wtorek, 16 czerwca 2015

Co zrobiłaby miłość?

Powyższe pytanie pozostanie mi z filmu, który ostatnio obejrzałem. Film piękny, ale to pytanie jest tysiąckrotnie piękniejsze. Jest nie tylko piękne, ale przede wszystkim mądre.

Może być bardzo pomocne.

Stajesz czasem na rozdrożach i pytasz co dalej. Pytasz siebie, pytasz innych. Sięgasz do pokładów wiedzy, twojej i autorytetów.

Szczególnie trudne pytania zadajemy sobie, gdy dotyczą one relacji z ludźmi: przyjaciółmi, partnerami, bliskimi i kochanymi osobami, mężami, dziećmi, itd.
Co mam zrobić? Którą drogą mam podążyć? Co wybrać? Co ty byś zrobił na moim miejscu?
Czasem nie mamy kogo zapytać, no i zdarza się - w większości przypadków, że nie potrafimy sobie zadać odpowiedniego pytania, a niewłaściwie zadane pytanie, to oczywiście zła odpowiedź.

Dlatego na taką okazję proponuję ci pytanie, które znalazłem w filmie, a które brzmi następująco: Co zrobiłaby miłość?
Jeśli twoja miłość jest prawdziwa, to i odpowiedź będzie prawdziwa.

Dlaczego jestem tego taki pewien? Bo będzie to odpowiedź prosto z serca. Bo przecież miłość jest w sercu, a na inne pytania, te zwykłe pytania, odpowiada twoja głowa, a ona czerpie z wiedzy dotychczas zgromadzonej przez ciebie, lub wiedzy, którą gdzieś odkopiesz i zapożyczysz: z książki, z Internetu, od pospolitych doradców, terapeutów lub mędrców. Z głowy odpowiadamy kalkulując, czyli uprzednio sprawdzając, która odpowiedź będzie bardziej korzystna. Głowa korzysta też z logiki, a wiedz, że w życiu tylko część spraw rządzi się logiką.
Odpowiedź z serca będzie natomiast tylko twoją odpowiedzią i udzieli jej serce, czyli źródło, które cię nigdy nie oszuka.

Może się zdarzyć, iż odpowiedź ci się nie spodoba, nie będzie taką na jaką liczyłeś, co nie znaczy, że powinieneś ją zmienić. Nie zmieniaj, bo serce nie kieruje się ani logiką, ani kalkulacją, nie krótkoterminowymi korzyściami, nie interesem ego, lecz twoim długoterminowym dobrem. Jeśli go posłuchasz, w ostatecznym rozrachunku, nie zawiedziesz się.

Jest tylko jedno niebezpieczeństwo, że twoja miłość jest nieprawdziwa, a wtedy odpowiedź będzie z głowy, a nie z serca, bo głowa nie może pokochać, uczucia są tylko w sercu i tylko tam.

Większość ludzi zadaje pytanie: co zrobiłby strach? Przy tak zadanym pytaniu, odpowiedź zawsze będzie dotyczyła strachu, po prostu znajdziesz tysiąc powodów by czegoś nie zrobić, bo się boisz. Złam ten nawyk i zapytaj co zrobiłaby miłość? Wtedy znajdziesz tez powód i odwagę by zrobić nawet to czego się boisz.

Pytaj zatem serca, jeśli chcesz, by twoje odpowiedzi były szczere, zgodne z twoimi uczuciami, zgodne z twoją prawdą, prawdą uniwersalną, zgodne z tym kim naprawdę jesteś.

Co zrobiłaby miłość? Nie zadawałaby pytań, bo dla niej słowa są niepotrzebne, one dla niej nie istnieją.

Co zrobiłaby miłość?
Nic, poza dawaniem siebie. Obdarowałaby sobą.

Postaw to pytanie, niekoniecznie wtedy, gdy już wszystkie inne zawiodą, postaw je jako pierwsze.

Jeśli prawdziwie kochasz, nie lękaj się, zadaj je!


I nie oczekuj odpowiedzi, bo nie o odpowiedź tu chodzi, lecz o to kim jesteś.


Piotr Kiewra

sobota, 13 czerwca 2015

TAK i NIE

„Tak” i „nie” to nie tylko słowa, to postawa: jesteś na TAK, albo jesteś na NIE.

Te postawy mają ogromne znaczenie w twoim życiu: dla zdrowia ciała, dla relacji z innymi ludźmi, dla twojego rozwoju, dla podtrzymania, lub eliminacji strachu, dla  utrzymania lub powiększania przestrzeni miłości.

NIE podbudowuje twój autorytet, nie tylko mówisz NIE, ale też jesteś na NIE.
NIE podnosi twoje poczucie własnej wartości, bo NIE podbudowuje twoje ego. Gdy coś zanegujesz, gdy komuś powiesz NIE, stajesz się bardziej ważny, stajesz się kimś.

Zauważ to, gdy mówisz NIE i okazujesz to swoją postawą, czujesz się większy, bardziej znaczący, zyskujesz na autorytecie, poprawiasz swoje samopoczucie mentalne. 
Dlatego NIE staje się nawykiem, szkolimy się w tym od małego dziecka, bo zauważyliśmy, że przynosi to korzyści. Ktoś na NIE staje się twardzielem, ktoś na TAK, mięczakiem (przynajmniej jest takie wrażenie).

Nie chodzi tu o to, czy mamy rację, czy nie, chodzi o postawę, w której podbudowujemy swoje ego, czujemy się ważniejsi i silniejsi wobec innych.

Postawa na NIE jest tak naprawdę przemocą w stosunku do innych, sposobem na okazanie siły, na wzmocnienie siebie w stosunku do kogoś innego.

Działa to też w drugą stronę, ludzi, którzy są na NIE postrzegamy jako silniejszych, mają oni większe poparcie, mają większość, nawet w polityce. Ludzi na NIE postrzegamy jako tych „mających własne zdanie”, ale jednocześnie ich nie lubimy, bo tak naprawdę to ta postawa odpycha. Jest tu pewien paradoks, przyciągają nas swoją siłą, a jednocześnie odpychają swoim brakiem otwartości, blokadami, które tworzą.

Bycie na NIE jest czymś negatywnym, a tak naprawdę jest obroną przed strachem, przed swoim „nic nieznaczeniem”, przed słabością, brakiem autorytetu. NIE oznacza, że się boisz, że jest w tobie strach.

Mówiąc NIE, okazując tę postawę, ukrywasz swój strach.

Będąc nawykowo na NIE, masz wrażenie, że wszystko i wszyscy są przeciwko tobie i że musisz z tym walczyć. W świecie na TAK dostrzegasz wrogość wobec ciebie: np. u dzieci, u partnera, w okolicznościach zewnętrznych, w pogodzie, narzekasz, że nie sprzyja ci szczęście. Przy takiej postawie stosujesz nawykowo metaforę: „życie to jest ciągła walka”.

Więc walczysz z nieszczęściem, z ludźmi, ze złem, nawet z bogiem. Jednak źródło jest w tobie, w twojej nawykowej postawie. Dostrzegasz w innych to, co jest w tobie. Winne jest twoje NIE.

Rzadko mówisz TAK jako pierwszy, bo nawet jeśli tak robisz, to z dwóch powodów: ktoś inny pierwszy był na NIE, albo grasz. Wtedy mówisz TAK, ale to tylko nic nie znaczące słowo, bo postawą nadal jesteś na NIE.
W obu przypadkach twoja dwulicowość jest bezbłędnie odczytywana nawet przez małe dzieci.

TAK jest zupełnie inną postawą. Przy TAK czujemy się zależni, słabi, czujemy się jak podwładni, jak ktoś, kto nie ma swojego zdania. Czujemy się jakbyśmy sami pozbawiali się autorytetu. Ale tak się czujemy tylko dlatego, że się porównujemy. Poprzez porównania zazdrościmy innym siły i znaczenia, ale nie mamy czego zazdrościć, ponieważ postawa na NIE jest postawą „nisko rozwiniętej małpy”,  a nie człowieka, jest postawą kogoś, kto się zatrzymał w rozwoju.

Jednak TAK jest pozytywne, a przede wszystkim TAK umniejsza nasze ego.
TAK jest sposobem na odkrycie siebie. TAK ma wymiar duchowy, bo niszczy ego. 

Ludzie na TAK są wyżej, bo lepiej znają siebie samych i lepiej, głębiej poznają świat i innych ludzi.

 Postawa na TAK jest postawą miłości, postawa na NIE jest ucieczką przed miłością. Postawa na TAK, to otwartość w dawaniu i otrzymywaniu.
Postawa na NIE to bastion, to forteca, to twierdza ego, to umacnianie ego.

Postawa na TAK, to osłabianie ego, TAK je niszczy.


Ludzie na NIE nie potrafią kochać, bo jest w nich zbyt wiele ego, czyli strachu, a strach zabiera przestrzeń dla miłości.

Jeśli ich kochamy, to raczej jest to zauroczenie ich siłą, autorytetem, znaczeniem, a tak naprawdę podziwem dla wielkości ich ego. Można pokochać jedynie prawdę a nie fałsz, a ego nie jest prawdą. Fałsz, zło można jedynie zaakceptować, nie głęboko pokochać. Więc jeśli ich kochamy, to oznacza, że kochamy to, co jest pod spodem, kochamy to, co jest głębiej, ich prawdę, ich TAK, które starają się ukryć.

Ludzie na NIE, pod swoim NIE, ukrywają głębsze TAK.

NIE pochodzi z głowy, TAK ma źródło w sercu i duszy. TAK wynika z zaufania.

Dla obrony ego ludzie noszą maskę z napisem NIE, przyjmują postawę na NIE, by coś zyskać, ale dla prawdziwie kochających i tak są obnażeni.

Spróbuj zmienić tę postawę. Spróbuj być na TAK, a zobaczysz jak się odprężysz, ile radości się pojawi.

Zmieniając postawę na TAK staniesz się bardziej bezinteresowny, bardziej kochający.
Być może postawa na TAK sprawi, iż będziesz miał wrażenie, że ludzie na NIE mają więcej: sukcesów, pieniędzy, że mężczyźni na NIE są bardziej męscy, więc mają więcej kobiet. Być może tak jest, ale:
 w ostatecznym rozrachunku nie liczy się to, ile masz, lecz to kim jesteś.

Wiedz zatem, że nie liczy się wrażenie, liczy się prawda.

Twoja postawa na TAK, spowoduje, że i u innych więcej będzie TAK, ponieważ postawa na NIE wywołuje kłótnie i wojny, postawa na TAK je gasi. Postawa na NIE prowadzi do konfrontacji, bo wywołuje sprzeciw wobec twojego NIE.

Zauważ to u swojego dziecka, jak twoje NIE wywołuje u niego przeciwstawienie się temu. Zauważ też jak ono próbuje pokonać twoje NIE i jak najczęściej jemu się to udaje, ale ile cię to kosztuje nerwów i walki.

Zmiana postawy na TAK, to zmiana nawyku, bo NIE stało się nawykiem, pojawia się nawykowo jako pierwsze. Ktoś ci coś proponuje, a u ciebie jest od razu NIE. Zmień ten nawyk. Naucz się stosować TAK, jako pierwsze.

Czasem trzeba być na NIE, ale tutaj się liczy złamanie tego nawyku, rozpoczynanie myślenia od TAK, w końcu przerodzi się to w postawę.

Przy postawie na TAK zniknie większość strachu, poprawi się humor, zwiększy nasza otwartość, poprawi zdrowie, samopoczucie.

Postawa na TAK to szansa na rozwój, bo rozwój to umniejszanie ego. Rozwój to odkrycie swojego potencjału, postawa na NIE nie pozwala go odkryć.

Postawa na TAK to szansa na odkrycie w sobie miłości, na odkrycie w innych tego, co w nich ukryte głębiej.

Bądź na TAK przez 24 godziny, przez 365 dni w roku. Ćwicz tę postawę. 

Zmienisz siebie i świat.

Postawa na TAK, to więcej pokoju i ciszy, mniej słów a więcej zrozumienia.

Twoja postawa na TAK, to pokój dla świata.

Bo TAK to miłość. 

Prawda jest taka: NIE jest małe, nic nie znaczące i płytkie. Będąc na NIE tylko pozornie jesteś wielki, przypominasz napompowany balon. TAK jest wielkie i głębokie. Będąc na TAK wyglądasz niepozornie, lecz twoje serce i duch są wielkie. 


Piotr Kiewra na podstawie OSHO: „Apteka dla duszy”

niedziela, 7 czerwca 2015

Odchudzanie w bezruchu

Mam dla ciebie sposób na odchudzenie twojego ciała, na ustabilizowanie jego wagi, w granicach twojej natury. Jest to sposób darmowy, nie wymaga wysiłku fizycznego, przynajmniej tak jak to rozumiemy najczęściej, jest zupełnie oryginalny, bo na pewno nigdzie o nim nie słyszałeś/słyszałaś (jestem pierwszą osobą w Polsce, która ten sposób promuje), jest bardzo skuteczny, a przy okazji naprawiający różne problemy zdrowotne. Jest zupełnie bezpieczny, bo jedynym jego skutkiem ubocznym będzie poprawa zdrowia całego ciała.

Oczywiście nie jest całkowicie bezkosztowy, bo jednak jest trochę czasochłonny, no i jest … bolesny. Dosłownie, jest dość bolesny. Prawda jest taka, że im bardziej bolesny, tym szybszy efekt się pojawia. Mogę nawet powiedzieć, że efekt jest wprost proporcjonalny do ilości i natężenia bólu, a nawet mogę powiedzieć, że ból jest tu czynnikiem odchudzającym.
Szok?

Do rzeczy. Chcę ci zaproponować odchudzanie w bezruchu, odchudzanie na ławce LAJIN. Jest to sposób z klasycznej medycyny chińskiej, znany od tysięcy lat, sposób samouzdrawiania, który działa harmonizująco na ciało i umysł, a zharmonizowane w ten sposób ciało samo się uzdrawia. Działa również na nadwagę i otyłość, bo te przypadłości, tak naprawdę, są efektem rozharmonizowania, są symptomami jakiejś wewnętrznej choroby.

Najważniejsze, że działa i to bez specjalnych diet, godzin spędzanych na siłowniach, czy w lesie. Znacznie szybciej jednak działa, gdy włączymy w to ruch, zdrowe, bioaktywne (dużo surowych warzyw i owoców, żywność jak najmniej przetworzona) odżywianie i przede wszystkim pozbędziemy się stresów, negatywnych myśli, a w ich miejsce wprowadzimy uczucia, przede wszystkim akceptację siebie.
Szerzej o samym ćwiczeniu w specjalnym filmiku oraz w obszernym tekście na temat tej metody. Jeszcze szersze informacje w e-booku, który wysyłam drogą mailową dla chętnych.

Zachęcam do skorzystania, bo warto przywrócić nie tylko swój naturalny wygląd, szczupłą sylwetkę, ale przede wszystkim warto zharmonizować swoje zdrowie, warto zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem.
Osoby, które już korzystają, doświadczają tych efektów.

Tutaj dłuzszy tekst o tej metodzie: 



Piotr Kiewra

Obojętność

Obojętność to najgorsze co ci się może zdarzyć. To przyczyna twoich chorób.

Przydarzyło ci się to ze strachu, to twój strach uczynił cię obojętnym.

Z rzeki pełnej życia, niosącej siebie i twoją miłość innym – ku morzu, łączącemu wszystkie rzeki (wszystko i wszystkich), stałeś się nieruchomym, zatęchłym, brudnym, pełnym napięcia – jak wulkan - gorącym w środku, ale zimnym na powierzchni, jeziorem, stawem, bagnem.

Porażasz chłodem, zimnem, nawet zamrażasz.

Irytujesz innych i sam się irytujesz, bo gromadzisz złość, niewypowiedziane słowa, energie, współczucie i … tłuszcz.

Zatrzymałeś się w rozwoju, niczym nie obdarowujesz i zamknąłeś się na przyjmowanie.

Z tego powodu boli cię kręgosłup, masz wiele innych bólów, chorujesz, szybciej się starzejesz, łatwo nabierasz wagi – tyjesz, trzęsiesz się, czasem nawet kipisz jak zupa w garnku, złoszczą cię słowa i czyny innych (nawet przyjaciół), pogoda, polityka i wszystko wokół.

Utworzyłeś skorupę, postawiłeś mury, blokady, zrobiłeś się skąpy w wyrażaniu słowami i czynami siebie (uczuć). Czasem nawet do tego stopnia, że tracisz głos, wpadasz w depresję  – stres jest twoim „przyjacielem”.
To z powodu strachu przywiązałeś się:
- albo do nieszczęścia, i to ono się stało twoją ostoją. Objawia się potrzebą wzbudzania zainteresowania, ciągłą gadaniną (paplasz byle o czym, ale nie o uczuciach), dużą aktywnością, czyli robieniem byle czego, aby coś robić i nie być w bezruchu (z tego się biorą nałogi, np. tytoniowy), ciągłym dążeniem do tłumu, do zabiegania o znaczenie w tym tłumie.
- albo przywiązałeś się do izolacji, do ucieczki.

Obojętność to kajdany, łańcuchy, to coś na kształt człowieka zamkniętego w posągu, w kamieniu. Tak, niewolnicy stają się obojętni. Oceaniczne ryby zamknięte w akwarium stają się obojętne, tak samo zwierzęta w zoo duszą się swoją obojętnością.

Ryby i zwierzęta zostały zamknięte, lecz ty sam siebie zniewoliłeś, zamknąłeś w klatce, bo wyobraziłeś sobie strach, sam go stworzyłeś i klatka – twoja obojętność, daje ci pozorne poczucie bezpieczeństwa.

Obojętność to twoja gra.

Obojętność zrobiła z ciebie żebraka.

Obojętność zamienia człowieka w kamień, w lód, stajesz się kamieniem, bryłą lodu, a dzieje się to z powodu strachu.

Obojętności nie możesz zbyt długo wytrzymać, bo wulkan od czasu do czasu musi wyrzucić nadmiar energii, lód musi się roztopić, jezioro musi wymienić zatrzymaną wodę, ona musi – przynajmniej na chwilę popłynąć, musi się pojawić – choćby odrobina świeżości, więc pojawia się złość, krzyk, choroba, chęć zrobienia głodówki, chęć szaleństwa, szalonej zabawy, ucieczki.

Uciekasz na różne sposoby: w cztery ściany, „bo ludzie cię denerwują”, „bo czegoś od ciebie oczekują”, w alkohol, w pracoholizm, w seksoholizm, w leki, w dalekie wycieczki, w poszukiwanie nowych znajomości i przy tej okazji w wygadanie się, wyrzucenie nadmiaru słów, czego już nie chcesz robić wobec przyjaciół.

Strach uczynił cię obojętnym, prawie martwym, chłodnym jak nieboszczyk, zamrożonym, nieobecnym. Uczynił cię wyschniętą, zatrzymaną, nieruchomą rzeką.

Strach utworzył w tobie blokady. Cierpi twoje ciało, twoja psychika, masz mało pieniędzy i ciągłe poczucie braku.

Nie jesteś szczęśliwy. Pozorujesz szczęście miną, słowem, współczuciem (współczucie to NIE MIŁOŚĆ), poszukiwaniem chwil przyjemności.

Nie jesteś sobą, bo obojętność nie jest twoją naturą, bo twoją naturą jest zaangażowanie, ruch, działanie, obdarowywanie, otwartość  – przepływ.

Gdy jesteś obojętny, nie ma w tobie przepływu.

Twoją naturą jest miłość. Uruchom jej przepływ. Gdy miłość płynie jak rzeka – rzeka (ty jesteś tą rzeką) doznaje oczyszczenia i sama staje się oczyszczającą rzeką – źródłem oczyszczenia.

Płynąca energia miłości oczyszcza ze strachu, obojętności, nienawiści, złości, z chorób, z otyłości, z bólu.

Miłość łączy z innymi, wzbogaca, pozwala dzielić się sobą, odżywia, dodaje energii (wody) spragnionym, niesie życie.

Miłość to ciepło. Rozgrzewa. Rozmraża. Ożywia.

Miłość to radość. To ruch.

Miłość uwalnia i daje poczucie bezpieczeństwa.

Gdy uwalniasz energię miłości, otwierasz się, pozwalasz na przepływ, znikają klatki, akwaria, ściany, mury, bariery, blokady. Znikają choroby, znikają ciężary, cierpienie.

Nie mówimy tu o zwykłej - ludzkiej miłości, najczęściej kojarzonej z pożądaniem, z chęcią posiadania kogoś, z myśleniem o miłości, mówimy tu o miłości jako energii duchowej, o bezinteresownym, prawdziwym uczuciu łączącym człowieka ze wszystkim i ze wszystkimi.

Jak przestać być obojętnym?

Bądź kochający. Weź do ręki kamień, zrób to z miłością i głęboka troską, „zamknij oczy i poczuj miłość do kamienia”. „Poczuj wdzięczność, za to, że istnieje i że akceptuje twoją miłość. Nagle poczujesz pulsowanie i energia zacznie się poruszać.” Twoja obojętność zacznie się rozpuszczać.

Gdy tego się nauczysz, nie będziesz już potrzebował kamienia w ręce, wystarczy wyobraźnia. Wystarczy drzewo, osoba, o której pomyślisz. „Na samą myśl, że kogoś kochasz energia zacznie płynąć. Wtedy możesz odrzucić też myślenie o miłości: po prostu kochaj, a energia będzie płynąć.” „Siedź cicho i kochaj, a poczujesz ten przepływ.”

Gdy uruchomisz przepływ miłości, odkryjesz swoją prawdziwą naturę, prawdziwego siebie.

Miłość jest twoją naturą, a obojętność była tylko twoim wyborem.

Obojętność była bólem, cierpieniem, które rozdawałeś wokół, była karą, którą wymierzałeś, przede wszystkim, sobie. 

  Przepływ sprawia, że rozkwitasz sobą, swoimi darami, otwierasz się jak kwiat dla świata. 

Zastąpienie obojętności miłością, to jest cel twego rozwoju, to jest twój życiowy cel, to jest twoja misja.

Zastąpienie obojętności miłością, to podstawowy sposób samouzdrawiania ciała, umysłu i ciebie jako całości.



To jest też sposób na uzdrawianie świata.

Piotr Kiewra na podstawie Osho

Cytaty w tekście pochodzą z Osho „Apteka dla duszy”

niedziela, 10 maja 2015

10 sposobów na zdrowie

Większość ludzi czeka. Dopóki cieszą się zdrowiem funkcjonują, lecz przychodzi moment, gdy coś w tym sprawnym mechanizmie ciała zaczyna się psuć i od tego momentu zaczyna się i trwa – walka z chorobami.

Jeśli chodzi o ciało  to są dwie drogi: pierwsza – walka z chorobami, druga – styl życia sprzyjający zdrowiu. Pierwszym zajmuje się medycyna, tak przynajmniej sądzą zwolennicy tej metody, czyli większość. Jest to sposób i bolesny, i drogi.

Drugim sposobem można się zająć wyłącznie samemu, tutaj się jest w 100% kowalem swego losu, tutaj sami dbamy o swoje zdrowie i jak się przekonasz, sprawa nie dotyczy tylko zdrowia fizycznego, jest czymś znacznie głębszym - duchowym.
Jest to sposób trudny, bo wymaga głębokiej przebudowy siebie, a właściwie odkrycia prawdy o sobie, na tym polega duchowość, na tym polega odkrywanie siebie.
Oto 10 moich sposobów, który wypracowałem przez lata praktyki. Rozwinięcie – znaczenie tego co poniżej napisałem jest w filmie: internetowym wywiadzie, który niedawno przeprowadziłem. Link do filmu pod tekstem. Od czasu filmu moje sposoby ewoluowały, odkryłem znowu nowe rzeczy, bo życie to nieustanne poznawanie siebie i tego ci życzę – postępów w uduchowianiu siebie, czyli właśnie w odkrywaniu siebie.
Będziesz zaskoczony/zaskoczona, bo większość propozycji to propozycje nie polegające na działaniu, lecz na zmianie, na odkrywaniu własnej prawdy – a prawda wyzwala, prawda uzdrawia.

Jak powiedziałem powyżej, są to moje sposoby, ty pewnie nie uwierzysz, że o zdrowie można dbać w ten sposób w jaki proponuję. Większość - zdecydowana większość ludzi nie wierzy i dlatego korzystają z medycyny, dlatego wydają na walkę z chorobami wielkie pieniądze. To co napisałem jest czymś w co trzeba się zagłębić, zrozumieć, poczuć - nie wystarczy wiedzieć. Kierujemy się przekonaniami, najczęściej fałszywymi a zdrowie jest czymś co pochodzi z natury, nie z wiedzy. Nie bierze się też z działania, lecz ze sprzyjania naturze, nie przeszkadzania jej, najczęsciej przeciwstawiamy się jej, chcemy ją oszukać. Właściwie  jest tylko jedna przyczyna chorób - strach, ale zrozumienie tego jest jeszcze trudniejsze, więc zaproponowałem 10 sposobów i tak naprawdę one są moja propozycją na wyeliminowanie strachu i jego skutków. Szerzej o strachu innym razem. 
Powiedziałem że są to moje sposoby, bo ty jesteś inny, jesteś innym człowiekiem i być może potrzebujesz innych sposobów, dlatego szukaj, odkrywaj siebie, rozmawiaj ze swoim ciałem, ufaj, a znajdziesz drogę do samouzdrowienia, do ciągłego samouzdrawiania. Choroby i tak będą się pojawiać, ale ty będziesz miał na nie sposób, może więcej niż jeden. I tego ci życzę.

1.     Pokochaj siebie, czyli zmień kierunek z oczekiwań i pragnień na miłość, czyli z brania na dawanie. Jeszcze inaczej - zamień lęk i strach na miłość. Zaakceptuj siebie takim jakim jesteś, bądź sobą, otwórz się, stań się bezkresny (medytacja). Zacznie wtedy w tobie krążyć energia życia. Do tej pory gromadziłeś energię, od tej pory energia zacznie w tobie krążyć, a to witalizuje ciało i umysł. Otwórz się na przepływ energii życia. Tam gdzie miłość nie ma strachu, tam gdzie strach nie ma miłości. Pamiętaj! Im bardziej od czegoś uciekasz, tym bardziej cię to przyciąga do siebie, im bardziej czegoś pragniesz, tym bardziej to się od ciebie oddala.

2.     „Zostań ludobójcą” – czyli zamień przekonania na świadomość, na początek: na świadomość swego ciała, naucz się rozmawiać ze swoim ciałem, pytaj a ono ci odpowie. Dlaczego ludobójcą? Bo przekonania pochodzą od innych ludzi, zostały ci zaszczepione i prawie w 100% są fałszywe, są cudze – nie twoje. Świadomość jest twoja, tylko twoja i w niej jest 100% prawdy. Głosem świadomości jest intuicja, ona nigdy się nie myli

3.     Odżywiaj się naturalnie, instynktownie. Raczej zostań witarianinem (ktoś odżywiający się w większości surowym pokarmem), ale nie fundamentalistą, jak najczęściej korzystaj z natury, z jej darów – naturalnego, nieprzetworzonego jedzenia.

4.     Zharmonizuj się z naturą. Bądź naturalny, nie graj roli, których oczekuje od ciebie społeczeństwo i inni ludzie, nawet twoi bliscy – bądź sobą. Bycie naturalnym to tak naprawdę bycie sobą, życie zgodne z naturą nie wymaga wiedzy i wielkiego wysiłku, tę wiedzę masz zaszczepioną w komórkach, tylko pozwól sobie na korzystanie z instynktu, porozmawiaj ze swoim ciałem, obserwuj co podpowiada ci ciało poprzez gesty i ból , poszukuj najcichszego głosu w sobie – głosu intuicji

5.     Narażaj się, pokochaj wirusy i bakterie, pokochaj niewygodę, zimno – hartuj się
6.     Codziennie ćwicz: maszeruj, truchtaj, rower, przynajmniej 30 – 40 minut. 10 minut ćwiczeń siłowych – raz lub dwa w tygodniu.

7.     Zaufaj ciału, bólowi. Ból to mowa ciała. Stosuj samouzdrawianie i profilaktykę zamiast leczenia. Stosuj Lajin na ławce lajin! Oczyszczaj się! (z myśli – np. Hooopono pono, toksyny - lajin).

8.     Nie zabiegaj o współczucie, nie bądź żebrakiem żebrzącym o miłość, o współczucie, o zainteresowanie, o wzajemność, o dobra materialne. Jest to bardzo ważne, gdyż większość ludzi zabiegając o współczucie wybiera sobie nieszczęście jako spsób na osiąganie życiowych celów

9.     Bądź tu i teraz – czyli  - nie myśl. Niech radość będzie twoim przewodnikiem. Niczego nie tłum w sobie, nie przechowuj, niczego nie wyrzucaj – również złych myśli, obserwuj te myśli a się rozpuszczą. Akceptując wszystko - przemieniaj to co złe w dobre, smutek w radość, nienawiść i lęk w miłość, chorobę w zdrowie. Bycie tu i teraz to rozchmurzanie swojej duszy, to światło, które pozwoli ci na korzystanie z wiedzy zakodowanej w tobie, wiedzy nieosiągalnej w książkach – nigdzie. Ta wiedza, to twoja własna prawda.   Rób to co sprawia ci radość – odnośnie twego ciała również – lecz pamiętaj!!! – radość a nie przyjemność. Radość to wartość duchowa – cieszy się serce i dusza. Przyjemność to schlebianie nawykom, które sam wprowadziłeś, czyli np. smakom (słodki i pikantny smak), bezczynności fizycznej, czasem nawet ludzie czerpią przyjemność z myślenia o nieszczęściu, o byciu nieszczęśliwym i czerpią z tego korzyści, bo dostają zainteresowanie i współczucie. Tu i teraz oznacza, że nie balansujesz w głowie miedzy przeszłością a przyszłością, pozwala ci się uwolnić od łańcuchów, przywiązań, nieszczęścia.

10.                       Bądź na TAK. Postawa na tak, to postawa ufności, a ufność pozwala wykorzystać naturalną zdolność naszych organizmów do samouzdrawiania. A jeśli nie wiesz co zrobić – zapytaj sarny w lesie, co ona by zrobiła. Postawa na tak, to bycie odpowiedzialnym – bo tylko ty jesteś kowalem twego losu, a to oznacza, że zawsze wybieraj szczęście, a nigdy nieszczęście, jako sposobu na życie. Postawa na tak to postawa wdzięczności. Bądź wdzięczny za wszystko, nawet za zło, nienawiść, problemy, które cię spotykają. Bądź wdzięczny za choroby, bo one cię uczą, wskazują ci, że podążasz złą drogą i w ten sposób motywują do wprowadzenia potrzebnych ci zmian.  
 
Tutaj mój internetowy wykład na temat świadomości zdrowia oraz wywiad o 10 moich sposobach na zdrowie:




Piotr Kiewra

czwartek, 26 marca 2015

Oddaj poprawione

Jesteś świadkiem dziejących się krzywd, słów czyniących wiele zła, odbierasz złe wiadomości z telewizji, prasy, radia, wysłuchujesz cudzych narzekań. I jak to działa na ciebie? Psuje ci humor. Zgadza się?



Tobie też przytrafia się wiele rzeczy, które trudno ci nazwać przyjemnymi: zapomniałeś parasola i deszcz moczy ci włosy i ubranie, boli cię żołądek, lub głowa, martwi cię brak pieniędzy na spłatę raty kredytu, twojemu dziecku zepsuła się zabawka, a oprócz tego przerdzewiała rura wydechowa w twoim samochodzie, teściowa jest poważnie chora, sąsiadka jest bardzo wścibska i roznosi plotki, pies z domu z naprzeciwka ujada całymi nocami zupełnie bez powodu.

Powiedz, czy to są wystarczająco dobre powody, by opowiadać to swoim znajomym, rodzinie, przyjaciołom?

Powiesz, no tak, ale o czymś trzeba z ludźmi porozmawiać.

Otóż nie trzeba, bo cisza jest więcej warta, a na dodatek, będziesz uchodził za mądrzejszego, gdy będziesz milczeć, zamiast dużo mówić, a szczególnie o rzeczach, które są naszymi lub cudzymi nieprzyjemnymi bólami, zmartwieniami, czy doświadczeniami.

Trenerzy od pozytywnego myślenia uczą nas, by stać się obojętnymi na narzekania, by unikać jak ognia narzekających, by spośród dziejących się rzeczy wybierać te pozytywne.

Natomiast w tradycjach duchowych Wschodu proponuje się coś zupełnie przeciwnego: przyjmij tą złą energię, to złe słowo i oddaj poprawione.

To bardzo mądre i bardzo potrzebne, bo nie odrzucasz nikogo, akceptujesz również tych nieszczęśliwych, ale nie pozwalasz swoją postawą na utrwalanie w nich nawyku narzekania, nie przyzwalasz na dalsze trwanie w nieszczęściu, bo im nie współczujesz, nie okazujesz zainteresowania ich nieszczęściem, lecz ich osobą, a co najważniejsze, oddajesz im w zamian coś co jest czymś pozytywnym, dobrą energią, miłością, a nie tanim komplementem, czy czymś tak banalnym jak: „Będzie dobrze”.

Tak więc pomagasz im zrozumieć, że sami mogą sobie pomóc, i to zło, problemy, które  sami kreują, tak naprawdę, ich czegoś uczą, są czymś w rodzaju drogowskazu, światła na drodze, a nie karą, nieszczęściem podsyłanym przez siłę wyższą, czy środowisko, nieprzychylnych im ludzi.

Inna sprawa, czy chcą to zrozumieć i czy chcą cokolwiek zmienić w sobie, w sposobie patrzenia na świat.

Jak praktycznie takie poprawianie może wyglądać?

Nasze własne odczucia możemy poprawiać natychmiast, gdy się przydarzają, np. zmokłeś na deszczu i zamiast narzekać, przeklinać siebie, że zapomniałeś parasola, podziękuj sobie, bo miałeś okazję poobcować z naturą, miałeś okazję doznać oczyszczającej mocy deszczówki.

Twój własny żołądek okazując ci ból, tak naprawdę podejmuje z tobą dialog, wskazuje ci błędy w twoim stylu życia, błędy żywieniowe, a to okazja raczej do podziękowań, niż do wściekania się na siebie, czy do narzekań wśród przyjaciół, znajomych czy rodziny.

Złamałeś nogę? No i co z tego? Może to sygnał byś zwolnił, zdjął nogę z gazu? Może tylko udajesz twardziela, może jesteś zbyt ambitny, może nie działasz zgodnie ze swoimi pasjami, może kroczysz nie twoją ścieżką, pomyliłeś drogi, może upijasz się pragnieniami, cudzymi, kreowanymi przez manipulujących tobą ludzi, marzeniami? Może złamana noga to informacja, to przestroga? Na pewno tak jest – uwierz nic nie dzieje się przypadkiem. Ciesz się tym złamaniem, bądź za nie wdzięczny. Tak to przedstawiaj przyjaciołom.

Rozumiesz? Tak samo podziękuj za mandat za przekroczenie szybkości, bo uratował ci życie, lub sprawił, że nie zderzyłeś się nocą z wielkim dzikiem, który przebiegł ci przed samochodem.

Brak pieniędzy to również nie jest kara, czy zbieg niesprzyjających okoliczności, lecz dobra okazja do przemyśleń, do zmian w swoim życiu. To okazja na podjęcie decyzji, czy ryzyka zrobienia czegoś, by to zmienić, by stać się bardziej kreatywnym, mniej leniwym, bardziej zorganizowanym, bardziej skutecznym. A może wręcz przeciwnie, by przyjrzeć się sobie i dostrzec, że jesteś zbyt ambitny, że chcesz robić wiele rzeczy na pokaz, chcesz zaspokajać swoje ego, że bierzesz kredyty, by nie być gorszym od innych, lub by sobie i innym udowodnić, że jesteś lepszy.

A po co to robisz? Do czego ci potrzebne? Czy będziesz bardziej szczęśliwy mając większy dom i nowszy samochód?

Zamień więc w sobie te złe energie, złe słowa, myśli, emocje, narzekanie na podziękowanie, na wdzięczność, bo dostałeś sygnał, informację, że coś jest nie tak. Już to, że jesteś smutny, a nie radosny, to jest ważna informacja. Twój wewnętrzny przewodnik mówi: - hola, hola, przystopuj, bo kroczysz, nie tą ścieżką, pomyliłeś drogi, zmień to. Nie możesz być z tego powodu zły na siebie, nie musisz siać po świecie, wśród ludzi, wśród przyjaciół, ziaren smutku i zła, ziaren nieszczęścia. Zamień to na dobre, zdrowe ziarna.

Gdy człowiek z którym rozmawiasz narzeka, przyjmij to od niego, ale zmień w coś dobrego, zamień z „nie”, na „tak”.

Co możesz mu powiedzieć, gdy wyłuszcza ci wszystkie swoje problemy, gdy wywyższa je do wysokości Himalajów i pyta dlaczego życie tak nieprzychylnie go doświadcza?
Powiedz, by się cieszył, by był wdzięczny za te problemy, bo one go czegoś uczą, a pojawiają się dopóty, dopóki, on sam z nich nie wyrośnie, czegoś nie zrozumie, czegoś w sobie naprawi, nie odkryje prawdy o sobie i o świecie.

Możesz też powiedzieć, jeśli sam rozumiesz, co dany problem ma mu do powiedzenia, jak ty go rozumiesz. Bo tak naprawdę problemy zawsze są podpowiedziami, są znakami.

Nie bój się, że to co powiesz, lub twoja postawa, są czymś nieprawdziwym, czymś tanim, jakimś czczym gadaniem. Nie, jak najbardziej są czymś dobrym, czymś co naprawia świat.

Każda rzecz, każde zjawisko, każda energia ma swoje dwa końce, ma dwie strony medalu, ma swój dzień i noc, swoje dobro  zło. Gdy dostrzegasz to dobre, to wyciągasz je na światło, dodajesz mu pozytywnej energii – sprawiasz, że znika strach, a pojawia się miłość, nieszczęście przemienia się w szczęście, znika smutek, pojawia się nadzieja, wiara i radość, ustępuje choroba, pojawia się cisza, spokój, harmonia, zdrowie.

Naucz się tej sztuki poprawiania. Popraw siebie, wniknij do swego wnętrza i zobacz tam lepszego siebie. Zamiast nienawiści, zazdrości, strachu, złych wiadomości wyślij to, co temu przeciwne. Popraw i wyślij. Napraw słowa i je wyślij, napraw siebie i takim pokaż się światu.

Efektem poprawiania będzie mniej gry, więcej autentyczności, mniej ego, więcej świadomości, mniej słów, więcej ciszy, mniej zła, więcej dobra, mniej strachu, więcej miłości.

Nie poprawiaj ludzi, poprawiaj to ziarno, które sieją. Nie poprawiaj słów, nie odbijaj ich, nie potwierdzaj ich złej energii, lecz ją przyjmij, przepuść przez swoje serce i duszę, i oddaj poprawione.

Poprawianie to nie walka, to misja, to zabawa, to powrót do raju.

Poprawianie to spacer po łące pełnej kwiatów, to rozmowa z wiatrem, to rozdawanie dobrej energii wśród gwiazd, to obdarowywanie miłością wszystkiego i wszystkich, to bezinteresowność.

Poprawianie to przyjmowanie wszystkiego takim, jakim jest. To najwyższy wymiar akceptacji. To dostrzeganie prawdy, dobra we wszystkim, bo prawda i dobro są we wszystkim. Są tam, gdzie pozornie wydaje się ich nie być. Są tam, bo są wszędzie.

Oddawanie poprawionego, to najwyższy wymiar zrozumienia, to pełnia miłości, bo akceptacja to miłość.

Oddawanie poprawionego to widok ze szczytu, to wysoki poziom rozwoju, to mistrzostwo.

Bądź otwarty na przyjmowanie złego i jednocześnie bądź mistrzem w oddawaniu poprawionego.


Piotr Kiewra    

niedziela, 22 marca 2015

Wypędzanie żebraka

Dopóki nie wypędzisz  z siebie żebraka nie będziesz szczęśliwy/szczęśliwa, nie będziesz zamożny, radosny. Nie zaznasz miłości, co najwyżej dostaniesz nieco nic nie wartego współczucia, które zatrzyma cię na długo w miejscu, w którym jesteś. Nie rozwiniesz się, bo żebrak nie jest kreatywny w budowaniu, żebrak jest oczekujący, na to, że dostanie od innych to, czego potrzebuje.

Żebrak żebrze o zainteresowanie, o litość, o docenienie, o współczucie, o miłość, o mannę z nieba, o dary, na które nie zasłużył.

Żebrak  nie wypełnia żadnej misji, nie daje siebie najlepszego, nie odkrywa i nie używa swego potencjału, niczego nowego i lepszego nie tworzy.

Nie, jednak jedną misję ma do wypełnienia: swoją postacią, swoim „dziełem” pomaga odnaleźć innym żebractwo w sobie. I to jest chyba, ta jego najważniejsza misja – pomóc wypędzić żebraka z siebie innym.

Skąd u mnie ten temat? Otóż kilka dni temu napisałem opowiadanie pod tytułem „Żebrak” , którego głównym motywem jest właśnie odnalezienie i wypędzenie żebraka z własnej świadomości, ponieważ blokuje on nasz rozwój, nie pozwala prawdziwie kochać i być kochanym, zamiast tego uczy jak zastępować miłość współczuciem, czyli namiastką miłości. Oprócz tego żebrak wypełnia nas nieszczęściem i smutkiem i każe się tym dzielić, szukać współczucia u innych. Czyni z nas nieszczęśnika, który opowiada o swoim nieszczęściu, w oparciu o to nawiązuje relacje, wzbudza zainteresowanie i robi na tym interes. A przede wszystkim udaje mu się upowszechniać taką postawę, doprowadza nas do schizofrenii, do podziału wewnątrz nas: na tego, który szuka szczęścia, miłości, powodzenia, pieniędzy, sukcesu i rozwoju oraz na tego, który to wszystko sabotuje.


Dopóki nie wypędzisz z siebie żebraka nie pojawią się też u ciebie pieniądze, zdrowie, powodzenie w miłości.

Dlaczego?

Bo żebrak sabotuje wszystkie te wysiłki. Jesteś w dysharmonii, bo z jednej strony czegoś chcesz i wykonujesz w tym celu określone działania, a z drugiej nie chcesz, boisz się i sabotujesz sam siebie, nie wierzysz, że ci się uda, albo wolisz czekać, nic nie robić, bo ktoś lub coś ci to da bez wysiłku – za darmo. Wystarczy, że wyciągniesz rękę i poprosisz o współczucie.

Stąd też w nas smutek. Bycie żebrakiem zasmuca, bo sami czujemy, że żebractwo to brzydkie zajęcie, to coś co ujmuje nam wartości, wiary w siebie, kreatywności i wielu innych dobrych rzeczy. Żebrak musi być smutny, bo właśnie smutek jest tu narzędziem w zdobywaniu współczucia, więc najpierw trzeba się nauczyć go zagrać, a później staje się nawykiem, sposobem na życie.

Będąc żebrakiem nie będziesz bogaty, nie zarobisz dużych pieniędzy, nie wygrasz w lotka. Bo nie można mieć czegoś, czego się jednocześnie chce i nie chce. I nie można liczyć też na zadziałanie „sekretu”, bo tam potrzebna jest radość, a radość u żebraków to towar deficytowy.

Jeśli masz w sobie żebraka, to jesteś rozharmonizowany i na pewno masz wiele chorób w swoim ciele, oprócz oczywiście tej najważniejszej – żebraka w głowie.

Pozbycie się, wypędzenie go z siebie, uzdrowi twoje ciało, oraz odmieni ciebie i twoje życie. Zrób to więc teraz, wypędź ze swojej głowy żebraka, wypędź myśli o twoim nieszczęściu, wypędź smutek, weź z nim rozwód, weź rozwód z wyhodowanym przez ciebie żebrakiem. To cię zharmonizuje, pozwoli się rozwijać. Dowiesz się też kim jesteś, bo żebrak również w tej dziedzinie, w duchowości – czyli poznawaniu twego wnętrza, uniemożliwiał to.

Pozbycie się żebraka, to pozbycie się dużej części ego.

Jak się go pozbyć?

Obserwuj go. To go zawstydzi i sparaliżuje. Obserwacja wytrąci mu narzędzie z ręki – nie będzie w stanie stosować swoich podstawowych narzędzi: nieszczęścia i smutku. W końcu – jeśli będziesz wytrwały i uważny w tej obserwacji, to sprawi, że on wyniesie się na stałe. Staniesz się wtedy wolny, zharmonizowany, przyjdą do ciebie rzeczy, np. pieniądze, bo one też nie lubią żebraków, one lubią konkretnych ludzi.

Przyjdą pozytywni ludzie, którzy unikają samozwańczych nieszczęśników. Tych  pozytywnych jest – niestety – zdecydowana mniejszość, bo mentalne żebractwo  jest bardzo rozpowszechnione.

Przyjdzie miłość, przyjdzie szczęście.

I to chyba jest największy profit – szczęście. Osiągnięcie go, odnalezienie szczęścia w sobie jest niemożliwe, dopóki nie pozbędziemy się żebraka. Żebrak bowiem i szczęście chodzą zupełnie innymi drogami, jeśli jest żebrak, nie ma szczęścia i odwrotnie, jeśli jest szczęście, to właśnie z powodu, że nie ma tam żebraka.
Wypędzanie żebraka to świetna medytacja. Pamiętaj to mój wynalazek … o nie, znowu odezwał się we mnie żebrak, hihihi. Zapomnij o tym ostatnim zdaniu – o pamiętaniu. Najlepiej jak zapomnisz wszystkiego czego się do tej pory nauczyłeś, bo w tej całej nauce prawie zawsze był żebrak. Uczono nas tego od dzieciństwa.

Żebraliśmy płaczem o zabawki, o jedzenie, o zainteresowanie rodziców. Później żebraliśmy o zainteresowanie innych dzieci, rówieśników, społeczeństwa, świata, na różne sposoby. Żebraliśmy i żebrzemy  o docenienie, o zauważenie, o wielkość, znaczenie, sukces, o pieniądze, o relacje, o fałszywe przyjaźnie i miłości, prawie o wszystko. Nie możemy tylko wyżebrać tego wszystkiego od drzew, dzikich zwierząt, od skał, od słońca i nieba, bo te istoty, te przedmioty są nieczułe na żebractwo i dlatego tam właśnie najlepiej ćwiczyć swoje rozstawanie się z żebractwem. Tam właśnie najlepiej ten proces zapoczątkować, w ciszy, spokoju. A później trzeba to już niestety ćwiczyć wśród ludzi.

Tylko ciągła obserwacja twego żebraka w tobie pozwoli ci na postęp. Któregoś dnia żebraka już nie zastaniesz i to będzie pierwszy dzień pięknego, wolnego życia.

Wierzę w ciebie. Jesteś wybrańcem, jednym z nielicznych, którym się to uda. Reszta kocha swojego żebraka, kocha swoje nieszczęścia i smutki i dlatego poza tą żebraczą miłością niczego więcej nie mają.

Wypędź go! Warto. Tylko twardzielom się to udaje.


Piotr Kiewra