piątek, 4 stycznia 2019

Surowy lekarz


„Od 5 lat nie chodzimy do żadnego lekarza, żadnych dolegliwości, zniknęły - nadciśnienie, reumatyzm, zmiany w sercu, bóle biodra, kręgosłupa.”

Fragment komentarza pod jednym z tekstów bloga

Ludzie są zawiedzeni medycyną. Coraz więcej osób szuka na własną rękę środków zaradczych, gdy coś w ich zdrowiu szwankuje, lub gdy instynkt lub intuicja podpowiadają im, że prawda jest odwrotna od tego, co się wokół najczęściej słyszy, nawet, jeśli to pochodzi od lekarza, od nauki.

Ludzie widzą na każdym kroku, że nie tylko medycyna się sprzedała, również nauka się sprzedała. Dała się przekupić pieniądzem. Jest w stanie się podłożyć i wydać zamówione przez koncerny spożywcze i farmaceutyczne, dowolne twierdzenia na temat tego, co jest zdrowe, a co nie jest. Dotyczy to sporej jej części. Część naukowców z tego właśnie żyje – podpisują się swoim autorytetem pod pseudonauką.

Powstało tak wielkie zamieszanie w umysłach ludzi, że trudno jest, z jakichkolwiek źródeł ją odkryć. Chyba, że się sprawdza na sobie, chyba, że się eksperymentuje, chyba, że zaczynamy rozumieć, że jesteśmy z natury, że jesteśmy jej częścią i że od tysięcy, czy milionów lat, nic się tu nie zmieniło i nie zmieni.

I to jest moje kryterium.  Jeśli chcę się dowiedzieć, co jest zdrowe, a co nie jest, to patrzę, co jest bliższe naturze. Nie zaglądam do naukowej literatury, lecz badam naturę rzeczy. Inni też to robią. Coraz więcej ludzi to robi, bo podświadomie czuje, że coś jest nie tak.

Słucham też instynktu ciała, mając świadomość tego, że czasem trudno niektórym odróżnić, co jest instynktowne, a co jest wyuczone, co jest nawykiem wynikającym ze stylu życia.

Gdy potrzeba sięgam jeszcze głębiej, do intuicji, a ta nie myli nigdy. Czasem nie ma innego sposobu na odkrycie prawdy.

Jak już powiedziałem, jestem zwolennikiem natury. Nie chodzi mi tu tylko o to, że lubię las, góry, lecz dokładnie wszystko, co to może oznaczać. Jestem zwolennikiem naturalnego jedzenia, w żaden sposób nieprzetworzonego, co również oznacza, że takowe nie jest gotowane. Większość, bowiem uważa, że przetworzona żywność to ta nafaszerowana chemią, wzmacniaczami, konserwantami. Nie. Przetworzone jest wszystko, co jest ugotowane, upieczone, usmażone, rafinowane. Jestem jeszcze dalej. Przetworzone jabłko to te pozbawione skórki i pestek.

Napisałem szereg tekstów na ten temat, np. na temat bioaktywności, czyli pokarmu, który jest żywy, niezniszczony przetwarzaniem, diety instynktownej i wiele innych.
Często dostaję komentarze, które potwierdzają moje odczucia. Oto jeden z nich.


„Polacy zostali pozbawieni tłumaczeń książek Arnolda Ehreta, Herberta Sheltona i wielu innych znanych za granicą wybitnych badaczy wpływu żywego jedzenia na ludzki organizm. Zamiast tego uporczywie wciska się nam mity i kłamstwa o białku, dogmaty i stereotypy, tzw. tradycji przetworzonego na ogniu pseudopokarmu.
Bardzo długo szukałam informacji jak być zdrowym i tylko dzięki znajomości języka rosyjskiego, bo angielskiego nie znam, dotarłam do prawdy.
Z dnia na dzień przeszliśmy z mężem na 100% żywe jedzenie, było ciężko, niesamowite kryzysy oczyszczające, spadek wagi o kilkanaście kg, po 2 latach witarianizmu weszlismy w systematyczne suche głodówki: 36 godz raz w tygodniu, a obecnie 60 godz, tj 2 dni.
Samopoczucie doskonale, od 5 lat nie chodzimy do żadnego lekarza, żadnych dolegliwości, zniknęły - nadciśnienie, reumatyzm, zmiany w sercu, bóle biodra, kręgosłupa.
Jemy wyłącznie płody roślin, tj. soczyste owoce i warzywa, zieleń, skiełkowane nasiona gryki i słonecznika, jako przystawka do surówki, dużo owoców sezonowych, żadnej oliwy, żadnej soli, żadnych orzechow, ani nasion, za wyjątkiem ww.
Nie pijemy wody, nie używamy dehydratora, obecnie wyciskarka w odstawce, w użyciu tylko blender i nóż.
Nie uznajemy przepisów kulinarnych typu surowa pizza, surowa czekolada itp. To wymysły. Nasze kubki smakowe odbierają gamę cudownych smaków, wyostrzył się zmysł zapachu.
Jesteśmy żywym dowodem na to, jak działa żywy-prosty pokarm.
Bretarianie jednak są dowodem, że najprawdopodobniej nasi przodkowie nie jedli niczego, być może, tylko pili czystą wodę w razie potrzeby, tj. wielkiego wysiłku fizycznego.
Obecnie nie istnieją dla nas żadne dylematy, co jeść, a czego nie. Posiłki nie mają nazw typu obiad, deser, czy kolacja, a sucha głodówka dwu-dniowa to, po prostu, niejedzenie i niepicie, bez żadnych sensacji, z długimi spacerami.
Mamy po 70 lat.
Pozdrawiamy Pana i życzymy sukcesów.

Dwa surojady-fruktojady.”  


Mam podobne spostrzeżenia dotyczące wpływu surowej żywności, znam sporo ludzi, którzy tak żyją i doświadczają na sobie.
„Surowy” lekarz, jest naprawdę surowy dla chorób, dla dużej części dysharmonii w naszych ciałach.

Piotr Kiewra

6 komentarzy:

  1. nie kazdy moze jesc z lupinami i pestkami jablko i 60 godzin poscic to nie dla kazdego taka dieta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest dieta, to naturalne odżywianie. 70% wartości jabłka znajduje się w skórce i bezpośrednio pod nią, a pestki zawierają witaminę B17 o działaniu wzmacniającym odporność a wręcz leczniczym w przypadku nowotworów. Jeśli ktokolwiek uznaje , że to nie jest dla niego ,to niech tak uważa . Każdy jest kowalem swego losu. To samo dotyczy postów. Najczęściej tego boją się cukrzycy, ludzie dotknięci cukrzycą. Medycyna twierdzi iż jest ona nieuleczalna, podczas gdy leczy się ją w ciągu 30 dni, właśnie surową dietą - naturalnym sposobem odżywiania. Oczywiście pod kontrolą świadomych wszystkiego prawdziwych lekarzy, a nie urzędników wypisujących recepty.

      Usuń
  2. nie bardzo sobie wyobrazam taka diete, p
    przydaloby sie troche przykladow...

    OdpowiedzUsuń
  3. W naszym zimnym klimacie surowizna nie jest wskazana dla każdego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham jabłka ze skórką i pestkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Warunek jabłka ze swojego sadu i starej odmiany i obecne krzyżówki. Obecnie trzeba zjeść wiadro jabłek, aby dostarczyc tyle wartości co 1-edno jabłko 100 lat temu.

    OdpowiedzUsuń

Twoje komentarze są moderowane.