czwartek, 3 maja 2018

Doświadczanie, a świat informacji, czyli niebezpieczeństwa wirtualnego życia


Takie mam spostrzeżenie: internet jest niebezpieczny.
Większość ludzi sądzi, że zdobywając wiedzę przez internet i w ogóle zdobywając wiedzę, stajemy się mądrzejsi. Jest wręcz przeciwnie, stajemy się głupsi, bo ta cała wiedza nie jest naszym doświadczeniem, nie jest nasza, jest cudza.
Internet jest niebezpieczny, bo tworzy głupców, media społecznościowe tworzą głupców. Spotykam tam takie pytania: Jak wyzdrowieć z jakiejś tam choroby? Co jeść, by schudnąć? Co jeść, by nie przytyć? Jak wzmocnić odporność? Jakie leki polecacie na … to i owo? Jaki suplement wziąć, bo uważam, że za długo śpię? W jakim banku założyć konto? Jaka pogoda będzie na weekend, bo …? Jakie buty kupić? Jak oceniacie moje szanse by wejść na Świnicę, albo przebiec maraton? Czy mój siedmioletni syn da radę wejść na Rysy, albo Świnicę w Tatrach? Czy warto kupić, taki to, a taki telewizor, czy samochód? Czy warto zmienić pracę? Jaki serial mogę obejrzeć dzisiaj wieczorem? Jaki mecz … Itd., itp.
Mądrość zdobywa się poprzez swoje własne doświadczenie. Jeśli żyje się z dala od prawdziwego życia, żyje się w strachu przed prawdą życia, to nie da się stać mądrym. Mądrość to doświadczenie, a nie ilość zdobytych informacji.
Tytuły naukowe nie dodają ludziom mądrości, świadczą jedynie o ilości przyswojonej wiedzy, często zdobytej wyłacznie przez studiowanie, czytanie, przeglądanie cudzych informacji, zdarza się, że fałszywych, przejętych od innych poszukiwaczy informacji, lub od producentów informacji, czy wręcz od ich fałszerzy, od głupców.
Jeśli unika się błota, bakterii, deszczu, zimna, chorych ludzi, to nie da się zbudować odporności na choroby. Jeśli nie uprawia się ruchu, jeśli samemu się nie biega, nie ćwiczy, to nie da się zdobywając wiedzę o treningu usprawnić ciała. Ruchu, biegania, ćwiczeń trzeba doświadczyć. Nie można zostać maratończykiem, czy skoczkiem narciarskim oglądając zawody w telewizji, czy czytając o tym w internecie. A na tym własnie ludzie opierają swoje życie, w różnych jego przejawach, na cudzych informacjach, na cudzych doświadczeniach.
Człowiek zdobywa doświadczenie, życiową mądrość, poprzez dotykanie rzeczy, poprzez popełnianie błędów, poprzez upadki.
Człowiek staje się mądry, gdy jest w stanie zaufać sobie, a jest w stanie zaufać, gdy poznał siebie. Jak ma poznać siebie, szukając informacji w internecie i unikając kontaktu ze sobą samym, ze swoim ciałem, nie słuchając go, jego podszeptów, jego bólu, jego informacji? Jak ma poznać swoją psychikę, swego ducha, nie przyglądając się sobie, nie wnikając do swego wnetrza, lecz szukając informacji?
Dziecko, któremu rodzice nie pozwalają się bawić na podwórku, bo może upaść, nie zdobędzie potrzebnego doświadczenia i sprawności by sobie poradzić w razie, gdy taki upadek się zdarzy. Wychowanie bez stresu, bez upadków, bez swoich własnych oparzeń, skaleczeń, ran, złamań, porażek, tworzy głupców, ludzi niezdolnych do samodzielnego życia, tak naprawdę tworzy niewolników. Tacy ludzie są uzależnieni od innych ludzi, od opieki rodziców, urzędników, państwa, od społeczeństwa, od polityków, od nieprzydatnych informacji, itd.
Człowiek, który nie doświadcza trudów życia, nie zdobywa świata, nie utrzymuje bezpośrednich relacji z wielką ilością różnych ludzi, z różnych środowisk, różnych kultur, nie zna życia. Zna jedynie jego namiastki. Ktoś kto nie wdrapał się na wielką górę i się z niej nie stoczył, nie wie, czym jest upadek i nie wie, czym jest poznawanie przez doświadczenie. Ktoś kto nie zna bólu, bo cały czas go uśmierza, nie ma szansy, by poznać prawdę, jest uzależniony, ma fałszywy obraz świata. Nie może rozpoznać choroby, która go toczy, bo zlikwidował porozumienie ze swoim ciałem, wziął narkotyk, upił się, bo zawierzył reklamie, zawierzył cudzej opinii i radzie. Środki przeciwbólowe znieczulają, bo tak naprawdę działają jak narkotyk, jak alkohol, odseparowują od rzeczywistości, od jej części. Oddalają jedyne prawdziwe informacje, które do nas przychodzą, od naszego ciała, serca i ducha. Zabijamy w sobie radość życia, spokój, ciszę, chmurami intensywnego życia, sztucznego, pełnego bezwartościowego zlepka różnej wiedzy.
Jest podglądaczem, jest martwym człowiekiem.
Ktoś, komu się wydaje, że informacja jest wszystkim, to niewolnik systemu.
Inteligencja nie jest sumą wiedzy. Inteligencja to umiejętność poszukiwania, doświadczania. To odwaga dotykania rzeczy, świata, innych ludzi, dotykania niebezpieczeństw. Do niej prowadzi głód poznawania, bezpośredniego poznawania, nie poprzez media, telewizor, reklamy, informacje, czy internet, a w nim media społecznościowe.
Nie da się odnaleźć szczęścia nie poznając siebie. Nie można poznać siebie uciekając od siebie w świat wirtualny, w zdobywanie informacji o świecie. Poznać siebie można poznając świat w sposób bezpośredni. Inteligencja to potencjał używany w tych poszukiwaniach, a mądrość to suma tych doświadczeń i umiejętność ich wykorzystania.
Odkrywanie świata, suma doświadczeń ma celu poznanie siebie. Najmądrzejsi ludzie w historii świata – mędrcy, to ludzie, którzy poznali siebie. Poznali prawdę, bo tylko tam ona jest. Prawdę można poczuć, trzeba jej doświadczyć, nie da się jej dostać korzystając z definicji, z informacji, z czytania, oglądania, z rozmów z mądrymi ludźmi. Nawet czytanie o mędrcach, nie zaprowadzi do mądrości, bo nadal będzie to cudza mądrość.
Jedyna droga do niej to doświadczanie.
Jak można wyrobić sobie opinię o butach słuchając cudzej opinii. Przecież nasza stopa jest zupełnie inna, ma inną charakterystykę, inną budowę, inaczej stawiamy stopy na podłożu, mamy inną technikę chodu. Itd., itd. Ile może być warta taka opinia.?
Pytają ludzie czy ich dziecko wejdzie na najwyższy szczyt w Polsce. A kto ma im odpowiedzieć? Zupełnie obcy człowiek, który nie zna ich dziecka, jego psychiki, sprawności ciała, wytrzymałości, nie wie nic o jego uważności, zdyscyplinowaniu, itd., itd. ma powiedzieć, czy ono da radę. Wg mnie takie pytania świadczą o dziecinności, głupocie pytających, o kompletnym braku własnego doświadczenia. Te pytania świadczą, że ich życie toczy się w sposób wirtualny, na odległość od rzeczywistości. Ich życie to tylko zestaw informacji z internetu, to ileś tam przeglądniętych zdjęc i filmów, ileś przeczytanych nagłówków i … chora ambicja. Ambicja, by normalnie żyć w oparciu o komputer czy telewizor, to chora ambicja.
Dzisiejszy świat jest chory, staliśmy się poszukiwaczami informacji, a nie ludźmi autentycznie żyjącymi.
Tylko głupiec żyje w oparciu o informacje i to cudze, niezweryfikowane własnym  doświadczeniem.
Mądry człowiek żyje, czyli doświadcza.
Głupiec nie żyje – jest martwy za życia. Jest maszyną przypominającą to, w czym się zauroczył, czyli komputerem, jego częścią, twardym dyskiem, niczym więcej. Martwą, bezduszną maszyną, wypełnioną bezwartościowymi informacjami. Maszyną chorą, bo niezdolną do życia.
Czemu człowiek współczesny, cywilzowany stał się głupcem? Dlaczego porzucił drogę, którą szedł przez miliony lat, drogę doświadczania? Bo porzucił drogę ufności wobec życia, wobec siebie. Więc nie ufa już nikomu i niczemu, dlatego ciągle pyta i w sumie w nic nie wierzy i nie ma żadnej nadziei. Z tego to właśnie wynika.
Odpowiedziami są doświadczenia. Gdy znikły doświadczenia, pozostają same pytania: naiwne, głupie, bezsensowne.
I to by było na tyle.
Może nie, jeszcze nie wszystko. Co w związku z tym człowiekowi pozostało? Być sobą. Tylko to. Być sobą, ale w oparciu o swoją prawdę, a nie o informacje. W tej sprawie liczy się relacja z samym sobą, a nie ucieczki od siebie w internet i informacje. Ludzie szukają za wszelką cenę relacji z innym człowiekim, a ponieważ wirtualnie poznali siebie, wirtualnie poznają też innego człowieka. Dlatego są rozczarowani. Brakuje im bliskości z innym człowiekiem, bo bliskość z innymi zaczyna się od bliskości z samym sobą, a ta się nie zdarzy, gdy uciekamy od siebie.
Te zadawane pytania poprzez internet, to nic innego jak desperacka próba nawiązania relacji z innym człowiekiem. Te pytania są naiwne, bo nie o to chodzi, by wiedzieć, lecz by nawiązać kontakt, by ktoś nam współczuł, a nie by udzielił informacji. Tworzy się błędne koło, bo zamiast autentyzmu są tylko pozory, zamiast relacji opartej na więzi uczuciowej jest gra, zabieganie o zainteresowanie, a nie bliskość. Internet jest niebezpieczny, bo daje iluzję kontaktu z innym człowiekiem, ale jest kontakt przy użyciu słów, czyli informacji, nie ma w tym cienia prawdy, bo nie ma uczucia. Słowa nie są prawdą, nie niosą niczego z prawdy o człowieku, niosą tylko dźwięki i informacje. Informacja to tylko informacja – pustka, nic więcej.
Dlatego człowiek jest dziś tak sfrustrowany, przepełniony strachem, w depresji, nie potrafi zasnąć. Dlatego choruje, dlatego szuka pomocy terapeutów, przechodzi tysiące szkoleń, bierze leki, pije alkohol, zażywa narkotyki i ogląda telewizję … bo nie jest sobą. Jest zlepkiem fałszywych informacji o sobie, a nieprawda o sobie boli. To nie prawda boli. Jest zupełnie odwrotnie.
Wszystko jest odwrotnie.

Piotr Kiewra

sobota, 7 kwietnia 2018

Umysł zbiorowy w „spiskowych teoriach”


- Piotr, czy ty wierzysz w teorie spiskowe? – zapytała ciocia przejęta nowymi sensacjami jej koleżanek.

- Co za różnica, czy wierzę, czy nie? One mnie nie dotykają. Nauczyłem się akceptować wszystko, co do mnie dociera. Dzięki temu to przeze mnie przepływa, nie zatrzymuje się i mi nie dokucza, nie boli mnie. W ten sposób nie zanoszę swego bólu dla świata. Nie sieję, nie zaszczepiam nigdzie bólu, nie sieję też strachu. – odpowiedział.

- No, ale, wiesz … są rzeczy, są fakty, którym trzeba się przeciwstawiać, nie można ich zostawić, ot tak sobie, bo szkodzą, są wymierzone przeciwko człowiekowi, niszczą świat. Nie można być takim obojętnym. Chcesz być sprytny i wyrzuciłeś telewizor, i uważasz, że wszystko jest w porządku, bo jak czegoś nie wiesz, to to nie istnieje … i ciebie nie dotyka. To jest, po prostu, ucieczka i jak wszyscy tacy będą, to elity będą robić, co chcą, zniszczą nas. Kto im wtedy przeszkodzi, kto z tym będzie walczyć, jak wszyscy schowają się po kątach, a oni po kolei będą nam podrzynać gardła?  Będą nas zabijać szczepionkami, rozpylać bezkarnie chemitrials, niszczyć prawdziwą medycynę, z lekarzy czynić wypisywaczy recept chemicznych, trujących leków, kłamstwami w reklamach wcisną nam wszystko, do końca zatrują żywność, zrobią z nas niewolników, staniemy się zwierzętami, a nie ludźmi, maszynami, które im służą do ich celów. Chcą zdziesiątkować populację, chcą skrócić nasze życie, zabrać nam emerytury, wykończyć nas chorobami. Produkują coraz droższe towary, coraz gorszej jakości, by coraz bardziej nakręcać sprzedaż, by zarabiali coraz więcej. Czy zgadzasz się na to? Ludzi trzeba obudzić, mówić im prawdę. Czy uważasz, że to nie jest spisek?

- Ciociu, prawda jest jeszcze gorsza. Ty znasz tylko część tego spisku, uległaś temu, co widać i słychać. Lecz jest jeszcze druga tego część, znacznie bardziej niebezpieczna i ty bierzesz udział w tym spisku. Stałaś się bezwiednie, bezwolnie, jego częścią i wspierasz go.

- Co? Ja?

- Tak. Stałaś się umysłem zbiorowym. I teraz każda plotka, lub – to nie ma znaczenia - każdy fakt, powoduje, że narastają w tobie - przywołujesz wrogie, waleczne, agresywne myśli. Narasta w tobie strach, fobia, złość, nienawiść, a wyzbywasz się resztek miłości, akceptacji, zaufania. Wypełniasz się złą energią i stajesz się taka sama, jak ci, przeciwko, którym chcesz walczyć.

I powiem ci, taki jest właśnie zamysł tych elit. W ten sposób chcą cię w to wciągnąć, mentalnie zaangażować, wypełnić takimi energiami i stajesz się wtedy ich wspólnikiem. Działasz z nimi w jednym szeregu, rozsiewasz tą złą energię, siejesz strach, nienawiść, ujmujesz pola dla miłości. Poobserwuj siebie, swoje koleżanki. Stałyście się maszynami, niewolniczkami wiadomości, plotek, czy faktów i chodzicie nabuzowane, a nie zauważyłyście w ogóle wiosny, tego, że śpiewają ptaki. Kogo ostatnio obdarowałyście miłością, ciepłem? Co dobrego wysłałyście w świat? Kogo i co zaakceptowałyście takim, jakie jest?

Ktoś dawno odkrył coś takiego jak umysł zbiorowy i poprzez media, poprzez prawdziwe i fałszywe informacje steruje światem. Wystarczy, że puszczą informację o globalnym ociepleniu i że to spowoduje kataklizm. Ludzie zaczynają się tego bać, wizualizują to i tym globalnym strachem, tą zbiorową myślą kreują zamierzony efekt. Ktoś tysiące lat temu odkrył, że tym narzędziem da się rządzić światem, wystarczy wzbudzić strach. Nie zauważyłaś, że zawsze dostajesz to, czego się lękasz. To biblijna prawda. Jeśli boisz się przeziębienia, to się przeziębisz, a grypa się rozprzestrzenia jak tsunami właśnie dzięki lękowi … Jeśli boisz się straty, to stracisz ...


Narzędziem do kreowania jest kłamstwo lub informacja i medium ogólnoświatowe, gdzie powiela się ta myśl, a reszta dzieje się dzięki tobie, twoim koleżankom. Stajecie się w ten sposób żołnierzami zła. Waszymi karabinami i atomowymi bombami są wasze myśli. Stajecie się groźne, gdy jest was więcej, im bardziej się jednoczycie i skrzykujecie przeciwko elicie, tym bardziej im sprzyjacie, tym głośniej się oni śmieją. Mogą oni wtedy odstawić swoją broń, nie muszą najmować prawdziwych żołnierzy i ich żywić, płacić im żołdu, wasz umysł zbiorowy to zadanie wypełni. Wy walczycie, burzycie, a oni się bawią, sączą swoje lemoniadki, zajadają ciasteczka, relaksują swoje głowy. Co jakiś czas rzucą jakąś myśl, a dzięki mediom staje się ona zbiorowym ciałem. I to tak działa. Więc walcz ciociu! Mnie do tego nie namówisz. Znasz moje podejście, znasz moje „tak”. Jak widzisz, nawet twojemu zbiorowemu umysłowi mówię „tak”, bo tym „tak” nie dodaję mu siły, a wręcz osłabiam.


Widzę to po tobie ciociu, bo się topisz jak lód. Twoja złość i nienawiść się topi. Widzę natomiast, że mocniej ci bije serce, nie to od krwi, ale to pompujące uczucia. Wyraźnie to widzę i czuję. – powiedział to ze śmiechem.


Piotr Kiewra

środa, 28 marca 2018

Psychika zdrowia i choroby, czyli o tym, że chcesz być chory


Hipokrates, ojciec medycyny, powiedział dawno temu adeptom medycznej sztuki:

Zanim podejmiesz się leczenia kogoś, powinieneś najpierw go zapytać, czy jest gotów pozostawić za sobą wszystko to, co sprawiło, że zachorował.

Czy w związku z tym, czy ty jako pacjent, jako człowiek chory, jesteś na to gotów?

Czy naprawdę jesteś gotów porzucić to wszystko, co wywołało twoją chorobę?

Wydaje ci się, że tak, że jesteś gotów. A może ci się wydaje, że nigdy nie pragnąłeś choroby, że nigdy nie podjąłeś takiej decyzji, by zachorować?

I tu się mylisz! Tak, podjąłeś taką decyzję, bo choroba jest dla ciebie korzystna.  90 – 95% ludzi, takie podejmuje decyzje. Problem w tym, że są to podświadome decyzje.

Zdrowie jest twoją naturą.

 Choroba jest twoim wyborem - jest twoim podświadomym wyborem.

Bez niej byłbyś innym człowiekiem, mniej lubianym, mniej akceptowanym, nie zaznałbyś tak czułej opieki, takiej ilości współczucia. Wiele rzeczy w życiu osiągałbyś z dużo większym trudem.

Czy zdrowie posiada swoją psychikę? Nie. Lecz posiada ją człowiek, a to właśnie przy pomocy umysłu podejmuje decyzje o tym, czy chce być zdrowy, czy nie.

Zanim jeszcze wyrazisz swój sprzeciw, doczytaj do końca, bo nie tylko moim zdaniem, nie posiadasz zdrowia, bo nie chcesz być zdrowym. Tego samego zdania są mistycy, niektórzy lekarze i coraz więcej naukowców.

I nie jest ważne co ci się wydaje, nie liczy się twoje (wydawałoby się) świadome zdanie, ważne, co jest w twojej podświadomości.

 Podświadomy umysł to 90 % umysłu, i w przeciwieństwie do tego świadomego, ten podświadomy jest prawdziwy, niczego nie udaje, niczego nie gra, nie mówi jednego, a robi drugie.

Twierdzenie, iż nie chcesz być zdrowy, że nie chce być zdrowymi 90% ludzi, jest tylko z pozoru absurdalne. Jest prawdziwe, w 100% prawdziwe.

To że nie posiadasz zdrowia, że ono się w tobie nie przejawia jest twoją decyzją, podświadomą decyzją. Ta decyzja to „psychika” twojej choroby – to efekt - skutek twojej chorej psychiki.

Mimo iż w większości mówiąc o zdrowiu, mamy na myśli ciało, to jednak psychika – umysł decyduje o zdrowiu ciała. W jaki sposób? Otóż wtrąca się w nie swoje sprawy. Tak. Ponad 90% chorób jest wywoływanych psychicznie, a tak naprawdę ciało nie potrzebuje umysłu by funkcjonować w zdrowiu. Ono ma swój instynkt, swoje mechanizmy, których umysł w żaden sposób nie rozumie i nie musi rozumieć. Krążenie krwi, oddychanie, przemiany energetyczne, trawienie, wszystko odbywa się bez udziału umysłu. Mało tego potrafi się samo uzdrawiać, nawet bez potrzeby angażowania w ten proces psychiki. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często dochodzi w naszym ciele do procesów naprawczych. Gdy jesteśmy tego świadomi, możemy w celowy sposób te mechanizmy wzmacniać, lub je wywoływać, np. poprzez medycynę naturalną, zobojętnianie stresów, harmonizowanie ciała umysłu i ducha, np. poprzez medytację.

 Ciało posiada swoją własną mądrość i wystarczy mu zaufać. Jedyne co trzeba umysłowi wiedzieć, że ciało wywodzi się z natury a więc lubi wszystko co naturalne, woli dzikość od cywilizacji, woli naturalne zimno, niż ciepło kaloryfera, woli bakterie i wirusy, które wzmacniają jego odporność, niż większość wynalazków umysłu, które czynią życie wygodnym dla umysłu lecz stają się z czasem katorgą i zabójstwem dla ciała.

Tak. Umysłowi brakuje ufności w stosunku do ciała i natury i stąd jego decyzje, jego błędy, jego zgubna dla ciała polityka. Brakuje mu ufności i zrozumienia, ale za to ma w nadmiarze wiarę w to co fałszywe: w fałszywą, cudzą wiedzę, w reklamy, niby-naukowe fakty, w to w co wierzy większość ludzi, to czym się oni kierują. Umysł ma swoje przekonania, a wynikają one z porównań, opinii,

By ci to uzmysłowić, byś sam to zrozumiał/ zrozumiała zadam ci kilka pytań, tak jak to czyni jeden ze znanych, światowej sławy lekarz oczu, który swoim pacjentom zadaje podobne pytania. On przy pomocy swojej metody ma 100% wyleczalność, ale tylko wobec tych, którzy są w pełni przekonani, że chcą być zdrowi, że o tym święcie przekonany jest ich podświadomy umysł.

Zadaj je sobie, niech wejdą w ciebie głęboko.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co byś stracił, o ile byłbyś mniejszy, uboższy, mniej popularny i lubiany, a nawet o ile mniej kochany, będąc zdrowym?

Czy wiesz, że będąc zdrowym straciłbyś zainteresowanie (dużą jego część) tobą twoich bliskich, przyjaciół, znajomych, nawet tych, którzy deklarują miłość do ciebie?

(spróbuj a się przekonasz. Poobserwuj dzieci, w jaki sposób wzbudzają zainteresowanie i opiekę u mam, babć, cioć i tatusiów).

Czy wiesz, że będąc zdrowym straciłbyś opiekę, którą nad tobą roztacza wiele bliskich ci osób, państwo, społeczeństwo, wiele ich instytucji?

Czy wiesz, że będąc zdrowym i witalnym straciłbyś rentę, nie dostałbyś zasiłku dla bezrobotnych, nie zajęła by się tobą opieka społeczna?

Czy wiesz, że nie miałbyś o czym rozmawiać z wieloma osobami, wiele osób rzadziej ciebie by odwiedzało, np. twoje dzieci, wnuki, pozostała rodzina?

Czy wiesz, że w wielu środowiskach, które obecnie są ci bliskie, byłbyś mniej lubiany, a może wręcz znienawidzony?

Czy wiesz, że będąc zdrowym byłbyś zupełnie innym człowiekiem?

Czy wiesz, że chcąc być zdrowym musiałbyś zrezygnować z wielu nawyków, z wielu lubianych smaków, z ciepłego i wygodnego mieszkanka, z izolacji wobec chorych, wobec wirusów i bakterii, z nadmiaru higieny?

Czy wiesz, że chcąc być zdrowym musiałbyś się stać mniej cywilizowanym a za to zdecydowanie bardziej dzikim?

Czy wiesz, że musiałbyś bardziej zaufać twojemu ciału, naturze, bólowi i cierpieniu,  a mniej ludziom, popularnej nauce i wiedzy, aptece?

Czy gotów byłbyś zrezygnować z pracy, w której wykańcza cię stres?

Czy gotów byłbyś odstawić swoje marzenia i cele związane z materialną stroną życia?

Czy twoją życiową metaforą jest „ŻYCIE TO JEST NIEUSTANNA WALKA”?

Czy są w twoim życiu rzeczy, których nie chcesz widzieć, których nie chcesz słyszeć, przed którymi chciałbyś uciec? A one właśnie dlatego ci się przytrafiają, bo uciekasz, boisz się, a prawda jest taka, iż to czego się lękasz, przed czym uciekasz,  goni cię. (Jeśli czegoś nie chcesz widzieć, to będziesz tracił wzrok, jeśli nie chcesz słuchać, osłabi ci się słuch.)

Czy wiesz, że choroba jest jedną z ucieczek, które podświadomie stosuje twój umysł, by zapomnieć, by uciec od problemów, od twardej rzeczywistości?

Czy wiesz, że twoja nadwaga, lub otyłość to jest wynik niedożywienia oraz nieumiejętności kochania, dzielenia się miłością, a nie skutek nadmiaru kalorii?

Czy wiesz że twoja choroba to efekt strachu, lęku przed bólem, cierpieniem, chorobą?

Czy gotów jesteś zaakceptować świat takim jakim jest, czy gotów jesteś zaakceptować ludzi takimi jacy są, bez prób zmieniania w świecie i ludziach czegokolwiek?

Czy gotów jesteś zaakceptować swoją samotność, pogodzić się z brakiem wzajemności w miłości?

Czy gotów jesteś na całkowitą, bezwarunkową bezinteresowność?

Czy jest obecna w twoim życiu zazdrość? Czy jesteś w stanie się zgodzić z tym, iż zazdrość nie ma nic wspólnego z miłością?

Czy gotów jesteś bezwarunkowo zaakceptować to, że jesteś nikim, swoją „małość”, swoje „nic nieznaczenie” dla świata i innych ludzi?

Czy jesteś w stanie bez lęku poznać tajemnicę własnej i innych śmierci?

Czy jesteś w stanie, w tej chwili przebaczyć wszystkim i sobie wszystko i to bezwarunkowo?

Czy wiesz, że przechowywane urazy wobec innych, z czasem stają się chorobami, na czele z nowotworami? Czy jesteś w stanie porzucić je TERAZ wszystkie?

Czy znasz prawdę o sobie, czy jesteś w stanie zaakceptować siebie takiego jakim jesteś, czy jesteś w stanie porzucić pragnienia, a w szczególności pragnienie o byciu lepszym?

Czy za swoją prawdę przyjąłeś przekonanie iż przyszłość jest ważniejsza od teraźniejszości?

Jeszcze raz zapytam: czy zdajesz sobie sprawę z tego, że twoja choroba to skutek lęku przed chorobą?

I jeszcze raz podstawowa prawda: bojąc się choroby przyciągasz chorobę.

Takie są skutki mieszania psychiki w sprawy ciała.

Możesz oczywiście nie uwierzyć, ale to już twój problem.

Ludzie wierzą w cuda, ale w cudze, nie w te, które mogliby sami czynić. A mogą.

Przecież Jezus, każdemu, kogo uzdrowił, powiadał: „Twoja wiara cię uzdrowiła.”

I tu nawet nie chodzi o to byś wierzył, tylko o to, by twój umysł, twoja psychika nie wspierała, nie podtrzymywała choroby. Chodzi oto byś zrozumiał, byś odkrył, gdzie, w jakim zakresie i czy w ogóle, podświadomie nie wybierasz chorób, bo to ci przynosi jakąkolwiek korzyść. Nie jest to łatwe, bo jest to nawykowe, podświadome, głęboko ukryte, a świadomy umysł tego nie zauważa – nie chce zauważyć.

Wystarczy to odkryć, wyciągnąć na światło dzienne, a samo zniknie. Nic więcej z tym nie trzeba robić. I choroba zniknie, bo jeśli znika przyczyna, to i tak jest ze skutkiem.

Możesz mieć wiele takich ukrytych związków przyczynowo-skutkowych. Wloką się one z tobą, są zagnieżdżone w twojej psychice od dziecka, wszędzie wokół je widziałeś, stały się normą, czymś automatycznym, naturalnym ale nie są twoją naturą, nie są twoje. Są zapożyczone, wszczepione, są wbudowanym programem w twojej psychice. Zresetuj ją! Oczyść z tych śmieci.

Wystarczy jedynie się sobie przyjrzeć, zidentyfikować je, a stopią się jak lód na wiosnę.

I takiej wiosny ci życzę.

 

Piotr Kiewra 

wtorek, 27 lutego 2018

Opowieści śmiejącego się starca: Śmierć wojownika


„Człowiek może być albo wojowniczy, albo kochający. Wybór należy do ciebie.”

Osho

Opowiadałem już o tym młodo wyglądającym i śmiejącym się starcu. Spotkałem go pierwszy raz, na ławeczce nad jeziorem. Ponownie w biegu różnymi ostępami poza moim rodzinnym miastem. Siedział na wzgórzu, w środku lata, w drgającym, rozgrzanym słońcem powietrzu i słuchał skowronków, a patrzył na … tak, patrzył na cmentarz widoczny z oddali. I śmiał się, w głos się śmiał.

Tak byłem zaskoczony tym spotkaniem, okolicznościami, że … pobiegłem dalej. Lecz po chwili zawróciłem, bo coś we mnie kazało mi zawrócić. Gdy podszedłem, zapytał:

- O co walczysz tym razem?

- Nie walczę, poddałem się nogom i oczom. To one mnie prowadzą. I serce … - jego śmiech ustał. Powiedział, wchodząc w moje słowa:

- Pierwszy raz spotykam, kogoś tak dziwnego jak ty. Naprawdę jesteś dziwny. Może nawet tak dziwny, jak ja. – i znowu się śmiał. Też się uśmiałem.

- Czemu pytasz o walkę? Mój bieg to nie walka, to dar dla ciała, to jego potrzeba, a i też podszept serca. To moje ciało tu mnie doprowadziło, no i chyba serce … bo pogoda, lasy i to trawiaste wzgórze, bo te okoliczności, a w nich … TY.

- No tak, czuję, że możesz się prawdziwie śmiać, bo nie walczysz. Sam nie wiem, czemu pytam, bo rzadko rozmawiam z ludźmi i to raczej nie ja pytam, lecz ludzie mnie pytają. Lecz gdy coś powiem, czem prędzej się oddalają. Wzbudzam w nich strach, chyba tak jest, bo jestem … dziwny. Bo jestem inny, bo nie walczę. No i tak jakoś wypłynęło ze mnie to pytanie. – ucichł i patrzył dalej na cmentarz. Gdy spojrzałem, tak jak i on, na cmentarz, znowu się śmiałem. I zrozumiałem też jego śmiech.Wtedy przypomniałem mu:

- Już się kiedyś spotkaliśmy, na ławce, nad jeziorem. Pewnie ludzie, o których mówisz, pytają cię o tajemnicę twojego zdrowia, twojej długowieczności, a słyszą o miłości, o myślach i słowach. Nie tego się spodziewają, nie takim energiom przypisują wartość. Spodziewają się rzeczy i czegoś, co może potwierdzić nauka. Dlatego uciekają. Spodziewają się twojego przekonywania o porzuceniu mięsa, alkoholu, papierosów, spodziewają się motywowania do walki, a ty mówisz o porzuceniu walki i o zaufaniu do siebie, do ludzi, do świata. Są gotowi zostać abstynentami, nawet świętymi, ale by zaufać komuś, światu, a przede wszystkim sobie … Na to nie są gotowi. Boją się ciebie, bo od ciebie bije prawdą. Czyż nie tak?

No i jeszcze … przyznam ci się, że piszę o zdrowiu, o miłości i o intrygujących, dziwnych ludziach i chciałbym opisać twoją historię. Taka mi podpowiedź przyszła i prośba.  – a on, nie odrywając oczu od cmentarza i nadal się śmiejąc, odpowiedział:

- Masz rację, co do ludzi. Już ci opowiedziałem historię, a teraz chciałbyś dłuższej … Ale najpierw odpowiedz mi: Czy to twoje pisanie nie jest walką?

- Pytałem siebie o to i próbowałem odrzucić, ale jakiś cichy głos nadal dyktuje mi treści. Piszę, bo coś mi każe każe siać nasiona. I sieję.

- Tak, to są rzadkie i dziwne nasiona. A więc skoro proszą o nie, to dam. Nie trzymam ich dla siebie. Nic nie trzymam. Po coś żyłem, po coś walczyłem. Może właśnie po to, by teraz o tym opowiedzieć przez ciebie. Takie jest życie - tajemnicze i dziwne. Dobrze. Wysiej je ty! – zgodził się.

Snuł swą opowieść słuchając skowronków, nadal parząc na cmentarz i cały czas się śmiejąc.

- Oto nauka, którą odebrałem od życia.    

Miłość rodzi się w tobie wtedy, gdy umiera w tobie wojownik. Tak samo jest ze wszystkim. Niczego w życiu sobie nie wywalczasz. I wolność, i ufność, i radość, miłość, a nawet zdrowie przychodzi, gdy się poddajesz, gdy zaprzestajesz walki. Tak, to wszystko przychodzi z poddania się życiu, z ufności. To dary, a nie wojenne trofea.

Takie jest moje doświadczenie.

Niczego nie możesz wywalczyć, bo niczego nie możesz zabrać innym, czy światu. Niczego nie możesz wywalczyć, bo to … już masz. Życie przepełnione walką, wojnami, o cokolwiek – nie ma tu znaczenia, czy walczysz o największe, najbardziej istotne rzeczy, czy drobiazgi, jest jednym wielkim cierpieniem.

Pójdę jeszcze dalej – nawet stawianie oporu tworzy cierpienie. Gdy stawiasz opór czemukolwiek, czy pogodzie, złu, słowom, chorobie, śmierci, to tak naprawdę stawiasz opór życiu, a wtedy ono przynosi ci same porażki.  Wojna, walka, opór to śmierć, to przegrana, to choroba, to cierpienie, to ból, to niepokój, to smutek.

I tak naprawdę tych wojen nie toczysz z innymi, ze złem świata, tylko z własną głową. Prawda jest taka, że gdy umiera wojownik w twojej głowie, pojawia się miłość, wolność. Kluczem jest - poddać się, nie walczyć, płynąć z życiem. Klucz to ufność życiu. Ono przynosi różne rzeczy, lecz gdy jest się ufnym, przynosi to „dobre”.

Czasem to, co dobre, jest w ubraniu złego, lecz, gdy to zło z ufnością przyjmujesz, okazuje się, że pod spodem jest dobro. Zawsze tak jest i tak było, i będzie.

Odkryłem to, gdy mój świat się zawalił, gdy przegrałem wszystkie wojny i walki, ze wszystkim i ze wszystkimi. Przegrałem, jako wojownik w świecie i przegrał wojownik w mojej głowie. Przegrałem wszystkie: i małe, i wielkie sprawy.

I dopiero będąc na samym dole, po największej przegranej, gdy już cały świat trzymał ciężką stopę zwyciężcy na mnie, uświadomiłem sobie – że to wszystko nie ma, nie miało sensu i nigdy nie będzie miało.

Coś się odwróciło. Tak, to było moje doświadczenie. Wtedy umarł wojownik.

Ja sam byłem bliski śmierci, wydawałem w największym bólu ostatnie tchnienie, gdy błysło we mnie światło, przyszło słowo: „Poddaj się, pokochaj to wszystko, co cię pokonało.”   

I … zaczęła się druga połowa życia. Zupełnie inna. To raj. Same kwiaty, ciągła wiosna, jedna wielka miłość. Wszystko przepływa samo, na nic nie czekam, niczego nie chcę mieć, niczego nie oczekuję, o nic się nie modlę. Wręcz przeciwnie, za wszystko dziekuję. Za wszystko, co dobre i złe. To nie ma znaczenia, bo tak naprawdę nigdy nie wiem, co jest czym. Wszystko jest jak noc i dzień. Czy noc jest zła? Czy deszcz jest zły? Czy ból jest zły?

Tylko patrzę, obserwuję.

Wszystkiego mam pod dostatkiem: i zdrowia, i lat życia, i dobra, i spokoju, i wolności, i miłości, i deszczu i słońca. Mam, jak wszyscy, słoneczne dni i pochmurne, ale nie walczę z tymi pochmurnymi. I co się okazuje, że to właśnie przez te pochmurne, widzę całę piękno tych słonecznych.

Tak samo jest z ludźmi. Gdy zaakceptuję, gdy nie walczę z ich pochmurnością, z ich nieszczęściem i złem, to się okazuje, że poznaję ich.

Tak, oprócz ich powierzchowności, poznaję też ich głębię. Na powierzchni są złodziejami, bandytami - żebrakami, a pod spodem książetami i królami, bogami. Są boskością. Widzę ją w nich i doceniam, lecz jeśli oni tego nie są w stanie zauważyć, to z tym ich fałszywym obrazem nie walczę, nie przekonuję ich, bo wiem, że muszą upaść, tak jak ja upadłem.

Jeszcze jedno z moich doświadczeń: wojownik posługuje się bronią. Bywa nim miecz, ale częściej, a właściwie zawsze są orężem myśli, słowa, nawyki, działanie. Miecz to tylko przedłużenie tego oręża w głowie – myśli i słów. Natomiast, gdy wojownik umiera, to wynika to z przeobrażenia głowy, umierają myśli i słowa, rodzi się z nich uczucie.

Przemieniają się, przeobrażają się, przemienia się jedno w drugie, z energii myśli zaczyna czerpać serce i z wojownika rodzi się kochanek …

 

To wszystko przyszło do mnie kiedyś nad rzeką. Przyszedłem tam chory ciałem i umysłem, pijany, zły, agresywny, wojujący. Pokonałem, pobiłem już kumpli,wrogów, fałszywych i prawdziwych przyjaciół, wystraszyłem wszystkich wokół, swoją agresją: kobiety, dzieci, zwierzęta, wszystko.

Dosłownie, po jakiejś większej bójce, z głową przepełnioną alkoholem i wręcz zbrodniczymi myślami, przyszedłem nad rzekę. Chyba będąc pijanym, zmyliłem drogę i zamiast do domu, trafiłem tu, nad małą rzeczkę.

Wtedy wydawała mi się wielką, a mimo to chciałem ją pokonać i przeskoczyć. No i wpadłem: w wodę, w błoto i nie mogłem się wydostać.

Dzisiaj się cieszę z tej pomyłki, bo ta rzeka nauczyła mnie rozumu, odmieniła moje życie.

Jeszcze wcześniej, zanim wyszedłem z baru, w którym narozrabiałem, kobieta, barmanka - swoją drogą, bardzo odważna kobieta, nazwała mnie wstrętnym pijakiem i … tchórzem. No nic mnie nie mogło bardziej dotknąć, jak to słowo: tchórz. Poczułem się dziwnie. Wydawało mi się, że i na trzeźwo, i po pijanemu dokonałem tak wielu wielkich rzeczy, odważnych i naprawdę wielkich, a tu – Tchórz! To mnie tak powaliło, że opadły mnie siły i poszedłem do domu, czyli … nad rzeczkę, hihi.

Alkohol przyszedł do mnie późno.

Byłem na wojnie. Tak, byłem wielkim patriotą, bo w tej wojnie zwyciężyłem z najedźcą, później też wygrałem wiele wojen, czy walcząc dla lokalnej społeczności w polityce, dla ludzi, dla bliskich, dla siebie. Walczyłem w imię Boga, angażując się w kościele. Lecz nie czułem się szczęśliwy.

Miałem dużo: rodzinę, znajomych, przyjaciół, jakiś tam majątek, byłem tu i tam. Ludzie mnie szanowali, doceniali. Ale to wszystko nie było tym, o co walczyłem, czego poszukiwałem. Chciałem czegoś więcej. Gdy ktoś pytał, o co walczę, to wymieniałem cele, ale czy to naprawdę były te cele? No cóż …

 Im byłem bardziej ambitny, im większe były moje plany, marzenia, tym bardziej byłem sfrustrowany, niespokojny i chory. Moje ciało ciągle niedomagało.Chyba nie chciało być sojusznikeim w tych moich wojnach. Uznało, że to są moje prywatne wojny, a ono się nie pisze na to. I to: choroba, złe samopoczucie, było jego buntem.

Było informacją, lecz cóż mnie mógł obchodzić bunt. To był kolejny przeciwnik, nie chciał iść ze mną, to obróciłem się przeciwko niemu. Walczyłem dalej, mimo, że … moja twierdza powoli rozsypywała się.    

Bolała mnie głowa, mięśnie i kości, wszystko w środku, ale i serce. To przepompowujące krew, ale i to drugie. Sukcesy (tak wtedy to oceniałem) w walce były coraz większe, a ja się czułem coraz bardziej przegrany.

Moje myśli mnie goniły. Cały czas byłem naładowany nimi jak ciężarówka. Nie miałem wolnej chwili, by czegoś nie planować, by czegoś nie dokonać, osiagnąć, wywalczyć, o czymś nie śnić. Głowa popędzała: Działaj! Nie stój, działaj!Nie marnuj czasu, działaj!

Już dzień mi się zlał z nocą. W dzień realizowałem swoje sny, choć to raczej nie były sny, lecz nocne koszmary. W końcu, raz czy dwa, coś zakropiłem alkoholem, i tak to poszło.

I trafiłem do rzeki. Nie pamiętam tej walki z rzeką, lecz gdy się przebudziłem na tyle, że dotarło do mnie, gdzie jestem, jak nisko upadłem … poczułem bezsilność.

Jakieś dzieci stojące na brzegu, w pobliżu, śmiały się ze mnie, a mi się nie chciało, a właściwie to nie mogłem się wydostać. Im bardziej się wytężałem, tym bardziej zagłębiałem się w błocie, tym głośniej się śmiały te dzieci.

Cała moja wielkość w tym momencie upadła. Ten ich śmiech, to błoto, ta rzeka, zabiły wszystko, zabiły wojownika.

Ta rzeka? Cóż to za rzeka? To jakiś ściek, szeroki może na pół kroku, a mnie pokonał.

Gdy dzieciom znudziło się patrzenie na mnie i śmianie się z mojej bezsilności, z mojej słabości, poszły sobie – pewnie, by opowiedzieć to wszystkim wokół.

Ja zostałem. Pamiętam, że spojrzałem na swoje dłonie, a te były puste. Oprócz błota nic w nich nie było. Pamiętam mój smutek, mój żal do świata i spostrzeżnie, które mnie otrzeźwiło, nie tylko z alkoholu, ale i w ogóle: Tyle walki, tyle poświęcenia, a ręce nadal puste! Nic – tylko błoto!  

Po tym zdarzeniu zaszyłem się gdzieś z dala od ludzi. Chciałem się zaszyć, ale to teraz inni zaczęli o mnie walczyć, bo kilka miesięcy chorowałem. Byłem na krawędzi życia i śmierci. I JESZCZE WALCZYŁEM … tym razem o życie.

Chciałem pokonać chorobę, lecz im bardziej się wytężałem, im bardziej mobilizowałem się, tym byłem słabszy. Nie pomagały żadne leki, żadna opieka, żadne szpitale, ani nawet modlitwy. Zaglądnęła mi w oczy śmierć.

Więc zacząłem walczyć z nią, lecz ona śmiała się jak tamte dzieci nad rzeką. I ten śmiech mnie pokonał – poddałem się.

I stała się rzecz dziwna – zacząłem się śmiać. Tak, sam z siebie. Gdzieś tam z boku patrzyłem na siebie i śmiałem się. To był śmiech dziecka, czyli nie śmiałem się z czegoś konkretnego, raczej ze wszystkiego. Był to śmiech egzystencjalny. Wszystko mnie śmieszyło, ja sam, życie, a najbardziej, gdy patrzyłem na te wszystkie walki wokół. Wszędzie widziałem walczących, którzy taplają się w błocie, mają pełne ręce błota, a mimo to dalej walczą.

Naprawdę wydałem się sam sobie śmieszny. Te wszystkie moje dokonania, te wszystkie moje wojny i ta światowa, i te lokalne i te wewnątrz mnie, nawet te najmniejsze, wydały mi się śmieszne. Moje życie było śmieszne, moje sny i marzenia, działania, słowa, myśli. Wszystko stało się śmieszne … i nieistotne.

Tak: Życie jest śmiechem i ten śmiech jest istotny, a reszta jest nieistotna.

 Nieistotna stała się śmierć, choroba, pieniądze, szacunek, mój wizerunek w oczach innych ludzi, nawet rodzina, a prawie na końcu i … Bóg.

Już myślałem, że niżej nie mogę … Ale przecież Bóg, modlitwy, ostatni ratunek? Ale gdzież tam? Walka z nim, a właściwie prośby, modlitwy (próby przekupienia – teraz tak to widzę), na nic. Żadnej pomocy, żadnego odzewu …

Wydawało się, że niżej … A mogłem, okazało się.

No i gdy już ledwo dychałem, gdy policzone były moje minuty, przestałem walczyć ze sobą, trzymać się siebie, zabiegać o siebie, stałem się nieistotny sam dla siebie.Tak trwałem czterdzieści dni.

Dziwne, ale stało się … lżej. Coś mi zwolniło uchwyt na gardle, na płucach, w splocie słonecznym i niżej i wyżej, przede wszystkim w głowie. W jednej chwili stała się pusta jak …

No i minuty zaczęły się przeciągać w następne minuty, w godziny, dni … dostałem drugie życie, długie życie. I stało się to, o czym już ci wcześniej powiedziałem, i to, co widzisz i czujesz.

Czujesz moją wolność, ufność, miłość. I to nie jest moje, to jest życie, a ono to niesie, a ja tylko obserwuję i się dzielę z tymi, którzy są gotowi zrozumieć to, kim jestem, a nie tylko to, co mówię.

A są gotowi tylko ci, którzy mają podobną historię do mojej, czyli walczą, walczyli i czują się pokonani, bo rozumieją, że nigdy nie wygrają.

Jeszcze żaden człowiek niczego nie wygrał walcząc. Przejrzałem historię i to widzę. Wygrywają ci, co nie walczą – ufni. Wygrywają ci, którzy poddają się życiu. Nie ma innej drogi.

Te wszystkie słowa o misjach, o dobru i złu, o osiąganiu, o marzeniach, o szczęściu, o niesieniu szczęścia innym, to tylko słowa.

Prawda jest odwrotna. Możemy dać szczęście innym, zanieść dobro, ale wyłącznie swoim byciem. Nie działaniem, nie walką, lecz swoim byciem. Jeśli jest w tobie pokój, miłość – wtedy to możesz dać innym. Nie musisz dawać – samo z ciebie wypływa.

Takie to rzeczy opowiedział mi starzec na wzgórzu. Powtórzę tylko to, co powiedział na początku:

 Miłość rodzi się w tobie wtedy, gdy umiera w tobie wojownik. Tak samo jest ze wszystkim. Niczego w życiu sobie nie wywalczasz. I wolność, i ufność, i radość, miłość, a nawet zdrowie przychodzi, gdy się poddajesz, gdy zaprzestajesz walki. Tak, to wszystko przychodzi z poddania się życiu, z ufności.

Takie jest moje doświadczenie.

Gdy słońce zaczęło przypiekać nasze plecy, oderwaliśmy oczy od cmentarza i nie przestając się śmiać ruszyliśmy w dół ze wzgórza. Wróciliśmy do życia, do życia z ufnością.

Pobiegłem swoją ścieżką, a on poszedł swoją.

A te nasiona ci daję. I nie odkopuj ich, póki nie wykiełkują, nie zakwitną i nie wydadzą owoców. Później możesz się dzielić nimi. Nie wcześniej - bo wcześniej jest wojownik.

Piotr Kiewra

P.s.  Dopiero teraz, po postawieniu kropki na końcu tekstu, uświadomiłem sobie, o co nie zapytałem śmiejącego się starca. Domyśliłem się jego odpowiedzi.

Tobie zdradzę to pytanie. Jest następujące: Dlaczego śmiejesz się patrząc na cmentarz?

Czy domyślasz się, jaka byłaby jego odpowiedż? Jeśli tak, wyślij mi ją w komentarzu. Powiem ci póżniej, czy miałeś/miałaś rację.

środa, 20 grudnia 2017

Przyczyny chorób – najtrudniejszy wykład


Gdy staję naprzeciw człowieka, grupy ludzi z wykładem, gdy przedstawiam moje rozumienie zdrowia i choroby, gdy mówię o samouzdrawianiu, na wstępie zadaję pytanie: Czy chcesz być szczęśliwy, czy chcesz być zdrowy?

Oczywiście, sto procent obecnych odpowiada twierdząco. Lecz gdy patrzę na nich, gdy wnikam głębiej, gdy zaglądam pod powierzchnię, czuję, iż jest inaczej. Z doświadczenia wiem, że tylko – tak naprawdę – kilka procent ludzi jest gotowych na szczęście, na bycie zdrowym, bo szczęście i zdrowie nie daje w życiu przewagi, nie jest czymś pożądanym. Czymś zdecydowanie bardziej pożądanym w życiu ludzi jest … współczucie i o nie to, właśnie, ludzie zabiegają - nawet kosztem szczęścia i zdrowia.

Okazuje się, że łatwiej jest o współczucie chorym i nieszczęśliwym. Tak zostaliśmy, od dziecka, zaprogramowani przez rodziców, społeczeństwo, systemy wychowawcze i religie. Wystarczy się temu przyjrzeć, a znajdziemny wszędzie dowody.

I z tego powodu te wykłady są trudne. Nie dla mnie, lecz dla słuchaczy. Nie chcą się z tym zgodzić, uważają to za niedorzeczność, absurd, coś do nie udowodnienia. Już na początku się uprzedzają. Lecz robię te wykłady – sieję ziarno, bo wiem, iż by wykiełkowało, by z tego pojawił się kwiat zrozumienia, potrzebna jest dojrzałość, potrzebny jest wgląd, potrzebne jest zrozumienie wynikające z … cierpienia (mistycy mówią: „Cierpienie jest potrzebne, by zrozumieć, że jest niepotrzebne”).

W końcu to coś przychodzi samo. Prędzej czy później – przychodzi. U wielu już nadeszło, u innych nadejdzie, ale nadejdzie. Ja się tym nie przejmuję, robię swoje, mówię, polecam medytację, polecam … bycie sobą, a właśnie to – bycie sobą, okazuje się – jest najtrudniejsze.

A więc zacznijmy ten najtrudniejszy wykład.

Zanim to zrobię, spójrz na zdjęcie obok. Powiększ je i zobacz, co tam, w tej kropli wody, dostrzegasz. Przeniknij ją, a zobaczysz to, o czym mówię w tym wykładzie: wszystko jest odwrotnie.

Świat jest zupełnie inny. Rzeczywistość jest odwrotna niż to, co postrzegamy na powierzchni. Potrzebne jest głębsze spojrzenie, nie na powierzchnię, nie z poziomu zmysłów, lecz z poziomu uczuć i intuicji, nie z poziomu logiki, lecz z poziomu doświadczenia.Musimy spojrzeć nie na fragment, na cząstkę, lecz na całość. Nie możemy zobaczyć morza, gdy patrzymy na jedną falę, nie możemy zobaczyć lasu, patrząc na jeden liść, nie możemy poznać człowieka, patrząc jedynie na jego skórę. I konsekwentnie, nie możemy poznać siebie, całej swojej głębi, patrząc wyłącznie na swoje odbicie w lustrze.

 Zacznijmy!

Na początek to, co wydaje się łatwe: przecież wiesz, że źle się odżywiasz, że masz za mało ruchu, że niszczy cię stres, że niszczysz zdrowie toksynami w żywności i ze środowiska, że używasz niezdrowych rzeczy: kosmetyków, past do zębów z fluorem, zatoksycznionej żywności, że używasz nadmiaru leków, antybiotyków, środków przeciwbólowych, wiesz, że jesteś zakwaszony przetworzoną żywnością, że prowadzisz niezdrowy styl życia, jesteś daleki od natury. Ty o tym wiesz. Co z tej wiedzy wynika? A no to, co za chwilę powiem …

Masz wiedzę, lecz nie wprowadzasz jej w życie. O powodach za chwilę powiem …

Tłumaczysz się brakiem czasu, pieniędzy, innymi priorytetami, o powodach za chwilę powiem …

Patrzysz na innych ludzi, a oni mają to samo, zaczynasz wierzyć, że nic nie możesz na to poradzić, że takie są teraz czasy, że to inni są za to odpowiedzialni. O powodach takiego podejścia za chwilę powiem …

Coś ci podpowiada, że można pewne procesy odwrócić, że są ludzie, którzy to zrobili, że sami się uzdrowili, skorzystali z medycyny alternatywnej, z leków natury, lecz ty nie jesteś skłonny temu zawierzyć. O powodach za chwilę powiem …

Wybierasz medycynę, lekarza takiego lub innego, leczysz się latami, lecz nadal uparcie trwasz w tym podejściu, chcociaż nie widzisz poprawy, a i lekarz nie daje ci nadziei. O powodach za chwilę powiem …

Wszystko wydawało się proste, a nic się nie zmieniło, nawet, gdy jakieś działania podjąłeś. Dlaczego się nie udało? O powodach za chwilę powiem …

No więc jakie są te powody? Dlaczego to co się wydaje łatwe, nie działa, albo dlaczego nic z tym nie robisz, choć wiesz, że coś zrobić należy?

Zacznijmy wreszcie! No tak, kończy się twoja cierpliwość. Oj będziesz jej musiał mieć dużo i jeszcze więcęj zrozumienia, bo to będzie trudne – z doświadczenia to wiem. Dowiesz się następnych rzeczy i co z tego wyniknie? Ja wiem, że niewiele, bo … o powodach powiem za chwilę …

Otóż:

Jest na świecie taki lekarz, który ma sto procent uleczalności z chorób. Specjalizuje się w chorobach oczu. Lecz ta skuteczność dotyczy tylko tych pacjentów, którzy są gotowi na to, by … wyzdrowieć. Organizuje sesje lecznicze, lecz stosuje do nich selekcję. Zadaje pytania, które mają uświadomić pacjentowi, czego tak naprawdę on oczekuje, zdrowia, czy choroby. Ostatecznie spośród wszystkich chętnych pozostaje tylko co dziesiąty, czyli na warsztaty, w których bierze udział 30 osób, zgłasza się najczęściej około 300. 90% z nich odpada, bo uświadamiają sobie, że zdrowie, wyzdrowienie, nie będzie dla nich korzystne. Wygląda to na absurd, ale taka jest człowiecza psychika, człowiek jest tak przewrotny, bo nie jest sobą.

Ktoś, kto nie jest sobą, nie możę być na dłuższą metę zdrowym.  Bycie sobą to harmonia, to bycie zharmonizowanym, to jedność ciała, umysłu i ducha. Nie będąc sobą, nie jest się obecnym, umysł jest w innym miejscu niż ciało i duch.

Prawie nikt nie jest sobą.

To po pierwsze. To pierwszy przykład. Teraz drugi:

Hipokrates, ojciec medycyny, powiedział dawno temu adeptom medycznej sztuki:

Zanim podejmiesz się leczenia kogoś, powinieneś najpierw go zapytać, czy jest gotów pozostawić za sobą wszystko to, co sprawiło, że zachorował.

Otóż to! Tysiące lat temu człowiek miał tego zrozumienie. Mieli takie zrozumienie ludzie oświeceni, mistycy. Wiedzieli o tym 5 tysięcy lat temu, miał tę wiedzę Budda 2,5 tysiąca lat temu. Wiedział to Jezus 2 tysiące lat temu. Ma taką świadomość wielu dzisiaj. I mówię dzisiaj Tobie o tym. Ja Ci tylko to przekazuję, a co z tym zrobisz, to nie moja sprawa. Nie mogę zrobić nic za Ciebie.

No i …

Czy w związku z tym, czy ty jako pacjent, jako człowiek chory, jesteś na to gotów?

Czy naprawdę jesteś gotów porzucić to wszystko, co wywołało twoją chorobę?

Pewnie mówisz:Tak! No bo przecież możesz zmienić styl życia, sposób odżywiania, przecież masz tak dużą wiedzę … Przecież tyle się jeszcze możesz dowiedzieć czytając książki, słuchając tego co mówią inni, ucząc się od autorytetów naukowych, korzystając z osiagnięć medycyny.

No tak, możesz, lecz rzadko, który lekarz jest zainteresowany, rzadko kiedy medycyna w ogóle poświęca uwagę temu, co jest przyczyną twoich problemów. Najczęściej szuka sposobów leczenia, metod usunięcia objawów, pozostawiając ciebie samego z przyczyną.

Nie radzisz sobie z nadwagą, bo myślisz, że to jest proste, bo wystarczy, że ograniczysz kalorie, że zrezygnujesz na jakiś czas z ulubionych słodyczy, że pomoże ci dietetyk, że wystarczy tylko chcieć. Lecz często, gdy spróbujesz, okazuje się, że nie … to nie jest takie proste. Przemodelowałeś styl życia, zmniejszyłaś drastycznie kalorie, opiekuje się tobą dietetyk, lekarze, psycholodzy, terapeuci, a ciągle coś w tobie szwankuje, masz coś, z czego nie jesteś się w stanie uleczyć, medycyna rozkłada ręce, mówi, że to nieuleczalne, że to cywilizacyjne, że to normalne we współczesnym świecie. No tak normalne, bo takich jak ty są miliony, lecz co jest przyczyną. Gdzie jest to coś, co sprawia, że boli, że cierpisz, że chorujesz? Gdzie jest ten szczgół? Kto ci może pomóc?

Nikt. Tylko ty możesz to zrobić. Ktoś może ci wskazać palcem księżyc, może ci wskazać drogę, ale ty ją musisz pokonać. Musisz poznać siebie: swoje ciało, swoją psychikę, prawdę. To jest twoje poszukiwanie, to jest cel twego życia. To jest jedyne nienazwane i jedyne prawdziwe pragnienie.

Czy jesteś gotów być szczęśliwym? Szczęśliwym prawdziwie, bezwarunkowo, bez powodu? Czy jesteś gotów by być zdrowym?

Wydaje ci się, że tak, że jesteś gotów. A może ci się wydaje, że nigdy nie pragnąłeś choroby, że nigdy nie podjąłeś takiej decyzji, by zachorować?

I tu się mylisz! Tak, podjąłeś taką decyzję, bo choroba jest dla ciebie korzystna.  90 – 95% ludzi, takie podejmuje decyzje. Problem w tym, że są to podświadome decyzje.

Zdrowie jest twoją naturą.

 Choroba jest twoim wyborem - jest twoim podświadomym wyborem.

Bez niej byłbyś innym człowiekiem, mniej lubianym, mniej akceptowanym, nie zaznałbyś tak czułej opieki, takiej ilości współczucia. Wiele rzeczy w życiu osiągałbyś z dużo większym trudem.

Wszystkie choroby, albo prawie wszystkie, powstają w głowie. Sami lekarze to potwierdzają, mówiąc, iż ich podłoże jest „psychosomatyczne”.

Co najtrudniej zrozumieć?
Prawdę. Tak właśnie. Jak głowa może zrozumieć, iż ona jest przyczyną chorób? Jak głowa może zrozumieć, iż jest przyczyną nie tylko chorób, ale każdego nieszczęścia, każdego cierpienia. Świat jest taki, jaki jest, a to głowa to interpretuje, ocenia, tworzy oczekiwania wobec świata, ludzi, porządku rzeczy. A że porządek rzeczy nie jest zależny od naszego widzimisię, ani nawet od naszych działań, to doprowadza cię do frustracji, zamieszania, walki, dysharmonii, cierpienia, strachu, bólu i choroby. Taki jest ciąg konsekwencji tego niezrozumienia, ponieważ to, co w głowie zawsze znajduje odzwierciedlenie w ciele.

 
Co najtrudniej zrozumieć odnośnie zdrowia?

Prawdę odnośnie przyczyn chorób i to, czym tak naprawdę jest zdrowie i choroba.
Dlaczego? Bo cechą naszego postrzegania jest nierozumienie  „prawa odwrotnego skutku ". Te odwrotne skutki są zbyt blisko nas, byśmy mogli je zauważyć. Pragniemy tego, a dostajemy tego przeciwieństwo, modlimy się o deszcz a dostajemy suszę, marzymy o miłości, a odczuwamy strach i doświadczamy nienawiści, sami też nienawidzimy, pragniemy bogactwa, a doświadczamy niedoboru, pragniemy szczęścia, a codziennością są problemy, zmartwienia, lęki, cierpienie, ból. Pragniemy poznać Boga, a częściej doświadczamy zła. Doświadczamy odwrotności naszych pragnień. Pragniemy zdrowia a doświadczamy choroby. Dlaczego?


Czym jest choroba? Poznajmy definicje wg ujęcia mistycznego, duchowego, głębszego niż logika, niż nasza wiedza. Poznajmy to głębsze zrozumienie.

Najstarsza defincja zdrowia:

„Jesteś zdrowy, gdy nie zdajesz sobie sprawy z obecności swego ciała.”


Poszukujemy desperacko miłości, współczucia, zainteresowania, docenienia. Na tym spędzamy życie. Tak się dzieje z powodu ego.
Choroba jest jednym z przejawów tej desperacji, jednym ze środków i efektów tych poszukiwań.

Poszukując, pragnąc, marząc, działając, walcząc i w ogóle myśląc, przestajemy być sobą. Otóż to! To jest jedyna przyczyna: nie jesteśmy sobą.

Otoczenie i nasze ego, nasz umysł sam się zaprogramował na pewną wizję siebie. Trudno mu się pogodzić z tym, że świat jest taki, jaki jest i że człowiek jest jaki jest i że wszystko jest i w świecie, i w nas, na swoim miejscu, że nic nie trzeba zmieniać, nic nie trzeba robić, i że to te próby zmieniania, te pragnienia czynią nas nieszczęśliwymi, chorymi.

Z porównań, z życia przepełnioinego opiniami na innych i swój temat, z rozróżniania, z dzielenia, z dualizmu tworzonego przez nasze myśli – nasz umysł, wynika jedno: poczucie ja i ty, poczucie wartości – niskie poczucie wartości. I co robimy?Spędzamy życie na próbach podniesienia wizerunku, poprawienia siebie w swoich własnych oczach, na walce o stanie się kimś innym, lepszym, w oczach innych ludzi.

Nie jest to możliwe. Stąd strach.

Naturą pragnienia jest niespełnienie, podświadomie to wiemy, intuicyjnie czujemy, stąd strach, stąd wszelkie zakłócenia.

To jest przyczyna.

Te przyczyny to strach. Nie ma innych. Mają różne formy i różne objawy, ale są strachem. Strach jest informacją, że nie jesteśmy sobą, że kreujemy cierpienie, swoje własne i innych cierpienie, że wybraliśmy zamiast miłości, akceptacji, zrozumienia, odwrotną drogę – drugą skrajność: lęk, nienawiść, niezrozumienie, nieufność, smutek.

Wybraliśmy, bo z doświadczenia wiemy, że inni się nad nami, nieszczęśnikami, ulitują, współczują. Wzbudzamy zainteresowanie, jesteśmy wysłuchiwani, opiekują się nami inni, są przy nas blisko, bo chcą nam pomóc, a przy okazji pomagamy im, bo mają ten sam problem, potrzebują wsparcia, pomocy, bo … też są nieszczęśliwi i chorzy.

Nasz umysł ma wielką moc, moc psucia, kreowania problemów, walki, cierpienia, chorób, bo śpimy pod drzewem życzeń. Spełniają się jego – umysłu, czarne wizje, katastroficzne filmy, czarne scenariusze, bo boimy się śmierci, bo nie znamy prawdy, bo kierujemy się umysłem, bo czynimy z tego sługi króla, pana wszechświata, naszego własnego wszechświata, a nie do tego jest on powołany, nie ma on nami rządzić, ma być sługą.

Czym zatem są choroby? Jakie są ich przyczyny?

Są:

  • Dysharmonią między twoją naturą a powierzchnią, którą jest umysł. Ta dysharmonia przejawie się w ciele. Staje się wtedy informacją.
  • Informacją o stylu życia dalekim od naturalnego
  • Wyborem. Choroba a szczególnie ta śmiertelna jest największą i desperacką  inwestycją w nieszczęście podejmowaną w poszukiwaniu współczucia
  • Ucieczką od siebie samego, od poznania siebie, od bycia sobą
  • Drogą do zrozumienia, którą jest cierpienie. Cierpienie ma jedną przyczynę: Nie jesteś sobą, nie akceptujesz siebie takim, jaki jesteś. Cierpienie jest efektem niezrozumienia siebie. Niczym więcej. Znika, gdy pojawia się zrozumienie, gdy zaczynasz akceptować.
  • Brakiem miłości, czyli strachem.Nie można pokochać czegoś, co jest nieautentyczne, czyli nieprawdziwego siebie, siebie nieakceptowanego. Strach jest brakiem miłości, nienawiść jest brakiem miłości, jej drugą stroną. Nienawidzimy siebie, bo siebie nie kochamy, bo siebie nie akceptujemy, bo nie rozumiemy, czym jest miłość ( nie jest myślą, miłość nie bierze się z głowy)
  • Brakiem medytacyjności, czyli nadmiarem, obecnością myśli, zamieszania i fałszu wprowadzanego przez myśli.
  • Odstępstwem od tu i teraz, czyli mazgajeniem się w przeszłości lub martwieniem o przyszłość
  • Drogą do zrozumienia. .. jest nim każde cierpienie
  • Kreacją ego, czyli czymś dla uzyskania korzyści
  • Przejawem nagromadzonych  w podświadomości przedmiotów umysłu, wypartych ze świadomej części umysłu -  czyli wspomnieniami, zmartwieniami, lękami, zazdrością, poczuciem braku, poczuciem niższości, pragnieniami i strachem z nich wynikającym, przekonaniami, urazami wobec innych.


Umysł jest chorobą ... ciężką chorobą. Choroba jest przejawem umysłu w ciele ... jest swego rodzaju emocją. .. wyrazem siebie nieprawdziwego, egoistycznego, walczącego, pełnego pragnień i ambicji oddalajacych od bycia sobą. 

Samouzdrawianie w takim razie, to odkrycie kim jesteś i bycie sobą, zaprzestanie walki - oporu wobec tego, co przynosi życie. Jest akceptacją, ufnością, oddaniem się - powierzeniem się, egzystencji, Bogu, naturze, sobie samemu. To zaufanie sobie samemu, swojej własnej naturze, swojej własnej boskości.

 

Ten wykład jest trudny, bo tego nie da się wypowiedzieć słowami, nie da się zrozumieć tego intelektualnie. To trzeba poczuć, trzeba odnaleźć. Trzeba odnaleźć siebie, swoją prawdę, swoją naturę, szczęście, zdrowie. Trzeba odnaleźć zrozumienie.

Można je odnaleźć tylko w jeden sposób porzucając przyczynę: umysł – ego – wiedzę – ja – myśli.

Porzucenie tego nie może być twoim wyborem, jakimś działaniem, walką. To może być tylko zrozumieniem, odprężeniem, otwarciem się, medytacją, powierzeniem się, akceptacją – ufnością.

Porzucenie tego – najprościej – to bycie sobą.

To jedna, jedyna droga.

Na koniec powtórzę jedno zdanie: nie możemy poznać siebie, całej swojej głębi, patrząc wyłącznie na swoje odbicie w lustrze. A co możemy zrobić by siebie poznać, by dojrzeć te przyczyny i rozwiązania?

Obserwować siebie: swoje ciało i swój własny umysł, swoje myśli. Gdy staniemy obok siebie, jako świadek, obserwator, na wzgórzu, może uda nam się zobaczyć prawdę. Na pewno nam się uda, bo nic innego niż prawda nie istnieje. Cała reszta jest fałszywa.

I to tyle.

 

Piotr Kiewra