środa, 26 sierpnia 2015

Skąd choroby?

By było dosadnie, musi być krótko. Otóż:

Zdrowie jest twoją naturą, zaś choroba jest twoim wyborem.

Innymi słowy: jesteś chory, bo przyciągnąłeś chorobę, chciałeś jej, bo przynosi ci profity: współczucie twoich bliskich, zainteresowanie tobą i twoimi problemami, choroba cię dowartościowuje w oczach otoczenia.

Czyli …
Twoje myśli wywołują choroby!

Za krótko? No to specjalnie dla ciebie, dłużej:

Twoje myśli wywołują choroby. Choroba jest twoim wyborem. Z dwóch rzeczy: zdrowie lub choroba, wybrałeś chorobę.

Zrozumienie tego powinno cię uzdrowić. Jeśli tak się nie dzieje, to znak, że nie rozumiesz. Nie ma innej przyczyny twojej choroby niż niezrozumienie. Byś zrozumiał, trochę to rozwinę:

 Obserwuj siebie wewnątrz, a nie znajdziesz choroby.

Osho

·        Jesteś chory, bo nie akceptujesz siebie takiego, jakim jesteś.
·        Jesteś chory, bo siebie nie kochasz.
·        Jesteś chory, bo nie akceptujesz wszystkiego i wszystkich.
·        Jesteś chory, bo wybrałeś nieszczęście, jako swoją drogę życia. Prawda jest taka: szczęście jest twoją naturą, nieszczęście twoim wyborem.
·        Jesteś chory, bo wybrałeś strach zamiast miłości.
·        Jesteś chory, bo nie ufasz sobie, swemu ciału i życiu (Bogu, jeśli wolisz).
·        Jesteś chory, bo za dużo myślisz, słuchasz swego umysłu – ego – a nie swego wnętrza.
·        Jesteś chory, bo żyjesz przeszłością i przyszłością, bo nie jesteś w TERAZ.
·        Jesteś chory, bo boisz się śmierci, bo boisz się choroby.
·        Jesteś chory, bo się nie rozwijasz (nie odkrywasz swojej prawdy. Celem twojego życia jest rozwój: cierpienie, smutek, choroba wskazują ci kierunek, drogę, lecz nie słuchasz, nie jesteś uważny)
·        Jesteś chory, bo wybrałeś smutek zamiast radości.
·        Jesteś chory, bo nie wiesz, czym jest miłość (jest źródłem harmoni z Wszechświatem, a nie związkiem z jakimś konkretnym człowiekiem).
·        Jesteś chory, bo uwierzyłeś w swoją karmę.
·        Jesteś chory, bo nie medytujesz.
·        Jesteś chory, bo nie ma w tobie zrozumienia … siebie.
·        Jesteś chory, bo przedkładasz materię ponad ducha.
·        Jesteś chory, bo nie wierzysz, że jesteś za siebie odpowiedzialny. Zrzucasz odpowiedzialność.
·        Jesteś chory, bo nie jesteś naturalny, bo grasz, bo jesteś aktorem, zamiast widzem.
·        Jesteś chory, bo masz za dużą wiedzę, bo nie wiedza leczy, lecz ufność.
·        Jesteś chory, bo żywisz błędne przekonania. Przekonania z reguły są błędne. Alternatywą dla przekonań jest twoja wewnętrzna prawda.
·        Jesteś chory, bo dopasowałeś się do obcych twojej naturze wzorców życia (cywilizacji, jej kulturze, narzuconym przez nią przekonaniom), bo stałeś się kółkiem w maszynie.
·        Jesteś chory, bo nie jesteś wolny.
·        Jesteś chory, bo masz pragnienia, oczekiwania.
·        Jesteś chory, bo stawiasz warunki, bo nie jesteś bezinteresowny.
·        Jesteś chory, bo nie zharmonizowałeś się z naturą.
·        Jesteś chory, bo oceniasz.
·        Jesteś chory, bo walczysz.
·        Jesteś chory, bo myślisz, że masz rację.
·        Jesteś chory, bo nienawidzisz.
·        Jesteś chory, bo żywisz urazy.
·        Jesteś chory, bo jesteś napięty, bo nie jesteś rozluźniony.
·        Jesteś chory, bo żebrzeż o współczucie, o zainteresowanie.
·        Jesteś chory, bo wierzysz, że jesteś chory.

Jesteś chory, bo myślisz.
Czyli …
Twoje myśli wywołują choroby.
Wylecz myśli, a uzdrowisz ciało.

To ostatnie sentencje są podsumowaniem. To jest głęboka duchowa prawda i dopóki jej nie zrozumiesz, a przede wszystkim nie zaufasz, nici z wszelkiego zrozumienia, nici z pełni zdrowia.

Ufność w zdrowie, w mądrość ciała, w mądrość natury, w czystość i pustkę swojego wnętrza, w którym nie ma chorób, a jest zdrowie, jest szczęście, jest miłość, jest wolność … jest tu kluczem.

Jestem świadom, że to co napisałem jest trudne do zaakceptowania. Dla mnie też było. Mało kto się z tym zgodzi, nie zgodzi się z tym oficjalna nauka, lekarze, co nie znaczy, że jest to nieprawdziwe. Prawda nie jest efektem demokratycznych procedur, głosem większości i nie potrzebuje udowadniania. Ona jest. Po prostu jest.
Tutaj tekst, w którym więcej na ten temat:

Piotr Kiewra

piątek, 21 sierpnia 2015

Tatry w złą pogodę*

Tatrzańskich wędrowców planujących górskie wędrówki w czasie swoich krótkich urlopów nic nie denerwuje bardziej niż popsute plany przez pogodę. Każdy pobyt takiego namiętnego wędrowca jest za krótki, a cóż dopiero, gdy ambitne plany krzyżuje pogoda. Co wtedy?

Zaakceptować to, bo nie ma innej rady, rozluźnić się i iść w góry. Zawsze jest kilka wyjść, kilka rozwiązań. O tym poniżej ... Lecz zanim je opiszę, kilka uwag o bezpieczeństwie w górach.
Ø Góry są niebezpieczne zawsze. Pogoda jest czynnikiem, od którego to bezpieczeństwo zależy w sposób szczególny. Mokra skała staje się śliska, a często też, szczególnie w wyższych partiach pokrywa się lodem i to dosłownie w ciągu minut, deszcz zamienia się w śnieg lub w grad, szczególnie w czasie burz i to w najcieplejszych miesiącach. Dlatego planując wycieczki należy to przemyśleć. Sprawdzenie prognozy na dany dzień, a nawet na daną porę dnia, to podstawa dla każdego górskiego turysty. Dlatego używając słowa deszcz, należy też wziąć pod uwagę pozostałe czynniki i również dlatego, należy sprawdzić buty, w których zamierza się chodzić po górach – jak zachowują się na suchej i mokrej skale, jak zachowują się na skale wapiennej (bo te są najbardziej śliskie, gdy są mokre).Sam kiedyś fiknąłem koziołka na Kruczych Skałach w Karpaczu - na mokrej skale - w butach, co, do których byłem pewien, … bo były markowe. Okazało się, że liczy się nasze doświadczenie, a nie marka!
Ø Kolejna rzecz: gdy pada deszcz, oczywiście chodzimy w ubraniach przeciwdeszczowych, a te powodują, że się bardziej pocimy (tym razem mokniemy od środka), szczególnie przy marszu w górę, no a później marzniemy. To bardzo istotna sprawa, którą trzeba rozważyć, gdy maszerujemy w góry.
Ø Pamiętaj! Przy ograniczonej widoczności łatwiej się zgubić, łatwiej przeoczyć oznakowania trasy, dlatego warto iść po szlakach, gdzie ze względu na wyraźnie udeptaną ścieżkę, lub wyznaczające ją kosówki, trudno ją zgubić.
Ø Nie wybieraj się na takie wycieczki samotnie. W gorszą pogodę w Tatrach, a szczególnie na niektórych szlakach jest znacznie mniej turystów, lub nie ma ich wcale.
Ø Zanim pojedziemy w Tatry warto skompletować sprzęt nadający się do wędrówek w różną, również deszczową pogodę, czyli nie tylko płaszcz przeciwdeszczowy zakrywający plecak i odpowiednio długi, by woda nie wlewała się do butów (warto o odzież do wędrówek w górach popytać w sklepach ze sprzętem). O butach odpornych na deszcz, koszulkach odparowujących na bieżąco wilgoć, itd., już nie mówię, bo to podstawa nie tylko wygody, komfortu, ale też bezpieczeństwa i zachowania zdrowia.
Ø Zainstaluj sobie specjalną aplikację RATUNEK, dzięki której wezwanie pomocy i zlokalizowanie Ciebie jest łatwe.

A teraz o górskich wędrówkach w deszczu.
Po pierwsze: wypady planujmy w miesiącach, w których – średnio rzecz biorąc – pogoda jest najbardziej stabilna. To chyba sierpień i wrzesień. Takie planowanie nie gwarantuje najlepszej pogody, ale daje więcej szans na udane wycieczki.

Po drugie: zmieniajmy plany, bądźmy elastyczni. W niepogodę (w większości, gdy siąpi deszcz, jest mglisto, zimno, itp.) również można chodzić, dobierając trasy nieco inaczej i oczywiście odpowiednio się wyposażając. Orla Perć, Przełęcz pod Chłopkiem, Rysy, Zawrat, Żleb Kulczyńskiego, Świnica, Giewont, Kozia Przełęcz, Szpiglasowa Przełęcz, lub nawet łatwiejsze ścieżki, w gorszą pogodę, mogą się stać walką o życie.
Całkowicie odradzam chodzenie po górach jedynie w burzową aurę oraz w czasie, gdy jest halny.*

Po trzecie: Czasem, szczególnie, gdy poprzedniego dnia zrobiliśmy jakąś trudną i fizycznie męczącą trasę, przydaje się dzień odpoczynku. Nie płaczmy zatem, odczekajmy ten dzień i odpocznijmy, bo może to zapobiec kontuzji lub pogłębieniu się zmęczenia, co uniemożliwi marsz kolejnego dnia. Z poniższych propozycji wybierzmy sobie wariant odpoczynkowy.

Tutaj moja sprawdzona praktyka. Nie wszędzie podaję konkretne nazwy, bo każdy turysta może zaglądnąć na chwilę do mapy i znajdzie coś dla siebie:




 1.     Nie zmieniam trasy, gdy jest bezpiecznie mimo deszczu (odpadają trudniejsze trasy) . A widoki? No cóż, w deszczu jest po prostu inaczej.

 2.     Wybieram trasy zastępcze, na które bym nie poszedł, ze względu na to, iż każdy nasz wypad w Tatry jest za krótki i szkoda nam czasu na ścieżki, które wydają nam się nieciekawe przy dobrej aurze. Sam zaliczyłem wiele tras, na których – prawdopodobnie - nigdy bym nie był, gdyby nie deszczowa pogoda (np. Dolinę Lejową i inne dostępne z Drogi pod Reglami)


 3.     Odwiedzam doliny zamiast partii szczytowych, np. Kościeliską, Chochołowską, Morskiego Oka, Małej Łąki, Przysłop Miętusi, albo Ścieżkę nad Reglami. Wyglądają one inaczej niż w dobrą pogodę, i są inaczej …  fotogeniczne.

 4.     Zamiast w Tatry Wysokie idę w Tatry Zachodnie (trasy, które już znam, lub znam ich istotną część). Kiedyś w ten sposób przespacerowałem się po Ornaku wśród pięknie się skrzących kropel na trawie i na kosówkach. Innym razem pobyłem w absolutnej ciszy i braku widoczności na Bystrej, która okazała się - mimo wysokości – jednym z najłatwiejszych do zdobycia ponad dwutysięcznych szczytów – nawet w niezbyt sprzyjającej aurze.


5.     Odwiedzam to, co już dobrze znam, czyli miejsca, przez które w dobrą pogodę zwykle przelatujemy, gdyż są częścią innych tras, np. Halę Gąsienicową, Dolinę Gąsienicową, Dolinę Stawów Gąsienicowych i wiele innych miejsc, które w deszczu wyglądają bardziej tajemniczo, może czasem nawet ciekawiej niż w dobrą, słoneczną pogodę i wreszcie możemy tym miejscom poświęcić więcej czasu – może nawet cały dzień. Tam możemy się wreszcie nigdzie nie spieszyć. W takich przypadkach możemy nawet polubić deszcz i … pomedytować.

6.     Wybieram miejsca, gdzie zamiast łazić można pomedytować: postać, posiedzieć na kamieniu lub gdzieś pod daszkiem. Nie muszą to być góry, lecz coś związanego mocno z Tatrami: np. Pęksowy Brzyzek (cmentarz w Zakopanem).

7.     Idę tam, gdzie jeszcze nie byłem, a jest łatwo i nawet dłuższy i bardziej rzęsisty deszcz nie będzie przeszkodą, a przede wszystkim nie zagraża to życiu i zdrowiu. Mogą to być tatrzańskie jaskinie, dla których szkoda z kolei dobrej pogody, bo i tak ciemno, mokro, lecz tu pamiętajmy o tym, że nie wszystkie są bezpieczne (polecam te z klasyki turystycznej, np z przewodnika J. Nyki "Tatry Polskie").


8.     Właśnie w taka pogodę najokazalej prezentują się potoki i wodospady, polecam więc wybrać się w ich okolice i przysłuchać się jak tętnią wezbrane deszczem, jak bulgocą i jak się cieszą życiodajną wodą. Czasem taka pogoda to jedyna okazja, by je zobaczyć, lub by widzieć i czuć je tak okazałymi.


9.     Co prawda sam tego nigdy nie robiłem, ale polecałem innym, szczególnie niedzielnym turystom, by sobie wjechali kolejką na Gubałówkę lub na Kasprowy Wierch i pobyli tam bezpiecznie dłuższą lub krótszą chwilę. Co prawda, trudno tam znaleźć spokój i ciszę potrzebną do medytacji, no ale coż – za to są góry – czasem tylko świadomość tego, że w górach się jest (mglisto, ograniczone widoki).

10.                       Zagrajmy w spontaniczność: to propozycja z mojego opowiadania z Tatrami w tle, pt. Dwa dni. Tutaj tekst – opowiadanie z Halą Gąsienicową w roli głównej, w dobrą i deszczową pogodę: http://rozmowyzwiatrem.blogspot.com/2014/03/dwa-dni.html


Piotr Kiewra

Fotki: pierwsza w pogodnej Hali Gąsienicowej, pozostałe w deszczowej Hali Gąsienicowej i na Ornaku w czasie deszczu i mżawki 


*Tekst dotyczy wakacyjnego wędrowania po Tatrach.  

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Twój egoizm, a szczęście

Dlaczego, tak wydawałoby się filozoficzny i duchowy tekst wstawiam do bloga poświęconego zdrowiu? Otóż zdrowie jest pochodną głębi naszej duchowości, zdrowie zależy od stanu poznania siebie, od głębi naszej akceptacji samego siebie. I dlatego znajdują się tu takie teksty. Cała reszta stylu życia, czyli odżywianie, ruch, unikanie zagrożeń, bieżące usuwanie toksyn, hartowanie, wzmacnianie odporności, sposób myślenia, medycyna, to tylko uzupełniające drobiazgi. Takie jest moje zdanie.

Mistycy, mistrzowie duchowi mówią, że miłość, wolność, szczęście, uczucie błogości, radość, są czymś bezwarunkowym, czymś, co istnieje bez względu na okoliczności zewnętrzne, czymś, co posiadamy na stałe i nic, kompletnie nic nie jest potrzebne, by być szczęśliwym, pełnym miłości, radosnym, by być w błogostanie.

Natomiast w naszym życiu jest zupełnie odwrotnie, potrzebujemy pretekstu, spełnienia określonych warunków, wystąpienia określonych okoliczności, zaspokojenia określonej potrzeby, odniesienia sukcesu, wystąpienia czegoś, obecności kogoś, kto lub co, sprawi, że poczujemy chwilową przyjemność, poczujemy się spełnieni, zaspokojeni, szczęśliwi, wartościowi, ważni, potrzebni.

My, jako ludzie, uważamy, że bycie szczęśliwym wymaga spełnienia jakiegoś warunku, np. odwzajemnionej miłości, osiągnięcia postawionych sobie celów, spełnienia jakiegoś marzenia, stania się kimś ważnym dla innych ludzi, osiągnięcia sukcesu, statusu, itd., podczas, gdy to, o czym mówimy, czego pragniemy, nie jest prawdziwym szczęściem, jest tylko chwilową przyjemnością, chwilą – namiastką szczęścia. Ci, którzy - poprzez życiowe doświadczenia - tego zaznali – zaznali goryczy ulotności tego stanu, wymyślili, że szczęście jest byciem w drodze. Wymyślili nadzieję.

Tymczasem, tak jak mówią mistycy i duchowi mistrzowie - usłyszmy to jeszcze raz: szczęście jest czymś bezwarunkowym, czyli czymś, co już w nas jest, i nic, dokładnie nic, nie jest potrzebne, byś czuł się szczęśliwym.

Nie jest nam potrzebne spełnianie żadnej życiowej misji, spełnianie dobrych uczynków, bycie dobrym człowiekiem, bycie wśród przyjaciół, wśród kochających cię ludzi, bycie kochającym, wartościowym i potrzebnym dla innych, bo to wszystko nie jest warunkiem wystąpienia szczęścia, lecz jego skutkiem.

Zrozum to!

Dlaczego zatem, skoro szczęście jest naszą naturą, występuje w nas na stałe, i nie jest potrzebny żaden spełniony cel, czy marzenie, żadna zaspokojona potrzeba, bycie w drodze do tych rzeczy, to nie czujemy szczęścia?

Otóż to. To jest dobre pytanie. Wielu się nad tym głowiło i nic nie wymyślili, bo zamiast zaufać mistykom i mistrzom, zaufali głowom i ich filozofiom, a prawda nie jest skutkiem dociekań umysłu, lecz czymś stałym, niezmiennym i zawsze obecnym. I ona jest w nas, a nie w świecie zewnętrznym, filozofia zaś bada świat zewnętrzny i człowieka widzianego od zewnątrz. Więc …

Dlaczego nie czujemy szczęścia?

Bo jest pewna przeszkoda, jest coś - jest w nas chmura, która przesłania to szczęście i sprawia, że go nie widzimy i nie czujemy, że nie rozumiemy prawdy.   

Jest tą przeszkodą, tą chmurą, nasze ego.

Co to jest ego?

Ego to nasz umysł, to nasze myślenie, to nasza nieobecność w życiu, to nasz strach, to nasza nieodpowiedzialność, to nasza niewola, to nasza nieufność, to przyczyna niezrozumienia i braku dostrzegania prawdy (nieświadomość).  

To twój egoizm* sprawia, że jesteś nieszczęśliwy, niekochany, niespełniony, biedny, zły, zniewolony, pełen lęku i strachu.
Mało tego, to twój egoizm sprawia, że inni tacy są, bo tak ich postrzegasz. Bo ty im przypinasz łatki złych ludzi, ludzi nieszczęśliwych, niekochanych, żebraków, biedaków. Tak ich postrzegasz, bo sam taki jesteś, tak ich widzisz, bo tak myślisz.

Nieobecnością jest myślenie, bo ono sprawia, że nie jesteśmy obecni w życiu, bo bycie myślami w przeszłości lub przyszłości jest nieobecnością. Życie jest bowiem tylko i wyłącznie teraz i tutaj. Bycie w myślach jest zatem nieobecnością, jest ucieczką z życia, jest nieobecnością w rzeczywistości, jest walką z życiem, przeciwstawianiem się temu, co egzystencja nam przynosi, a tak naprawdę jest walką jednych myśli z innymi.

Nieodpowiedzialnością jest zrzucanie winy za brak poczucia szczęścia na czynniki zewnętrzne, na innych ludzi, na życie, na Boga. Ego czyni nas nieodpowiedzialnymi.

Źródłem nieszczęścia jest myślenie, jest ego, jest strach.

Póki poszukujemy szczęścia poprzez umysł, nigdy go nie zaznamy, bo umysł (a więc i filozofia) nie jest z tego świata, w którym jest źródło szczęścia.

W zgodzie z mistrzami i mistykami zatem:

Nieszczęście jest twoim wyborem, zaś szczęście twoją naturą.

Nie jesteś szczęśliwy, bo chcesz być nieszczęśliwy, bo wybrałeś nieszczęście jako swoją drogę życia.

Jest to prawdą, bez względu na to czy się z tym zgadzasz, czy nie. Prawda nie wymaga udowadniania, bo ona jest. To kłamstwa, iluzje wymagają uzasadnień.

Mistycy mówią, że to właśnie nasz własny umysł jest piekłem. To on zasłania chmurami niebo, czyli świadomość i póki nie nauczysz się korzystać z umysłu w sposób nie wyrządzający ci krzywdy, w sposób, który pozbawia cię iluzji, nie wydobędziesz się z piekła, nie dostaniesz się do nieba.

A teraz praktycznie: kiedy jesteś egoistą, kiedy rządzi tobą umysł? Parę pytań:

·        Dlaczego używasz dużej ilości słów? Z powodu egoizmu: chcesz nimi zaznaczyć swoje istnienie, dodać sobie wartości, chcesz by inni dostrzegli twoją inteligencję, wiedzę, twoją ważność, wyjątkowość, itd.
·        Czujesz się samotny/samotna? Dzieje się tak z powodu twojego strachu, z powodu twojego ego. W tej dziedzinie twoje ego jest wyjątkowo wredne, naprawdę. Otóż rozważ: Chcesz przy sobie kogoś mieć, chcesz kogoś zawłaszczyć, chcesz kogoś wykorzystać: jego ciało, umysł lub duszę, by przysporzyć sobie szczęścia, bo poczuć się zaakceptowanym, ważnym, by zaspokoić swoją potrzebę. Jesteś samotny i zawsze będziesz, choćbyś była/był w tłumie kochających i kochanych osób, póki nie odnajdziesz miłości w sobie, bo miłość nie jest towarem, który się przemieszcza z miejsca na miejsce, jest czymś w nas stale obecnym i tylko to duchowe odkrycie sprawia, że inni przestają być dla nas potrzebni, że kończy się potrzeba ich wykorzystywania, zniewalania z powodu naszego egoizmu.
·        Czy często stawiasz sobie pytanie: dlaczego? Stawiamy je z powodu ego, z powodu przerzucania odpowiedzialności z siebie na czynniki zewnętrzne, z powodu uznania siebie za nieszczęśnika.
·        Dlaczego pragniesz wzajemności w miłości? Z powodu egoizmu. To miłość innej osoby ma sprawić, że poczujesz się ważny, doceniony, zaakceptowany, itd.
·        Czy to, co nazywasz miłością, naprawdę nią jest? Nie jest z powodu egoizmu. Twoja miłość jest w umyśle, kochasz za coś, kochasz tylko wybranych ludzi, sytuacje, lub zjawiska, pozostałych traktujesz obojętnie, lub nawet nienawidzisz, a mistycy mówią, że jeśli nienawidzisz choć tylko jedną osobę, lub cokolwiek, to twoja miłość jest nieprawdziwa, bo nie może występować jednocześnie i miłość, i nienawiść. Wszędzie tam, gdzie jest strach (a nienawiść jest strachem) tam jest brak miłości. Tak się dzieje, bo miłość i strach wypełniają tę samą przestrzeń, strach zatem jest nieobecnością miłości. Tak samo zazdrość, lęk przed utratą bliskiej osoby. Zresztą same wyróżnianie na bliskie i dalsze osoby jest już działaniem ego, wszelkie wyróżnianie, klasyfikowanie, ocenianie nim jest.
·        Czy poszukujesz? Czy masz cele, marzenia, pragnienia, potrzeby, jakieś swoje misje do spełnienia? Jeśli masz, nie będziesz szczęśliwy, bo samo ich posiadanie jest egoistyczne, pokazuje, że twój umysł dominuje nad wewnętrzną świadomością (możesz ją nazwać duszą, jaźnią, Bogiem, życiem, Kosmosem, itp.). Gdy szukasz – nie znajdziesz, bo nie ufasz życiu, lecz własnemu umysłowi, a on nie może ci dać niczego, bo niczego nie posiada. Jego istnienie jest iluzją.
·        Pragniesz być dobrym człowiekiem, czynić dobro? Robisz to z powodu egoizmu, bo myślisz, że to cię zbawi, że zasłużysz sobie tym działaniem na jakieś wyróżnienie, na jakies miano, lub miejsce w niebie. Już jesteś dobrym człowiekiem. Gdy pozbędziesz się egoizmu, będziesz czynił tylko i wyłacznie dobro, ale najważniejsze … będziesz to czynił bezinteresownie, nie po to, by zostać zbawionym, ale tak bez żadnej motywacji, bez żadnego celu.
·        Jesteś chory? Cierpisz z innego powodu? Dzieje się ta choroba i twoje cierpienie z powodu egoizmu, strachu, bo zawsze cię goni to przed czym uciekasz, a gonisz to co ucieka od ciebie. Jeśli gonisz zdrowie, ono będzie uciekać, jeśli uciekasz przed chorobą, to ona cię goni … takie jest życie, gdy rządzi tobą umysł.
·        Żyjesz wspomnieniami, odczuwasz stres? To twój egoizm sprawia, że obawiasz się przyszłości, uciekasz przed przeszłością, bo za dużo myślisz, jesteś nieobecny, nie odczuwasz, nie kochasz. Uczucie jest tylko teraz, natomiast myśli są tylko w przeszłości lub przyszłości. Myśli nigdy nie dotyczą teraźniejszości … zauważ to. Jeszcze raz … umysł żyje przeszłością i przyszłością, a uczucia są w teraz. Zrozum zatem, czym jest miłość … ona jest tylko teraz, czyli miłość nie jest myślą … jeśli myśisz, że kochasz … to nie kochasz. To jest trudne do zrozumienia, dlatego powtarzam to po raz trzeci: umysł jest zawsze we WCZORAJ, lub w JUTRO, nie ma go w TERAZ, a uczucia odwrotnie. Dlatego to miłośc jest przeciwieństwem myślenia, a skoro jest przeciweństwem też strachu, to stąd wniosek, że myślenie to strach, a strach jest z powodu myślenia. Można je stosować jako zamienniki: myślenie=strach=ego.
·        Myślisz, że miłość to związek, że to bycie w związku (uczuciowym) z kimś? To twój egoizm sprawia, że wyznajesz to przekonanie. Miłośc to stan bycia, to bycie świadome, to połaczenie ze wszystkim i wszystkimi, a nie twój wybór obiektu miłości. Nieświadomośc tego sprawia, że cierpisz i że stawiasz sobie warunki.
·        Oceniasz, klasyfikujesz, stawiasz warunki?  Tak się dzieje z powodu twego egoizmu, bo pragniesz się wyróznić, stać się kimś bardziej ważnym od innych. Porównujesz się, chcesz podążać za tymi, których podziwiasz, ale to zawsze jest i będzie dla ciebie złe, ponieważ jesteś kimś innym i uciekasz od siebie, nie akceptujesz siebie.
·        Nie akceptujesz siebie takim jaki jesteś? To jest źródło twego nieszczęścia, i odwrotnie: akceptacja jest źródłem szczęścia - wszelka akceptacja, poczynając od siebie, bo tak naprawdę akceptacja siebie jest akceptacją wszystkiego, również zła, jako części dobra. Gdy akceptujesz siebie do końca, to zło znika. Zaakceptuj, a tego doświadczysz!
·        Potrzebujesz w coś wierzyć, masz nadzieję, a mimo to nie ma ma w tobie bezwarunkowej ufności w to, co przyniesie życie? Walczysz o cokolwiek, wyznajesz i używasz metafory, że życie to ciagła walka? To twój egoizm sprawia, że nie poddajesz się, nie ufasz, boisz się, ufasz tylko swojemu umysłowi … przyczynie twoich problemów. W twoim życiu jest mnóstwo stresu, walki, ciągłej pogoni, cierpień, trudów, obwiniania, bo nie ufasz, tak naprawdę nie wierzysz, bo twój egoizm nie potrafi się poddać, zaufać. Twoim życiem rządzi strach z powodu braku ufności. Jeśli walczysz, to znak, że jesteś niewierzący, to znaczy, że Bóg jest dla ciebie czczym frazesem. Gdy walczysz, twoja wiara jest nieszczera. Walką zaprzeczasz wierze. Tylko nieufni walczą. Tak naprawdę, nie masz o co walczyć, bo wszystko co ma wartość już w tobie jest, a walką jedynie przyznajesz, iż w to nie wierzysz.  
·        Nie czujesz się wolny? Wszędzie widzisz ograniczenia, łańcuchy, zło, nieszczęście, biedę, smutek? Pamiętaj! To twój sposób myślenia sprawia, że tak postrzegasz świat. Twoją naturą jest wolność i nic cię nie ogranicza. Nie musisz zatem wywalczać sobie czegokolwiek: ani miłości, ani wolności, ani akceptacji, docenienia …. Świat cię akceptuje takim, jaki jesteś. Nic nie musisz zmieniać, o nic walczyć. Nie musisz zmieniać siebie, bo jesteś doskonały … Tylko twój umysł jest niedoskonały, więc jedyne co musisz … potrzebujesz, to zrozumieć, gdzie jest jego miejsce.

Potrzebujesz uwolnić się od władzy umysłu, od ego, od strachu. To jest twoja naturalna i jedyna duchowa powinność.

Jako człowiek potrzebujesz powietrza, pożywienia, wody, ruchu oraz uwolnienia się od władzy umysłu, czyli pozbycia się ego (strachu).

I zrozum jeszcze jedno, zanim zanegujesz wszystko, co mistycy i ja za nimi tu mówię: oni nie proponują ci, byś się skrócił o głowę, oni ci sugerują byś oddał władzę świadomości, swojej wewnętrznej, naturalnej i wiecznej mocy, sile, prawdzie, i byś pozbawił tej władzy umysłu. Sugerują ci jedynie, poprzez medytację, uczynić swój własny umysł sługą, by wypełniał misję mostu między świadomością (duszą, intuicją, Bogiem, życiem, egzystencją, Wszechświatem, Kosmosem – jak wolisz), sercem, a twoim ciałem. To są jedyne ich sugestie.

To wszystko.    

Piotr Kiewra na podstawie Osho


*Bardziej precyzyjny i właściwy jest termin ego, lecz użyłem tu specjalnie egoizm, bo to pojęcie jest lepiej znane, lepiej je rozpoznajemy.

piątek, 24 lipca 2015

Najpotężniejszy sposób samouzdrawiania

Samouzdrawianie w rzadko odwiedzanej krainie

Strach, lęk i powstały na ich bazie stres, jest przyczyną nie tylko większości chorób i symptomów chorób, na jakie zapadamy, lecz jest też przyczyną wszystkich problemów, innych niż te natury zdrowotnej.

By się uzdrowić wystarczy pozbyć się strachu, trzeba opuścić krainę, w której on mieszka.

Dzisiaj o najpotężniejszym sposobie samouzdrawiania.
·        Jest bardzo trudny, bo takie jest przekonanie większości ludzi.
·        Jest bardzo łatwy, dla tych, którzy żywią takie przekonanie i mu zaufają, a tak naprawdę dla tych, którzy ufają sobie

Jaki jest to sposób?

Trzeba odwiedzić i pozostać w Krainie TERAZ. Dlaczego? Bo tam nie ma strachu, tam nie ma stresu. Samouzdrawianie w TERAZ odbywa się automatycznie. Całe samouzdrawianie, to zrozumienie, tylko i wyłącznie zrozumienie.

Pozostań w TERAZ, a zdrowie przyjdzie samo.   

Szczegóły
Dzisiejsza medycyna leczy objawy, czyli wszystko to, co się ze strachu, lęku, a więc i stresu narodzi – stąd jest tak nieskuteczna. Jest tak z założenia, ponieważ medycyna zajmuje się chorobami, a zdrowiem możemy się zająć wyłącznie sami. Druga przyczyna jest taka, iż medycyna nie jest zainteresowana skutecznością ze względu na … pieniądze.  Medycyna nie jest zainteresowana mówieniem prawdy, czyli informowaniem o przyczynach chorób, bo zmiana stylu życia ludzi mogłaby zabrać im pacjentów.

Poza tym sposoby samouzdrawiania są tak potężne, iż … trudno w nie uwierzyć, a zgodnie z tym, co mówił Jezus, to wiara uzdrawia, tylko wiara – nic innego. Wiara to ufność, poza wszelkim zaufaniem, to również zaufanie do samego siebie i swojego ciała. Ciało stworzyła Natura, czyli ten sposób samouzdrawiania powstał wraz z człowiekiem. Jest więc boskim sposobem.

Samouzdrawianie w TERAZ jest duchowym sposobem samouzdrawiania.

By się w ten sposób samouzdrawiać trzeba poznać siebie, zrozumieć swoją naturę, swoją prawdę. To zrozumienie zmieni sposób myślenia, a wtedy wróci zdrowie. Taka jest ta droga.

Zrozumienie siebie, to właściwie poznanie swojego strachu, bo to jest jedyny nasz problem. Poznając, a tym samym rugując ze swojego życia strach, poznajemy siebie, oczyszczamy siebie – znika strach, lęk, znika stres – przyczyny chorób i problemów.

Dla jednych trudno to zrozumieć, bo to jest zbyt proste, dla innych łatwo, bo jest to proste.

Chcę byś zrozumiał, dlatego chcę cię zabrać w podróż do krainy TERAZ.
     
Podróż do krainy TERAZ
Lubię podróżować, byłem na kilku kontenentach, w dalekich krajach, wiele się dowiedziałem, wiele się nauczyłem, wiele widziałem, doświadczyłem wspaniałych wrażeń, bardzo mnie to wzbogaciło.  To były piękne podróże. Dzięki nim jestem innym człowiekiem. Jednak, mimo, iż te podróże były drogie, mimo, że dzieki nim wiele zrozumiałem, to żadna z tych podróży nie rozwiązała żadnego mojego problemu i ani jednego, choćby najmniejszego, z problemów świata.

Wśród wszystkich krajów świata nie ma takiego, w którym nie byłoby problemów, cierpienia, bólu, nieszczęścia.  Ani jednego. Może, dlatego te kraje odwiedzamy tak rzadko, okazyjnie. Być może, nie ma tam tego, czego szukamy, bo nikt jeszcze tam tego nie znalazł.

Są natomiast trzy bliskie krainy, które odwiedzamy często, codziennie, niemal w każdej chwili, lecz tylko w jednej nie ma cierpienia, zła, nieszczęścia, nie ma też żadnego problemu, choćby najmniejszego. Nie ma niewoli, walki, napięcia. Przede wszystkim zaś, nie ma tam strachu, nie ma lęku. Jest to jedyna kraina we Wszechświecie, gdzie lęk jest nieobecny. A tam, gdzie nie ma lęku, nie ma też zła, nienawiści, zazdrości, chciwości, nie ma braków, nie ma złych postępków, zbrodni, kradzieży, oszustw, nie ma negatywnych emocji, nie ma złych słów, nie ma ani jednego słowa … Tak, w tej krainie w ogóle nie ma słów. Nie ma tam chorób.

Czy chciałbyś się znaleźć w tej krainie? Czy chciałbyś ją odwiedzić? Czy chciałbyś w niej zamieszkać na stałe?
Tam, w tej krainie jest miłość, jest tylko miłość. Zamiast tego wszystkiego, co powiedziałem powyżej, jest tylko miłość.
Co jest jeszcze w tej krainie? Są tu dzieci miłości: wolność, radość, błogość. Tutaj jest zdrowie, harmonia, bezpieczeństwo. Tutaj jest wszystko, czego potrzebujesz, więc nie musisz szukać dalej – wystarczy, że tu jesteś.

Wszyscy ludzie marzą o podróży do tej krainy, o stałym tu pobycie i bywają w niej codziennie, lecz krótko, za krótko, przejazdem między dwiema sąsiednimi krainami. I mimo, że tam jednak doznają cierpień, są w ciągłej podroży, w ciągłej … raz ucieczce, raz pogoni.

Z jednej uciekają z powodu wspomnień, bo nawet tę piękne bolą, bo są już tylko czymś, co było i już nie wróci. Z drugiej po wielu pogoniach, też chcą uciec, bo żadne z ich marzeń i celów, żadne z ich pragnień nie dało im tego, czego się spodziewali - szczęścia. W obu tych krainach szczęście nie mieszka.

Do rzeczy: problemy, choroby, nieszczęście, a więc strach rodzą się w przeszłości i przyszłości, w sposobie myślenia opartym na wspomnieniach i wizjach dotyczących przyszłości. Wystarczy, więc nauczyć się rezygnować z myślenia o wspomnieniach, przestać żyć wspomnieniami i przyszłością, a pozostaniemy w teraźniejszości.

Teraźniejszość jest potężna, tak jak mówi Eckhart  Tolle, potęga jest w teraźniejszości (polecam jego książkę pt.: „Potęga teraźniejszości”).

Niestety, tylko ty sam masz dotrzeć do tej krainy, tylko ty możesz sprawić, by pozostać tam na stałe.

Jak dostać się do teraźniejszości?
·        Obserwować swoje myśli, wyławiać i obnażać te o przeszłości i przyszłości. Znikną.
·        Medytować. Medytacja to właśnie obserwacja myśli, to niemyślenie, to wizyta w tu i teraz.
Medytacja jest podróżą do TERAZ.
Medytacja prowadzi do samouzdrawienia się ze strachu, a więc i wynikających z niego chorób.
To tyle. 

Tutaj kilka moich filmików o strachu:




Piotr Kiewra

środa, 15 lipca 2015

O „herezjach”, czyli o medytacyjnym stylu życia

Dla przeciętnego człowieka oraz dla większości młodych ludzi, to co powiem będzie czystą herezją.
Herezją będzie przede wszystkim dla tych, którzy jeszcze za mało się nacierpieli.
Gdy osiągną szczyt cierpienia, gdy nie będą w stanie wytrzymać już więcej, wtedy przestane to być herezją, a stanie się rozwiązaniem, czymś co wywołuje śmiech, śmiech zrozumienia, albo przynajmniej może to uczynić, dać nadzieję …

Może się stać czymś co obudzi ze snu, tego snu na jawie.

Ale, póki co, jest herezją.

Czy w związku z tym mam tego nie mówić?
I tak powiem, ponieważ nie ma to znaczenia, czy większość może uważać to za prawdę, czy nie. Na szczęście to nie większość decyduje,  co jest prawdą. Prawda jest prawdą, bez względu na to, ilu ludzi ją za taką uważa. Prawda nie wymaga udowadniania. Ona jest.

A teraz ta „herezja”:
Za twoje choroby, za twoje nieszczęścia, za mnogość i wielkość problemów na twojej drodze życiowej, jest odpowiedzialne twoje myślenie. Chwilkę, chwilkę, nie mówię, że twój sposób myślenia, lecz to, że w ogóle myślisz. Tak, tak.

A teraz wniosek:
By być zdrowym, szczęśliwym, by zniknęły problemy z twojego życia, by przestać cierpieć, powinieneś przestać myśleć.
I jeszcze raz powtarzam, nie chodzi tu o zmianę sposobu myślenia, o zmianę z negatywnego na pozytywne myślenie, lecz o zaprzestanie myślenia.

I to jest właśnie ta herezja dla większości ludzi.
Wszędzie wokół bowiem, głosi się, by myśleć pozytywnie, udziela się rad typu: zacznij myśleć!
 Trenerzy rozwoju osobistego opierają swoje szkolenia na zmianie przekonań, na zmianach wzorców myślowych, proponują pozytywne afirmacje, treningi motywacyjne, czyli manipulowanie sposobem myślenia.
Psycholodzy, psychiatrzy również stosują techniki polegające na wykorzystywaniu myślenia, na wypieraniu jakichś tam myśli, na zamianie jednych myśli na inne, na zamianie pewnych wyobrażeń na swój temat i faktów z przeszłości na nowe wyobrażenia, wizje. Stosują sesje wykorzystując wspomnienia, a więc przywołując negatywne myśli z przeszłości, by je wyprowadzając na światło dzienne spalić, obnażyć, uświadomić, bo to ma je unieszkodliwić, wyjąć z podświadomości, by przestały dręczyć, straszyć, przerażać, by przestały umniejszać wartość człowieka.
Zresztą sami do siebie mówimy często: Myśl! Zacznij wreszcie myśleć! Mówimy tak, bo wydaje nam się, że nasze problemy wyrastają z tego, że za mało myślimy, a jest zupełnie odwrotnie, myślimy nie tylko za dużo, za negatywnie, ale przede wszystkim błędem jest to, że w ogóle myślimy.
Obliczono, że myślenie pochłania ponad 90% energii. Nie aktywność mięśni, rożne inne procesy w organizmie, lecz właśnie myślenie, drąży nas z energii. Gdy uczynisz z umysłu sługę, zaoszczędzisz mnóstwo energii, którą można przeznaczyć na kreatywność, na spontaniczne, intensywne i bogate życie, zamiast na marnotrawienie jej na bezproduktywną walkę z wiatrakami, ciągnące się problemy, cierpienie, tysiące prześladujących nas nieszczęść, które przytrafiają się nam z powodu tego, że sami ich sobie przysparzamy, tworzymy, urzeczywistniamy swoim myśleniem. 

Największym naszym błędem jest to, iż pozwoliliśmy naszej głowie być wodzem, autorytarnym wodzem, zamiast sługą.

 I tym się właśnie różnią Zachód i Wschód.

Na Zachodzie proponuje się umysł jako wodza, na Wschodzie jako sługę.
Na Zachodzie próbuje się zmienić człowieka poprzez zmianę sposobu myślenia. Na Zachodzie próbuje się wyplenić duchowość.

Na Wschodzie wręcz odwrotnie, proponuje się człowiekowi odkryć duchowość, czyli poznanie siebie, swego wnętrza, swojej duszy - kosztem myślenia.

Na Zachodzie chce się zmieniać człowieka, na Wschodzie akceptuje się człowieka, takim jakim jest, nawet więcej, proponuje mu się, by siebie poznawał, odkrywał swoją najgłębszą prawdę - poprzez duchowość właśnie.
Na Zachodzie próbuje się manipulować umysłem, proponuje się tę manipulację samemu człowiekowi, lecz również robią to różne instytucje odpowiedzialne za wychowanie, ale i np. media. Tutaj pragnie się kształtować człowieka, dopasowywać go do jakiegoś wzorca, do czegoś społecznie oczekiwanego. Na Zachodzie chce się ludzi produkować taśmowo, chce się dopasowywać głowy ludzi do oczekiwań władzy, czyli wzorców kulturowych i każdych innych w społeczeństwie pożądanych.

Na Wschodzie, decyzję zostawia się samemu człowiekowi. Akceptuje się go takim jakim jest, a nawet pokazuje się mu, że jego misją jest być innym.
Tutaj daje mu się narzędzie do odkrywania siebie. Jest nim porzucenie myślenia. Człowiek Wschodu musi ten proces odkrywania siebie przejść sam. Nawet mistrz nie chce i niczego w człowieku nie zmienia, pokazuje mu jedynie swoje ślady, utarte ścieżki. 
Taki jest punkt widzenia duchowości Wschodu. Mistycy Wschodu, mistrzowie Wschodu, od tysięcy lat proponują, by nie myśleć, proponują niemyślenie jako sposób na oświecenie, na zrozumienie, na to, by zacząć wreszcie żyć. Proponują porzucenie myślenia, proponują, by uczynić z rozumu sługę, by pozbawić go władzy absolutnej.
Jako środek proponują medytację. Medytacja to wg nauk Wschodu – niemyślenie.

Tylko niemyślenie może uczynić z człowieka mędrca.

Medytacja wprowadza nas do teraźniejszości, do tu i teraz.

Wg mistrzów Wschodu myślenie to balansowanie między przeszłością, a przyszłością, bo myśli nie są obecne w teraźniejszości. W teraźniejszości są obecne uczucia. Czyli jeśli chcemy być w świecie rzeczywistym, nie w wirtualnym, którym jest przeszłość i przyszłość, to musimy porzucić myślenie. Myślenie to nie życie. Egzystencja to bycie tu i teraz, zaś przeszłość już nie istnieje, a przyszłość jeszcze nie nadeszła, więc obecność tam myślami nie jest życiem.

Bycie w wyobraźni, to kreowanie czegoś, czego jeszcze nie ma i – być może nigdy nie będzie – ale przede wszystkim to tworzenie problemów. To na podstawie doświadczeń przeszłości, myślimy o przyszłości, wyobrażamy sobie sytuacje z przyszłości i w ten sposób tworzymy problemy. Angażujemy się w coś, co nie istnieje. Zamartwiamy się, stresujemy, nienawidzimy, zazdrościmy, tęsknimy, wydaje się nam, że kochamy …

Tak, wg mistrzów Wschodu, miłość jest uczuciem, a nie myślą, więc nie możemy kochać głową. Myślenie o miłości nie jest miłością, więc jeśli myślimy, że kochamy, to tylko nam się wydaje. Taki świat tworzony umysłem jest sztuczny, wirtualny, i taka miłość tworzona i przechowywana w głowie jest czymś sztucznym, czymś co nie istnieje. Taka miłość to tylko emocje powstające w ciele z powodu naszych myśli, ale emocje to nie uczucie, emocje to nie miłość.

Mistycy Wschodu, mistrzowie Wschodu proponują medytację jako sposób na powrót do rzeczywistości, do teraźniejszości, do prawdziwej miłości, do życia. Medytacja to sposób na przerwanie snu, w którym trwamy, na zaprzestanie bujania w obłokach.
Problem w tym, że myśli nie można – ot tak sobie, po prostu, wyrzucić, wyprzeć, bo to co wypieramy,  tłumimy, wraca wzmocnione. Pamięć zdarzeń, myślenie o problemach, … gdy próbujemy takie myśli stłumić, uporczywie wracają, mistrzowie o tym wiedzą. Proponują zatem nie tłumienie, wyrzucanie, zamiatanie pod dywan, lecz obserwację myśli.
Myśli obserwowane znikają. Znikają tak, jakby się bały światła, tak, jakby się bały naszej uważności. Każda myśl jest zakorzeniona, więc obserwowanie to podcinanie korzeni. 

Wszystko, co zauważysz u siebie, co obserwujesz, to co odkryjesz – znika. Przestaje ci zasłaniać twoją duszę. Myśli są jak chmury zasłaniające niebo, gdy je obserwujesz znikają i odsłaniają błękit. Chmury zamieniają się w życiodajny deszcz, lub – po prostu – rozpływają się. Chmura, która stała się deszczem już nie wróci.
Zostaje błękit nieba. A czymże, w takim razie, jest ten błękit, czymże jest niebo?
To świadomość. Nie ta świadomość jako część myślenia, tylko raczej jako dusza, coś co łączy z oceanem świadomości, czyli z duszami innych ludzi, ze świadomością wszystkiego, co istnieje, coś co łączy z Bogiem.

Wg mistrzów Wschodu nasze myśli tworzą ego, byt, który jest przyczyną problemów, różnicowania, wyróżniania, podziałów, walki, wojen, emocji, nieszczęścia, strachu, chorób. To ego kreuje strach i lęki, stres, cierpienie, ból, każąc zaspokajać pragnienia, marzenia, cele osadzone gdzieś w przyszłości.

Mistrzowie przestrzegają jednak, że zaspakajanie tych pragnień i marzeń nie przynosi szczęścia, trwałego szczęścia, i nie przynosi czegoś więcej niż szczęścia, czyli błogości, stanu bycia przepojonego błogością, wiecznego szczęścia, zbawienia, osiągnięcia nieba. Taką błogość, wieczne szczęście, zbawienie zapewnia jedynie oświecenie, osiągnięcie pełni świadomości (połączenie się z Bogiem), czyli porzucenie myślenia, niemyślenie, stan niemyślenia.

Szczęścia nie zapewniają rzeczy, nic ze świata materialnego, żaden zrealizowany cel, marzenie, nic, co możesz utrzymać w garści, lecz pewien wewnętrzny spokój, cisza, stan bez myśli, świadomość, stan bez pragnień, bez przeszłości i przyszłości, bycie tu i teraz, czyli życie wieczne.  

I dlatego medytacja to oczyszczanie:
·        z wiedzy,
·        z pamięci wielu zdarzeń,
·        z przekonań,
·        z lęków wpojonych procesem wychowania, czy lęku bycia członkiem społeczności.
·        z lęku przed śmiercią.
·        z bycia na NIE,
·        z chęci walki,
·        z oceniania, ze złości, nienawiści, zazdrości, egoizmu.

To rezygnacja z wyboru drogi nieszczęścia jako sposobu na życie,
To wycofanie się z żebrania i zabiegania o współczucie, o docenienie, o uznanie, o uwagę,
To kierowanie się wskazówkami przewodnika – radością.
To ufność, to poddanie się rzece życia (Bogu).
To zastępowanie tego wszystkiego miłością.
To wolność – przede wszystkim -wolność od strachu. Dlaczego? Ponieważ to co tworzą myśli, to strach. Właściwie można postawić znak równości między myślą a strachem. Im więcej myślenia, czyli obecności w przeszłości i przyszłości, tym mniej miłości, bo miłość jest tylko w teraźniejszości, a więc tym więcej strachu.

Myśli to strach. Niemyślenie, bycie w tu i teraz, to bycie kochającym, to miłość, to egzystencja oparta na miłości, czymś co łączy z całością (z Bogiem).

No dobrze. Trudno jest opowiedzieć w kilku zdaniach, to co jest przedmiotem uwagi religijności Wschodu, nauk wielkich mistrzów. Wg nich zrozumienie – mądrość - to nie efekt  posiadanej wiedzy, lecz odwrotnie pozbycia się wiedzy, oczyszczenie się z niej, bycie w stanie pustki, pustego wewnątrz bambusa i kierowanie się świadomością, bycia świadomym. A świadomość to prawda. Ona jest. I jest nam wrodzona. Ona istnieje i jej się nie zdobywa, ona się objawia, odkrywa, gdy przestajemy myśleć. Myśli zaciemniają prawdę, zasłaniają ją. Więc by odkryć prawdę trzeba zaprzestać myślenia.

Świadomość to twoja wewnętrzna moc i to ona powinna być panem, ona powinna królować.

Zatem:
Umysł powinien stać się sługą wewnętrznej mocy. Tylko sługą.

I to jest cel medytacji.
To jest cel medytacji, choć nie można zrobić z medytacji celu, gdyż to sprawi, że zniknie rozluźnienie, warunek zrozumienia. Oświecenie, świadomość przychodzi, gdy się jest całkowicie rozluźnionym, pozbawionym wszelkich napięć, walki, ego, myśli, wspomnień, strachu, pragnień, a przepełnionym miłością.

Czyli medytacja nie może się stać jakimś rodzajem aktywności, działaniem zmierzającym do czegoś, lecz sposobem życia, czymś codziennym, czymś co rozluźnia a nie napina, czymś co uwalnia a nie wiąże, przywiązuje, zakuwa w łańcuchy. Medytacja nie może być kolejnym celem, sposobem na zrealizowanie marzenia. Właściwie to medytacja jest czymś czego nie da się zdefiniować.

Większość ludzi robi z medytacji jakiś ważny punkt swojego rozkładu zajęć, a powinna się stać stylem, sposobem życia, czymś co uwalnia z przeszłości i przyszłości, a nie czymś co nas do niej przykuwa.
Nie jest techniką, tylko i wyłącznie techniką, w której się siedzi z zamkniętymi oczami, w określonej pozycji, w określonym miejscu, np. w górach, pod drzewem, czy gdzieś na jakimś pustkowiu, i o czymś rozmyśla, albo się coś wyobraża, np. przebywanie wewnątrz ciała. 

Medytacja to uważność, to obserwowanie, nie oczami, lecz świadomością. To obserwowanie jednak nie jest jakąś zaplanowaną pracą, obowiązkiem, lecz … no właśnie … to najtrudniej pojąć.

Dlatego, by było łatwiej, zamiast medytacji jako celu, jako środka do celu, mówię tu o stylu życia, o medytacyjnym stylu życia, w którym – tak naprawdę – zapominamy o medytacji. Po prostu ona się dzieje w czasie chodzenia, pracy, kochania się, jedzenia, rozmowy, podziwiania świata, nawet w czasie snu … przede wszystkim w czasie snu, ale nie tego w nocy, a tego w dzień, bo tak naprawdę to myślenie jest jednym, całe życie trwającym snem, a my mamy się wreszcie obudzić i być świadomymi.

Medytacja, medytacyjny styl życia jest więc budzikiem. Nastaw go, bądź uważnym, i zapomnij o nim jak o celu, środku, o technice. Nie stresuj się budzikiem, bo on cię nigdy nie obudzi. Niech on żyje swoim życiem.

Zaufaj życiu, prawdzie, a ona cię wyzwoli. Ona rozchmurzy twoje niebo.
Nic nie rób, tylko obserwuj.
Nic nie rób z myślami, nie mówię tu o siedzeniu i wpatrywaniu się w cokolwiek, albo o wyłączeniu się z życia.
Ma być odwrotnie, masz żyć najbardziej intensywnie jak tylko możesz, by nie zmarnować żadnej chwili, ale niech budzik robi swoje.
Niech twoja świadomość obserwuje. Niech stanie z boku i obserwuje umysł i jego działania, jego wariactwa, problemy, które tworzy.
Pozwól jej patrzeć na to z boku i się śmiać. Rozluźnij się. Śmiej się, przyzwyczajaj się do śmiechu, bo gdy budzik zadziała, gdy się obudzisz, to będziesz się już ciągle śmiał.

Dlaczego w ogóle o tym mówię? Dlaczego mówię o duchowości w rubryce poświęconej zdrowiu? Dlaczego mówię o medytacji? Dlaczego ostatnio większość moich tekstów, na tym blogu, oraz na innym (http://rozmowyzwiatrem.blogspot.com/ ), który również prowadzę, dotyczy tej tematyki? Czyżby medytacja, duchowość, miały jakiś związek ze zdrowiem?
Tak. Ten związek jest wielki. Takie jest moje zdanie: Duchowość, czyli odkrycie - poznanie siebie, swego wnętrza, ma decydujący wpływ na zdrowie. Idę nawet dalej: zdrowie nie jest możliwe, gdy nie odkryjemy swojej natury, prawdy o sobie. Tylko poznanie siebie może nam pomóc się samo-uzdrawiać, pomóc ciału przywrócić równowagę, pozbyć się problemów, bo jeśli ciało je ma, to tylko z powodu głowy. 

Nasze myślenie tworzy problemy, wirtualne problemy, lecz te wirtualne problemy z czasem przeradzają się na już niezupełnie wirtualne problemy naszego ciała. Nasze myśli kreują rzeczywistość, zakłócają w ten sposób naturalny porządek rzeczy, zakłócają bieg rzeki życia, ale zakłócają również harmonię czegoś tak doskonałego jak nasze ciało, czegoś tak naturalnie zdrowego, czegoś czemu w stu procentach można zaufać, jeśli tylko ciału nie przeszkadzamy, nie przysparzamy mu kłopotów swoim myśleniem, wtrącaniem się w jego funkcjonowanie, albo nie wyrządzamy mu krzywdy stylem życia odzwierciedlającym sposób myślenia.

Okazuje się, że ciało doskonale jest sobie  w stanie poradzić z niemyśleniem, lepiej sobie radzi z porzuceniem umysłu, niż z nadmiarem myślenia, niż z ingerowaniem poprzez umysł w naturę, w naturalną harmonię.

To wtrącanie się tworzy choroby, zakłócenia.
Medytacja służy zatem temu, by ciało znowu otrzymało to, czego potrzebuje: wolności.
Nasze szczęście, jako osoby, jest też szczęściem ciała, a ciało potrafi to okazać zdrowiem, harmonijnym funkcjonowaniem, dobrym samopoczuciem.

Ciało potrzebuje duchowości, potrzebuje medytacji, bo ciało potrzebuje harmonii, a harmonia jest wtedy, gdy jest równowaga miedzy ciałem, umysłem i świadomością – duszą. Tylko wtedy.

Przywróć tę harmonię, a przywrócisz zdrowie. Medytuj, a będziesz zdrowy na ciele i umyśle! 

Odkryj prawdę o sobie a odkryjesz drogę do zdrowia, i będziesz w tej dziedzinie samowystarczalny.

Medytacja prowadzi do samouzdrowienia ciała i umysłu, i dlatego te „herezje” głoszę.



Piotr Kiewra na podstawie Osho