czwartek, 19 lipca 2018

Egzystencjalne sieroty*


Czym jest i czemu służy egzystencjalne sieroctwo?
Sierota to człowiek przekonany o tym, że świat go opuścił,  że życie - egzystencja - Bóg mu nie sprzyja.
Taki człowiek nie chce przyjąć do wiadomości, opiera się, nie wierzy, walczy z prawdą, iż to on jest za swoje życie i siebie odpowiedzialny. Egzystencjalną sierotą jest ktoś, kto zrzuca odpowiedzialność i obarcza nią wszystko i wszystkich. Taka postawa ma swoje konsekwencje dla jakości jego życia i zdrowia.  Taka postawa to martwe życie, brak rozwoju.
Egzystencjalne sieroctwo to postawa, to sposób myślenia, to styl życia.  
To postawa roszczeniowa wobec władzy, wobec bliskich, przyjaciół, “kochanych” osób. “Kochanych” bo taka osoba nie potrafi kochać, żebrze o miłość. Żebrze o wszystko. Jej żebractwo jest schowane za maską smutku, łez, oczekiwań,  żalów ale i apatii. Oczekuje współczucia i docenienia. To przedmiot jej dominujących myśli, to obsesja.
Egzystencjalna sierota pomyliła miłość mentalną z prawdziwą miłością. W związku z tym szuka i chce praktykować coś, co nie istnieje. Czuje się samotna, po wielu egzystencjalnych cierpieniach, gdy nie wkroczy na ścieżkę ku prawdzie, spada jej wola życia, pojawia się choroba, brak odporności.
Egzystencjalne sieroty wyniosły swoje sieroctwo z domu rodzicielskiego lub stały się nimi, gdy nieszczęście, cierpienie stały się u nich sposobem na życie, sposobem na przyciągnięcie uwagi otoczenia, gdy nauczyły się w ten sposób zabiegać o współczucie.
Większość egzystencjalnych sierot swoją postawą, swoimi działaniami, stylem życia buduje jedynie swoje ego, rozszerza zakres swego sieroctwa i nie poznaje drogi ku prawdzie, bo jest całkowicie na nią zamknięta. Nie chcą jej, boją się prawdy, boją się ufać, boją się wolności, miłości. Ich dominującymi emocjami i przejawami życia są  smutek, apatia, nienawiść, zazdrość, cierpienie i choroby.
To najczęstszy objaw: egzystencjalne sieroty mają słabe zdrowie. Aids, to przejaw egzystencjalnego sieroctwa. Tak samo wszystkie choroby przewlekłe i śmiertelne. Egzystencja eliminuje szybciej takie sieroty, bo nie rokują poprawy. Właściwie to oni sami się eliminują, bo czują, że to co robią, to kim są nie ma przyszłości, nie daje im żadnej nadziei. 100% samobójstw przytrafia się właśnie im. Schizofrenia, obojętność, nuda, depresja, rak, parcie ku sukcesowi, karierze to też objawy. Są ich tysiące.
Można nawet z dużym prawdopodobieństwem zdiagnozować, że przyczyną słabości ich zdrowia, takiego a nie innego życia, jest wyimaginowane sieroctwo.
Egzystencjalne sieroty, tak bywa, intensywnie poszukują wiedzy, by sobie pomóc, poszukują doznań, zabawy, sportów ekstremalnych, towarzystwa i związków, ale to jedynie ucieczki, chwile wytchnienia w cierpieniu. To nie jest otwarcie się na siebie, to jest jedynie oczekiwanie, że ktoś lub coś rozwiąże ich problemy.
Takie sieroty owszem zadają dużo pytań, lecz nie są otwarte na niepasujące do ich sieroctwa rozwiązania, na odpowiedzi, które kłócą się z ich życiową postawą.
Egzystencjalna sierota uważa, że wie. Prawda w ich przypadku jest zawsze odwrotna. Tak naprawdę takie sieroty nie wiedzą, że nic nie wiedzą. To co wiedzą, to jedynie iluzje, wyobrażenia, przekonania, tysiące masek, aktorstwo, którym się posługują w życiu. Tego nie zauważają, bo nie chcą zauważyć.
Sieroty tego typu zajmują się nieistotnymi rzeczami, czymś, co ich nie rozwija. Owszem szukają dróg rozwoju, lecz to jedynie droga rozwoju mentalnego, szukają motywacji. Nie potrafią zrozumieć, że to fałszywe ścieżki.
Egzystencjalne sieroty łatwo mogą się stać fundamentalistami religijnymi, lub ateistami, politykami, psychologami, nauczycielami, duchownymi,  zakonnikami lub wręcz przeciwnie, namiętnie angażują się w życie rodzinne, a później są wspaniałymi dziadkami i babciami.
Otoczenie się rodziną to tylko pozór porzucenia sieroctwa, to ucieczka.
Lubią też pomagać innym sierotom. Dobroczynność to kolejna ich ucieczka.
Trudno im, lub jest to niemożliwe, by wstapiły na prawdziwie duchową ścieżkę. Podświadomie bowiem czują, że ta zniszczyłaby grunt na którym stoją.
Tak, ego to jedyna przeszkoda w uzdrowieniu z egzystencjalnego sieroctwa.
Egzystencjalną sierotę się gra, jest to rola. Jej przeciwieństwem jest bycie sobą, a żeby być sobą trzeba tę grę porzucić.
Sieroty są przywiązane do swoich ról, bronią się przed czymkolwiek, co obudziłoby ich, co dałoby przebłysk zrozumienia. Unikają nawykowo takich sytuacji, unikają ludzi, którzy niosą w sobie, w swoim sposobie życia i bycia przejaw zrozumienia, którzy niosą w sobie radość, spokój, ciszę, otwartość, ufność, wolność, miłość.
Unikają ludzi zdrowych, zazdroszczą im. Wszystko przypisują genom, środowisku, odziedziczonemu pechowi, karmie, cierpieniu, które ma być celem życia, a nie środkiem do zrozumienia.
Większość ludzi to egzystencjalne sieroty.
Cześć z nich przyozdobiła się tą postawą i okazuje ją światu, bo chcę jawnie coś zyskać, a druga część ją chowa i tłumi.  Różnica jest minimalna, bo jedni i drudzy żebrzą. Ego ich zdradza.
 Słowo jest narzędziem egzystencjalnej sieroty. Myślenie jest nawykowym zajęciem. Zło jest wymówką. Dualizm jest wymówką, przeszłość i przyszłość są wymówkami, choroba jest wymówką. Pieniądze, polityka są wymówkami. Działania też tym są.
To wszystko wymówki, a jednocześnie ucieczki.
Od czego egzystencjalne sieroty uciekają?
Od siebie.
A za czym gonią?
Gonią siebie, siebie poszukują. Ich życie jest absurdalne. Jest absurdem.
Lecz takie sieroctwo trzeba przejść,  trzeba doświadczyć, poznać je totalnie i od podszewki po sam szczyt i … porzucić.
Wszyscy jesteśmy, lub byliśmy, egzystencjalnymi sierotami.
Wyjść ponad tę postawę i przypadłość wymaga pracy i otwarcia się na mistrza, na życie,  wymaga ufności, wejścia na drogę ku prawdzie, ku sobie.
Sierotą przestaje się być z chwilą poddania się, powierzenia się egzystencji, tj. z chwilą odnalezienia siebie. Siebie prawdziwego, odpowiedzialnego, nie przywiązanego do żadnej roli, a przede wszystkim roli biorcy współczucia, do żadnej opinii na swoj temat, wolnego, bezinteresownie kochajacego,  rozumiejacego - tak, dogłębnie - duchowo rozumiejącego - nie mentalnie, że samotność jest stanem naturalnym.
Tak jak mówi Eckhart Tolle:
“Cierpienie jest potrzebne, by zrozumieć, że jest niepotrzebne.”
Taką samą rolę odgrywa egzystencjalne sieroctwo.
Czym jest i czemu więc służy? Uwalnia nas z niezrozumienia siebie.
Świata nie zrozumiemy, póki nie zrozumiemy siebie. Nie pogodzimy się z nim, nie będziemy szczęśliwi, póki nie zrozumiemy siebie.
Życie nie ma innego celu.
To jest jedyny, bo niefilozoficzny, bo duchowy cel.

Piotr Kiewra
*Użyłem tego terminu za Osho

środa, 18 lipca 2018

Samouzdrawianie 47. Fundamentalne pytanie:Czy chcesz być zdrowy?


piątek, 13 lipca 2018

Zabijanie listonosza


Przychodzi do ciebie listonosz, przynosi ci wiadomość, a ty zanim on ci wręczy list i zanim powie z czym przychodzi, zabijasz go.

Myślisz, że żartuję? Nie. Mówię prawdę o tobie.

Jeśli używasz środków przeciwbólowych, jesteś mordercą - zabijasz siebie, bo zabijasz informację o tym, co jest przyczyną twojego bólu, a ból mógłby ci powiedzieć w jaki sposób możesz się uleczyć.
Jeśli go nie słuchasz, ciało wysyła ci silniejsze sygnały, coraz silniejsze. Jeśli je ignorujesz i znowu zabijasz ból, w końcu dopadnie cię choroba śmiertelna.

Ból jest informacją, jest listonoszem, który przychodzi do ciebie z wiadomością, często z dobrą wiadomością, a ty go eliminujesz, strzelasz do niego. Tabletki, kapsułki, proszki … to twoja amunicja.

Zabijając listonosza, zabijasz siebie. Twoje ciało wysyła ci listy, telegramy, mówi do ciebie, woła, krzyczy, a ty do niego strzelasz i to z coraz cięższego kalibru.

Środki przeciwbólowe nie są lekiem, one cię uśmiercają chemicznie, ale i w sposób fizyczny. Eliminując ból pozbawiasz siebie możliwości odkrycia jego przyczyny. Cokolwiek by to było – migrena, ból kręgosłupa, kolana, żołądka, czy wątroby, jest jakaś przyczyna, zawsze jest. Nie możesz mieć nadziei na jej zidentyfikowanie, ma odczytanie wiadomości, na rozpoczęcie procesu leczenia, usuwania przyczyny, skoro wiadomość do ciebie nie dotarła, skoro zabiłeś kogoś czy coś, co ci tę informację niosło.

Gdy zażywasz leki przeciwbólowe mordujesz siebie, bo nie chcesz wiedzieć, co ciało ma ci do powiedzenia. Jesteś głuchy, rżniesz głupiego, nie chcesz rozmawiać z ciałem, nie chcesz go wysłuchać. Jest tego jeden powód: chcesz być chory, chcesz cierpieć, chcesz się zabić, masz siebie dość, bo nie kochasz siebie, nie akceptujesz siebie takim, jakim jesteś.
To jest twój sposób na popełnienie samobójstwa.
Świat jest pełen samobójców, a lekarze pomagają w tym procederze.
Polecając, reklamując i przepisując leki przeciwbólowe i wiele innych leków, pomagają ci bezboleśnie chorować i umierać.

Jeśli lekarz próbuje usuwać objawy bez zidentyfikowania jej przyczyny, jeśli nie pomaga ci jej odszukać to jest współodpowiedzialny za morderstwo nie tylko listonosza, ale i ciebie.

I jeszcze jedna rzecz, bardzo ważna - nie jesteś jej świadomy i lekarze nie są świadomi: ból jest lekiem. Usuwając go pozbawiasz się leku.
Od tysięcy lat, szczególnie w medycynie chińskiej ból stosowali i stosuje się jako lek. Przykładem są dwie metody samouzdrawiania: Paida i Lajin.
Doświadczamy tej jego leczącej właściwości w sporcie, w każdym ćwiczeniu fizycznym, w adaptacji układu odpornościowego, w oczyszczaniu z toksyn, w procesie zdrowienia.
Ból ma też informować o granicach w jakich eksploatujemy swoje ciało.
Wskazuje urazy, chore miejsca i wskazuje też metodę leczniczą. Są to instynkty naszego ciała.

Eliminując ból i symptomy, objawy stylu życia w naszym ciele, pozbawiasz się dobrodziejstw, okradasz siebie z tego co najlepsze może ci dać twoje własne ciało: informacje zwrotne o twoim myśleniu, działaniach, harmonii i dysharmoniach.

Niestety, lekarze nie są tego świadomi, bo tak ich kształci system. Więc nie są też odpowiedzialni za twoje zdrowie - zajmują się wyłącznie twoimi chorobami. Lecz dlatego, że nie są aż tylu rzeczy świadomi zajmują się nieprofesjonalnie , nieskutecznie.

Przede wszystkim jednak, ty jesteś odpowiedzialny.
Ciało chce ci powiedzieć tylko jedno. Ma dla ciebie jedną wiadomość, zawsze taką samą i dla wszystkich ludzi identyczną.  Mówi: bądź sobą.  
Ból jest napomnieniem, że sobą nie jesteś, że siebie nie kochasz, nie akceptujesz. Oczywiście przyjmuje różne formy, bywa delikatny, ale i ostry, nie do wytrzymania.

Dlaczego jest tak nieznośny, tak zabójczy?
To reakcja na twoją głuchotę, ślepotę, obojętność, niechęć, nienawiść.

Ciało czuję tę niechęć, tę nienawiść, jest wrażliwe, bo przecież w nim jest serce, gotowe kochać. Ty nie chcesz kochać, oczekujesz jedynie, by ciebie kochano, a jak mają cię zaakceptować i pokochać inni skoro emanujesz niechęcią, nienawiścią do siebie samego, skoro nie jesteś autentyczny, bo grasz i rżniesz głupa.  

Kto może pokochać takie indywiduum i na dodatek mordercę? Wszyscy to czują i ci współczują, lecz nie mogą pokochać .... bo mają ten sam problem.

Nie tylko ciało jako całość wysyła ci sygnały. Wysyłają je też poszczególne organy, poszczególne części twego ciała.

Twój żołądek mówi ci, co jest dla niego dobre, co jest właściwe, co jest w stanie strawić i co ma ci służyć, co ma służyć twojemu zdrowiu. Jeśli masz dolegliwości po spożyciu mleka, jego przetworów, jeśli dolega ci zgaga po zjedzeniu smażonego, a ty zamiast zrezygnowac z tego na przyszłość, traktujesz żołądek tabletką, to jesteś głupcem, ślepcem, niewidomym. Jesteś przeciw sobie, sam jesteś swoim największym wrogiem.

Ktoś kiedyś powiedział:

Głupiec zawsze leczy objawy. Mądry człowiek szuka źródła najgłębszej przyczyny.

Wysyła ci takie sygnały wątroba, nerki, twoje jelita, twój kręgosłup. Twoje kolana, mięśnie, oczy, uszy mówią ci w każdej chwili, co robisz właściwie, a co nie.

Jeśli słuchasz tych sygnałów i ufasz im, twoje ciało da sobie radę na bieżąco. Samouzdrowi się z jakiejś dysharmonii, którą sprowokowałeś. Nie będziesz się musiał zajmować chorobami, bo one samoistnie znikną, tak jak i się pojawiły.

Naprawdę.
Lecz jeśli nie słuchasz …. Oooooo, to sam siebie skazujesz na tortury, sam sobie wymierzasz karę.

Nic się nie dzieje bez przyczyny. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. W twoim ciele też tak jest.

Zabijajac listonosza zabijasz siebie.

I to byłoby wszystko z mojej strony.

Piotr Kiewra

poniedziałek, 9 lipca 2018

Propaganda


Istnieje we współczesnym świecie kilka źródeł informacji, z których korzystamy w naszej życiowej wędrówce. Mamy swój własny magazyn wiedzy wyniesionej z domu, ze środowiska, ze szkół. Korzystamy z informacji w mediach, z książek, prasy, kolorowych magazynów, internetu. Wierzymy nauce, autorytetom.
Problem w tym, czy informacje – wiedza, którą zgromadziliśmy, czy te, które na bieżąco do nas docierają, są prawdą.
Otóż najczęściej są nieprawdą, kłamstwami, półprawdami. Bardzo często jest jeszcze gorzej – są propagandą.
Informacje są „produkowane” by pomóc w sprzedaży, zamiast informacją są reklamą, popartą pseudonauką, lub nawet bezczelnymi kłamstwami.
Dlaczego tak jest? Z powodu pieniędzy. Nie ma innego powodu. Może są inne, ale najczęściej są to powody zespolone z tymi finansowymi (a nazywane teoriami spiskowymi), np. te mające służyć depopulacji (czyli zmmniejszeniu ilości ludzi na świecie).
Jednak nie będą tutaj mówił o teoriach, ani nawet o pieniądzach, lecz o samej propagandzie.
Propaganda, pod pozorem informowania, służy polityce, celom gospodarczym, religinym i antyreligijnym, społecznym. Służy propagowaniu określonych wzorców zachowań, sposobowi myślenia, promocji określonego stylu życia (konsumpcjonizm), a nawet propagowaniu określonego sposobu odżywiania, dbania o zdrowie.
Przyjrzyjmy się propagandzie dotyczącej zdrowia, a bardziej precyzyjnie mówiąc, dotyczącej chorób, czyli reklamom leków, produktów spożywczych, itp.
Ileż to mamy okazji by oglądać programy służące promowaniu sztuki gotowania?
We wszystkich tych programach zachwala się - występujące tam sławy kuchni  -promują „zdrowe” odżywianie, czyli gotowanie, smażenie.
I dlatego, takie programy nazywam propagandą, bezczelną, kłamliwą propagandą. Propaguje się tam procesy, które kompletnie zdrowiu nie służą, wręcz przeciwnie, zakwaszają nasze organizmy, postarzają, pozbawiają witamin, minerałów – pozbawiają witalności, bioaktywności, niszczą życie obecne w nieprzetworzonej, naturalnej żywności.
A tak naprawdę, co jest zdrowego w czymś, co jest ugotowane i usmażone? Nic.
Ile czasu przeżyje lew karmiony wyłącznie ugotowanym mięsem? Ile przeżyje cielak, czy krowa karmiona homogenizowanym mlekiem, kefirem naturalnym, lub twarogiem? Jakie zdrowie mają psy i koty karmione „ludzkim” jedzeniem? Skąd się wzięła cukrzyca? Skąd cholesterol, skąd guzy? Dlaczego ponad 60% ludzi ma nadwagę? Dlaczego ludzie zamiast żyć 120 lat, jak wskazuje na to nasz potencjał, żyją siedemdziesiąt kilka i krócej? Dlaczego rośnie sprzedaż leków?
Aaaaa … są jeszcze inne ciekawe pytania:
Dlaczego więcej niż rolnik zarabia przemysł przetwórczy? Po co ten przemysł jest w ogóle potrzebny? Do czego jest potrzebne to wszystko, co jest między rolnikiem a konsumentem? Dlaczego rolnika nie nazywa się dzisiaj wytwórcą żywności?  I przede wszystkim, dlaczego żywność jest taka droga?
A no dlatego, że propaganda i to wszystko czemu ona służy obsesyjnie pragnie pieniędzy. Tak obsesyjnie, że z zimna krwią mordują ludzi, zwierzęta, prowokują cierpienia ludzi, zwierzat, niszczenie środowiska, zagładę całych ekosystemów. W imię tych celów przybliża nas do krawędzi zagłady: nie tylko do śmierci i chorób jednostek, całych rzesz, ale do samozagłady świata jako całości.

Oto, czym jest propaganda: nie jest informacją, jest narzędziem w rękach władzy, jawnej, czy ukrytej, służącym jej celom.

Gdzie zatem możemy znaleźć prawdę? Gdzie nie ma propagandy? Które informacje nie są obarczone propagandą, nie są skażone kłamstwem?

Prawdy nie trzeba szukać, ona jest. Jest w naturze. To, co naturalne, jest zdrowe. Prawda jest w nas. Nasz instynkt ciała podpowiada nam prawdę. Nie mylmy jednak instynktu z nawykami żywieniowymi, ukształtowanymi przez wynalazek „diabła”, czyli kucharzy (patrz powiedzenie: Bóg stworzył pożywienie, a diabeł kucharza, czyli od dawna jest to wiadome).
Prawdę podpowiada nam intuicja.
Jest taki sposób odżywiania, który nazywamy instynktownym (tutaj szerzej na ten temat: http://piotrkiewra.blogspot.com/2014/02/jedzenie-oczami-czyli-jak-przestac-byc.html )
Poszukując prawdy wystarczy przyjrzeć się zwierzętom żyjącym w naturze, tym, które nie zostały skażone cywilizacją i produktami człowieka. Wystarczy się przyjrzeć ludom żyjącym bliżej natury, mniej cywilizowanym. Znajdziemy tam nie tylko zdrowe sposoby odżywiania, zdrowe diety, znajdziemy tam również sposoby samouzdrawiania, profilaktykę zdrowotną, znajdziemy tam zdrowie, krórego nie trzeba szukać, bo ono jest czymś naturalnym. Tak, to zdrowie jest naszą naturą a nie choroba.
W czasach propagandy, niestety, przekonuje się nas, że to choroby są czymś naturalnym, a zdrowie czymś, co trzeba sobie wywalczyć poprzez leki i medycynę, czyli poprzez uleganie propagandzie.
Wraz z postępem cywilizacji, postępował rozwój propagandy. Rozwijającej się cywilzacji jednak nie można mylić z postępem, np. w sztuce odżywiania. Ten postęp, tak naprawdę, nie był i nie jest postępem, jest czymś jemu przeciwnym, jest upadkiem, promowaniem chorób i degeneracji.
Oto, co widzę w jednej z ostatnich reklam: mówi się w niej, że tłuste i usmażone, czyli przetworzone jedzenie, szkodzi naszej wątrobie. Nie pada jednak w tejże reklamie wniosek, że w takim razie zdrowe jest to, co nieusmażone, nieprzetworzone. Jest pomijany, a proponowane są leki, które mają odkwasić i zapobiec zgadze i innym dolegliwościom maltretowanego organizmu. Czyż to nie jest propaganda?
Tak, jest. I to bezczelna. A mimo to trafia do dużej części ludzi, przekonuje ich do zakupu tych specyfików i do trwania w złych nawykach. Dlaczego?
Bo ta głupota, niezrozumienie większości ludzi, jest efektem propagandy trwającej setki lat. Jest efektem braku zaufania do mądrości ciała, do intuicji, do natury. Ufamy, w większości propagandzie, bo tak zostały wyprane i wyprasowane nasze mózgi, że nie potrafią dostrzec rzeczy oczywistych.
A to jest właśnie jej celem: ogłupienie, wywołanie bezkrytycznego zaufania do leków, medycyny, propagandy, sprowokowanie chorób, depopulacja, a tak naprawdę – kasa, wielka kasa. Koncerny farmaceutyczne, spożywcze, skorumpowani przez nie politycy i media, zarabiają na propagandzie i jej skutkach działania. Kiedyś szukano „perpetum mobile”, dzisiaj propaganda jest narzędziem, które pomaga władzy osiagać znacznie więcej niż owo „perpetum”, bo ktoś, kto włada propagandą otrzymuje znacznie więcej kasy niż w nią wkłada.

Oto link do filmu, który to potwierdza w polityce: https://www.youtube.com/watch?v=sg-Io6XtK5M#t=41

Człowiek - większość ludzi, przystosowany jest do roślinnego odżywiania, surowego, jednak bez warzyw i owoców, w ogóle bez pokarmu roślinnego są w stanie przeżyć ludy Północy. W jaki sposób? Jedzą surowe mieso i skorupiaki wyciągane okazyjnie z dna mórz i jezior.
Kluczowe jest tu nieprzetwarzanie, odżywianie się naturalnym pożywieniem, żywym, niosącym życie, witalizującym. To, co przetworzone takie nie jest. Wystarczy ugotować, usmażyć, wygrillować, długo przechować, a będzie to zupełnie inne pożywienie. Stanie się ubogie, martwe, niosące choroby, brak witalności, zmęczenie, stres, przyspieszające starzenie się.
Od kiedy zaczęły działać cywilizacyjne nawyki, a później propaganda, człowiek zaczął „wynajdywać” choroby: cukrzycę, nowotwory, układu krwionośnego i wiele innych, słusznie nazywanych cywlizacyjnymi. Lecz nie sama cywlizacjia je wywołuje, lecz jej kłamstwa odnośnie naszych nawyków żywieniowych i stylu życia (czyli brak ruchu, stres, sposób myślenia).
Co proponuję tym tekstem?
Uniezależnienie się od propagandy.
Zaufanie ciału i jego instynktom.
Zaufanie intuicji.
Zaufanie naturze.
Proponuję ją podglądać i brać stamtąd przykład, by zmienić - by wrócić do zachowań instynktownych, zamiast nawyków ukształtowanych przez propagandę i nasze własne przekonaia umysłu (które są czymś zupełnie innym niż podpowiedzi naszej intucji, wewnętrznej mądrości, będącej częścią natury, więc znającej prawdę).
Na swoich okazyjnych wykładach, często posługuję się przykładem mojego mistrza w naturalnym stylu życia i odżywiania. Ten mistrz nie czyta książek, nigdy nie był na żadnym wykładzie, nie usłyszał choćby jednej rady od tzw. mądrych głów, nie skorzystał z porady dietetyka, nie oglądnął choćby jednego programu kulinarnego, w ogóle nie zna się na sztuce przygotowywania potraw, a jest zawsze zdrowy, bo odżywia się w sposób naturalny, właściwy dla niego, bo instynktowny. To dzika sarna w lesie. Gdy mam dylemat dotyczący odżywiania, to obserwuję sarnę i odkrywam to co właściwe dla mnie.
Sarna nigdy nie słyszała o śniadaniach, obiadach i kolacjach, o kaloriach, o „zdrowych” zupach, o wielodaniowych obiadach, nie słyszała o urozmaiceniu menu, o witaminach, minerałach, białkach, itd., w zasadzie można powiedzieć, że nie ma żadnej wiedzy i pewnie dzięki temu jest mądra. Tak, mądrość zdobywa się przez doświadczenie, słuchanie dzikiego instynktu, a nie poprzez wiedzę. Zaryzykuję tezę, iż im większy postęp cywilizacyjny, im więcej ma do powiedzenia nauka w sprawach żywieniowych i stylu życia, tym większy mają problem ludzie ze zdrowiem. Im wyższy poziom medycyny tym więcej chorób ludzie cierpią.
Dlatego to właśnie sarna z lasu jest dla mnie o niebo większym autorytetem niż wszyscy profesorowie, docenci i magistrzy razem wzięci.
A i jeszcze jedno. Jak najłatwiej rozpoznać propagandę? Po ilości argumentów. Prawda nie wymaga badań, potwierdzania naukowego, nie potrzebuje żadnego uzasadnienia, żadnego argumentu. Ona po prostu jest, broni się sama swoim istnieniem. Natomiast propaganda wymaga argumentów. Im ma ich więcej, tym jest bardziej bezczelna i kłamliwa.
Teraz to już naprawdę wszystko.

Piotr Kiewra

niedziela, 8 lipca 2018

Jak sarna w lesie. Świadoma dzikość - warunek zdrowia.


Gdybyś wiedział tyle co sarna w lesie ... Byłbyś zdrowy!

Ona nie przeczytała żadnej książki, nie wysłuchała żadnego wykładu, nie zna się na dietetyce i zdrowej kuchni, nie ufa ślepo lekarzom, nie szuka wiedzy,  a .... jest zdrowa i szczupła. Dlaczego?

Spójrz na przeciętnego Amerykanina!  Ma wiedzę o zdrowej diecie w małym palcu.  Wie o żywieniu milion razy więcej niż człowiek pierwotny. I co z tego wynika? Że nie wiedza się liczy.
A sarna?
Ufa naturze. Nie myśli o zdrowiu, bo nie ma powodu by myśleć. Tak samo jest u każdego człowieka.
Zdrowie jest naszą naturą.  Nie musimy się nim zajmować.  Jedyne co trzeba robić to mu nie szkodzić i zaufac ciału i naturze.
Ludzie korzystając z mojego bloga, z nagranych przeze mnie filmików na moim kanale YouTube, proszą o to, bym pomógł, bym doradził im w przypadkach ich chorób, w przypadku ich nadwagi. Odpowiadam im, iż ja się tym nie zajmuję – w ogóle się nie zajmuję chorobami – tym się zajmuje medycyna (ta oficjalna – w większości farmaceutyczna, oraz ta prawdziwa – naturalna). Ja się zajmuję zdrowiem. To jest zupełnie inna dziedzina.
I jeszcze jedno: nie zajmuję się cudzym zdrowiem, lecz swoim.
Precyzyjniej mówiąc: pozwalam swojemu zdrowiu się manifestować, bo ufam swojej naturze, jak i tej, która mnie otacza. To wystarczy.
W związku z tym, wszystko, co głoszę, co opisuję, jest moim doświadczeniem. Wynika z obserwacji siebie samego, mojej natury, otaczającego mnie świata i innych ludzi. Powtarzam: wynika to z doświadczania, a nie ze zbierania cudzej wiedzy, czytania literatury naukowej, korzystania z badań nauki, z dorobku medycyny takiej, czy owakiej.
Ważne jest zrozumienie jednej rzeczy:
Zdrowie jest naszą naturą.
Czyli to zdrowie po prostu jest, jest nam przynależne, nie trzeba go szukać, budować ani nic robić by było. A nawet jest odwrotnie, im bardziej się nim zajmujemy, tym bardziej przywołujemy chorobę. To tak jak z przyrodą: im bardziej człowiek ingeruje w utrzymanie równowagi w przyrodzie, tym bardziej ją zakłóca.
Ktoś, kto zrozumie, czym jest zdrowie, żyje w ufności do swojej natury, do swojego ciała i nie robi nic, poza tym, że nie przeszkadza i po prostu ufa.
Żyje w zgodzie z naturą wokół i w zgodzie ze swoją naturą, oddaję się jej. Ciało ma swoją odporność, potrafi się samouzdrawiać, wystarczy tym naturalnym procesom zawierzyć, poddać się im.
To zrozumienie oznacza, że wiedza na temat zdrowia właściwie jest nam niepotrzebna. Przecież jesteśmy w tej dziedzinie dokładnie takim samym żwierzęciem jak dzika sarna w lesie. Ona nie ma żadnej wiedzy w tym zakresie. Nie podejmuje żadnych kroków by zadbać o zdrowie, nie uczy się, nie poszukuje, nie pyta, nie czyta, nie chodzi na wykłady, a „wie”. Ma instynkt.
Człowiek też ma instynkt, lecz go odrzucił, zasłonił wiedzą jego skuteczne działanie, bo zaczął się przejmować, zaczął rozmyślać na temat zdrowia, a właściwie to – przepraszam za wyrażenie – zgłupiał, bo tak jak mówią mędrcy:
„Głupiec zajmuje się chorobą. Mądry człowiek usuwa przyczynę choroby, a ta znika sama”.
Dla większości ludzi takie podejście wydaje się być bardzo trudne i wtedy tłumaczą się brakiem potrzebnej wiedzy. Wtedy ripostuję, mówię im, że cała wiedza jest w lesie, że wystarczy poobserwować sarnę, dziką sarnę: co ona robi, co je, co „myśli” na temat zdrowia i choroby i czy w ogóle myśli. Jestem zdania, iż ona poddała się naturze i swojej własnej naturze. I to jej wystarcza. Wystarcza też człowiekowi.
Jednak pod tym względem człowiek jest głupi. I tu wierzę mistykom, którzy mówią, że głupotą jest wierzyć słowom i cudzej „prawdzie”, zaś mądrością jest kierować się swoim doświadczeniem.
Otóż dzisiaj chciałbym ci opowiedzieć o moim doświadczaniu zdrowia, o tym, co robię, co stosuję. Moje doświadczenie jest takie same jak sarny w lesie, bo to, co obserwuję u siebie, widzę też, iż jest jej codzienną praktyką.
Swoje cykle poświęcone zdrowiu nazywam zdrowym stylem życia, albo samouzdrawianiem. W tym drugim przypadku, samouzdrawianie to jest zaufanie naturze swego ciała i otaczającej nas naturze. Jeśli to zaufanie jest prawdziwe, nieudawane i jest głębokie, to wystarcza by zdrowie utrzymać, by w nim trwać.
Nie mylmy jednak ufności z wiarą: wiara jest czymś płytkim, mentalnym, czymś wyćwiczonym i wynikającym najczęściej z cudzych nauk, ufność zaś jest czymś duchowym, jest przede wszystkim zaufaniem sobie samemu, swojej naturze. Ufność jest pozwoleniem sobie na bycie sobą. Ufność jest rozluźnieniem się, poddaniem się egzystencji – życiu (Bogu jeśli wolisz użyć tego słowa), naturze.
Zatem jakie jest to moje podejście? Na czym opiera się mój styl życia? Czym jest samouzdrawianie?
Najpierw kilka zdań wprowadzenia:
Każda moneta ma dwie strony. Zdrowie też. Tą drugą w przypadku zdrowia jest choroba. Choroba jest informacją o zakłóceniu równowagi. Człowiek – jego ciało - funkcjonuje w pewnej harmonii, jest ona dla niego stanem naturalnym. Zdrowie jest naszą naturą.
Jest to bardzo ważna prawda i dlatego powtórzę ją jeszcze raz:
ZDROWIE JEST NASZĄ NATURĄ.
Wynika z niej, że to zdrowie jest stanem naturalnym, a choroba wynaturzeniem, odejściem od natury. Mówiąc o naszej naturze mam na myśli nie tylko tę naturę, która nas otacza, lecz także naturę naszego ciała, naturę człowieka, który stanowi wraz z umysłem i pierwiastkiem duchowym, pewną całość i jako tak rozumiany człowiek, stanowi całość z otaczającym nas światem – naturą: światem nieprzetworzonym przez człowieka, światem jak najbliższym stanu pierwotnego.
Co wynika z takiego rozumienia zdrowia i choroby?
A no to, iż istotą naszych wysiłków, stylu życia, powinno być podtrzymanie zdrowia, podtrzymanie panującej w ciele równowagi, albo odwrotnie: niezakłócanie jej.
Natomiast podejście współczesnego, czyli cywilizowanego człowieka jest zupełnie odwrotne: walczymy z chorobami. Najpierw odchodzimy od natury, niszczymy ją, niszczymy siebie, swoje ciało, zakłócamy stylem życia, napięciem, jakie tworzymy poprzez sposób myślenia: poprzez bieg w przyszłość (ku realizacji pragnień materialnych i mentalnych, które w ostateczności unieszczęśliwiają), lub nawykową obecność mentalną w przeszłości.
Walka z chorobami jest tysiące, miliony razy droższa i na dłuższą metę zupełnie nieskuteczna. Jest droższa nie tylko dla jednostki, ale dla społeczeństwa.
Co proponuję? Oto kilka moich propozycji:
  1. Zadaj sobie pytanie i szczerze sobie na nie odpowiedz: Co jest moim pragnieniem: zdrowie, czy choroba? Dla większości ludzi ich podświadomym wyborem jest nieszczęście, jest choroba, bo zapewnia im zainteresowanie otoczenia, wzmacnia ich poczucie ważności, zapewnia temat do rozmów, pomaga skupić uwagę innych na ich problemach, na ich osobie.
  2. Wzmacniaj odporność. Zaobserwuj u sarny, co wzmacnia jej odporność. Tak samo będzie u ciebie. Wzmacnia to nie tylko tę odporność wrodzoną, lecz też adaptacyjną – nabytą poprzez specjalne zabiegi. Te zabiegi to nic innego jak powrót do natury: naturalne odżywianie się nieprzetworzoną żywnością, a więc przede wszystkim surowymi owocami, tym, czym byś się odżywiał jako człowiek pierwotny i w taki sposób jak człowiek pierwotny, czyli raczej rzadziej niż częściej, np. raz dziennie. Pamiętaj, iż częsta głodówka trawająca kilkanaście godzin, dzień lub kilka dni, jest stanem naturalnym. Naturalne dla człowieka jest zimno i gorąco, naturalnym dla człowieka jest obecność zarazków chorobotwórczych, których systematyczna obecność wzmacnia system immunologiczny.
  3. Systematycznie – codziennie stosuj ruch. Najlepsze są te naturalne i te najłatwiej dostępne: marsz, bieg, rozciąganie mięśni, ćwiczenia siłowe z naturalnym obciążeniem swego ciała na wszystkie grupy mięśniowe.
  4. Kieruj się uczuciem, a nie wiedzą. Serce, intuicja i twoje własne doświadczenie są twoją mądrością, a nie wiedza. To pomoże ci odkryć swoje prawdziwe pragnienie, nie te związane z materią, z przedmiotami umysłu, lecz te najgłębsze, nienazwane, prawdziwe, które możemy nazwać twoją prawdą.
  5. Medytuj, czyli obserwuj siebie: swoje ciało, jego reakcje, jego potrzeby – te prawdziwe, np. te instynktowne jego zachowania dotyczące diety, jego naturalnych potrzeb, a nie te wyedukowane i ukształtowane wychowaniem i narzuconym przez społeczeństwo stylem życia, np. sztuczne nawyki dotyczące smaków, itp. Obserwuj przede wszystkim swój własny umysł, jak próbuje grać, udawać, jak mnoży przeszkody, problemy, napięcia, jak próbuje cię oddalić od samego siebie, jak proponuje ci ucieczki, odwrotne rozwiązania, jak próbuje cię przekonać, iż nie masz czasu dla siebie, jak mnoży ci myśli dotyczące twojej przeszłości i przyszłości, a zabiera cię z TERAZ. Medytacja pozwoli ci odnaleźć miłość i zaufanie do siebie.
Medytacja w tym przypadku jest tym, co nazywam rozmową z ciałem. Ta rozmowa to słuchanie, to uważne obserwowanie. Ciało wysyła informacje, daje ci sygnały o tym, że odbiegasz od natury. Każdy dyskomfort, każdy przejaw złego i gorszego samopoczucia, każdy ból, cierpienie, każdy odgłos twego ciała, to informacja o tym, że coś zrobiłeś i robisz nie tak. To informacja, że idziesz niewłaściwą drogą, że myślisz nie tak, że twoje przekonanie jest niewłaściwe, że jesteś napięty, że jesz to, co ci nie służy, że odchodzisz od natury.
Rozmowa z ciałem pozwala odnaleźć przyczynę. Pozwala zamienić symptomy na pełnię zdrowia, przywrócić stan równowagi zakłócony twoim niewłaściwym działaniem, myśleniem, brakiem zaufania, napięciem – stresem.

Kluczem jest tu odporność, jest potencjał twego ciała do samouzdrawiania. Potrzebne jest tylko zaufanie – bezwarunkowe zaufanie – poddanie się naturze.

Wg tego rozumienia cywilizacja to „grzech”, czyli to zupełnie odwrotne podejście do życia. Wg relijnego rozumienia, człowiek wyszedł z raju zrywając owoc z drzewa poznania, z drzewa wiedzy. To metafora, lecz dokładnie mówi o tym, o czym tu piszę.
Dlatego kluczem jest tu zrozumienie  i poddanie się, a nie jakieś działania, jakieś zabiegi i jakaś speltakularna i bogata wiedza. Jest nawet odwrotnie – celowe jest jej porzucenie. To jest powrót do raju – dosłownie, to jest na powrót stanie się dzikim, czystym, rozluźnionym, ufnym, bliskim swojej naturze.
Mogę taki stan określić dwoma słowami, nie da się krócej:
Być sobą.  
I w zasadzie to wszystko.
Ile czasu mi to zajmuje? To w ogóle nie zajmuje mi czasu. To co robię, to robię zamiast. Zamiast czego? Poobserwuj sarnę w lesie to się dowiesz, zamiast czego, robisz to, co robisz. Zaobserwujesz również - i to chyba będzie najważniejsze odkrycie, iż zamiast żyć, naprawdę żyć rzeczywistym życiem, to ty myślisz, że żyjesz.
To ostatnie zdanie to tylko pozorny absurd, bo tak naprawdę tylko twoje myśli czynią cię chorym, każą zabiegać u innych o uzdrowienie, czynią cię nieszczęśliwym, tworzą wszystkie twoje problemy. Dlatego z tych pięciu punktów, za najważniejszy uważam ten ostatni.
Gdy medytacja stanie się codziennością, nie trzeba już o nic zabiegać, bo wszystko, co dobre przyjdzie samo. Nie mówię, iż to, co złe, czy gorsze nie pojawi się, owszem asystuje temu dobremu, ale ostatecznie ufność pozwala zawsze wydostać się na wierzch temu, co dobre.
Ufność pozwala zdrowiu wyjść na wierzch, pozwala się zdrowiu manifestować i ci służyć.
Zdrowie się manifestuje radością, pełnią energii – witalnością, kreatywnością, ale również bólem będącym informacją, zaszyfrowaną wiadomością – sprawdzianem twej uważności.
Nie oddalaj się więc od naury, od siebie, bądź uważny i bądź ufny.

Co robię by wzmacniac odporność? W jaki sposób żyję jak sarna w lesie?
Oto mój zestaw samouzdrawiający?
  • Każdego ranka piję nieprzegotowaną, „żywą” wodę.
  • Bywam na słońcu tyle ile się da. Pozwalam mu zobaczyć tyle procent mojej skóry, ile się tylko da. Zimą nie używam szalików, czapek. Nie zasłaniam nimi ciała, to pozwala słońcu docierać do mnie.
  • Stosuję takie dawki naturalnego ruchu ile się tylko da: marszu, spaceru, marszobiegu, biegu, górskich wędrówek, jazdy rowerem, ćwiczeń z obciążeniem własnego ciała, lub z ciężarkami – trwa to minutę dziennie. Rozciągam newralgiczne punkty mojego ciała – trwa to jak u kota, parę sekund.
  • Odżywiam się w sposób naturalny – raz dziennie, nie licząc porannego owocu, późnym popołudniem jem jeden posiłek o dowolnej obfitości. Są to surowe warzywa, owoce, czasem coś ugotowanego, np. ziemniaki, kasza, jajka. Jedyny suplement to wysokiej jakości napój z noni, najsilniej wzmacniającej odporność rośliny .
  • Pozwalam sobie na kontakt z zimnem i naturą, tyle ile się da. Pływam zimą, chodzę i biegam boso przez okrągły rok.
  • Pozwalam na kontakt  z wirusami i bakteriami, co wzmacnia moją odporność. Nie unikam kontaktu z chorymi, z niehigienicznymi warunkami.
  • Gdy pojawia się jakaś dolegliwość, tak długo nasłuchuję tego sygnału, tak długo „drążę” tę informację, aż zrozumiem, czemu miała służyć. Tak odkryłem, jeszcze w we wczesnym dzieciństwie (instynktownie), że mięso nie jest dla mnie właściwe. Później, że szkodzi mi mleko i jego przetwory. Tak też  odkryłem, że nie służy mi gotowane, smażone, przetworzone jedzenie. Nie służy mi chleb, oleje roślinne, nie służy mi dłuższy bezruch, nie służy mi wiedza, nadmierna ambicja, otaczanie się materią i służenie jej. Nie służy mi kierowanie się przekonaniami, nawykami, obciążanie się myślami. Nie służy mi nadmiar cywilizacji, informacji ze świata, itd.    
No i stałem się dziki jak sarna. Taka świadoma dzikość to …
To już dopowiedz sobie sam, bo ty kreujesz swój los w stu procentach: “Jesteś kowalem swego losu.”  I “jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”.
Jeśli nie wierzysz sarnie, jesli nie chcesz być świadomie dzikim, masz jakikolwiek wykręt, by tego, co tu powiedziałem nie robić, to świadczy to o tym, że wybrałeś chorobę i nieszczęście jako twój styl życia ... więc nie przynoś mi płaczu, nie opowiadaj o swoim cierpieniu. Nie mam ochoty wzmacniać twego ego.

Piotr Kiewra