sobota, 11 lipca 2015

Tajemnica prawdziwej apteki



Obserwuj siebie wewnątrz, a nie znajdziesz choroby.

Osho




Ta sentencja Osho mogłaby starczyć za wszystko, co znalazło się na tym blogu i we wszystkich książkach, artykułach, naukowych dziełach i za to, co do dzisiaj zgromadziła medycyna, gdyby to, co mówi jej autor zostało właściwie zrozumiane.

Niestety, zrozumienie stało się własnością tylko tych, którzy wykonali wysiłek znalezienia prawdy u jej źródła, a ono jest w każdym z nas.

Kto nie dotarł do prawdy, ten czerpie i gromadzi wiedzę z zewnątrz, a ta nie pokrywa się z prawdą, a dowodem tego są choroby.

I to by było na tyle, chyba, że chcesz z tym „fantem” coś zrobić …  Jeśli tak, naucz się zaglądać do swego wnętrza i … porzuć śmieci. To wszystko.

O tym jak wyrzucać śmieci i jak zaglądać do wnętrza nie muszę ci mówić, gdyż uświadomienie sobie prawdy z nagłówka już wprowadziło cię na ścieżkę prowadzącą do zrozumienia. Reszta przyjdzie sama. Cierpliwości!


Piotr Kiewra

piątek, 3 lipca 2015

Samotność – oto czego ludzie najbardziej się boją.

·        Samotność – oto czego ludzie najbardziej się boją.
·       Świadoma samotność – oto czego powinniśmy pragnąć.
Na moich dwóch blogach umieściłem kilka tekstów o samotności. Od czasu do czasu, ot tak z czystej ciekawości, przeglądam statystyki wszystkich wpisów i ze zdumieniem odkryłem, że te o samotności były najczęściej klikane.

Dlaczego? Bo samotność jest tym, czego ludzie najbardziej się boją. Chcą o niej jak najwięcej wiedzieć, chcą poznać swój strach, więc szukają. To typowe dla cywilizowanego człowieka: chce wszystko wiedzieć.

Tylko, co z tej wiedzy wynika? Nic. Bo nie w wiedzy rozwiązanie.

I dlaczego temat samotności jest najbardziej popularnym tematem?

Ludziom się wydaje, że dużo wiedząc o przeciwniku łatwiej będzie go pokonać. Tylko, że strach jest wyjątkowym przeciwnikiem – nie da się go pokonać. Nie pomoże największa odwaga, żadna najdoskonalsza broń, szczegółowa wiedza, nie pomoże plan, strategia, ani determinacja, nie pomoże największa z możliwych waleczność. Nic nie pomoże, bo strachu nie da się pokonać, bo nie można pokonać czegoś, co nie istnieje.

Strachu nie ma … no dobrze, ale nie o tym jak pokonać strach miało dzisiaj być, tylko o moim spostrzeżeniu.

Ludzie boją się samotności, bo nie kochają. Nie potrafią kochać, bo oczekują miłości od innych, są przekonani, że to kwestia odpowiedniej osoby i jeśli ma się szczęście, to taka osobę się znajdzie. Więc szukają. Przebierają wśród kobiet i mężczyzn jak w sklepie z ciuchami. Później się rozstają, rozwodzą i w końcu trafiają do sklepu z używanymi rzeczami, gdzie pełno jest poszukujących, gdzie pełno jest doświadczonych poszukiwaczy.
Im więcej prób tym większa desperacja, bo tym większe cierpienie, bo coraz większa niewiara.

Coraz bardziej gorączkowo próbują odszukać zagubionej rzeczy – miłości i … nic z tego nie wychodzi. Pragnienie miłości nie zostaje zaspokojone, bo nie może być …
Miłość nie występuje jako rynkowy towar, który można znaleźć, czy kupić. A gdy jej nie można znaleźć, coraz bardziej pogłębia się osamotnienie – brak kogoś, kto by wypełnił pustkę. Tam gdzie egzystencja, a więc i relacje, związki, oparte są na ego nie może być miłości, bo ego oparte jest na strachu, a strach jest przeciwieństwem miłości.

Ludzie boją się samotności, lecz boją się też bliskości. Ten paradoks jest łatwo wytłumaczalny, gdy się zrozumie, że tak się dzieje z powodu braku miłości. Niezrozumienie wynika z tego, że prawie wszyscy kojarzą miłość z zauroczeniem, z zakochaniem się, z pożądaniem, podczas, gdy miłość jest energią płynącą w sercu i istocie, a nie stanem umysłu (by to wyjaśnić, lubię używać takiego zdania:  Jeśli myślisz, że kochasz, to nie kochasz. Miłość jest bowiem uczuciem, a nie myślą). Dopóki w grze uczestniczy umysł i jego produkt: ego, zamiast miłości jest strach.  


Cywilizacja, społeczeństwo i także obecne w nim religie przekonały człowieka, że miłość można zdobyć, że jeśli się szuka to się znajdzie, można posiąść, że wystarczy znaleźć odpowiedniego człowieka, który posiada to, czego szukamy. No i wszystkie próby odkrywają coraz większą pustkę i coraz lepiej rozumiemy, że nie tędy droga.
Samotności doświadczamy nie tylko, gdy jesteśmy sami. Doświadczamy jej, gdy jesteśmy we dwoje i tak samo w tłumie.

Jestem tą statystyką zaskoczony, bo temat samotności jest dziwny, tak samo jak strach, bo samotność nie istnieje, bo przecież jest strachem.

Zatem ludzie boją się czegoś, co nie istnieje, boją się braku, pustki, czyli boją się braku miłości. Miłość istnieje, choć nie tam, gdzie ludzie szukają, a samotność jest jej brakiem, nieobecnością miłości, pustym miejscem przeznaczonym na miłość.
Lecz zamiast zajmować się miłością, czyli kochać, wypełniać się nią, wypełniać pustkę, produkować ten deficytowy towar, to ludzie zajmują się pustym magazynem, zajmują się brakiem, nieobecnością.

Walka z pustką, z nieobecnym przeciwnikiem jest beznadziejna.

Szukają leku na samotność, a nie tylko, że żadnego leku nie ma, to jest jeszcze kolejna rzecz: samotność jest czymś naturalnym, niemożliwym do zlikwidowania, bo wszyscy jesteśmy samotni, każda istota we wszechświecie jest i zawsze będzie samotna. Samotne są mrówki w mrowisku i w żaden sposób nie rozwiązuje problemu ich samotności fakt, że obok są miliony innych mrówek. Wystarczy się lekko oddalić od mrowiska, by zobaczyć jak osamotniona mrówka dźwiga znalezionego owada, lub cokolwiek innego. Dźwiga sama i żadna z innych mrówek wcale się nią nie przejmuje. Tak samo z pszczołami w ulu, tak samo z ludźmi w wielkim mieście. Niby wokół istnieje społeczność, niby ktoś jest obok nas, niby trzyma nas za rękę, niby kocha, ale chwilę później jesteśmy sami. A gdy staniemy się nieco starsi, mniej piękni, bardziej biedni, mniej radośni, albo odwrotnie, bardziej szczęśliwi, to nagle zostajemy sami, porzuceni. Nagle przestajemy być tacy ważni dla innych jak do tej pory, że bardziej się liczy dla dzieci i wnuków nasza emerytura niż my sami. Dla naszych byłych partnerów bardziej się liczą alimenty i podzielony majątek niż nasze serce, nasza dusza, nasze ciepło, nasza bliskość.

Wielu tego doświadcza i cierpi.

Próbują wtedy zabić swoją samotność ciągłym poszukiwaniem partnerów, nowych miłości, ucieczką w alkohol, narkotyki, zabawę, podróże, pracoholizm, pasje, działalność społeczną. Uciekają w tłum, albo izolują się. Te próby zabicia samotności są nieskuteczne, bo ona jest niezniszczalna, bo jak wcześniej powiedzieliśmy nie można zniszczyć, zabić czegoś, co nie istnieje.

Gdy człowiek dojrzewa, gdy zaczyna sobie zdawać sprawę z kruchości tego świata, swojego ciała, z przelotności uczuć, gdy zaczynają znikać, odchodzić, ważne dla niego osoby, przyjaźnie, wartości, nagle – pewnego dnia budzi się taki ktoś zaskoczony, że te wszystkie starania, gromadzenie, nie były wiele warte, że każdy – tak naprawdę żyje dla siebie i że tak naprawdę przez 99% swego życia człowiek jest sam i że dobrze może się czuć tylko wtedy, gdy to zaakceptuje.

Gdy głęboko zaakceptuje swoją samotność, może się zdarzyć cud … samotność przestanie przeszkadzać, a nawet może stać się wielkim atutem, czymś chcianym, czymś poszukiwanym i pięknym. Samotność może się stać najbardziej pożądaną, bo zapewnia wolność. Ten cud powoduje jedyny lek we wszechświecie, który leczy poczucie osamotnienia.


Samotność, a właściwie - poczucie osamotnienia, jest produktem naszego umysłu, ma swoje źródło w głowie.

To trzeba dobrze zrozumieć: leczy osamotnienie, bo poczucie osamotnienia to choroba, lecz nie leczy samotności, bo samotność nie jest chorobą, jest wartością, jest wielkim darem, sposobem bycia. By ją docenić, by czuć się błogo, by być samotnym i się tym cieszyć, by zamienić poczucie osamotnienia na błogość bycia samotnym potrzeba się zakochać w sobie, potrzebujemy miłości własnej. To środek służący tej magicznej przemianie. I nic więcej nie trzeba, tylko to.

Zamień więc osamotnienie jako dręczącą cię chorobę na świadomą samotność, pokochaj siebie i stań się wolny i szczęśliwy, jak mrówka, jak pszczoła, jak motyl, słowik, jak słońce.  Zrozumienie tego jest oświeceniem.

Cierpimy z powodu samotności po to, by poprzez samotność odkryć i zrozumieć wolność.

Człowiek świadomie samotny, to ktoś, kto zrozumiał, że miłość i wolność są nierozłączną parą.

I tak jak powiedziałem na początku: nie w wiedzy rozwiązanie, nie wystarczy  wiedzieć, trzeba się stać. A to jest proces wewnątrz nas, władzę musi stracić głowa, a przejąć serce i istota. Bowiem wszędzie tam, gdzie niepodzielną władzę sprawuje umysł, tam dominuje strach nad miłością. Nie może być inaczej, ponieważ umysł jest ego – strachem.

Potrzebujemy wielkiej przemiany wewnętrznej, potrzebujemy oprzeć nasze życie na świadomości a nie na ego. Gdy tak się stanie zdarza się cud, samotność przestaje być strachem, a staje się świadomą samotnością, a w tym stanie, człowiek oddycha miłością tak jak powietrzem.

Tam gdzie występuje strach, nie ma wolności.

Zharmonizowanie to uczynienie z umysłu sługi, to jest ta oczekiwana przemiana, po to jest cierpienie, by tak się przemienić.

A wynikające z tej przemiany profity są takie:
·        Pokochać można tylko kogoś, kto kocha siebie.
·        Pokochać można tylko kogoś, kto jest pogodzony ze swoją samotnością.
·        Zakochujemy się w wolności innych ludzi, a nie w nich samych, bo tylko ktoś, kto jest świadomie samotny jest wolny.
·        Świadoma samotność = szczęście.
·        Człowiek świadomie samotny znajduje pełnię zdrowia, i fizycznego, i psychicznego, i duchowego.
·        Świadoma samotność jest odkryciem duchowym, jest głębokim poznaniem siebie.

Jeśli chcemy zmniejszyć cierpienie, nie mamy wyjścia, ja i ty, musimy zrozumieć, że:

  •  to my jesteśmy najlepszymi swoimi przyjaciółmi, 
  • tylko my możemy darować sobie szczęście, wolność, miłość
  • decyzja o tym, czy cierpimy i jak cierpimy należy tylko do nas

Ludzie tęsknią do odkrycia tej prawdy, bo to im podpowiada po cichu ich dusza, ich istota, ich intuicja i stąd tak duże zainteresowanie tym hasłem.

Tylko w taki sposób potrafię wyjaśnić tę statystykę, tylko w ten sposób mogę zrozumieć tak duże zainteresowanie tym tematem.


Piotr Kiewra 

wtorek, 16 czerwca 2015

Co zrobiłaby miłość?

Powyższe pytanie pozostanie mi z filmu, który ostatnio obejrzałem. Film piękny, ale to pytanie jest tysiąckrotnie piękniejsze. Jest nie tylko piękne, ale przede wszystkim mądre.

Może być bardzo pomocne.

Stajesz czasem na rozdrożach i pytasz co dalej. Pytasz siebie, pytasz innych. Sięgasz do pokładów wiedzy, twojej i autorytetów.

Szczególnie trudne pytania zadajemy sobie, gdy dotyczą one relacji z ludźmi: przyjaciółmi, partnerami, bliskimi i kochanymi osobami, mężami, dziećmi, itd.
Co mam zrobić? Którą drogą mam podążyć? Co wybrać? Co ty byś zrobił na moim miejscu?
Czasem nie mamy kogo zapytać, no i zdarza się - w większości przypadków, że nie potrafimy sobie zadać odpowiedniego pytania, a niewłaściwie zadane pytanie, to oczywiście zła odpowiedź.

Dlatego na taką okazję proponuję ci pytanie, które znalazłem w filmie, a które brzmi następująco: Co zrobiłaby miłość?
Jeśli twoja miłość jest prawdziwa, to i odpowiedź będzie prawdziwa.

Dlaczego jestem tego taki pewien? Bo będzie to odpowiedź prosto z serca. Bo przecież miłość jest w sercu, a na inne pytania, te zwykłe pytania, odpowiada twoja głowa, a ona czerpie z wiedzy dotychczas zgromadzonej przez ciebie, lub wiedzy, którą gdzieś odkopiesz i zapożyczysz: z książki, z Internetu, od pospolitych doradców, terapeutów lub mędrców. Z głowy odpowiadamy kalkulując, czyli uprzednio sprawdzając, która odpowiedź będzie bardziej korzystna. Głowa korzysta też z logiki, a wiedz, że w życiu tylko część spraw rządzi się logiką.
Odpowiedź z serca będzie natomiast tylko twoją odpowiedzią i udzieli jej serce, czyli źródło, które cię nigdy nie oszuka.

Może się zdarzyć, iż odpowiedź ci się nie spodoba, nie będzie taką na jaką liczyłeś, co nie znaczy, że powinieneś ją zmienić. Nie zmieniaj, bo serce nie kieruje się ani logiką, ani kalkulacją, nie krótkoterminowymi korzyściami, nie interesem ego, lecz twoim długoterminowym dobrem. Jeśli go posłuchasz, w ostatecznym rozrachunku, nie zawiedziesz się.

Jest tylko jedno niebezpieczeństwo, że twoja miłość jest nieprawdziwa, a wtedy odpowiedź będzie z głowy, a nie z serca, bo głowa nie może pokochać, uczucia są tylko w sercu i tylko tam.

Większość ludzi zadaje pytanie: co zrobiłby strach? Przy tak zadanym pytaniu, odpowiedź zawsze będzie dotyczyła strachu, po prostu znajdziesz tysiąc powodów by czegoś nie zrobić, bo się boisz. Złam ten nawyk i zapytaj co zrobiłaby miłość? Wtedy znajdziesz tez powód i odwagę by zrobić nawet to czego się boisz.

Pytaj zatem serca, jeśli chcesz, by twoje odpowiedzi były szczere, zgodne z twoimi uczuciami, zgodne z twoją prawdą, prawdą uniwersalną, zgodne z tym kim naprawdę jesteś.

Co zrobiłaby miłość? Nie zadawałaby pytań, bo dla niej słowa są niepotrzebne, one dla niej nie istnieją.

Co zrobiłaby miłość?
Nic, poza dawaniem siebie. Obdarowałaby sobą.

Postaw to pytanie, niekoniecznie wtedy, gdy już wszystkie inne zawiodą, postaw je jako pierwsze.

Jeśli prawdziwie kochasz, nie lękaj się, zadaj je!


I nie oczekuj odpowiedzi, bo nie o odpowiedź tu chodzi, lecz o to kim jesteś.


Piotr Kiewra

sobota, 13 czerwca 2015

TAK i NIE

„Tak” i „nie” to nie tylko słowa, to postawa: jesteś na TAK, albo jesteś na NIE.

Te postawy mają ogromne znaczenie w twoim życiu: dla zdrowia ciała, dla relacji z innymi ludźmi, dla twojego rozwoju, dla podtrzymania, lub eliminacji strachu, dla  utrzymania lub powiększania przestrzeni miłości.

NIE podbudowuje twój autorytet, nie tylko mówisz NIE, ale też jesteś na NIE.
NIE podnosi twoje poczucie własnej wartości, bo NIE podbudowuje twoje ego. Gdy coś zanegujesz, gdy komuś powiesz NIE, stajesz się bardziej ważny, stajesz się kimś.

Zauważ to, gdy mówisz NIE i okazujesz to swoją postawą, czujesz się większy, bardziej znaczący, zyskujesz na autorytecie, poprawiasz swoje samopoczucie mentalne. 
Dlatego NIE staje się nawykiem, szkolimy się w tym od małego dziecka, bo zauważyliśmy, że przynosi to korzyści. Ktoś na NIE staje się twardzielem, ktoś na TAK, mięczakiem (przynajmniej jest takie wrażenie).

Nie chodzi tu o to, czy mamy rację, czy nie, chodzi o postawę, w której podbudowujemy swoje ego, czujemy się ważniejsi i silniejsi wobec innych.

Postawa na NIE jest tak naprawdę przemocą w stosunku do innych, sposobem na okazanie siły, na wzmocnienie siebie w stosunku do kogoś innego.

Działa to też w drugą stronę, ludzi, którzy są na NIE postrzegamy jako silniejszych, mają oni większe poparcie, mają większość, nawet w polityce. Ludzi na NIE postrzegamy jako tych „mających własne zdanie”, ale jednocześnie ich nie lubimy, bo tak naprawdę to ta postawa odpycha. Jest tu pewien paradoks, przyciągają nas swoją siłą, a jednocześnie odpychają swoim brakiem otwartości, blokadami, które tworzą.

Bycie na NIE jest czymś negatywnym, a tak naprawdę jest obroną przed strachem, przed swoim „nic nieznaczeniem”, przed słabością, brakiem autorytetu. NIE oznacza, że się boisz, że jest w tobie strach.

Mówiąc NIE, okazując tę postawę, ukrywasz swój strach.

Będąc nawykowo na NIE, masz wrażenie, że wszystko i wszyscy są przeciwko tobie i że musisz z tym walczyć. W świecie na TAK dostrzegasz wrogość wobec ciebie: np. u dzieci, u partnera, w okolicznościach zewnętrznych, w pogodzie, narzekasz, że nie sprzyja ci szczęście. Przy takiej postawie stosujesz nawykowo metaforę: „życie to jest ciągła walka”.

Więc walczysz z nieszczęściem, z ludźmi, ze złem, nawet z bogiem. Jednak źródło jest w tobie, w twojej nawykowej postawie. Dostrzegasz w innych to, co jest w tobie. Winne jest twoje NIE.

Rzadko mówisz TAK jako pierwszy, bo nawet jeśli tak robisz, to z dwóch powodów: ktoś inny pierwszy był na NIE, albo grasz. Wtedy mówisz TAK, ale to tylko nic nie znaczące słowo, bo postawą nadal jesteś na NIE.
W obu przypadkach twoja dwulicowość jest bezbłędnie odczytywana nawet przez małe dzieci.

TAK jest zupełnie inną postawą. Przy TAK czujemy się zależni, słabi, czujemy się jak podwładni, jak ktoś, kto nie ma swojego zdania. Czujemy się jakbyśmy sami pozbawiali się autorytetu. Ale tak się czujemy tylko dlatego, że się porównujemy. Poprzez porównania zazdrościmy innym siły i znaczenia, ale nie mamy czego zazdrościć, ponieważ postawa na NIE jest postawą „nisko rozwiniętej małpy”,  a nie człowieka, jest postawą kogoś, kto się zatrzymał w rozwoju.

Jednak TAK jest pozytywne, a przede wszystkim TAK umniejsza nasze ego.
TAK jest sposobem na odkrycie siebie. TAK ma wymiar duchowy, bo niszczy ego. 

Ludzie na TAK są wyżej, bo lepiej znają siebie samych i lepiej, głębiej poznają świat i innych ludzi.

 Postawa na TAK jest postawą miłości, postawa na NIE jest ucieczką przed miłością. Postawa na TAK, to otwartość w dawaniu i otrzymywaniu.
Postawa na NIE to bastion, to forteca, to twierdza ego, to umacnianie ego.

Postawa na TAK, to osłabianie ego, TAK je niszczy.


Ludzie na NIE nie potrafią kochać, bo jest w nich zbyt wiele ego, czyli strachu, a strach zabiera przestrzeń dla miłości.

Jeśli ich kochamy, to raczej jest to zauroczenie ich siłą, autorytetem, znaczeniem, a tak naprawdę podziwem dla wielkości ich ego. Można pokochać jedynie prawdę a nie fałsz, a ego nie jest prawdą. Fałsz, zło można jedynie zaakceptować, nie głęboko pokochać. Więc jeśli ich kochamy, to oznacza, że kochamy to, co jest pod spodem, kochamy to, co jest głębiej, ich prawdę, ich TAK, które starają się ukryć.

Ludzie na NIE, pod swoim NIE, ukrywają głębsze TAK.

NIE pochodzi z głowy, TAK ma źródło w sercu i duszy. TAK wynika z zaufania.

Dla obrony ego ludzie noszą maskę z napisem NIE, przyjmują postawę na NIE, by coś zyskać, ale dla prawdziwie kochających i tak są obnażeni.

Spróbuj zmienić tę postawę. Spróbuj być na TAK, a zobaczysz jak się odprężysz, ile radości się pojawi.

Zmieniając postawę na TAK staniesz się bardziej bezinteresowny, bardziej kochający.
Być może postawa na TAK sprawi, iż będziesz miał wrażenie, że ludzie na NIE mają więcej: sukcesów, pieniędzy, że mężczyźni na NIE są bardziej męscy, więc mają więcej kobiet. Być może tak jest, ale:
 w ostatecznym rozrachunku nie liczy się to, ile masz, lecz to kim jesteś.

Wiedz zatem, że nie liczy się wrażenie, liczy się prawda.

Twoja postawa na TAK, spowoduje, że i u innych więcej będzie TAK, ponieważ postawa na NIE wywołuje kłótnie i wojny, postawa na TAK je gasi. Postawa na NIE prowadzi do konfrontacji, bo wywołuje sprzeciw wobec twojego NIE.

Zauważ to u swojego dziecka, jak twoje NIE wywołuje u niego przeciwstawienie się temu. Zauważ też jak ono próbuje pokonać twoje NIE i jak najczęściej jemu się to udaje, ale ile cię to kosztuje nerwów i walki.

Zmiana postawy na TAK, to zmiana nawyku, bo NIE stało się nawykiem, pojawia się nawykowo jako pierwsze. Ktoś ci coś proponuje, a u ciebie jest od razu NIE. Zmień ten nawyk. Naucz się stosować TAK, jako pierwsze.

Czasem trzeba być na NIE, ale tutaj się liczy złamanie tego nawyku, rozpoczynanie myślenia od TAK, w końcu przerodzi się to w postawę.

Przy postawie na TAK zniknie większość strachu, poprawi się humor, zwiększy nasza otwartość, poprawi zdrowie, samopoczucie.

Postawa na TAK to szansa na rozwój, bo rozwój to umniejszanie ego. Rozwój to odkrycie swojego potencjału, postawa na NIE nie pozwala go odkryć.

Postawa na TAK to szansa na odkrycie w sobie miłości, na odkrycie w innych tego, co w nich ukryte głębiej.

Bądź na TAK przez 24 godziny, przez 365 dni w roku. Ćwicz tę postawę. 

Zmienisz siebie i świat.

Postawa na TAK, to więcej pokoju i ciszy, mniej słów a więcej zrozumienia.

Twoja postawa na TAK, to pokój dla świata.

Bo TAK to miłość. 

Prawda jest taka: NIE jest małe, nic nie znaczące i płytkie. Będąc na NIE tylko pozornie jesteś wielki, przypominasz napompowany balon. TAK jest wielkie i głębokie. Będąc na TAK wyglądasz niepozornie, lecz twoje serce i duch są wielkie. 


Piotr Kiewra na podstawie OSHO: „Apteka dla duszy”

niedziela, 7 czerwca 2015

Odchudzanie w bezruchu

Mam dla ciebie sposób na odchudzenie twojego ciała, na ustabilizowanie jego wagi, w granicach twojej natury. Jest to sposób darmowy, nie wymaga wysiłku fizycznego, przynajmniej tak jak to rozumiemy najczęściej, jest zupełnie oryginalny, bo na pewno nigdzie o nim nie słyszałeś/słyszałaś (jestem pierwszą osobą w Polsce, która ten sposób promuje), jest bardzo skuteczny, a przy okazji naprawiający różne problemy zdrowotne. Jest zupełnie bezpieczny, bo jedynym jego skutkiem ubocznym będzie poprawa zdrowia całego ciała.

Oczywiście nie jest całkowicie bezkosztowy, bo jednak jest trochę czasochłonny, no i jest … bolesny. Dosłownie, jest dość bolesny. Prawda jest taka, że im bardziej bolesny, tym szybszy efekt się pojawia. Mogę nawet powiedzieć, że efekt jest wprost proporcjonalny do ilości i natężenia bólu, a nawet mogę powiedzieć, że ból jest tu czynnikiem odchudzającym.
Szok?

Do rzeczy. Chcę ci zaproponować odchudzanie w bezruchu, odchudzanie na ławce LAJIN. Jest to sposób z klasycznej medycyny chińskiej, znany od tysięcy lat, sposób samouzdrawiania, który działa harmonizująco na ciało i umysł, a zharmonizowane w ten sposób ciało samo się uzdrawia. Działa również na nadwagę i otyłość, bo te przypadłości, tak naprawdę, są efektem rozharmonizowania, są symptomami jakiejś wewnętrznej choroby.

Najważniejsze, że działa i to bez specjalnych diet, godzin spędzanych na siłowniach, czy w lesie. Znacznie szybciej jednak działa, gdy włączymy w to ruch, zdrowe, bioaktywne (dużo surowych warzyw i owoców, żywność jak najmniej przetworzona) odżywianie i przede wszystkim pozbędziemy się stresów, negatywnych myśli, a w ich miejsce wprowadzimy uczucia, przede wszystkim akceptację siebie.
Szerzej o samym ćwiczeniu w specjalnym filmiku oraz w obszernym tekście na temat tej metody. Jeszcze szersze informacje w e-booku, który wysyłam drogą mailową dla chętnych.

Zachęcam do skorzystania, bo warto przywrócić nie tylko swój naturalny wygląd, szczupłą sylwetkę, ale przede wszystkim warto zharmonizować swoje zdrowie, warto zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem.
Osoby, które już korzystają, doświadczają tych efektów.

Tutaj dłuzszy tekst o tej metodzie: 



Piotr Kiewra

Obojętność

Obojętność to najgorsze co ci się może zdarzyć. To przyczyna twoich chorób.

Przydarzyło ci się to ze strachu, to twój strach uczynił cię obojętnym.

Z rzeki pełnej życia, niosącej siebie i twoją miłość innym – ku morzu, łączącemu wszystkie rzeki (wszystko i wszystkich), stałeś się nieruchomym, zatęchłym, brudnym, pełnym napięcia – jak wulkan - gorącym w środku, ale zimnym na powierzchni, jeziorem, stawem, bagnem.

Porażasz chłodem, zimnem, nawet zamrażasz.

Irytujesz innych i sam się irytujesz, bo gromadzisz złość, niewypowiedziane słowa, energie, współczucie i … tłuszcz.

Zatrzymałeś się w rozwoju, niczym nie obdarowujesz i zamknąłeś się na przyjmowanie.

Z tego powodu boli cię kręgosłup, masz wiele innych bólów, chorujesz, szybciej się starzejesz, łatwo nabierasz wagi – tyjesz, trzęsiesz się, czasem nawet kipisz jak zupa w garnku, złoszczą cię słowa i czyny innych (nawet przyjaciół), pogoda, polityka i wszystko wokół.

Utworzyłeś skorupę, postawiłeś mury, blokady, zrobiłeś się skąpy w wyrażaniu słowami i czynami siebie (uczuć). Czasem nawet do tego stopnia, że tracisz głos, wpadasz w depresję  – stres jest twoim „przyjacielem”.
To z powodu strachu przywiązałeś się:
- albo do nieszczęścia, i to ono się stało twoją ostoją. Objawia się potrzebą wzbudzania zainteresowania, ciągłą gadaniną (paplasz byle o czym, ale nie o uczuciach), dużą aktywnością, czyli robieniem byle czego, aby coś robić i nie być w bezruchu (z tego się biorą nałogi, np. tytoniowy), ciągłym dążeniem do tłumu, do zabiegania o znaczenie w tym tłumie.
- albo przywiązałeś się do izolacji, do ucieczki.

Obojętność to kajdany, łańcuchy, to coś na kształt człowieka zamkniętego w posągu, w kamieniu. Tak, niewolnicy stają się obojętni. Oceaniczne ryby zamknięte w akwarium stają się obojętne, tak samo zwierzęta w zoo duszą się swoją obojętnością.

Ryby i zwierzęta zostały zamknięte, lecz ty sam siebie zniewoliłeś, zamknąłeś w klatce, bo wyobraziłeś sobie strach, sam go stworzyłeś i klatka – twoja obojętność, daje ci pozorne poczucie bezpieczeństwa.

Obojętność to twoja gra.

Obojętność zrobiła z ciebie żebraka.

Obojętność zamienia człowieka w kamień, w lód, stajesz się kamieniem, bryłą lodu, a dzieje się to z powodu strachu.

Obojętności nie możesz zbyt długo wytrzymać, bo wulkan od czasu do czasu musi wyrzucić nadmiar energii, lód musi się roztopić, jezioro musi wymienić zatrzymaną wodę, ona musi – przynajmniej na chwilę popłynąć, musi się pojawić – choćby odrobina świeżości, więc pojawia się złość, krzyk, choroba, chęć zrobienia głodówki, chęć szaleństwa, szalonej zabawy, ucieczki.

Uciekasz na różne sposoby: w cztery ściany, „bo ludzie cię denerwują”, „bo czegoś od ciebie oczekują”, w alkohol, w pracoholizm, w seksoholizm, w leki, w dalekie wycieczki, w poszukiwanie nowych znajomości i przy tej okazji w wygadanie się, wyrzucenie nadmiaru słów, czego już nie chcesz robić wobec przyjaciół.

Strach uczynił cię obojętnym, prawie martwym, chłodnym jak nieboszczyk, zamrożonym, nieobecnym. Uczynił cię wyschniętą, zatrzymaną, nieruchomą rzeką.

Strach utworzył w tobie blokady. Cierpi twoje ciało, twoja psychika, masz mało pieniędzy i ciągłe poczucie braku.

Nie jesteś szczęśliwy. Pozorujesz szczęście miną, słowem, współczuciem (współczucie to NIE MIŁOŚĆ), poszukiwaniem chwil przyjemności.

Nie jesteś sobą, bo obojętność nie jest twoją naturą, bo twoją naturą jest zaangażowanie, ruch, działanie, obdarowywanie, otwartość  – przepływ.

Gdy jesteś obojętny, nie ma w tobie przepływu.

Twoją naturą jest miłość. Uruchom jej przepływ. Gdy miłość płynie jak rzeka – rzeka (ty jesteś tą rzeką) doznaje oczyszczenia i sama staje się oczyszczającą rzeką – źródłem oczyszczenia.

Płynąca energia miłości oczyszcza ze strachu, obojętności, nienawiści, złości, z chorób, z otyłości, z bólu.

Miłość łączy z innymi, wzbogaca, pozwala dzielić się sobą, odżywia, dodaje energii (wody) spragnionym, niesie życie.

Miłość to ciepło. Rozgrzewa. Rozmraża. Ożywia.

Miłość to radość. To ruch.

Miłość uwalnia i daje poczucie bezpieczeństwa.

Gdy uwalniasz energię miłości, otwierasz się, pozwalasz na przepływ, znikają klatki, akwaria, ściany, mury, bariery, blokady. Znikają choroby, znikają ciężary, cierpienie.

Nie mówimy tu o zwykłej - ludzkiej miłości, najczęściej kojarzonej z pożądaniem, z chęcią posiadania kogoś, z myśleniem o miłości, mówimy tu o miłości jako energii duchowej, o bezinteresownym, prawdziwym uczuciu łączącym człowieka ze wszystkim i ze wszystkimi.

Jak przestać być obojętnym?

Bądź kochający. Weź do ręki kamień, zrób to z miłością i głęboka troską, „zamknij oczy i poczuj miłość do kamienia”. „Poczuj wdzięczność, za to, że istnieje i że akceptuje twoją miłość. Nagle poczujesz pulsowanie i energia zacznie się poruszać.” Twoja obojętność zacznie się rozpuszczać.

Gdy tego się nauczysz, nie będziesz już potrzebował kamienia w ręce, wystarczy wyobraźnia. Wystarczy drzewo, osoba, o której pomyślisz. „Na samą myśl, że kogoś kochasz energia zacznie płynąć. Wtedy możesz odrzucić też myślenie o miłości: po prostu kochaj, a energia będzie płynąć.” „Siedź cicho i kochaj, a poczujesz ten przepływ.”

Gdy uruchomisz przepływ miłości, odkryjesz swoją prawdziwą naturę, prawdziwego siebie.

Miłość jest twoją naturą, a obojętność była tylko twoim wyborem.

Obojętność była bólem, cierpieniem, które rozdawałeś wokół, była karą, którą wymierzałeś, przede wszystkim, sobie. 

  Przepływ sprawia, że rozkwitasz sobą, swoimi darami, otwierasz się jak kwiat dla świata. 

Zastąpienie obojętności miłością, to jest cel twego rozwoju, to jest twój życiowy cel, to jest twoja misja.

Zastąpienie obojętności miłością, to podstawowy sposób samouzdrawiania ciała, umysłu i ciebie jako całości.



To jest też sposób na uzdrawianie świata.

Piotr Kiewra na podstawie Osho

Cytaty w tekście pochodzą z Osho „Apteka dla duszy”

niedziela, 10 maja 2015

10 sposobów na zdrowie

Większość ludzi czeka. Dopóki cieszą się zdrowiem funkcjonują, lecz przychodzi moment, gdy coś w tym sprawnym mechanizmie ciała zaczyna się psuć i od tego momentu zaczyna się i trwa – walka z chorobami.

Jeśli chodzi o ciało  to są dwie drogi: pierwsza – walka z chorobami, druga – styl życia sprzyjający zdrowiu. Pierwszym zajmuje się medycyna, tak przynajmniej sądzą zwolennicy tej metody, czyli większość. Jest to sposób i bolesny, i drogi.

Drugim sposobem można się zająć wyłącznie samemu, tutaj się jest w 100% kowalem swego losu, tutaj sami dbamy o swoje zdrowie i jak się przekonasz, sprawa nie dotyczy tylko zdrowia fizycznego, jest czymś znacznie głębszym - duchowym.
Jest to sposób trudny, bo wymaga głębokiej przebudowy siebie, a właściwie odkrycia prawdy o sobie, na tym polega duchowość, na tym polega odkrywanie siebie.
Oto 10 moich sposobów, który wypracowałem przez lata praktyki. Rozwinięcie – znaczenie tego co poniżej napisałem jest w filmie: internetowym wywiadzie, który niedawno przeprowadziłem. Link do filmu pod tekstem. Od czasu filmu moje sposoby ewoluowały, odkryłem znowu nowe rzeczy, bo życie to nieustanne poznawanie siebie i tego ci życzę – postępów w uduchowianiu siebie, czyli właśnie w odkrywaniu siebie.
Będziesz zaskoczony/zaskoczona, bo większość propozycji to propozycje nie polegające na działaniu, lecz na zmianie, na odkrywaniu własnej prawdy – a prawda wyzwala, prawda uzdrawia.

Jak powiedziałem powyżej, są to moje sposoby, ty pewnie nie uwierzysz, że o zdrowie można dbać w ten sposób w jaki proponuję. Większość - zdecydowana większość ludzi nie wierzy i dlatego korzystają z medycyny, dlatego wydają na walkę z chorobami wielkie pieniądze. To co napisałem jest czymś w co trzeba się zagłębić, zrozumieć, poczuć - nie wystarczy wiedzieć. Kierujemy się przekonaniami, najczęściej fałszywymi a zdrowie jest czymś co pochodzi z natury, nie z wiedzy. Nie bierze się też z działania, lecz ze sprzyjania naturze, nie przeszkadzania jej, najczęsciej przeciwstawiamy się jej, chcemy ją oszukać. Właściwie  jest tylko jedna przyczyna chorób - strach, ale zrozumienie tego jest jeszcze trudniejsze, więc zaproponowałem 10 sposobów i tak naprawdę one są moja propozycją na wyeliminowanie strachu i jego skutków. Szerzej o strachu innym razem. 
Powiedziałem że są to moje sposoby, bo ty jesteś inny, jesteś innym człowiekiem i być może potrzebujesz innych sposobów, dlatego szukaj, odkrywaj siebie, rozmawiaj ze swoim ciałem, ufaj, a znajdziesz drogę do samouzdrowienia, do ciągłego samouzdrawiania. Choroby i tak będą się pojawiać, ale ty będziesz miał na nie sposób, może więcej niż jeden. I tego ci życzę.

1.     Pokochaj siebie, czyli zmień kierunek z oczekiwań i pragnień na miłość, czyli z brania na dawanie. Jeszcze inaczej - zamień lęk i strach na miłość. Zaakceptuj siebie takim jakim jesteś, bądź sobą, otwórz się, stań się bezkresny (medytacja). Zacznie wtedy w tobie krążyć energia życia. Do tej pory gromadziłeś energię, od tej pory energia zacznie w tobie krążyć, a to witalizuje ciało i umysł. Otwórz się na przepływ energii życia. Tam gdzie miłość nie ma strachu, tam gdzie strach nie ma miłości. Pamiętaj! Im bardziej od czegoś uciekasz, tym bardziej cię to przyciąga do siebie, im bardziej czegoś pragniesz, tym bardziej to się od ciebie oddala.

2.     „Zostań ludobójcą” – czyli zamień przekonania na świadomość, na początek: na świadomość swego ciała, naucz się rozmawiać ze swoim ciałem, pytaj a ono ci odpowie. Dlaczego ludobójcą? Bo przekonania pochodzą od innych ludzi, zostały ci zaszczepione i prawie w 100% są fałszywe, są cudze – nie twoje. Świadomość jest twoja, tylko twoja i w niej jest 100% prawdy. Głosem świadomości jest intuicja, ona nigdy się nie myli

3.     Odżywiaj się naturalnie, instynktownie. Raczej zostań witarianinem (ktoś odżywiający się w większości surowym pokarmem), ale nie fundamentalistą, jak najczęściej korzystaj z natury, z jej darów – naturalnego, nieprzetworzonego jedzenia.

4.     Zharmonizuj się z naturą. Bądź naturalny, nie graj roli, których oczekuje od ciebie społeczeństwo i inni ludzie, nawet twoi bliscy – bądź sobą. Bycie naturalnym to tak naprawdę bycie sobą, życie zgodne z naturą nie wymaga wiedzy i wielkiego wysiłku, tę wiedzę masz zaszczepioną w komórkach, tylko pozwól sobie na korzystanie z instynktu, porozmawiaj ze swoim ciałem, obserwuj co podpowiada ci ciało poprzez gesty i ból , poszukuj najcichszego głosu w sobie – głosu intuicji

5.     Narażaj się, pokochaj wirusy i bakterie, pokochaj niewygodę, zimno – hartuj się
6.     Codziennie ćwicz: maszeruj, truchtaj, rower, przynajmniej 30 – 40 minut. 10 minut ćwiczeń siłowych – raz lub dwa w tygodniu.

7.     Zaufaj ciału, bólowi. Ból to mowa ciała. Stosuj samouzdrawianie i profilaktykę zamiast leczenia. Stosuj Lajin na ławce lajin! Oczyszczaj się! (z myśli – np. Hooopono pono, toksyny - lajin).

8.     Nie zabiegaj o współczucie, nie bądź żebrakiem żebrzącym o miłość, o współczucie, o zainteresowanie, o wzajemność, o dobra materialne. Jest to bardzo ważne, gdyż większość ludzi zabiegając o współczucie wybiera sobie nieszczęście jako spsób na osiąganie życiowych celów

9.     Bądź tu i teraz – czyli  - nie myśl. Niech radość będzie twoim przewodnikiem. Niczego nie tłum w sobie, nie przechowuj, niczego nie wyrzucaj – również złych myśli, obserwuj te myśli a się rozpuszczą. Akceptując wszystko - przemieniaj to co złe w dobre, smutek w radość, nienawiść i lęk w miłość, chorobę w zdrowie. Bycie tu i teraz to rozchmurzanie swojej duszy, to światło, które pozwoli ci na korzystanie z wiedzy zakodowanej w tobie, wiedzy nieosiągalnej w książkach – nigdzie. Ta wiedza, to twoja własna prawda.   Rób to co sprawia ci radość – odnośnie twego ciała również – lecz pamiętaj!!! – radość a nie przyjemność. Radość to wartość duchowa – cieszy się serce i dusza. Przyjemność to schlebianie nawykom, które sam wprowadziłeś, czyli np. smakom (słodki i pikantny smak), bezczynności fizycznej, czasem nawet ludzie czerpią przyjemność z myślenia o nieszczęściu, o byciu nieszczęśliwym i czerpią z tego korzyści, bo dostają zainteresowanie i współczucie. Tu i teraz oznacza, że nie balansujesz w głowie miedzy przeszłością a przyszłością, pozwala ci się uwolnić od łańcuchów, przywiązań, nieszczęścia.

10.                       Bądź na TAK. Postawa na tak, to postawa ufności, a ufność pozwala wykorzystać naturalną zdolność naszych organizmów do samouzdrawiania. A jeśli nie wiesz co zrobić – zapytaj sarny w lesie, co ona by zrobiła. Postawa na tak, to bycie odpowiedzialnym – bo tylko ty jesteś kowalem twego losu, a to oznacza, że zawsze wybieraj szczęście, a nigdy nieszczęście, jako sposobu na życie. Postawa na tak to postawa wdzięczności. Bądź wdzięczny za wszystko, nawet za zło, nienawiść, problemy, które cię spotykają. Bądź wdzięczny za choroby, bo one cię uczą, wskazują ci, że podążasz złą drogą i w ten sposób motywują do wprowadzenia potrzebnych ci zmian.  
 
Tutaj mój internetowy wykład na temat świadomości zdrowia oraz wywiad o 10 moich sposobach na zdrowie:




Piotr Kiewra