poniedziałek, 25 stycznia 2016

Modlitwa o zdrowie

Modlisz się o zdrowie, pragniesz go.

Tylko, jak Bóg ma wysłuchać twej modlitwy, do której ma się przychylić, gdy wysyłasz mu dwie sprzeczne: jedną w prośbie, drugą w praktyce życia?
Palisz, pijesz, źle się odżywiasz, nie ćwiczysz, siedzisz przy grzejniku, żyjesz w stresie, lęku, martwisz się, masz negatywne myśli, nie ufasz swojemu ciału, jego mocy samoozdrowieńczej, nie kochasz – nienawidzisz siebie, a mimo to śmiesz prosić o zdrowie?

A może jest jeszcze gorzej, może, tak naprawdę, nie chcesz zdrowia? Może choroba zapewnia ci profity: rentę, zasiłek, zainteresowanie i współczucie bliskich, może się tobą zajmują, dzięki chorobie nie czujesz się samotny? Nie jest tak? 

Nie ma mowy, nie dostaniesz go, bo jesteś nieodpowiedzialny, nie możesz się zdecydować, czego naprawdę chcesz, jesteś hipokrytą, łgarzem, a nawet przestępcą.

Jeśli podejmiesz decyzję, wtedy twoja modlitwa zostanie wysłuchana. Dopóki tego nie zrobisz, szkoda twoich kolan, ofiar na tacę, czasu.

Wtedy okaże się, że nie będziesz musiał o nic prosić, zdrowie dasz sobie sam, bo ono w tobie jest, jest twoją naturą – tylko, że je niszczysz: stylem życia, myśleniem, brakiem ufności.

Zrozum, czym jest modlitwa, nie jest prośbą, słowem, jest uczuciem. Otwórz serce na siebie, nie niszcz siebie – to będzie twoja modlitwa.

Mówi się w oparciu o naukę, ale i dawne przekazy duchowych mistrzów Wschodu, że większość chorób jest w głowie – są wywoływane poprzez myśli, a później uwidaczniają się w ciele. Czyli inaczej mówiąc, twoje myśli są „modlitwą” – prośbą: jeśli myśli są negatywne – tracisz zdrowie (nie od razu – z czasem), jeśli są pozytywne – zachowujesz zdrowie. Twoje ciało słucha twojej głowy, wykonuje jej polecenia. Na przykład jeśli lękasz się jakiejś choroby, często o nich rozmawiasz i myślisz, to tak jakbyś o nią prosił, jakbyś się o nią modlił.

Stres, lęk, strach, brak akceptacji samego siebie, nieufność w stosunku do mądrości ciała wywołują choroby – są rodzajem negatywnej modlitwy.
I odwrotnie, ufność, akceptacja, głębokie porozumienie ze swoją istotą (poznanie siebie) odbudowuje zdrowie, pozwala je utrzymać – jest rodzajem pozytywnej modlitwy.

Ty jesteś więc panem swego losu, bo ty wybierasz rodzaj modlitwy i ty jesteś tym, który tej modlitwy wysłuchuje i ją wprowadza w czyn. Ty programujesz swoje zdrowie, w większości nieświadomie.

Lecz twoja nieświadomość nie może cię usprawiedliwiać. Stań się więc świadomym wszystkiego – każdej modlitwy, każdej myśli, siebie.

Bycie świadomym, to bycie świadkiem każdego kroku, każdego gestu twego ciała, każdego oddechu, ale przede wszystkim każdej myśli.

Już samo obserwowanie swoich myśli uzdrawia, bo jest pozytywnym rodzajem modlitwy. Jest modlitwą bez słów, bez próśb.

Stań się więc świadomym, stań się świadkiem i stań się zdrowym.

Piotr Kiewra  

czwartek, 7 stycznia 2016

Schody

Ten blog jest udostępnianiem mojej drogi samouzdrawiania. Odkrywam ją w naturze, w samorozwoju i poprzez duchowość. Są to swego rodzaju schody, po których stąpam, a gdy sprawdzę, przejdę, doświadczę, dzielę się z innymi.

Tylko uwzględnienie całości daje pełne rezultaty, prowadzi do zdrowia, samouzdrowienia i błogostanu, a tak naprawdę do poznania siebie. Im lepiej siebie znasz i kochasz, tym jesteś zdrowszy, tym lepiej rozumiesz świat, tym więcej dostrzegasz w nim piękna, tym jesteś szczęśliwszy, tym bardziej spełniony i tym bardziej ufny.
A ufność to najpotężniejsza siła w samouzdrawianiu, to moc pełni życia.

Są trzy etapy samouzdrawiania, trzy kolejne kawałki drogi do pokonania, trzy prace do wykonania. Na każdym z nich jest trochę schodów.

Pierwszy to porozumienie z ciałem, zrozumienie jego potrzeb, słuchanie jego głosu, odkrycie jego natury i zharmonizowanie się z tym. Ciało wywodzi się z natury, więc najlepiej się czuje w pełnej harmonii z nią. Mówię tu nie tylko o byciu w naturze, o byciu jej częścią, o oddychaniu jej świeżością i jej mocą życia, mówię też o naturalnym odżywianiu, karmieniu ciała nieprzetworzoną żywnością, dostarczaniu odpowiednich, zgodnych z jego potrzebami, dawek ruchu. Ciało potrzebuje nie tylko ćwiczeń fizycznych, potrzebuje ćwiczeń jego odporności, czyli obecności czynników, które podnoszą jego próg adaptacyjny do zewnętrznych warunków, czyli potrzebuje narażania się na niewygody, na wirusy, bakterie, zimno, ciepło, itp. Ciało potrzebuje wolności od ciężarów, które na niego nakładasz w postaci toksyn, złych myśli, używek, chemicznych śmieci, nadmiernego stresu.

Drugi, to zrozumienie, że umysł ma nam służyć, a nie nami rządzić. To jest najtrudniejsza praca do wykonania i właściwie niemożliwa do zrobienia bez trzeciego etapu. Tutaj trudności do pokonania to jak próba wejścia w sandałach i letnim ubraniu na Mount Everest, jak przepłynięcie oceanu wpław z kamieniem u szyi (nie za duży, by utonąć, nie za mały, by poczuć trud).
Umysł jest kreatorem, tworzy i dobre i złe rzeczy. Jest przyczyną problemów, tworzy je i buduje swoje znaczenie próbując je pokonać, jest też przyczyną chorób. Większość chorób ma podłoże psychiczne. Umysł to decyzje, to myśli, wyobrażenia. Nasze wychowanie, wpływ innych ludzi, przekonania, nawyki, wiedza stworzyły z umysłu władcę absolutnego, a rozwój polega na odwróceniu tego, na uczynieniu z cesarza sługi. Dlatego porównuję tę pracę do wspinaczki na Everest i przepływania oceanu, bo to miara ogromu pracy do wykonania.
Na starcie jest wiedza, nawyki, są przekonania, jest ego, na mecie jest ufność.
Ufność to klucz do zdrowia, do poznania, do szczęscia, do miłości. By się nauczyć tym kluczem posługiwać i poddać się tej drodze, zobaczyć, co jest na szczycie służy kolejny etap.

Trzeci, to duchowość. Duchowość to nic innego jak poznanie siebie, swojej prawdy, prawdy w ogóle. Nie da się wykonać na tym etapie żadnej pracy, jeśli nie połączy się jej z drugim etapem.

Motywacji do tej pracy dostarcza cierpienie. Tak naprawdę choroba, cierpienia mentalne służą dobremu celowi, samorozwojowi, samouzdrawianiu, zrozumieniu. 

Cierpienie i choroba wprowadzają do życia potrzebę poszukiwania drogi do zrozumienia. Jeśli się tak podejdzie do tematu, jeśli jest się wdzięcznym za choroby i cierpienia, jest szansa na wejście na szczyt. Jeśli nie pokona się własnego umysłu, czeka nas destrukcja zanim przyjdzie zrozumienie.
Motywuje do pracy cierpienie, a przewodnikiem, światłem jest radość.

To jedyna droga na szczyt i tu są największe tajemnice, tu jest szansa na odkrycie pełni swojej mocy, pełni potencjału – również zdrowia.
Na tym etapie jest pięć schodów, pięć prac do wykonania, jest praca z pięcioma siłami. 

Oto one:
1.     Pierwszą jest intensywność. Bądź totalny, żyj pełnią, żyj na sto procent, rób wszystko z pełną intensywnością. Jeśli tańczysz, pracujesz, chodzisz po górach, uprawiasz sport, rób to totalnie, poświęć się temu całkowicie. Jeśli kochasz, to kochaj, by nie starczyło już siły na nic innego, byś nawet nie mógł pomyśleć, by znikła twoja głowa, by się zatraciła, byś zapomniał o sobie. Jeśli pracujesz, to stań się tak zajęty pracą, by była tylko ona, itp. Czyli intensywność.
2.     Drugą jest oswojenie. Rób to, co kochasz, to, co chcesz robić, stawaj się tym, kim chcesz być. Ćwicz się w tym stawaniu, w malowaniu, biegu, pracy i ćwicz, ćwicz, ćwicz. Chłoń to, czego naprawdę chcesz. Porzuć natomiast to, nie używaj tego, czego nie chcesz. Ćwiczenie sprawia, że tworzysz w ten sposób drogę, którą to, czego chcesz przychodzi do ciebie. Nieużywanie sprawia, że droga się zaciera, i nie przychodzi do ciebie to, czego nie chcesz. Tu trzeba uważać, ponieważ mowa tu jest również o ćwiczeniach związanych z umysłem. Jeśli nie chcesz w swoim życiu strachu, ale jest on ciągle w tobie obecny, bo ćwiczysz myślenie o swoich strachach, to asfaltujesz dla swoich strachów, drogę do siebie.
3.     Trzecią siłą są białe nasiona. Porzuć wszystko, co jest czarne: zło, zazdrość, zaborczość, chęć dominacji, nienawiść. Jeśli się pojawiają ich czarne nasiona, obserwuj je, wchłoń w serce i zamień w ten sposób na białe nasiona: miłość, współodczuwanie, służenie, szczerość, wrażliwość, uważność. Z białych nasion wyrosną białe kwiaty, wyrośniesz ty, twoja prawda, twoja pełna moc, uwolni się twój cały potencjał.
4.     Czwartą siłą jest wyrzeczenie się myśli skupionych na ego. Obserwuj je a jeśli cokolwiek się pojawi, odłącz się od tego. Każdej takiej myśli, natychmiast ścinaj głowę, nie zwlekaj, bo zwlekanie dodaje im energii.
5.     Piątą siłą jest dzielenie się dobrem, które się u ciebie pojawia. Gdy pojawia się miłość, natychmiast się nią podziel, gdy pojawia się uśmiech, radość, natychmiast tym obdzielaj, natychmiast poświęć to dla dobra innych. Obdarowywuj wszystko i wszystkich. W tej duchowej ekonomi jest taka zasada, że jeśli dajesz (bezwarunkowo, bezinteresownie), to otrzymujesz, im więcej dajesz, tym więcej otrzymujesz. To przeciwieństwo ekonomii z rzeczywistości zewnętrznej, bo tam, by mieć – gromadzisz, by mieć żebrzcież, kradniesz, udajesz sierotę, lub kupujesz za nieobecność, za nieszczęście, brak miłości, za zdrowie, itp.

Dzięki schodom, dzięki zrozumieniu, osiągasz szczyt, a z niego widzisz cały świat, kosmos, a przede wszystkim siebie. Ta głęboka znajomość sprawia, że potrafisz uzdrawiać swoje ciało, swój umysł, relacje, ale potrafisz też naprawiać świat. Jednak nie zrozumiesz tego, póki nie spojrzysz ze szczytu, póki nie doświadczysz. Tego nie można opanować tak jak wiedzę, tę drogę musisz przejść. Znajomość siebie to nie wiedza o sobie, to bycie sobą. Przejdź tę drogę, wejdź po schodach na górę, a się przekonasz, o czym mówię. W innym przypadku to niemożliwe. Dołącz do mnie w tej wspinaczce.

Piotr Kiewra, na podstawie Osho, Księga mądrości



sobota, 2 stycznia 2016

Szukając siebie

To, że nie wiesz, kim jesteś jest przyczyną wszystkich twoich problemów: cierpienia, nieszczęścia, braku miłości, braku zdrowia.

Człowiek jest jedyną istotą na ziemi, która szuka siebie. W jego głowie toczy się nieustanny, uporczywy i bolesny dialog, padają pytania i odpowiedzi.

W kontekście rzeczywistości, a przede wszystkim relacji z ludźmi – bycia wrażliwym na swoim własnym punkcie - poczucia własnej wartości, ciągle powtarza się pytanie: kim jestem?

Szukanie odpowiedzi trwa całe życie i nigdy ostatecznie taka odpowiedź nie jest gotowa. Nigdy nie jest … chyba, że przestaniemy się identyfikować z twórcą całego zamieszania, czyli umysłem, bo tak naprawdę na to pytanie nie ma odpowiedzi, lub odwrotnie jest ich miliony.

Nie może być odpowiedzi, bo umysł funkcjonuje na zasadzie porównań z innymi, a w tym nigdy nie będziemy się czuli dobrze, bo zawsze się znajdzie ktoś, kto nas przygniecie swoją urodą, elokwencją, sukcesami, tzw. „szczęściem”, lub choćby stanem konta, albo, wręcz odwrotnie, wszędzie napotkamy ludzi, którzy są większymi od nas sierotami, czy żebrakami, kogoś, kto bardziej niż my zasługuje na współczucie.

Trenerzy rozwoju osobistego, różni guru, autorzy poradników dla zagubionych wśród takich pytań, radzą: odkryj kim jesteś, bądź sobą. Lecz wielu z nich, prawie nikt tego nie mówi, by nie zadawać takich pytań dla własnego umysłu, bo to on jest źródłem problemów, bo on doprowadził do tego, że jesteśmy wszystkim i niczym, doprowadził nas do wiecznego chcenia, by być większym, bardziej znaczącym, bogatszym, interesującym, mądrzejszym, więcej wiedzącym, itd. To z jego powodu jesteśmy w ciągłej drodze, ciągle szukamy, ciągle mamy nadzieję i ciągle dowiadujemy się, że nic nie wiemy.

Myślę, więc jestem jest całkowicie fałszywe. A mimo, że takie jest, z uporem większość ludzi utożsamia się ze swoją myślą, a póki się z nią identyfikuje nie odkryje prawdy o sobie. Zdaj sobie z tego sprawę.

Jeśli uważasz, że wiesz kim jesteś, albo, że powinieneś się tego dowiedzieć, to znak, że nie wiesz i póki będzie w tobie przekonanie o tej powinności, to się nie dowiesz.

Wielu ludzi jest przekonanych, że wiedzą kim są, i że należy się pogodzić z jakąś konkretną wizją, np. byciem nieszczęśliwym, byciem niekochanym, że trzeba zaakceptować swoją karmę i mówią do siebie: jestem jaki jestem i nic na to nie poradzę, tak miało być, Bóg tak chce, taki mój los.

Problem w tym, że zgadzają się na nieprawdziwego siebie, bo przekonanie twojego umysłu na twój własny temat jest absolutnie nieprawdziwe. Twój umysł nigdy nie ma racji, żaden z ludzi – z nieświadomych ludzi, na twój temat też nie zna prawdy. Nie jesteś umysłem. Nie możesz się identyfikować z tym, co na twój temat mówi twoja własna głowa, bo w głowie nie ma prawdy, bo prawda nie jest myślą. Myśl jest osądem, wynikiem porównania, przekonaniem, prawdą większości, odbiciem znaczenia jakie masz w społeczeństwie, wyobrażeniem. Po prostu nie jesteś kimś, za kogo się uważasz i nie jesteś też kimś, kim chciałbyś być.

I właściwie to powinno wystarczyć. Nie musisz sobie zadawać więcej tego pytania, bo żaden ptak, żaden słoń i żadna mrówka sobie tego pytania nie zadaje, a jest sobą. Paradoks polega na tym, by przestać szukać siebie, a wtedy dowiesz się kim jesteś – poczujesz to. A gdy to poczujesz staniesz się wreszcie szczęśliwy.

Ktoś ci powiedział: szukaj a znajdziesz, więc szukasz. Lecz szukałeś nie tam, gdzie powinieneś i nie przy pomocy właściwego narzędzia. I niepotrzebnie szukałeś, bo już jesteś sobą, lecz dopóki szukasz, nim nie będziesz, bo dopóki szukasz, masz nadzieję być kimś innym niż jesteś. To obłęd.

Dopóki to pytanie w tobie ciągle się rodzi, nie ma szans na to wielkie odkrycie.
Póki się martwisz, czujesz się nieszczęśliwy, samotny, niekochany, póki cierpisz i masz problemy, póki jesteś niespokojny i pełen myśli – nie jesteś sobą. Nadal nie wiesz kim jesteś.

Komu zadać takie pytanie – kim jestem? Zapytaj, bez słów i myśli, swego istnienia, swojej największej głębi, swojej prawdy, nie swego umysłu. Ale nie musi to być pytanie, wystarczy obserwacja swego umysłu i twoja obecność w TERAZ.

Po czym możesz poznać siebie?
Gdy poczujesz radość, bezgraniczne szczęście, spokój, bezwarunkową miłość do siebie samego, połączenie ze wszystkim, gdy będziesz wolny od oczekiwań, od słów i myśli, to wtedy poczujesz, bez żadnych przymiotników: JA JESTEM. Wtedy będziesz sobą i odkryjesz, że zawsze nim byłeś i że poszukiwania oddalały cię od tego momentu.

Jeśli do tej pory nie zdawałeś sobie sprawy, co tak naprawdę jest celem twego życia, to zdaj sobie wreszcie z tego sprawę - celem jest twój rozwój, a rozwój to nic innego jak odkrycie tej duchowej prawdy - JA JESTEM.



Piotr Kiewra, na podstawie Eckhart Tolle, Nowa Ziemia oraz Osho*   


*Nie jestem ci w stanie wytłumaczyć i opisać drogi ku odpowiedzi, kim jesteś. Skorzystaj z drogi mistrzów: Osho, Eckharta Tolle i innych.

piątek, 18 grudnia 2015

Czarne i białe nasiona

Pragniesz dobra, miłości, pokoju, dobrobytu, zdrowia? Pragniesz by tymi wartościami żył świat?
Pragniesz tego całym sobą, mówisz o tym, myślisz, praktykujesz działania temu służące, czyli wysiewasz białe nasiona. Białe nasiona to źródło tych wartości, z nich wyrastają kwiaty i owoce twoich pragnień.
Lecz, czy tak jest naprawdę, czy wysiewasz rzeczywiście białe nasiona, czy jednak wysiewasz czarne nasiona? Czy przypadkiem, z powodu twojego niezrozumienia, nie wysiewasz tego, czego nie pragniesz, nie wysiewasz odwrotności tego, czego pragniesz?

Większość ludzi tak ma. Być może ty również.

Czy myślisz, czy koncentrujesz się na złych rzeczach, myślisz, mówisz o nieszczęściach, złu, nienawiści, strachu, chorobach, bólu, cierpieniu? To są czarne nasiona. A co gorsze, może walczysz ze złem, nauczasz o walce, motywujesz innych do walki, poznajesz zło, strach, nienawiść, by lepiej poznać przeciwnika? Może tak to właśnie argumentujesz. Może uważasz, że by zapanowało dobro, to trzeba zwyciężyć zło.

Tak, w ten sposób wysiewasz czarne nasiona. Osiągasz odwrotny efekt od zamierzonego. Niestety to jest pułapka, to jest ten paradoks, w który zaplątuje się większość. Pragną dobra i miłości, a krzewią zło i strach, wysiewają czarne nasiona zamiast białych.

Tak jest na poziomie twojego indywidualnego życia, tak jest i w całości.

Nie przejmuj się złem, nie skupiaj się na czarnych nasionach. Skup się wyłącznie na białych nasionach, a one zwyciężą, one wyrosną. Ty dodajesz energii nasionom, twoja myśl i działanie, twoja walka, karmią te nasiona.

Wysiewaj więc wyłącznie białe. Czarne pochłaniaj, wpuszczaj do swego serca, bo ono ma siłę poprawiania. Miłość tam tkwiąca ma zdolność przemieniania czarnych nasion na białe.

Całym sobą, myślą, mową i uczynkiem, siej białe nasiona. I dziel się ich kwiatami i owocami.


Piotr Kiewra 

sobota, 5 grudnia 2015

Leczenie czy samouzdrawianie?

*długo się zastanawiałem, jaką fotką wzbogacić ten materiał i nie znalazłem całkiem odpowiedniej w swoich zasobach, a mam zwyczaj posługiwania się swoimi własnymi zdjęciami, głównie ze świata przyrody. W końcu zdecydowałem się na tę.
To, co tu załączyłem jest moim ulubionym motywem: zdjęciem 700 letniego dębu, z Puszczy Rzepińskiej, w której mieszkam.

Jest ten dąb inspiracją dla mnie, no i jest okazem zdrowia i przykładem samouzdrawiania, bo przecież odniósł wiele ran, wiele razy ratował się z różnych opresji sam. Korzysta z arsenału środków, w które wyposażyła go natura. Wykorzystuje go lepiej niż inni i inne drzewa, stąd przetrwał te kilkaset lat. Niech zainspiruje również Ciebie! Ty też jesteś dobrze wyposażony. Uwierz!

Współczesna medycyna poznała klinicznie 22.542 choroby, skatalogowała je, uczy o nich swoich kolejnych adeptów i próbuje je leczyć …
Właśnie ... próbuje je leczyć. Dlaczego używam takiego zwrotu? O tym dzisiaj.

Pytanie, ile z tych chorób współczesna i jakakolwiek inna medycyna jest w stanie wyleczyć? Kto na to odpowie? Może lekarze? Może pacjenci im ufający? Może największe autorytety medyczne? Może nauka?
Otóż, współczesna medycyna, znane i uznane klasyczne medycyny, szamani, uzdrowiciele, jak i my sami nie jesteśmy wyleczyć żadnej z tych chorób. Ani jednej, dosłownie ani jednej sztuki z tych dwudziestu dwóch i pół tysiąca. Żadnej! Powtarzam – żadnej!

- Jak to? Co ty Piotrze pleciesz? Ach przestań! Co ty opowiadasz? – słyszę już te krzyki i zarzuty. - Przecież … - i tu padają różne argumenty.
I niech padają ich miliony, ale rację mam ja, bo medycyna nie jest w stanie wyleczyć żadnej choroby, z prostego powodu - nie może, bo nasze ciała mogą się leczyć jedynie same – mogą same odzyskiwać zdrowie, same się uzdrawiać .

Mogą to robić wykorzystując moc samo-ozdrowieńczą.  Nikt inny nie może leczyć, bo nie ma żadnych ku temu narzędzi. Tylko nasze ciała mają takie narzędzia.
Weźmy najprostszy przykład: zraniłeś się, otarłeś naskórek. Z rany sączy się krew. Po paru chwilach krwawienie samoczynnie ustaje, krew krzepnie. Po paru dniach z rany odpada strup, po jeszcze dłuższym czasie po ranie znika ostatni ślad. Przy większych i głębszych zranieniach – być może potrzebna będzie pomoc chirurga czy innego lekarza, ale proces gojenia się rany postępuje samoczynnie siłami organizmu. Tak jest w każdym innym schorzeniu, grypie, anginie, złamaniu, itd. Włączają się wszystkie mechanizmy obronne, naprawcze.

 Jeśli lekarzy uważa się za tych, którzy opanowali sztukę leczenia, jeżeli wmawia się ich pacjentom, iż lekarze cokolwiek leczą, to się nadużywa faktów. Leczyć się mogą tylko nasze organizmy same, nikt nie jest w stanie tego zrobić, bo nie ma takich narzędzi żeby leczyć. Lekarze mogą tylko wspomagać proces leczenia, usuwać przyczynę schorzenia, usuwać czynniki, które chorobę (najczęściej zestaw chorób) wywołały. Najczęściej nie czynią nawet tego, lecz jedynie kamuflują objawy.

Chciałbym tu podkreślić, że mówię o chorobach, a nie o urazach odniesionych w wypadkach, zdarzeniach losowych, w których są naprawiane rożne mechaniczne urazy, ale nawet w tych przypadkach to mechanizm samoleczący sobie z tym radzi. Potrzebna jest tu pomoc medycyny, ale ona tylko tu pomaga ciału się samo-naprawiać.

Prawda jest taka, że jedyną siłą leczącą jest nasze własne ciało, tylko ono dysponuje taką mocą, siłą samoozodrowieńczą i posiada tysiące narzędzi, by to robić.

Nasze ciało nie tylko potrafi się uzdrawiać, ale również informuje nas o swoich problemach, próbuje powiedzieć, co nam dolega, lokalizuje problem, diagnozuje go, a nawet podsuwa rozwiązania, czyli sposoby na to, byśmy temu ciału pomogli.

Jak możemy mu pomóc? Jedynie poprzez usunięcie przyczyn, czynników, które problem wywołują. A to my sami wywołujemy choroby i różne dysfunkcje, psujemy harmonię panującą wewnątrz naszych ciał. Czynimy to poprzez styl życia, sposób myślenia, przeciwstawianie się naturze, a więc brak poszanowania dla własnych ciał, szkodzenie mu w różny sposób.

Choroba jest informacją wysłaną przez ciało.

Choroba to rozharmonizowanie, a to ma swoją przyczynę.

Zatem najbardziej istotną rzeczą jest usunięcie przyczyny problemu. Skoro jest problem – choroba, to jest też jego przyczyna. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Usuwając przyczynę, usuwamy skutek, bo ciało samo zrobi resztę.

To jest właśnie samouzdrawianie: znalezienie przyczyny, reszta to już ufność.

Choroba, dolegliwość, a wcześniej symptomy rozwijających się problemów, symptomy rozharmonizowania są informacjami, sygnałami tego, że szkodzimy sobie samym. Jeśli jednak nie słuchamy, ciało wysyła coraz silniejsze informacje, coraz silniejsze ostrzeżenia, aż do choroby włącznie, a czasem potrzeba wielu chorób i to tych najgroźniejszych, by obudzić, by przestraszyć tego zawiadującego ciałem, by spowodować jakąś zmianę. Jeśli człowiek się nie obudzi o czasie, to będzie po nim, i tyle. Taki jest koszt „olewania” własnego ciała.

Sygnałów jest wiele, ale najpowszechniejszym jest ból. Ból jest nie tylko sygnałem ostrzegawczym, symptomem, ale jest też narzędziem do diagnozowania choroby, jest także lekiem.

Ból jest lekiem.

Gdy występuje ból to znak, że powstała jakaś przyczyna, która go wywołuje, albo, że ciało już „walczy z chorobą”, lub jedno i drugie łącznie.

W takich przypadkach są możliwe trzy następujące scenariusze:

1.     Możemy usunąć przyczynę powstania bólu (gdy taką odkryjemy, np. poprzez „rozmowę z ciałem”, czyli słuchanie jego mowy, jego informacji). O tych przyczynach i ich usuwaniu napiszę osobny materiał
2.     Możemy usunąć skutek pośredni, czyli. np. złogi toksyn odłożonych w stawach, w organach, w układzie trawiennym, itp., odblokować przepływ energii w kanałach energetycznych lub ich skrzyżowaniach, rozciągnąć przykurczone ścięgna lub mięśnie, możemy się zahartować …
3.     Możemy próbować likwidować objawy (ból i choroby), lub maskować ich występowanie.

Dlaczego mówię, że możemy próbować? Bo nigdy nam się to w pełni nie uda, bo zanim nie zlikwidujemy przyczyny, objawy nie znikną. Możemy usunąć ból, np. środkami przeciwbólowymi, lecz czy ból występuje bez przyczyny? Czy wystarczy usunąć ból i mieć problem z głowy? Czy czasem nie jest tak, iż usuwając ból robimy sobie większy kłopot? No własnie, tak jest. Usuwanie bólu, bez usunięcia jego przyczyny jest niebezpieczne dla zdrowia i życia. A niestety tak czynią miliony ludzi, pod kierunkiem swoich lekarzy …

Zgadnij, którym z tych powyższych działań zajmuje się medycyna. Najczęściej tym trzecim. Dlaczego? Bo w grę tu wchodzą olbrzymie pieniądze. Samouzdrawianie jest darmowe, a leczenie daje biliony dolarów – oto tajemnica, oto odpowiedź na pytanie: leczenie, czy samouzdrawianie.

„Jeśli nie wiemy o co chodzi, to chodzi o pieniądze”.

Na swoich wykładach często mówię, że medycyna zajmuje się chorobami, natomiast zdrowiem musimy się zająć my sami. Tylko my jesteśmy odpowiedzialni za swoje zdrowie, bo tylko my jesteśmy najbardziej zainteresowani tym, by zniknął ból, by egzystować w pełni zdrowia, w pełni swojego potencjału.

Gdy wzmocnimy ból, np. celowym działaniem, np. poprzez masaż, dotyk, oklepywanie, następuje przyspieszenie procesu samoleczenia. To znak, że ból leczy. On jest obecny w treningu sportowym, w większość procesów adaptacyjnych. To następny znak, iż jest lekiem.
Jednak proces samoleczenia może nie ustąpić, jeśli nie usunięta została przyczyna rozharmonizowania.

A co czynią ludzie z bólem? Eliminują go, tępią, usuwają swojego sprzymierzeńca narażając się na coraz poważniejsze kłopoty. Czynią to również lekarze, którzy powinni być świadomi, czym jest ból, jak potężnym jest narzędziem w rękach świadomego człowieka, kogoś, kto umie … słuchać siebie, umie słuchać i rozumieć naturę ludzkiego ciała.

Powie ktoś – przecież lekarze leczą, robią operacje, podają leki, trzymają człowieka w szpitalu …
Tak robią, tylko, że żadna z tych rzeczy nie jest leczeniem. Weźmy najprostszy przykład: skaleczyłeś się w palec. Pociekło trochę krwi. Boli. Właśnie dostałeś informację, iż wyrządziłeś szkodę. Reszta już nie należy do ciebie, ani do lekarza.  Organizm sam przystępuje do leczenia. Zatrzymuje krwawienie, zapobiega w międzyczasie zakażeniu, poprzez specjalne mechanizmy, części procesu samoleczącego. W końcu rana zaczyna się goić, zabliźnia się, znika – często bez śladu. 

No tak powie ktoś, ale woda utleniona, zaszycie rany …
Owszem pomagamy w ten sposób naszemu organizmowi, ale go nie leczymy. Woda utleniona nie leczy – usuwa jedynie bakterie z okolicy rany, chociaż organizm i tak by sobie z tym poradził. Lekarz szyje ranę, zatrzymuje krwotok, zapobiega zakażeniu, ale jednak nie leczy, cały proces gojenia rany i tak wykonuje sam organizm.
Operacje chirurgiczne są spóźnionym usuwaniem symptomów, chorób, chorych części ciała, lub są łataniem ciała uszkodzonego w wyniku jakiegoś zdarzenia. Nie mówię już o tym, że duża część tych operacji jest absolutnie nieuzasadniona, np., w przypadku bólów kręgosłupa (ok. 90% tych operacji jest nieuzasadnionych, wg źródeł niemieckich).

A leki? Np. antybiotyki? One też nie leczą. Wspomagają jedynie ten proces, np. usuwając przyczynę schorzenia – zakażenie, lecz znacznie częściej wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Z resztą wiele leków, próbując leczyć, próbując wyręczyć moc samo-ozdrowieńczą, osłabia organizm, nie mówiąc już o skutkach ubocznych, które znacznie więcej wyrządzają szkody niż czynią pożytku.

Gdy omijamy kurację antybiotykową nasz organizm uczy się znajdować i produkować czynniki odpornościowe – jest to proces, który trwa jakiś czas. Antybiotyki, inne leki, często przerywają ten proces i w ten sposób osłabiamy swój własny organizm, osłabiamy jego potencjał samoozdrowieńczy.

Mając świadomość wielkiej mocy samoozdrowieńczej, każdy człowiek może się stać swoim własnym uzdrowicielem, każdy człowiek może zarządzać swoim zdrowiem, być w stu procentach za siebie odpowiedzialnym, w tym i za zdrowie.

Niestety ludzie zaczynają zwracać uwagę na swoje zdrowie dopiero, gdy dotknie ich jakaś poważniejsza dolegliwość, ból, albo choroba, która się już ujawniła. Tacy są ludzie. Bardziej przejmują się „profilaktyką zdrowia” swoich samochodów, mieszkań, domów, dbaniem o swoje pieski, kotki i rybki, niż własnym zdrowiem. Biorą się za remont zdrowia, za leczenie, gdy się już ono popsuje, w sytuacjach krytycznych. A później mówią: „taki mój los”, „taki mój pech”.


To, co piszę nie jest atakiem na medycynę, każdą jej odmianę, jest jedynie zwróceniem uwagi na naszą własną za siebie odpowiedzialność. Jest propozycją obudzenia się, uświadomienia sobie, że to nasze działania, lub ich brak, to nasz sposób myślenia, to nasze traktowanie, lub obojętność wobec ciała są przyczyną naszych problemów ze zdrowiem. Zaufajmy naszym ciałom, odkryjmy język, którym one się z nami porozumiewają, by reagować, by się zmieniać, by zmieniać styl życia, sposób traktowania naszych ciał.

Nadmiernie ufamy medycynie, a to powoduje, iż nie dokonujemy zmian w swoim stylu życia odpowiednio wcześnie. Czekamy, co powie lekarz, czekamy … a sygnały są nam dane dużo wcześniej.

Dzisiaj młodzi ludzie – coraz młodsi, cierpią na cukrzycę, na choroby układu krążenia … cierpią, bo nie zauważają, albo nie chcą zauważać, co ma im do powiedzenia ich własne ciało.

Ciało człowieka dysponuje tysiącami sposobów radzenia sobie z problemami zdrowotnymi. Sporą część tych mechanizmów poznała i wykorzystuje medycyna chińska, a także współczesna medycyna.
Dla naszego dobra powinniśmy nauczyć się choćby malutkiej cząstki tego, by wykorzystywać w razie potrzeby.
Możemy wykorzystywać te mechanizmy, możemy się samo-uzdrawiać i to z najpoważniejszych chorób. Należy sobie jednak uświadomić potęgę, jaką się dysponuje, moc, jaka jest w naszym zasięgu.

Okazuje się, że mamy w swoich rękach wiele narzędzi. Dostaliśmy je w darze wraz z przyjściem na świat, czas, by je poznać  i wykorzystywać.  Wiele z tych mechanizmów wykorzystujemy podświadomie, nawet nie zdajemy sobie sprawy, że używamy jakiegoś mechanizmu samouzdrawiania, np. dotykając dłońmi bolącej głowy, stosując głodówkę w czasie choroby, wypowiadając słowo, czy raczej okrzyk: ACH!
Na You Tube, w specjalnym cyklu o samouzdrawianiu, kolejno publikuję filmiki z tymi sposobami, dzisiaj i tutaj wymienię tylko część tematów o samouzdrawianiu, które mogą ci pomóc zlokalizować problem  i pomóc sobie samemu.
Pamiętaj! Mówiąc o samouzdrawianiu, o potencjale tkwiącym w twoim ciele, w żadnym przypadku nie odstręczam się od medycyny, od lekarzy, od szpitali … Nie. Mówię tylko: Zaufaj sobie, zaufaj ciału, przestań mu szkodzić.

W jaki sposób mu szkodzisz?

Stylem życia: bezruchem, sposobem odżywiania, sposobem myślenia, a więc stresem, nadmierną higieną, rozhartowaniem poprzez zbyt wygodne życie i przegrzanie mieszkań, nieakceptacją siebie, brakiem zaufania do własnego ciała i jego mocy samoozdrowieńczej, a wręcz nieszanowaniem go, traktowaniem go toksynami, używkami i nadmiarem leków, przekraczaniem barier adaptacyjnych, np. poprzez sport wyczynowy, itd.

Skoro to styl życia i myślenia szkodzą, to możesz to naprawić, poprzez zmianę stylu życia i myślenia właśnie.

Ta zmiana, zrozumienie potrzeby tej zmiany i jej wdrożenie jest samouzdrawianiem właśnie.

Sposoby samouzdrawiania są często banalnie proste, ale nie wierzymy w to, bo tak się zaprogramowaliśmy, albo nie mamy wystarczającej wytrwałości w czekaniu na objawy podjętych zmian. A ze zdrowieniem jest tak, że pojawia się kryzys samoozdrowieńczy (a z nim strach, że coś jest nie tak, a taka jest właśnie natura) i na powrót do zdrowia trzeba poczekać tak jak się czeka na wiosnę: ona przyjdzie w odpowiednim czasie.  

Tak, twój brak zaufania szkodzi tobie samemu. Więc zaufaj. Gdy zaufasz, uzdrawianie będzie znacznie skuteczniejsze. Ufając, rozmawiając z własnym ciałem, odkryjesz, co jest przyczyną twoich problemów, a to jest najważniejsze, bo znając przyczyny – usuniesz je sam (pomoże ci w tym medycyna, lekarze, medycyna naturalna), a przy okazji rozwiniesz się, poznasz siebie, a to poznanie i zaakceptowanie jest jednym z najsilniejszych, jeśli nie najsilniejszym lekiem.

Poprzez rozmowę ze swoim ciałem, lepiej zrozumiesz siebie, poznasz tak naprawdę, czym jest życie, poznasz prawdy, które w tobie tkwią, lecz teraz je … „olewasz”.

Czym jest rozmowa z ciałem? Jest wsłuchiwaniem się w nie, jest obserwacją tego, co ma nam do przekazania, jest odbiorem sygnałów, które nam wysyła. Im jesteś bardziej uważny, im bardziej siebie kochasz, tym delikatniejsze sygnały jesteś w stanie odebrać, tym bogatsze informacje jesteś w stanie uzyskać.

Istniejesz jako całość: ciało, umysł i duch – istota, wewnętrzna prawda. Ty, jako istnienie, potrzebujesz harmonii miedzy tymi częściami ciebie. Gdy jej nie ma, twoja istota próbuje to zharmonizować, podsuwa ci rozwiązania: prosi cię o akceptację, sugeruje wypełnienie się miłością, a gdy ich nie słuchasz, to daje ci silniejsze sygnały – smutek, problemy, cierpienie, by cię naprowadzić, by ci to uświadomić. Robi to również w porozumieniu z twoim ciałem poprzez instynkt, wtedy pojawia się ból, dyskomfort, znaki na skórze, zmęczenie i wiele innych, coraz silniejszych, już głębiej w twoim ciele, w organach, w komórkach.
Twojej intuicji, wewnętrznej prawdzie, twojemu instynktowi opiera się twój własny umysł, zagłusza ten wewnętrzny głos, zamiast ufać, sieje niewiarę.
Gdy twój umysł jest zbyt pewny siebie, gdy jest w silnej opozycji wobec twojego wnętrza, pojawia się strach i wtedy twoje prawdziwe problemy się zaczynają na dobre, bo to „strach sieje choroby”. Czyli choroby są wywoływane mentalnie. Zgadza się z tym medycyna, przyznając, iż przyczyny chorób są … psychosomatyczne.

Podstawowym, zatem sposobem samuzdrawiania jest pozbycie się strachu, lęków.
Tak naprawdę samozdrawianie jest duchowym harmonizowaniem się, jest ograniczaniem władzy ego, umysłu, a budzeniem świadomości, bardziej wnikliwym i uważnym wsłuchiwaniem się w siebie, w swój wewnętrzny głos.

Sposobów samouzdrawiania jest tysiące, i ciągle pojawiają się nowe, bo dla każdego człowieka sposób może być inny, bo każdy człowiek jest inny i ma inny problem.
Oto podstawowe sposoby samouzdrawiania:
·        Pokochanie siebie, pełna akceptacja siebie takiego, jakim jesteś
·        Pozbycie się strachu, lęków (stres),
·        Uznanie, iż to nasze ego (myślenie) jest przyczyną naszych problemów ze zdrowiem, z nadwagą, to ego (umysł) tworzy problemy, wszelkie problemy: tworzy braki, poczucie osamotnienia, nudę, brak poczucia własnej wartości, mnoży potrzeby, na których zaspokajaniu trawisz życie mając ciągle topiącą się nadzieję, że ich zaspokojenie cię uszczęśliwi
·        Bycie w tu i teraz
·        Radość
·        Zrozumienie, że szczęście jest naszą naturą, a nieszczęście naszym wyborem. Tak samo jest ze zdrowiem – to choroba jest naszym wyborem: jesteś chory, bo przyciągnąłeś chorobę, chciałeś jej, bo przynosi ci profity (współczucie twoich bliskich, zainteresowanie tobą i twoimi problemami, choroba cię dowartościowuje w oczach otoczenia)
·        Umiejętność odkrywania źródła bólu
·        Medytacja
·        Medytacje dynamiczne (uwolnienie ciała i podświadomego umysłu z napięć, z wypartych ze świadomości treści)   
·        Uważność, jako umiejętność rozpoznawania mowy ciała, instynktownych sygnałów wysyłanych przez ciało – „rozmowa” z ciałem
·        Uważność, jako umiejętność rozpoznawania znaków widzianych w lustrze świata zewnętrznego po to, by z przeszłości i przyszłości sprowadzić siebie do teraźniejszości
·        Obserwacja siebie
·        Odkrycie swojej prawdziwej natury, prawdy o sobie, rezygnacja z dostosowywania się do otoczenia, do innych ludzi, do nakładania masek, by grać, by zaspakajać czyjeś oczekiwania, a nie swoje potrzeby
·        Zharmonizowanie się z naturą: naturalny sposób odżywiania, oczyszczenie ciała i umysłu z toksyn wyprodukowanych przez cywilizację, życie w harmonii z naturą, z cyklami dobowymi, rocznymi, z przemianami pór roku, w harmonii ze słońcem, korzystanie z żywej wody a nie z przetworzonych jej substytutów (nawet ugotowana woda jest przetworzonym substytutem)
·        Odblokowywanie dróg energetycznych w ciele i przepływu energii poprzez ciało: dotyk, oklepywanie (paida), przytulanie się, automasaż, lajin, reiki, jak najczęstsze chodzenie na boso, i wiele innych
·        Ruch
·        Rozluźnienie (min. Streching, lajin), obserwacja oddechu, świadome oddychanie, „Ach”
·        Odkrycie tego, iż cierpienie jest nam dane, by nas motywować do zmian, by odkrywać swoją prawdę, by się nauczyć słuchać swojego wewnętrznego głosu a nie tysięcy sprzecznych głosów ze świata zewnętrznego
·        Twoje myślenie nie jest twoją prawdą
·        Bycie otwartym, pozwolenie na przepływ (pusty bambus)
·        Ufność wobec rzeki życia, poddanie się życiu

Czyli mówiąc najprościej: zmiana stylu życia, bo to wszystko, co wymieniłem powyżej jest życiem w określony sposób – jest jego stylem. Zmień ten styl, a odwrócisz niekorzystne dla ciebie, dla twojego ciała tendencje – uzdrowisz się.

Tym jest właśnie samouzdrawianie: zrozumieniem popartym działaniem – zmianą.

Piotr Kiewra

Oto jeden z moich  filmików na YouTube o samouzdrawianiu. Jest tam już ich kilkadziesiąt.

niedziela, 15 listopada 2015

Zaufanie

„Twoja wiara cię uzdrowiła.”

Jezus

Chorujesz, jesteś otyły, żyjesz w stresie, w ubóstwie, w smutku, bo nie ufasz. Jesteś przepełniony strachem, całe życie poszukujesz miłości i nie możesz jej znaleźć, bo nie ma w tobie zaufania. Twoje marzenia i cele nie realizują się, bo nie jesteś ufny. Dostrzegasz na świecie więcej zła, właściwie samo zło, bo nie kierujesz się ufnością. Oczekujesz wiele od świata, od ludzi, a tak naprawdę żebrzesz o współczucie, o zainteresowanie, o miłość, o przyjaźń, o przytulenie, żebrzesz w największym trudzie, cierpieniu, braku nadziei nawet o przychylne spojrzenie …

Dlaczego? Bo nie ufasz.

Komu, albo czemu miałbyś ufać?

Zaufanie, wiara zaczyna się wtedy, gdy odnajdziesz ufność w sobie, gdy sobie zaufasz. Gdy tak się stanie, w twoim życiu następuje wiele zmian: świat i ludzie stają się dobrzy, dba o ciebie, odpowiada na twoje prośby i modlitwy Bóg. Pojawia się w twoim życiu radość, twoje ciało zaczyna się samouzdrawiać.

Twoja przemiana naprawdę staje się wielka: znikają oczekiwania, plany i rytualne marzenia, a pojawia się samoistne szczęście, zjawia się miłość.

Ufając stajesz się spontaniczny. Masz wrażenie, że płyniesz przez życie - w rzece życia i nie musisz wiosłować, sterować, walczyć, a i tak dopłyniesz do oceanu.

Gdy ufność jest w tobie, już jesteś w oceanie miłości, wolności, radości i zdrowia.

Ufność jest duchowym lekiem.

Ona w tobie jest i zawsze była, lecz zakryłeś ją oczekiwaniami, strachem, nadzieją, próbami uwierzenia …

Podstawą jest zaufanie do siebie.

Gdy taką ufność odkryjesz, twoje ciało stanie się zdrowe, bo twoje choroby i ból biorą się z tego, że mu nie ufasz. Twoje ciało ma tysiące mechanizmów służących samouzdrawianiu, ono tak naprawdę jest zdrowe, a choroby są twoim wyborem, ty sam je zaprogramowałeś swoją niewiarą, swoim stylem życia opartym na nieufności, na walce.

Naturą twego ciała jest zdrowie. Zaufaj naturze!

Twoją naturą jest zdrowie. Zaufaj swojej naturze!

Wewnątrz ciebie jest zaufanie i jest wszystko, co najlepsze. Znajdziesz to, gdy tam zajrzysz. Nie znajdziesz tam choroby, ubóstwa, nieszczęścia, smutku, strachu.

Zaufaj!

Odkrycie ufności to jest cel twego rozwoju, to jest cel twego życia.

Jeśli nie zaufasz życiu, sobie, zmarnujesz życie, zniszczysz prawdę o sobie, a podtrzymasz lub powiększysz żebraka, którym do tej pory byłeś.

Zaufanie to duchowy lek na wszystko.

Co jest przeszkodą w tym duchowym odkryciu?

Tylko i wyłącznie twoje myśli. One się starają zabić twoje zaufanie do siebie i do życia, a sugerują ci wiarę w naukę, w autorytety, w politykę, w ludzi i w walkę, jako sposób na osiąganie. Twoje myśli są jedyną przeszkodą, bo to one również upajają cię przekonaniem, że one same są jedynym, co istnieje, że to one są prawdą …

A nie są. Wręcz przeciwnie, są fałszem, są chmurami zasłaniającymi prawdę, światło: ufność, miłość, radość …

Możesz mieć albo myśli, albo ufność; albo myśli, albo miłość.

Możesz mieć myśli, albo zdrowie.

Możesz mieć myśli, albo stan bez myśli – świadomość.
Dopóki nie nauczysz się – nie odkryjesz stanu niezachmurzonej przez myśli świadomości, będziesz żebrać o wszystko i będziesz próbować wierzyć.

Największy uzdrowiciel w dziejach uzdrawiał wyłącznie tych, którzy ufali, a nie tych, co próbowali wierzyć. Oni sami siebie uzdrowili, a on dał im światło zrozumienia, czyli pomógł odchmurzyć świadomość z myśli.

Jeśli zaufasz, ty staniesz się największym uzdrowicielem, swoim uzdrowicielem. Uzdrowisz swoje życie.

Ufność uzdrawia też ciało. Gdy z num porozmawiasz i mu zaufasz, zdrowe ciało pomoże ci odkryć pełnię ufności.


Piotr Kiewra 

środa, 7 października 2015

Najlepszy na świecie lekarz

Czy znasz najlepszego lekarza na świecie? Pewnie chciałbyś go poznać? W takim razie napiszę ci do niego skierowanie …

Tak, na pewno mieszka on gdzieś w twoim otoczeniu, lecz trudno go rozpoznać, bo tyle wokół niego i w tobie zamieszania, tyle słów, przekonań, które kierują cię w złą stronę …

Otóż najlepszy lekarz to ktoś, kto:
·        Dba o twoje zdrowie, a nie zajmuje się twoimi chorobami (tym zajmują się zwykli lekarze)
·        Dba o twoje zdrowie, a nie o swoją kieszeń lub zyski współczesnej medycyny i przemysłu farmaceutycznego
·        Dba o twój styl życia, a więc zaleca ci wyeliminowanie wszystkiego, co ci szkodzi
·        Motywuje do zmian stylu życia i jest przy tobie w trudnych momentach
·        Jest też bardziej lub mniej twoim nadwornym psychologiem i duchowym przewodnikiem, który uświadamia ci, że do rozharmonizowania zdrowia twojego ciała prowadzi przede wszystkim negatywne myślenie, brak poczucia własnej wartości, zmartwienia, niekochanie - nieakceptowanie siebie, a więc lęki i strach, oczekiwania wobec innych i świata
·        Nie ulega reklamom leków i słowom zwykłych lekarzy, kształtujących w tobie przekonanie, iż tylko współczesna medycyna (czytaj leki z apteki) mogą przywrócić i utrzymać twoje zdrowie
·        Dba o twój sposób odżywiania, by było ono jak najbardziej zbliżone do odżywiania naturalnego, z jak najmniejszą ilością żywności przetworzonej
·        Potrafi odkryć przyczyny twoich chorób, a przede wszystkim je eliminować, lub przynajmniej minimalizować ich wpływ na ciebie
·        Swoim autorytetem sprawia, iż traktujesz swoje ciało jak „świątynię swego ducha”, co oznacza, iż zdajesz sobie sprawę, że w stronę zdrowia prowadzi cię radość, miłość, rozluźnienie, a nie smutek, strach i napięcie
·        Poznaje i stosuje wobec ciebie wszystkie najbardziej skuteczne sposoby przywracania i utrzymania twego zdrowia, w tym medycynę naturalną, jako tę najbardziej przyjazną i bez skutków ubocznych
·        Motywuje cię do odpowiedniej dla ciebie, systematycznej dawki ruchu, picia odpowiedniej ilości wody, bieżącego oczyszczania się z toksyn
·        Sprawia, że ufasz sobie, twojej naturalnej, wrodzonej mocy samouzdrawiania, nauczył cię rozmów z własnym ciałem i słuchania jego mądrości
·        Sprawia, iż doceniasz sposób myślenia, duchowość, medytację, jako wyznaczniki stylu życia, a więc i zdrowia
·        Nauczył cię fundametalnej zasady, iż to ty jesteś kowalem swego losu i właśnie przez styl życia sprawiasz, iż jesteś zdrowy lub kreujesz swoje choroby, a skoro tak, to tylko ty jesteś w stanie je uleczyć
·        Najlepszy na świecie lekarz nie bierze pieniędzy za leczenie chorób, jemu się płaci za utrzymywanie pełni zdrowia.

Czy już wiesz, czy już odnalazłeś w swoim otoczeniu najlepszego na świecie lekarza? Tak, …

Ty jesteś najlepszym na świecie lekarzem.

Jeśli nie wierzysz w to, to czas zaufać sobie, czas poznać całą swoją prawdę i w nią uwierzyć, bo kiedyś powiedziano: „ twoja wiara cię uleczyła”, a ci którzy uwierzyli, doświadczyli.

Dlaczego miałbyś ufać? Bo przyczyny wszystkich twoich chorób są w tobie, a więc i wszystkie sposoby leczenia masz w rękach.

Mądrość oznacza poznanie prawdy, więc mądrze korzystaj z rad. Twoja własna mądrość (intuicja, mądrość twego ciała, mądrość natury) potrafi rozeznać, które z rad są dla ciebie właściwe i przynoszą ci korzyść. Mądrość oznacza też, iż mądrze korzystasz z rad zwykłych lekarzy i ich sposobów obchodzenia się z twoimi chorobami.

Mądrość oznacza, iż wiesz, z czego wynikają twoje choroby oraz to, iż potrafisz się z nich samouzdrawiać.

Przede wszystkim zaś, mądrość najlepszego na świecie lekarza, polega na utrzymywaniu się w stanie zdrowia, na podtrzymywaniu i poprawie swojego potencjału zdrowia.

I tylko za to płać najlepszemu na świecie lekarzowi – za utrzymywanie cię w zdrowiu. Płać temu lekarzowi radością, miłością, ufnością, akceptacją. Płać mu PRZED a nie PO. Za taką zapłatę otrzymasz wolność od chorób i w ogóle WOLNOŚĆ.


Piotr Kiewra