piątek, 10 marca 2017

Zdobywać, czy wędrować?*

Póki żyjemy jesteśmy poszukującymi prawdy. Każda nasza aktywność, każde działanie i niedziałanie ma ukryty lub jawny cel - poszukiwanie, pragnienie poznania. Samo istnienie, bycie jest poszukiwaniem.

Świat, to nie tylko wybrane miejsca, ale każdy kawałek przestrzeni. To nie tylko turystyczne atrakcje: zabytki, cuda natury, ciekawe kultury, nieodkryte tajemnice, ale każdy kawałek przestrzeni, również pustkowia, miejsca opuszczone i odludne.

Góry to nie tylko szczyty, lecz i doliny. Świat jest całością i góry są całością.

Dlatego prawdziwy poszukujący to ktoś, kto zaspokaja głód poznania poznając całą tę przestrzeń, ktoś, kto stawia i waży kroki nie tylko ku szczytom, lecz jest uważny przy każdym stawianym kroku.

Wędrując po świecie i po różnych górach, najczęściej po Tatrach, zauważam wśród poszukujących dwie grupy ludzi: zdobywców i wędrowców.

Nie, żadna z nich nie jest lepsza, czy gorsza. Są inne. Są etapami drogi.

Zdobywcy pędzą ku szczytom, ku atrakcjom, ku odległym zakątkom – zaliczają. Zaspokajają głód emocjonalny. Potrzebują silnych wrażeń, tego by widzieli ich wyczyn inni, bo chcą się wyróżnić, albo chcą dorównać innym. Pragną sławy, zaspokojenia ambicji, zrealizowania celów i marzeń. Lub inaczej, pcha ich do zdobywania pragnienie doskonalenia siebie, poznania swoich możliwości, udowodnienia sobie (może i innym) swojej własnej wartości: siły ciała i charakteru, wytrwałości, odwagi. Oni idą ku szczytom, wspinają się, by podziwiać widok ze szczytu, by cieszyć się patrzeniem na świat z góry, by w ten sposób przeżywać chwile przyjemności i szczęścia.

Wędrowcy są inni. Dla nich liczą się nie tylko szczyty, lecz i doliny, i wszystkie pozostałe miejsca i przestrzenie. Dla wędrowca ważny jest każdy krok. Doświadczają przyjemności i szczęścia i na pustkowiu, i tam gdzie ich nie widzą inni, tam gdzie nie ma nic (wydawałoby się dla zdobywców) ciekawego. Dla nich początek drogi ku szczytom, jak i każda część ścieżki nie jest poświęceniem, stratą czasu, więc raczej nie pędzą, nie wspinają się tam, gdzie najtrudniej, tam gdzie czeka ich prestiż, pochwała, docenienie, jakakolwiek materialna lub mentalna nagroda.

Każdy z nas jest albo zdobywcą, albo wędrowcem. Rodzimy się jako potencjalni wędrowcy, stajemy się zdobywcami, jesteśmy nimi w młodości – najczęściej. Gdy zdarza nam się dojrzewać, zaglądać coraz częściej w głąb siebie, odkrywamy w sobie wędrowca.

Zdobywanie jest właśnie drogą ku odkryciu innej drogi, tego, że to wędrówka jest celem, a nie zdobycze.

Obie drogi są naszym udziałem w różnych okresach życia. Lecz nie wiek o tym decyduje. Wiek nie ma z tym nic wspólnego, to raczej intensywność poszukiwania jest tu wyznacznikiem.

Mimo, że ci drudzy wędrują wolniej, nie spiesząc się, to ich poszukiwanie jest bardziej intensywne, przez to i głębsze, bo poszukują w każdym stawianym kroku, w każdej chwili. Są w teraźniejszości.

Zdobywcy są w przyszłości, są już myślą na szczycie. Większość drogi ku szczytom to dla nich strata czasu, to niepotrzebne cierpienie. Są więc bardziej niecierpliwi, raczej biegną, częściej się potykają, upadają i giną, zdecydowanie mniej zauważają. Więcej mówią o przeszłości, o dokonaniach, o planach, o kolejnych celach, dlatego wolą chodzić i zdobywać w grupie.

Wędrowcy są cisi, ustają nawet ich wewnętrzne mowy. Ich wędrówka jest wędrówką serca, a nie nóg i głowy. Widzą i czują, bo rozumieją, czym i kim są napotkane po drodze kwiaty, kamienie, drzewa, trawy, zwierzęta i ludzie.

W wędrówce dochodzą do coraz głębszego zrozumienia siebie, a przez to i świata. U zdobywców jest odwrotnie – pragną zdobywać, by zrozumieć świat.

Dla zdobywców góry, pasje, wszelkie działania są czymś, co ich łączy z innymi ludźmi.

Dla wędrowców góry, pasje, jak i wszystko inne, są ścieżką do siebie samego, a więc do uwolnienia się od przywiązań, a poprzez to do duchowego połączenia z całością.

Łatwo jest odróżnić zdobywcę od wędrowca, nie tylko w czasie podróży po świecie, w czasie marszów po górach, na tatrzańskich ścieżkach, lecz widzę to też na forum grupy, którą prowadzę na Facebooku (Tatry – górskie wędrówki).

Jest wiele różnic. Kolejna: zdobywców denerwuje mnogość wędrujących na szlakach, a nie przeszkadza im tłok na szczycie. Wędrujących cieszą rzesze innych wędrowców, lecz na szczytach lubią być sami (i są sami, nawet, gdy na szczycie jest tłoczno. Paradoks? To tylko pozorny paradoks).
Jeszcze jednym się różnią jedni od drugich: zrobionymi fotkami. Zdobywcy pstrykają przede wszystkim fotki sobie, a reszta jest tłem. Wędrowcy fotografują ścieżki, nie siebie.

Łatwo jest odróżnić, ale łatwo jest i zauważyć, jak z każdym krokiem stawianym w górach zdobywcy odkrywają coś większego niż przyjemność zdobywania - odkrywają radość wędrowania, coś, co jest cały czas obecne w wędrowcach.

I zdobywanie, i wędrowanie, to etapy. Zdobywanie jest wcześniejsze, jest pierwszym etapem, wędrówka jest później. Zdobywanie jest etapem drogi ku wędrowaniu. Inny scenariusz jest niemożliwy.

Z natury, każdy już jest wędrowcem, lecz musi to odkryć. Zdobywanie jest więc drogą ku odkryciom. Im większymi stajemy się
zdobywcami, tym szybciej odkrywamy tego wewnętrznego wędrowca wędrującego po świecie zewnętrznym, lecz poznającego wnętrze.

I to jest jedyny i prawdziwy cel wędrówki, lecz i zdobywania. Nie ma innego celu. Wszystkie inne cele to iluzje.

Piotr Kiewra     



*Tym wpisem przedstawiam też szerzej ideę facebookowej grupy Tatry – górskie wędrówki

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Twoje komentarze są moderowane.