niedziela, 8 lipca 2018

Jak sarna w lesie. Świadoma dzikość - warunek zdrowia.


Gdybyś wiedział tyle co sarna w lesie ... Byłbyś zdrowy!

Ona nie przeczytała żadnej książki, nie wysłuchała żadnego wykładu, nie zna się na dietetyce i zdrowej kuchni, nie ufa ślepo lekarzom, nie szuka wiedzy,  a .... jest zdrowa i szczupła. Dlaczego?

Spójrz na przeciętnego Amerykanina!  Ma wiedzę o zdrowej diecie w małym palcu.  Wie o żywieniu milion razy więcej niż człowiek pierwotny. I co z tego wynika? Że nie wiedza się liczy.
A sarna?
Ufa naturze. Nie myśli o zdrowiu, bo nie ma powodu by myśleć. Tak samo jest u każdego człowieka.
Zdrowie jest naszą naturą.  Nie musimy się nim zajmować.  Jedyne co trzeba robić to mu nie szkodzić i zaufac ciału i naturze.
Ludzie korzystając z mojego bloga, z nagranych przeze mnie filmików na moim kanale YouTube, proszą o to, bym pomógł, bym doradził im w przypadkach ich chorób, w przypadku ich nadwagi. Odpowiadam im, iż ja się tym nie zajmuję – w ogóle się nie zajmuję chorobami – tym się zajmuje medycyna (ta oficjalna – w większości farmaceutyczna, oraz ta prawdziwa – naturalna). Ja się zajmuję zdrowiem. To jest zupełnie inna dziedzina.
I jeszcze jedno: nie zajmuję się cudzym zdrowiem, lecz swoim.
Precyzyjniej mówiąc: pozwalam swojemu zdrowiu się manifestować, bo ufam swojej naturze, jak i tej, która mnie otacza. To wystarczy.
W związku z tym, wszystko, co głoszę, co opisuję, jest moim doświadczeniem. Wynika z obserwacji siebie samego, mojej natury, otaczającego mnie świata i innych ludzi. Powtarzam: wynika to z doświadczania, a nie ze zbierania cudzej wiedzy, czytania literatury naukowej, korzystania z badań nauki, z dorobku medycyny takiej, czy owakiej.
Ważne jest zrozumienie jednej rzeczy:
Zdrowie jest naszą naturą.
Czyli to zdrowie po prostu jest, jest nam przynależne, nie trzeba go szukać, budować ani nic robić by było. A nawet jest odwrotnie, im bardziej się nim zajmujemy, tym bardziej przywołujemy chorobę. To tak jak z przyrodą: im bardziej człowiek ingeruje w utrzymanie równowagi w przyrodzie, tym bardziej ją zakłóca.
Ktoś, kto zrozumie, czym jest zdrowie, żyje w ufności do swojej natury, do swojego ciała i nie robi nic, poza tym, że nie przeszkadza i po prostu ufa.
Żyje w zgodzie z naturą wokół i w zgodzie ze swoją naturą, oddaję się jej. Ciało ma swoją odporność, potrafi się samouzdrawiać, wystarczy tym naturalnym procesom zawierzyć, poddać się im.
To zrozumienie oznacza, że wiedza na temat zdrowia właściwie jest nam niepotrzebna. Przecież jesteśmy w tej dziedzinie dokładnie takim samym żwierzęciem jak dzika sarna w lesie. Ona nie ma żadnej wiedzy w tym zakresie. Nie podejmuje żadnych kroków by zadbać o zdrowie, nie uczy się, nie poszukuje, nie pyta, nie czyta, nie chodzi na wykłady, a „wie”. Ma instynkt.
Człowiek też ma instynkt, lecz go odrzucił, zasłonił wiedzą jego skuteczne działanie, bo zaczął się przejmować, zaczął rozmyślać na temat zdrowia, a właściwie to – przepraszam za wyrażenie – zgłupiał, bo tak jak mówią mędrcy:
„Głupiec zajmuje się chorobą. Mądry człowiek usuwa przyczynę choroby, a ta znika sama”.
Dla większości ludzi takie podejście wydaje się być bardzo trudne i wtedy tłumaczą się brakiem potrzebnej wiedzy. Wtedy ripostuję, mówię im, że cała wiedza jest w lesie, że wystarczy poobserwować sarnę, dziką sarnę: co ona robi, co je, co „myśli” na temat zdrowia i choroby i czy w ogóle myśli. Jestem zdania, iż ona poddała się naturze i swojej własnej naturze. I to jej wystarcza. Wystarcza też człowiekowi.
Jednak pod tym względem człowiek jest głupi. I tu wierzę mistykom, którzy mówią, że głupotą jest wierzyć słowom i cudzej „prawdzie”, zaś mądrością jest kierować się swoim doświadczeniem.
Otóż dzisiaj chciałbym ci opowiedzieć o moim doświadczaniu zdrowia, o tym, co robię, co stosuję. Moje doświadczenie jest takie same jak sarny w lesie, bo to, co obserwuję u siebie, widzę też, iż jest jej codzienną praktyką.
Swoje cykle poświęcone zdrowiu nazywam zdrowym stylem życia, albo samouzdrawianiem. W tym drugim przypadku, samouzdrawianie to jest zaufanie naturze swego ciała i otaczającej nas naturze. Jeśli to zaufanie jest prawdziwe, nieudawane i jest głębokie, to wystarcza by zdrowie utrzymać, by w nim trwać.
Nie mylmy jednak ufności z wiarą: wiara jest czymś płytkim, mentalnym, czymś wyćwiczonym i wynikającym najczęściej z cudzych nauk, ufność zaś jest czymś duchowym, jest przede wszystkim zaufaniem sobie samemu, swojej naturze. Ufność jest pozwoleniem sobie na bycie sobą. Ufność jest rozluźnieniem się, poddaniem się egzystencji – życiu (Bogu jeśli wolisz użyć tego słowa), naturze.
Zatem jakie jest to moje podejście? Na czym opiera się mój styl życia? Czym jest samouzdrawianie?
Najpierw kilka zdań wprowadzenia:
Każda moneta ma dwie strony. Zdrowie też. Tą drugą w przypadku zdrowia jest choroba. Choroba jest informacją o zakłóceniu równowagi. Człowiek – jego ciało - funkcjonuje w pewnej harmonii, jest ona dla niego stanem naturalnym. Zdrowie jest naszą naturą.
Jest to bardzo ważna prawda i dlatego powtórzę ją jeszcze raz:
ZDROWIE JEST NASZĄ NATURĄ.
Wynika z niej, że to zdrowie jest stanem naturalnym, a choroba wynaturzeniem, odejściem od natury. Mówiąc o naszej naturze mam na myśli nie tylko tę naturę, która nas otacza, lecz także naturę naszego ciała, naturę człowieka, który stanowi wraz z umysłem i pierwiastkiem duchowym, pewną całość i jako tak rozumiany człowiek, stanowi całość z otaczającym nas światem – naturą: światem nieprzetworzonym przez człowieka, światem jak najbliższym stanu pierwotnego.
Co wynika z takiego rozumienia zdrowia i choroby?
A no to, iż istotą naszych wysiłków, stylu życia, powinno być podtrzymanie zdrowia, podtrzymanie panującej w ciele równowagi, albo odwrotnie: niezakłócanie jej.
Natomiast podejście współczesnego, czyli cywilizowanego człowieka jest zupełnie odwrotne: walczymy z chorobami. Najpierw odchodzimy od natury, niszczymy ją, niszczymy siebie, swoje ciało, zakłócamy stylem życia, napięciem, jakie tworzymy poprzez sposób myślenia: poprzez bieg w przyszłość (ku realizacji pragnień materialnych i mentalnych, które w ostateczności unieszczęśliwiają), lub nawykową obecność mentalną w przeszłości.
Walka z chorobami jest tysiące, miliony razy droższa i na dłuższą metę zupełnie nieskuteczna. Jest droższa nie tylko dla jednostki, ale dla społeczeństwa.
Co proponuję? Oto kilka moich propozycji:
  1. Zadaj sobie pytanie i szczerze sobie na nie odpowiedz: Co jest moim pragnieniem: zdrowie, czy choroba? Dla większości ludzi ich podświadomym wyborem jest nieszczęście, jest choroba, bo zapewnia im zainteresowanie otoczenia, wzmacnia ich poczucie ważności, zapewnia temat do rozmów, pomaga skupić uwagę innych na ich problemach, na ich osobie.
  2. Wzmacniaj odporność. Zaobserwuj u sarny, co wzmacnia jej odporność. Tak samo będzie u ciebie. Wzmacnia to nie tylko tę odporność wrodzoną, lecz też adaptacyjną – nabytą poprzez specjalne zabiegi. Te zabiegi to nic innego jak powrót do natury: naturalne odżywianie się nieprzetworzoną żywnością, a więc przede wszystkim surowymi owocami, tym, czym byś się odżywiał jako człowiek pierwotny i w taki sposób jak człowiek pierwotny, czyli raczej rzadziej niż częściej, np. raz dziennie. Pamiętaj, iż częsta głodówka trawająca kilkanaście godzin, dzień lub kilka dni, jest stanem naturalnym. Naturalne dla człowieka jest zimno i gorąco, naturalnym dla człowieka jest obecność zarazków chorobotwórczych, których systematyczna obecność wzmacnia system immunologiczny.
  3. Systematycznie – codziennie stosuj ruch. Najlepsze są te naturalne i te najłatwiej dostępne: marsz, bieg, rozciąganie mięśni, ćwiczenia siłowe z naturalnym obciążeniem swego ciała na wszystkie grupy mięśniowe.
  4. Kieruj się uczuciem, a nie wiedzą. Serce, intuicja i twoje własne doświadczenie są twoją mądrością, a nie wiedza. To pomoże ci odkryć swoje prawdziwe pragnienie, nie te związane z materią, z przedmiotami umysłu, lecz te najgłębsze, nienazwane, prawdziwe, które możemy nazwać twoją prawdą.
  5. Medytuj, czyli obserwuj siebie: swoje ciało, jego reakcje, jego potrzeby – te prawdziwe, np. te instynktowne jego zachowania dotyczące diety, jego naturalnych potrzeb, a nie te wyedukowane i ukształtowane wychowaniem i narzuconym przez społeczeństwo stylem życia, np. sztuczne nawyki dotyczące smaków, itp. Obserwuj przede wszystkim swój własny umysł, jak próbuje grać, udawać, jak mnoży przeszkody, problemy, napięcia, jak próbuje cię oddalić od samego siebie, jak proponuje ci ucieczki, odwrotne rozwiązania, jak próbuje cię przekonać, iż nie masz czasu dla siebie, jak mnoży ci myśli dotyczące twojej przeszłości i przyszłości, a zabiera cię z TERAZ. Medytacja pozwoli ci odnaleźć miłość i zaufanie do siebie.
Medytacja w tym przypadku jest tym, co nazywam rozmową z ciałem. Ta rozmowa to słuchanie, to uważne obserwowanie. Ciało wysyła informacje, daje ci sygnały o tym, że odbiegasz od natury. Każdy dyskomfort, każdy przejaw złego i gorszego samopoczucia, każdy ból, cierpienie, każdy odgłos twego ciała, to informacja o tym, że coś zrobiłeś i robisz nie tak. To informacja, że idziesz niewłaściwą drogą, że myślisz nie tak, że twoje przekonanie jest niewłaściwe, że jesteś napięty, że jesz to, co ci nie służy, że odchodzisz od natury.
Rozmowa z ciałem pozwala odnaleźć przyczynę. Pozwala zamienić symptomy na pełnię zdrowia, przywrócić stan równowagi zakłócony twoim niewłaściwym działaniem, myśleniem, brakiem zaufania, napięciem – stresem.

Kluczem jest tu odporność, jest potencjał twego ciała do samouzdrawiania. Potrzebne jest tylko zaufanie – bezwarunkowe zaufanie – poddanie się naturze.

Wg tego rozumienia cywilizacja to „grzech”, czyli to zupełnie odwrotne podejście do życia. Wg relijnego rozumienia, człowiek wyszedł z raju zrywając owoc z drzewa poznania, z drzewa wiedzy. To metafora, lecz dokładnie mówi o tym, o czym tu piszę.
Dlatego kluczem jest tu zrozumienie  i poddanie się, a nie jakieś działania, jakieś zabiegi i jakaś speltakularna i bogata wiedza. Jest nawet odwrotnie – celowe jest jej porzucenie. To jest powrót do raju – dosłownie, to jest na powrót stanie się dzikim, czystym, rozluźnionym, ufnym, bliskim swojej naturze.
Mogę taki stan określić dwoma słowami, nie da się krócej:
Być sobą.  
I w zasadzie to wszystko.
Ile czasu mi to zajmuje? To w ogóle nie zajmuje mi czasu. To co robię, to robię zamiast. Zamiast czego? Poobserwuj sarnę w lesie to się dowiesz, zamiast czego, robisz to, co robisz. Zaobserwujesz również - i to chyba będzie najważniejsze odkrycie, iż zamiast żyć, naprawdę żyć rzeczywistym życiem, to ty myślisz, że żyjesz.
To ostatnie zdanie to tylko pozorny absurd, bo tak naprawdę tylko twoje myśli czynią cię chorym, każą zabiegać u innych o uzdrowienie, czynią cię nieszczęśliwym, tworzą wszystkie twoje problemy. Dlatego z tych pięciu punktów, za najważniejszy uważam ten ostatni.
Gdy medytacja stanie się codziennością, nie trzeba już o nic zabiegać, bo wszystko, co dobre przyjdzie samo. Nie mówię, iż to, co złe, czy gorsze nie pojawi się, owszem asystuje temu dobremu, ale ostatecznie ufność pozwala zawsze wydostać się na wierzch temu, co dobre.
Ufność pozwala zdrowiu wyjść na wierzch, pozwala się zdrowiu manifestować i ci służyć.
Zdrowie się manifestuje radością, pełnią energii – witalnością, kreatywnością, ale również bólem będącym informacją, zaszyfrowaną wiadomością – sprawdzianem twej uważności.
Nie oddalaj się więc od naury, od siebie, bądź uważny i bądź ufny.

Co robię by wzmacniac odporność? W jaki sposób żyję jak sarna w lesie?
Oto mój zestaw samouzdrawiający?
  • Każdego ranka piję nieprzegotowaną, „żywą” wodę.
  • Bywam na słońcu tyle ile się da. Pozwalam mu zobaczyć tyle procent mojej skóry, ile się tylko da. Zimą nie używam szalików, czapek. Nie zasłaniam nimi ciała, to pozwala słońcu docierać do mnie.
  • Stosuję takie dawki naturalnego ruchu ile się tylko da: marszu, spaceru, marszobiegu, biegu, górskich wędrówek, jazdy rowerem, ćwiczeń z obciążeniem własnego ciała, lub z ciężarkami – trwa to minutę dziennie. Rozciągam newralgiczne punkty mojego ciała – trwa to jak u kota, parę sekund.
  • Odżywiam się w sposób naturalny – raz dziennie, nie licząc porannego owocu, późnym popołudniem jem jeden posiłek o dowolnej obfitości. Są to surowe warzywa, owoce, czasem coś ugotowanego, np. ziemniaki, kasza, jajka. Jedyny suplement to wysokiej jakości napój z noni, najsilniej wzmacniającej odporność rośliny .
  • Pozwalam sobie na kontakt z zimnem i naturą, tyle ile się da. Pływam zimą, chodzę i biegam boso przez okrągły rok.
  • Pozwalam na kontakt  z wirusami i bakteriami, co wzmacnia moją odporność. Nie unikam kontaktu z chorymi, z niehigienicznymi warunkami.
  • Gdy pojawia się jakaś dolegliwość, tak długo nasłuchuję tego sygnału, tak długo „drążę” tę informację, aż zrozumiem, czemu miała służyć. Tak odkryłem, jeszcze w we wczesnym dzieciństwie (instynktownie), że mięso nie jest dla mnie właściwe. Później, że szkodzi mi mleko i jego przetwory. Tak też  odkryłem, że nie służy mi gotowane, smażone, przetworzone jedzenie. Nie służy mi chleb, oleje roślinne, nie służy mi dłuższy bezruch, nie służy mi wiedza, nadmierna ambicja, otaczanie się materią i służenie jej. Nie służy mi kierowanie się przekonaniami, nawykami, obciążanie się myślami. Nie służy mi nadmiar cywilizacji, informacji ze świata, itd.    
No i stałem się dziki jak sarna. Taka świadoma dzikość to …
To już dopowiedz sobie sam, bo ty kreujesz swój los w stu procentach: “Jesteś kowalem swego losu.”  I “jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”.
Jeśli nie wierzysz sarnie, jesli nie chcesz być świadomie dzikim, masz jakikolwiek wykręt, by tego, co tu powiedziałem nie robić, to świadczy to o tym, że wybrałeś chorobę i nieszczęście jako twój styl życia ... więc nie przynoś mi płaczu, nie opowiadaj o swoim cierpieniu. Nie mam ochoty wzmacniać twego ego.

Piotr Kiewra  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twoje komentarze są moderowane.