność, całe istniejące piekło. Niech twoje serce wchłonie je. 
Może czytałeś lub słyszałeś o tak zwanych pozytywnych myślicielach Zachodu. Mówią coś dokładnie przeciwnego, ale nie wiedzą, co mówią. Mówią: „Gdy robisz wydech, wyrzucaj całą swoją niedolę i negatywność, a gdy robisz wdech, wdychaj radość, szczęście, pozytywność, pogodność”.
Metoda Atishy jest tego przeciwieństwem: na wdechu wchłaniaj wszelką niedolę i cierpienie wszystkich istnień świata, przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Gdy robisz wydech, wydychaj całą swoją radość, całą swoją błogość, wszelkie błogosławieństwo, które masz. Zrób wydech, wlej siebie w egzystencję. To jest metoda współczucia: wchłaniaj wszelkie cierpienia i wylewaj wszelkie błogosławieństwa. 

Jeśli to zrobisz, będziesz zaskoczony. Gdy wchłaniasz wszystkie cierpienia świata, przestają być cierpieniami. Serce natychmiast przemienia energię. Serce to siła dokonująca przemiany: wchłoń niedolę, a zostanie przemieniona w błogość … wtedy ją wlej.

Kiedy dowiesz się, że twoje serce potrafi dokonywać tej sztuczki, tego cudu, wciąż będziesz chciał to powtarzać. Spróbuj. Jest to jedna z najbardziej praktycznych metod, prosta i przynosząca natychmiastowe efekty. Zrób to dzisiaj i przekonaj się.”

Atisha jest bardzo naukowy i na pewno będzie zyskiwał coraz większe uznanie. Przekona również naukowy umysł, gdyż mówi:  

„Wszystko, o czym mówię można praktykować. Nie mówię byś wierzył, mówię, byś eksperymentował, doświadczał. Uwierz tylko wtedy, gdy sam to poczujesz. W przeciwnym razie nie trzeba wierzyć”.
Wypróbuj tę piękną metodę współczucia: wchłoń wszelką niedolę i wylej wszelką radość.”

I to by było na tyle. Naprawisz siebie, naprawisz świat. 
Nie ma innego leku. Medytacja jest jedynym, przy pomocy którego, dotykając duchem, dotykasz też materię. 

Piotr Kiewra 
na podstawie OSHO: Księga mądrości. Siedem punktów treningu umysłu. Komentarze do traktatu Atishy. Wydawnictwo KOS

środa, 25 marca 2020

Problemem nie są wirusy, czy bakterie, problemem jest odporność

Kilka dni temu Facebook zablokował moje teksty dotyczące odporności, kształtowania zdrowia. Wg mnie to działanie, potwierdza, iż całe to zamieszanie z wirusem to swego rodzaju spisek. Tylko w tym kontekście mogę zrozumieć ich decyzję. Czyżby posiadanie odporności na choroby, ćwiczenie jej i proponowane przeze mnie zabiegi były nielegalne?  Czyżby choroba była legalna, a zdrowie nie? Na to wygląda. ...
Poniższe zdjęcie obrazuje czym jest odporność. Ten dąb ma 700 lat i przeżył wiele chorób,  wirusów i bakterii, wiele szkodliwych ludzkich działań. Nigdy nie był szczepiony ani leczony. Jak mu się to udało?  Dzięki odporności.  Każdy człowiek może "to" mieć.  Część to świadome działania, styl życia, ale i pewna duchowa właściwość, a przede wszystkim radzenie sobie ze strachem, ze stresem.  I o tym mówię. Okazuje się jednak, iż "to" komuś - czemuś szkodzi. Szkodzi potwornej idei pieniądza. Odporność stoi na drodze ich nieograniczonego  napływu.  Choroba jest " perpetum mobile" - doskonałym narzędziem, źródłem z którego, naszym kosztem, ktoś może bez ograniczeń, prawie bez ograniczeń, korzystać.
Jeśli się zdarzają to się je usuwa.  No tak, rozumiem i czy coś z tym robię?  Nie. Dlaczego? Bo wszystko ma swój cel, choroba i cierpienie również.
I nie chodzi tu o ludzkie cele. ...
Poniżej zablokowany tekst.

Nie pytaj mnie o choroby, pytaj o zdrowie

Odebrał połączenie od cioci: 
- Wiesz, Piotrze, boję się tego koronawirusa. No wiesz, tyle się o nim mówi, tyle osób zachorowało, istna pandemia. Boję się i dlatego dzwonię, a nie proszę o pogawendkę u mnie. Chciałam o parę rzeczy zapytać, bo ty się znasz na chorobach.  
- Ciociu, tyle razy ci mówiłem, że nie znam się na chorobach, nie zajmuję się nimi. Wiem tylko, co nieco o zdrowiu i to swoim. – odpowiedział.
- No, ale o tym wirusie to na pewno dużo wiesz. – upierała się.
- Nie, nic o nim nie wiem i nie będę wiedział, póki się z nim nie spotkam. 
- Piotr, nie żartuj! Ja mówię całkiem poważnie, przecież to śmiertelna choroba. – apelowała.
- Ciociu nie żartuję. Jeśli tylko będziesz wiedziała, że go masz, to po niego przyjdę. Naprawdę. To jest moja metoda. Zawsze byłem otwarty na grypy i anginy, które przechodziłaś i które inni przechodzili. Już tyle razy odwiedzałem cię w chorobie, by się zarazić od ciebie i od każdego, kto tylko narzekał na przeziębienie, lub cokolwiek wywołanego bakteriami i wirusami. Pamiętasz przecież i potwierdzisz?
- No tak, prawda. I nigdy się nie zaraziłeś. – potwierdziła.
- Nie. Było odwrotnie. Zaraziłem się za każdym razem i dlatego nie chorowałem. 
– Zaraz, zaraz, nie rozumiem. Zaraziłeś się, a nie byłeś chory? – pytała zdziwiona.
- Tak ciociu. To była moja szczepionka, która wzmacniała mój układ odpornościowy, mój system samouzdrawiający. Widzisz, odporność jest jak mięśnie, serce i płuca, trzeba ją ćwiczyć by była sprawniejsza. Odporność potrzebuje wyzwań. W miarę jak rośnie, można jej stawiać coraz wyższe wymagania, a ona sobie z tym radzi. Zanim pojawiła się choroba to moje przeciwciała zniszczyły wirusy i bakterie. Wygrywały z nimi wojnę, zanim zdążyły zaatakować i cokolwiek zniszczyć, zachwiać równowagę w moim ciele. Być może przyszedł teraz czas na koronawirusa. A na pewno się z nim spotkam i ty się spotkasz, i wszyscy się spotkają. Może, tak jak ja, tego nie odczują, może zachorują, być może umrą, ale odpowiedzialność zawsze jest po stronie każdego człowieka za siebie samego. Odpwiedzialność nie z powodu zarażenia się, lecz z powodu braku gotowości na spotkanie, z powodu słabej odporności .
- Hola, hola Piotrze, ale nie wszyscy mogą mieć dużą odporność. Na przykład starsi ludzie, tacy jak ja. Mam już prawie osiemdziesiątkę. W tym wieku odporność słabnie. Przecież o tym wiesz. 
- To fakt, lecz nie z powodu wieku, tylko dlatego, że starsi na ogół nie ćwiczą swojej odporności. Izolują się od chorób, są mniej ruchliwi. Stawiają ciału mniej wyzwań, unikają zimy, zimna, unikają ruchu, unikają słońca, deszczu. Ich odżywianie jest dalekie od naturalnego, bo takie jest zdrowe. Unikają innych ludzi. Nie zabiegają o zdrowie, lecz martwią się chorobami. Coraz więcej w nich strachu. Znam wielu starszych ludzi i widzę to u nich. Widzę w nich strach, lęk nie tylko przed chorobami. Mówią dużo o chorobach, w ogóle dużo mówią, a to świadectwo lęku. Tak, gadatliwość, to najczęściej objaw lęków.
Zdrowie i choroba to dwa przeciwieństwa, ale są bardzo ze sobą powiązane, a właściwie to stanowią jedność. Jeśli potrafisz patrzeć na siebie ze spokojem, z ufnością, jeśli potrafisz słuchać swojego ciała i dawać mu to czego potrzebuje, to ono trwa w zdrowiu. A ono potrzebuje wyzwań, potrzebuje kontaktu z wirusami, bakteriami, potrzebuje ruchliwości, męczenia się, potrzebuje treningu odporności. Nie potrzebuje notorycznego zamartwiania się, lęku, napięcia, niepokoju. 
Starsze osoby są ciągle zmęczone. Dlaczego? Bo dużo myślą i za dużo odpoczywają. Męczenie się i odpoczynek powinny następować naprzemiennie. A oni ciągle odpoczywają. Jeśli ciągle odpoczywasz, jak możesz mieć sprawne mięśnie, płuca, serce? Jak możesz mieć sprawną odporność bez treningu, bez zarażania się? Jak możesz być odporna na koronawirusa, nie spotykając się z innymi wirusami i z nim samym? To niemożliwe. 
Ciociu, od pięćdziesięciu lat spotykam się świadomie i nieświadomie, bez lęku ze wszelkimi zarazkami, nie trylko w Polsce, lecz i za granicą i … to działa. Sprawdziłem to na sobie. 
- No tak, ale skąd wiesz, jak się zachowa ten wirus? Mówiłeś, że jeszcze się z nim nie spotkałeś i nic o nim nie wiesz?
- Nie muszę tego wiedzieć, mówiłem ci, zaufałem ciału, a ono od milionów lat rozwiązuje tego typu problemy i to skutecznie. Dowodem jest to, iż jakoś się nam udało przetrwać mimo miliardów wirusów i innych zagrożeń. A to, co pno wypracuje, przekazuje za pomocą genów następnym pokoleniom.  
Naprawdę nie muszę się martwić. To nie głowy sprawa wirusy, bakterie, wszelkie choroby. Gdyby głowa się w to wszystko nie mieszała, to wielu chorób ludzkość w ogóle nie doświadczyłaby.
- No tak, a sportowcy? Oni chorują. – przerwała, by zapytać.
- Oni przesadzają. Ćwiczą tak intensywnie. U nich jest odwrotnie niż u starszych ludzi. Za dużo ćwiczą, za mało odpoczywają. Jak widzisz dobry jest środek, pożądana jest równowaga – harmonia. I właśnie tym jest zdrowie – harmonią, równowagą. Jeśli przechylisz się za bardzo w lewo, lub w prawo, chorujesz, bo tracisz równowagę. 
- To skąd mam wiedzieć, gdzie jest ten złoty środek?
- Obserwuj ciało, rozmawiaj, a właściwie słuchaj go, miej z nim kontakt. Ciało to kocha i odpłaci ci harmonią, czyli zdrowiem. 
Ludzie sądzą, że potrzeba wielkiej wiedzy, że trzeba skończyć medycynę, dietetykę, i wiele innych fakultetów, by móc być skutecznym w utrzymaniu zdrowia. Otóż nie, ciociu. Zaufaj ciału. Jeśli słuchasz jego informacji, to od niego w sprzężeniu zwrotnym otrzymasz odpowiedź co i jak. Jeśli dasz mu co potrzebuje, wtedy doświadczysz czegoś takiego jak „w zdrowym ciele zdrowy duch”.  To nie jest kwestia wiedzy, lecz zaufania i po prostu bycia sobą. Mistycy, mędrcy, mówią: Bądź sobą, bądź tu i teraz i to pomaga ciału i psychice. 
Trzeba zacząć od ciała. Wtedy koronawirus nie będzie groźny i żadne media nie wywołają w tobie strachu, bo nie im będziesz ufać, lecz sobie i swojemu ciału. 
Nauka i medycyna długo jeszcze będą błądzić, zanim dotrą do tej wiedzy i tych środków, jakie posiada ciało, jakie posiada natura.
I co jeszcze? 
Pewnie będą bładzić jeszcze dziesiątki, a może setki lub tysiące lat zanim znajdą tak skuteczny lek na wszystko jak ten duchowy, bardzo prosty, jakim jest ufność, powierzenie się, jakim są miłość, akceptacja, bycie sobą. 
Jednak większość ludzi woli zaufać mediom, gadającym stamtąd głowom i tej błądzącej na manowcach, pasącej się łatwym pieniądzem nauce i medycynie niż naturze, niż sobie, niż ciału z tak olbrzymim potencjałem jakim jest nasz układ odpornościowy i samouzdrawiający.
Dlatego wszystkim i tobie ciociu powtarzam: zajmijmy się swoim własnym zdrowiem, nie chorobą! 
No i najważniejsze: strach potrafi zniszczyć system odpornościowy i dlatego wyrzuciłem telewizor, radio i nie kupuję gazet. W ten sposób znika chyba z 90% lęków. Resztę załatwia prosta rzecz: bycie sobą.  
No więc ciociu, nie mam najlepszych wieści dla ciebie: jeszcze musisz się tu pokrcić między ludźmi przynajmniej do setki. Koronawirus nie ma z tobą żadnych szans: jesteś zbyt żywotna, zbyt ciekawa świata, zbyt silna, zbyt żywa, zbyt zdrowa, no nawet zbyt młoda ( bo coż to te osiemdziesiąt lat w zestawieniu z twoim potencjałem?). Ponadto twój strach jest malowany na szkle i zmyje go twoja pierwsza łza, czy smutku czy radości. Jesteś pełna miłości, optymizmu, ufności … koronawirus nie ma z tobą żadnych szans. Jeszcze trochę pracy i marszu w swoją własną stronę i wszystkie wirusy będą schodzić ci z drogi z daleka. 
I śmiali się oboje głośno aż w słuchawkach telefenów huczało.

Piotr Kiewra